Pan Napieralski odkrywa programową kartę: zerwanie Konkordatu ze Stolicą Apostolską, usunięcie religii ze szkół (przede wszystkiej katechizacji katolickiej, ale również prawosławnej na Podlasiu i ewangelickiej na Śląsku Cieszyńskim), uchylenie prawnej ochrony życia przed urodzeniem. I na tę właśnie kartę grają Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski. Obaj spokojnie rozważają danie nowego impulsu radykalnej lewicy. Dlaczego? Bo Pan Napieralski jest miły (jak mówi Jarosław Kaczyński) i użyteczny (dla Bronisława Komorowskiego). I już współdecyduje o polskiej polityce: zarówno państwowej telewizji, jaki i Banku Narodowym, którego kierownictwo przejął przeciwnik narodowej waluty (a więc konstytucyjnych kompetencji samego NBP).

W nadchodzącym głosowaniu nie wybierzemy jeszcze Prezydenta. Druga tura będzie 4 lipca, a 20 czerwca określimy na nowo kształt życia publicznego w Polsce. W tej pierwszej turze powinniśmy przede wszystkim osłabić impet radykalnej lewicy – pozbawić ich pozycji trzeciej siły polskiej polityki. Jarosław Kaczyński nie ubiega się o trzecie miejsce w tych wyborach, walczy o prezydenturę. Chcę walczyć o trzecie miejsce w tych wyborach – dzięki czemu możemy wygrać obie tury: i pierwszą, i drugą. Wszystkich wyborców, którzy podzielają moje poglądy, ale wahają jeszcze się na kogo głosować w pierwszej turze (wg ostatniego biuletynu CBOS jest ich 7 %, czyli przy 60 % frekwencji ponad milion) – proszę o poparcie. Radykalna SLD-owska lewica nie musi być trzecią siłą polskiej polityki. Wszystkich, którzy powtarzają bezsensowne hasło „nie ma szans” – odpowiadam: mamy szansę na trzeci wynik w tych wyborach. Nie pozwólmy, by wykorzystał ją za nas (i przeciw nam) pan Napieralski.