Według zgodnej wymowy sondaży w drugiej turze wyborów wystąpią Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski. Mają taką przewagę poparcia, że stawką są tu przede wszystkim względy prestiżowe – 33 czy 36, 38 czy 41 etc. Głosowanie na nich w pierwszej turze niczego – w sensie wyniku wyborów – nie zmieni. Znaczenie polityczne będzie miał dopiero wybór spomiędzy nich Prezydenta RP 4 lipca. Oczywiście ci, którzy uznają ich politykę za optymalną – powinni na nich głosować. Ale głos oddany na jednego z tych kandydatów bez przekonania, z racji pragmatycznych, by wpłynąć na ostateczny wynik wyborów, będzie głosem straconym. W pierwszej turze rozstrzyga się coś zupełnie innego. Przede wszystkim – kto będzie trzecią siłą polskiej polityki. Rzecz zasadnicza – bo przez dwadzieścia lat niepodległości wszystkie rządy miały charakter koalicyjny. Na chwilę obecną – głosując w pierwszej turze na Kaczyńskiego lub Komorowskiego – zgadzamy się, by był nią Grzegorz Napieralski i radykalna lewica. Rządzą dziś w mediach – ich wpływ w państwie ulegnie utrwaleniu. Będę wywierać wpływ na politykę PiS i PO – jak w tej chwili (w przeddzień wyboru prof. Belki na Prezesa NBP). Nie można się na to biernie zgadzać i wiem, że możemy to zmienić. Ostatni sondaż CBOS pokazuje, że 7 % Polaków popierających innych kandydatów – rozważa głosowanie na mnie. W tym – co szósty zwolennik Jarosława Kaczyńskiego. Czy warto, by dla prestiżu pomagali w utrwaleniu pozycji SLD w państwie?

Zresztą nie tylko dla prestiżu. Jarosław Kaczyński wielokrotnie powtarzał, że nie chce żadnej partii „na prawo od PiS”. Dlaczego? Bo chce mieć wolną rękę do takich działań i zaniechań – jak opisane w poprzednim wpisie na blogu. Chce być wolny od powinności wspierania cywilizacji życia, opinii chrześcijańskiej w Europie, praw rodziny. Tymczasem w każdej z tych spraw obecność prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej w naszym życiu publicznym jest konieczna. Niestety, głosowanie na kandydatów dominujących partii – jest jednocześnie głosowaniem za eliminacją prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. W tych wyborach bronię jej obecności w polskiej polityce – ale przede wszystkim walczę o jej wpływ na przyszłość Polski.