Dziękuję Wszystkim za słowa poparcia – tym cenniejsze, że odnoszące się do zasad, nie do prognoz wyborczych. Nie sposób odnieść się do wszystkich komentarzy, zatrzymam się dziś na jednym. Oczywiście, Agnieszka ma rację, że sondaże hipnotyzują i deformują opinię publiczną – to prawda, ale są i trzeba działać w tych warunkach. Opinia publiczna nie tyle „jest”, co powstaje – i trzeba ją tworzyć, na tym również polega walka polityczna. (O opiniach historycznych znajomych Pani Agnieszki napiszę jutro). A jak powiedział mi jeden z amerykańskich analityków politycznych: demoskopia jest nauką, ale interpretacja danych demoskopijnych jest sztuką. Mogliśmy łatwo mieć czwarte miejsce w tych wyborach. Było to prostsze niż we wszystkich poprzednich wyborach prezydenckich. To byłby również silniejszy głos w drugiej turze. Wystarczyłoby, żeby 300 tys. wyborców Jarosława Kaczyńskiego (niektórzy wręcz napisali o tym na tym blogu), poparło moją kandydaturę. 5,5 mln. głosów z powodzeniem wystarczyłoby Prezesowi PiS do udziału w drugiej turze. I nie są to spekulacje post factum, bo to samo pisałem przed wyborami. Powtarzałem, że „pragmatyczny”, „nie zmarnowany”, wpływający będzie w pierwszej turze wyborów’2010 głos na kandydatów „trzecich”, walczących o pozycję trzeciej siły polskiej polityki. Jarosławowi Kaczyńskiemu nie groziła implozja wyborcza (bo poparcie dla mnie wg CBOS rozważało 15 % jego wyborców, czyli 700-800 tys.). Decyzję o tym, by nie walczyć o realną pozycję prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej (której było trzeba tak niewiele), podjęli jednak konkretni liderzy opinii katolickiej (Krystyna Czuba, Ewa Polak-Pałkiewicz, Lech Stefan, Wojciech Wencel, Antoni Zięba). Postawili na bezwarunkowe poparcie dla PiS, a nie na warunkową współpracę. Nic nie wiadomo mi o zobowiązaniach społecznych, które od swego kandydata uzyskali. Podejrzewam, że nawet nie zdecydowali się o nie… zwrócić. Rozumiem, że chcieli poprzeć Jarosława Kaczyńskiego; ja też go poprę w drugiej turze. Ale w pierwszej mieliśmy szansę wzmocnić prawicę chrześcijańsko-konserwatywną. Raz jeszcze dziękuję Wszystkim, którzy pomogli przynajmniej utrzymać nasze pozycje. Głosowało na nas więcej Polaków niż w wyborach europejskich. Jeśli chce się pracować dla cywilizacji chrześcijańskiej – trzeba umieć iść pod prąd.