Ludzie razem w ogóle (i naród konkretnie) powinni i mają prawo wyznawać wiarę publicznie. Wiarę w ogóle należy wyznawać. Odkupienie nie jest legendą – ale do każdego chrześcijanina należy wybór czy będziemy Je traktować jako ocalenie przyniesione wszystkim ludziom czy jako prywatnie inspirujący mit. Sensem obecności krzyża w życiu publicznym jest właśnie – zaraz po wdzięczności wobec Zbawiciela – potwierdzenie tej prawdy. Wprowadzanie w tej sferze zakazów jest po prostu ograniczaniem ludzkiej wolności. Co ciekawe – atakowany jest krzyż, bo ciągle (mimo wszystkich kompleksów katolików) reprezentuje wiarę. Religijne ceremonie intronizacyjne, jak w Wielkiej Brytanii czy innych protestanckich monarchiach Unii Europejskiej, są tolerowane – bo przez ogromną część własnych społeczeństw traktowane są umownie, jako zwyczaj.
Warto zastanowić się co oznacza (w konsekwencjach) idea deportacji chrześcijaństwa w sferę czysto prywatną. Jak mądrze zauważyła Jeanne Smits, znana francusko-holenderska publicystka katolicka, po usunięciu krzyży ze szkół przyjdzie pora na usunięcie świąt chrześcijańskich z kalendarza państwowego. Niestety, doświadczenie uczy, że antyutopie spełniają się raczej prędzej, niż później.
A swoją drogą ciekawe: czy nasi polemiści proponują usunięcie półksiężyca z tureckiego sztandaru narodowego – jako element negocjacji na temat wstąpienia Turcji do Unii Europejskiej? Pewnie tak. Chrześcijaństwo jest o wiele skromniejsze: nam wystarczają kryteria kopenhaskie, a konkretnie w sferze religii zapewnienie publicznych praw Kościołowi, swoboda pracy seminariów duchownych, bezpieczeństwo księży. Prawo miłości jest dobrą szkołą tolerancji.
Do Micho: Wie Pan, jest pewna sprzeczność pomiędzy potępieniem przez papieża wojen neokolonialnych a zachowaniem Kościoła w tej sprawie. Na jakiej więc podstawie katoliccy politycy popierają te wojny? Jak mogą tam jechać katoliccy żołnierze, pomimo potępienia przez papieża? I kapelani, w dodatku uzbrojeni? Dlaczego sami, nawet bez papieża a w oparciu o Biblię i Dekalog, nie rozumieją że to jest złe? Dlaczego nawet bez Biblii i Dekalogu nie czują jak mają postąpić – dzięki własnemu człowieczeństwu? Jak to jest że katolickie społeczeństwo nie protestuje w swej masie przeciw wojnie, czynią to na ogół ludzie niezwiązani z Kościołem? Z jakiego powodu Kościół jako organizacja nie reaguje? Czy nie dostrzega Pan w tym jakiegoś zakłamania i zaprzeczenia wyznawanym wartościom? Również pozdrawiam.
Do Obserwatora: Moje słowa “Wtedy Kościól nie byłby winny…” to była taka delikatna uszczypliwość a nie zgoda z Panskimi poglądami.
W 1939 roku zaczęła się II wojna światowa. Francja i Wielka Brytania nie przyłożyły ręki do tego zła(znowu moja uszczypliwość). Pan uwaza,że to było dobre i na ich miejscu zrobiłby to samo? To proszę się uznać za winnego śmierci i cierpienia wielu milionów ludzi (skutki tamtego bestialstwa nadal ponosi wielu ludzi – przynajmniej w warstwie psychiki). Rozumiem, że Pan sugeruje że gdyby polscy żołnierze wtedy złożyli broń to ułagodziliby w ten sposób nieprzyjaciół i nie byłoby tragedii. Przed Rosjanami złożyli…
Co do Sokratesa – tego typu przesladowania (jak i wspomnianego przez Pana Łyszczyńskiego) nie pochodzą z niewiedzy. Pochodzą ze złej woli oskarżających. I jest to kwestia indywidualnej ludzkiej kondycji, nie wyznania.
Mam przewrotne pytanie: co by Pan zrobił z chrześcijaństwem , gdyby nas było w Polsce 25% a Pan zostałby głową państwa przy poparciu 70% społeczeństwa utożsamiającego się z Pańskimi poglądami?
Do Obserwatora: Ma Pan pewnie po części rację. Trzeba przyznać, że wojska do Iraku i Afganistanu wysłały również partie prawicowe, deklarujące przywiązanie do wartości chrześcijańskich. Ale sprzeciw Jana Pawła II, reprezentującego cały Kościół katolicki, w tej sprawie był jednak jednoznaczny. Co do kapelanów, nawet jeśli są uzbrojeni to zapewne po to by się bronić. Zakazywanie wyjazdu kapelanom na wojnę z chrześcijańskimi żołnierzami raczej kojarzy mi się z zakazem pełnienia posługi kapłańskiej w więzieniach itp. Tak myślę, choć może troszkę przesadzam. Z pewnością obecność wojsk NATO-wskich czy koalicyjnych w Iraku i Afganistanie nie można tłumaczyć np. chęcią niesienia pomocy żyjącym tam i uciskanym przez muzułmańską większość chrześcijan. Wkroczenie europejskich czy amerykańskich wojsk zostało w tych krajach odebrane przez muzułmanów jako kolejna krucjata, i tym bardziej zwiększyły się prześladowania chrześcijan. Jednak faktycznie sprzeciw wobec wojen ze strony chrześcijan nie zawsze jest wystarczający i dostatecznie widoczny. Może dzieje się tak m.in. dlatego, że wiele organizacji aktywnie protestujących na rzecz pokoju (co jest oczywiście bardzo słuszne i szlachetne) jednocześnie często postuluje wprowadzenie aborcji, eutanazji, legalizację związków homoseksualnych oraz innych spraw sprzecznych z nauczaniem Kościoła. Nie jest to jednak wytłumaczenie dla bierności ludzi Kościoła wobec dramatu i zła wojen. Choć z drugiej strony wiadomo, że w wielu krajach biednych, dotkniętych wojnami, misjonarze i organizacje charytatywne związane z Kościołem skutecznie niosą pomoc wszystkim potrzebującym, ofiarom tychże wojen. Pozdrawiam!
Jeszcze co do wojen ogólnie: oczywiście nie ma niczego złego w tzw. wojnie obronnej, jeżeli ta obrona jest uzasadniona (np. obrona Polski przed nazistowskim i radzieckim atakiem w 1939 roku). Każdy naród i każdy człowiek ma prawo do obrony. Nie ma w tym nic złego, o ile nie przekracza się pewnych nienaruszalnych granic, np. nawet broniąc się przed atakiem wroga, nie można zabijać niewinnych ludzi, itp. Zawsze jednak ten, kto wywołuje wojnę i atakuje jest winny (choć np. gdyby Francja i Anglia w 1939 roku dotrzymały swoich sojuszniczych wobec Polski zobowiązań i zaatakowałyby III Rzeszę po 1 września 1939, to nie byłoby to zło, gdyż wspomagałyby uzasadnioną obronę naszego kraju przed atakiem wroga, który tą wojnę wywołał). Można się zastanawiać czy wojnę w Afganistanie wywołał prezydent Bush wysyłając tam amerykańskie wojska, czy też wcześniej Osama Bin Laden organizując ataki terrorystyczne (w dodatku skierowane przede wszystkim w niewinnych cywilów) na USA. Abstrahując jednak od tych wątpliwości i przyglądając się przebiegowi tej wojny, widać wyraźnie, że przyniosła ona więcej zła niż dobra. Zresztą jest to cecha większości wojen i zbrojnych konfliktów jakie w historii ludzkości się rozegrały i jakie nadal się toczą w różnych zakątkach świata…
Do mjk007: 1.Ja myślę że jeśli szukamy uczciwie prawdy i wypowiedzieliśmy jakieś słuszne zdanie, niezgodne z całością głoszonych przez nas poglądów, a ktoś nas na tym przyłapał, to nie warto się z tego zdania wycofywać. 2.Zdumiewające jest nierozróżnianie wojny obronnej od agresji. Pierwsza jest tragiczną koniecznością, druga zbrodnią i ludobójstwem. Dlatego porównywanie obrony Polski z roku 1939 i uczestnictwa w okupacjach Iraku i Afganistanu nie ma sensu. To są dwie całkowicie odmienne sytuacje. Kiedyś byliśmy ofiarami, obecnie agresorami. Nawet komuniści dzielili kiedyś wojny na sprawiedliwe i niesprawiedliwe, choć stosowali to do swoich celów. Tym bardziej chrześcijanie, czerpiący naukę głównie z Nowego Testamentu w którym jest wiele pacyfistycznych treści, powinni to zrozumieć! 3.Pisze Pan że prześladowania biorą się nie z niewiedzy ale ze złej woli. Naturalnym jest tu pytanie: A skąd się bierze zła wola? Czy myśli Pan że to szatan-diabeł rozbudza ją w człowieku? Oczywiście są ludzie o różnych psychicznych i fizycznych skłonnościach. Ludzie ci cierpią w życiu i zadają cierpienie innym z powodu naruszonych więzi z rzeczywistością i niezrozumienia jak należy żyć. To jest właśnie niewiedza będąca przyczyną zła. 4.”Mam przewrotne pytanie: co by Pan zrobił z chrześcijaństwem , gdyby nas było w Polsce 25% a Pan zostałby głową państwa przy poparciu 70% społeczeństwa utożsamiającego się z Pańskimi poglądami?” A co w ogóle można zrobić z chrześcijaństwem? Niczego nie można zrobić. Jak już pisałem, nie uznaję prześladowania kogokolwiek za przekonania, jeśli w tym przewrotnym pytaniu ma Pan to na myśli. Należałoby jednakowo traktować wszystkich ludzi, których światopogląd jest przecież ich prywatną sprawą. Myślę że podane w pytaniu liczby nie są przypadkowe ale odnoszą się do obecnego stanu społeczeństwa polskiego. Wbrew oficjalnej statystyce wyznaniowej ilość naprawdę wierzących jest jeszcze mniejsza niż 25%.
Do Micho: 1.Jest zasadnicza różnica pomiędzy rolą kapelanów w więzieniach i w wojsku. Ci pierwsi mogą rzeczywiście pomóc niektórym przestępcom w poprawie. Zmniejszyć dystans od normalności. Myślę że tylko w pewnym stopniu ale dobre i to. Natomiast w wojsku kapelani umacniają w żołnierzach przekonanie o słuszności tego co robią. Po to ich tam posłano. “Gott mit uns”. Trochę tak jak to było za komuny z oficerami politycznymi. Ktoś musi sprawić aby żołnierz stał się posłusznym narzędziem do zabijania. 2.Co do stanu środowisk pacyfistycznych to są tam bardzo różni ludzie, łączy ich postawa antywojenna. Ja na przykład jestem przeciwko aborcji, eutanazji i gejostwu. Te patologie można potępić opowiadając się za życiem i normalnością, bez odwoływania się do Kościoła. 3.Są różne teorie na temat zamachów z 11 września 2001, nie sposób ich sprawdzić. Jeśli Bin Laden był winny, mogli go zabić. Ale wina Busha jest sto razy większa. Na pewno wykorzystał pretekst do podboju Iraku po ropę. A okupacja Afganistanu przez wiele lat raczej nie była po to by złapać Bin Ladena. Wszystkie wojny są złe, zawsze jest jakiś agresor, więc trzeba przeciw nim protestować. Niestety, w tej dziedzinie nasze społeczeństwo zachowało się bardzo egoistycznie.
Potępić czyn a potępić złoczyńcę to co innego, dlatego kapelani powinni, mimo wszystko, być do “dyspozycji”.
Sensem obecności krzyża w życiu publicznym jest właśnie – zaraz po wdzięczności wobec Zbawiciela – potwierdzenie tej prawdy.
I dzięki naszej formacji za to.
“Szaweł zaś zgadzał się na zabicie go” Dzieje Apostolskie 8, 1.
Jesteśmy w roku 34 po Chrystusie za murami Jerozolimy. Mężczyzna nie stara się nawet ukryć przed gradem kamieni. Klęcząc nieruchomo, modli się tylko. Słychać słowa: – Panie Jezu, przyjmij ducha mego!
Coraz więcej kamieni trafia w cel. Ciało pokrywa się ciemnymi lub krwawiącymi szramami. Pękają kości. Spoceni wykonawcy dla ochłody zdjęli szaty i rzucili je pod nogi młodego człowieka, który bez wątpienia “zgadzał się”. Czy zagrzewa ich do dzieła gestem lub słowem?
Kamień trafia ofiarę w samą głowę(…) Pada. Umiera. Nazywa się Szczepan. Jakiś czas wcześniej nieliczna wspólnota chrześcijańska w Jerozolimie wybrała go na jednego z Siedmiu, czyli zarządzających. Oskarżono go o głoszenie “bluźnierstw przeciwko Mojżeszowi i Bogu”, postawiono przed Sanhedrynem(…) Młodzieniec, który zaopiekował się porzuconymi ubraniami, nazywa się Szaweł. Pochodzi z Tarsu w Cylicji.
Chodziłem razem do liceum z Filipem Łajszczakiem. Wierzy Pan w to, że te dwa ostatnie teksty osłabiają Prawicę Rzeczpospolitej? Piotrek.
Do Obserwatora: Pisze Pan, że jest przeciwko “gejostwu”. Czy mógłby Pan to doprecyzować? Czy jest Pan przeciwko homoseksualizmowi, czy przeciwko homoseksualistom? Ja jestem przeciwko homoseksualizmowi i przeciwko jego promowaniu. Natomiast w homoseksualistach, podpierając się wieloma rzetelnymi badaniami psychologicznymi, widzę osoby dotknięte trudnym problemem, specyficznym rodzajem nerwicy. Takim osobom polecam skorzystanie ze specjalnej terapii, prowadzonej w wielu miejscach na świecie, w Polsce np. w Lublinie, która pomogła już wielu homoseksualistom wrócić do normalnego funkcjonowania i założyć normalne, szczęśliwe związki. Co do Iraku i Afganistanu to rzeczywiście można podejrzewać, że motywacją do wszczęcia wojen mogły być tamtejsze pola naftowe. Ale chciałbym Pana zapytać jeszcze o jedną rzecz: jak Pan ocenia obronę naszego kraju przed radziecką i nazistowską napaścią w 1939 roku? Czy Polacy mieli wtedy moralne prawo zbrojnie bronić się przed agresją czy też powinni pokojowo protestować?
Do Micho: Należy odróżnić homoseksualistów i gejów. Ci pierwsi to zwykli ludzie chorzy na bardzo przykrą i wstydliwą psychofizyczną przypadłość. Nie należy z nimi walczyć ani robić im jakichś przykrości. Przecież z chorymi się nie walczy. Oni byli, są i będą, tak jak chorzy na inne choroby. Natomiast geje to homoseksualni aktywiści, którzy w agresywny sposób i wbrew naturze usiłują wszystkim wmówić że homoseksualizm to nie choroba lecz norma. Nie można zgodzić się z taką demoralizującą działalnością, walka z nimi jest nieunikniona. Obecnie można jeszcze na stromie http://www.petycje.pl podpisać protest przeciw paradzie gejów w Warszawie. Odpowiadając na drugi problem, oceniam bardzo pozytywnie obronę Polski w 1939 roku. Kraju nie obroniono ale nie było to w ludzkiej mocy. Oczywiście że trzeba się było bronić z bronią w ręku, tragiczna konieczność narzucona przez los, ale to była z naszej strony obrona a nie napaść. Stosuję to do szerokich mas zwykłych ludzi. Ale zawsze w tego typu sytuacjach wyjątkowe jednostki, oświecone i uświęcone, nie biorą udziału w walce, nienawiści i w rozlewie krwi.
Też podobnie oceniam polską obronę w 1939 roku, uważam, że każda osoba ma do tego moralne prawo. Co nie oznacza że można kogoś świadomie do ataku prowokować. Trzeba pamiętać, że geje też cierpią na chorobę zwaną homoseksualizmem. Walczyć należy ze złem, a nie z jego ofiarami, zwykł mawiać bł. ksiądz Jerzy Popiełuszko. I zawsze zło trzeba zwalczać dobrem. Na agresywne ataki gejów nie można odpowiadać w równie agresywny sposób. Trzeba się temu jasno i konsekwentnie przeciwstawić i robić wszystko by także tym ludziom (gejom) zniewolonym przez zło pomóc.
do Obserwatora:Przykro mi ale Pan mnie nie rozumie. Najpierw (w 45.) uznałem Pana opinie za mocno niesprawiedliwe, a potem niby miałem przyznać Panu rację? Proszę zwrocić uwagę na zdanie: “Trzymanie się na dystans czyni niewinnym?” Bylo to pytanie retoryczne. Nie czyni proszę Pana , a przykład z historii Polski(52.) miał posłużyć zobrazowaniu jak człowiek wstrzymujący sie od wojny MOŻE być winien większej ilości cierpień . Oczywiście NIE WIEMY czy zaatakowanie przez naszych “sojuszników” Hitlera zaraz po 1 wrzesnia uczyniłoby II wojnę światowa mniej krwawa, ale mamy podstawy by w to WIERZYĆ bo śmierć i okrucieństwo były obecne nie tylko na polach bitew. I proszę nie przenosić automatycznie mojej oceny tamtych wydarzeń jako oceny tego co dzieje się w Iraku, czy Afganistanie.
Bo ja nie spieram sie z Panem o tę czy inną wojnę tylko o Pańskie zbyt łatwe dyskredytowanie tych, którzy w jakikolwiek sposób biorą w niej udział.
Sadzę, ze miedzy innymi z tej różnicy podladów wynika różnica w ocenie Kościoła.
O wszystkim naraz rozmawiac sie nie da bo raczej do niczego konkretnego to nie prowadzi. Więc jeśli Pan ma ochotę i uważa , że ma argumenty które moga mnie przekonac do zmiany opinii możemy ten wątek kontynuować. Pozdrawiam.
Do mjk007: Teraz ja mogę powiedzieć że Pan mnie nie rozumie. Nie oceniam jednakowo wszystkich którzy biorą udział w wojnach. Byłoby zbrodnią zrównywać naszych patriotycznych przodków z najemnikami w Iraku czy w Afganistanie. Każdy przypadek ma swoją niepowtarzalną charakterystykę. Moja ocena zależy od trzech rzeczy. Po pierwsze, od tego czy wojna jest obroną czy też napaścią. Różnica przeogromna, jak między dniem i nocą. W praktyce bywają sytuacje niejednoznaczne, ale po dokładnej analizie można sprawę rozstrzygnąć. Po drugie, od sposobu prowadzenia wojny. Ona jest zawsze tragedią, ale rozmaicie obciąża konkretnych uczestników. Historia inaczej ocenia żołnierzy Wehrmachtu i Waffen-SS albo Armii Czerwonej i NKWD. I wreszcie, po trzecie, od czasu w którym wojna się wydarzyła. Albowiem, w różnych okresach historii masy ludzkie posiadały odmienną świadomość, od niej zaś zależy ich subiektywna wina lub jej brak. Gdy wybuchała I wojna światowa, ludzie ukształtowani wedle starych schematów myślenia, traktujących wojnę za coś normalnego, i pobudzeni propagandą nacjonalistyczną, chętnie chwytali za broń. Powszechnie uważano to za święty obowiązek. Dziś, gdy nastąpił wzrost świadomości i szerokie rzesze społeczeństwa zrozumiały że wojna jest złem, nie ma usprawiedliwienia dla winnych rozlewu krwi. A spis winnych jest długi: politycy którzy wywołali wojnę i posłali na nią wojska, żołnierze przelewający krew niewinną, przemysł zbrojeniowy który im to umożliwił, społeczeństwa które nie protestują przeciw zbrodni, szczególnie pomimo możliwości jakie daje system demokratyczny, organizacje odpowiedzialne za duchowość ludzi i całych społeczeństw, z Kościołem na czele, który nie tylko że pozwala na zabijanie ludzi ale wzmacnia sprawców wysyłając im kapelanów, pełniących podobną rolę jak oficerowie polityczni, i to uzbrojonych. Ten sam Kościół który tak troszczy się o dzieci nienarodzone, i bardzo dobrze, nie robi nic aby powstrzymać wojny, a to bardzo źle. Nic dziwnego, że potem wszyscy którzy należą do Kościoła mają kłopot z opowiedzeniem się za pokojem. A w ruchu pacyfistycznym przeważają niezwiązani z Kościołem, którzy mają też swoje grzechy na sumieniu, ale to już inna historia. Tak to podwójna moralność mści się na tym który się nią posługuje. Ja zaś nie usiłuję nikogo przekonać, mam tylko obowiązek powiedzieć parę słów prawdy ku ogólnemu pożytkowi. Również pozdrawiam. PS.Czy Pański pseudonim należy odczytywać w ten sposób że jest Pan autorem tego bloga? Jeśli to pytanie zbyt demaskujące, proszę nie odpowiadać.
do Obserwatora: No ale w końcu chyba zrozumiałem o co Panu chodzi. Przynajmniej w tym temacie
. Wszystkiego dobrego.
P.S. Nie jestem autorem bloga. Fanem pewnego agenta też nie. Nick powstał ,kiedyś jako rodzaj żartu. I został.
Ale rozmowe z Panem traktowałem jak najbardziej poważnie. Pozdrawiam raz jeszcze:).
Panie Marszałku,
Wszystkiego najlepszego.
Dwa kawałki drzewa nazywają się Krzyż – dla jednych znak zgorszenia,dla innych – zbawienia. Między jednymi a drugimi trzeba stawiac bramki policyjne. Jak te bramki są, to Krzyż jest sprawą polityczną; jak bramek nie ma, to jednoczy. Krzyż nie stawia bramek, tylko ludzie: “jedni przeciw drugim” – jak na ironię w rocznicę Solidarności. Byłam w piątek pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu: po tych z ISOK naprawdę widac te 3 tygodnie modlitwy. Tylko Gazeta Wyborcza się nie kapnęła i pisze: nauczyli się PR (cyt. z pamięci). Czyli co? – modląc się nauczyli się grac nieprawdę. Ta garstka ludzi przypomina mi pierwszą Solidarnośc, kiedy wszyscy chcieliśmy byc odpowiedzialni. Takie jest oddziaływanie Krzyża w przestrzeni publicznej, jeśli wraz z nim przyznajemy się do Boga. Wtedy sam Bóg wystarczy…Potrzebna nam katecheza o boskiej przestrzeni publicznej, nam dorosłym, bo dzieci w IV klasie podstawówki uczą się, że męka i śmierć Jezusa na krzyżu stanowi wyraz miłości Boga do człowieka i że wiara jest potrzebna do akceptacji krzyża.Więc, aby Krzyż przestał drażni pogłębiajmy wiarę. Krzyż też powoduje lęk, a to jest znak, że pełeń lęku nie zakosztowało miłości, nie wydoskonalił się w miłości. Ludzie mający wiarę spieszcie kocha ludzi, bo tak szybko odchodzą…z Kościoła!