Polityka to kwestia odpowiedzialności
Na twitterze jeden ze zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, marcinek_sz, „[wkurza] się, że [jego] głos uznano już za pewnik i że można teraz spokojnie wychwalać Gierka. Ale polityka to sztuka zdobycia i utrzymania władzy”. Otóż nie! Polityka to kwestia odpowiedzialności. Bardzo się myli każdy, kto myśli, że jedynym skutkiem „skuteczności” strategii Jarosława Kaczyńskiego będzie zdobycie przez niego władzy. Metody w drodze do władzy generują własne skutki i kształtują rzeczywistą „skuteczność”. Makiawelizm zakładający, że można się łatwo otrzepać z używanych metod jest albo naiwny, albo zakłamany. Nie mówiąc o tym, że polityka, której głównym wymiarem staje się walka o władzę sprowadza odpowiedzialność obywatelską do dopingowania i kibicowania ambicjom polityków. Powtórzę, polityka to kwestia odpowiedzialności. Dlatego pojutrze będę głosował na Jarosława Kaczyńskiego. Nie ze względu na jego „sztukę zdobycia” czy tym bardziej „utrzymania władzy”, ale dokonując wyboru między nim a Bronisławem Komorowskim, po to, by zapobiec poszerzeniu nieodpowiedzialnych rządów POp-liberalnych. W wyborach należy oddać swój głos na kandydata, a nie kandydatowi. Pojutrze wybierzemy, a za 70 godzin będziemy znali, następnego Prezydenta Rzeczypospolitej. I wtedy własnym głosem trzeba nadal budować prawicę chrześcijańską i konserwatywną, patriotyczną i antykomunistyczną (bo po tych wyborach – niezależnie od wyniku – antykomunizm nabierze nowej aktualności).
Do Marii
1. Skąd Pani wie które gazety są prawdziwie polskie a które polskojęzyczne.
2. Hasło gazety polskojęzyczne zostało sprytnie wymyślone przez ludzi którym zależy na ograniczaniu naszego horyzonty myślowego poprzez słuchanie jedynie słusznych mediów.
3. W krytyce Kaczyńskiego nie chodzi o to jaki był Gierek, tylko o to jaki Kaczyński jest fałszywy.
4. Różnica między tym jak kogoś poprze Urban a ktoś poprze Urbana jest zasadnicza.
5.A czym się niby różni Kwaśniewski od Oleksego.
6.Podział Polski między Rosję i Niemcy jest takim pomysłem że chyba tylko chory psychicznie mógł to wymyślić.
8. Przeciętny Niemiec nie ma najmniejszego pojęcia o polityce w Polsce.
7. Niema nic złego w umowie gazowej między Polską a Rosją
8. Oczywiście że środowisko Kaczyńskiego grało trumnami. Najlepszym przykładem tego jest pani wpis, jak sama pani pisze dopiero po 10.04 zaczęła się pani zajmować polityką.
Do Micho
O parytetach moglibyśmy tu długo dyskutować tylko po co, jak sam pan piszę są problemy ważniejsze dla kobiet. Dlatego dziwie się że pan problem parytetów stawia tak fundamentalnie, jeżeli jakieś znaczące organizacje kobiece domagają się parytetów to co złego w tym że prezydent tego nie zawetuje jak uda się większości przegłosować ustawę, demokracja od parytetów naprawdę nie ucierpi.
Nauka kościoła nie jest nieomylna, Pan Prezydent Komorowski nigdy nie sugerował że wypowiada się w imieniu kościoła, po prostu mówił że jest katolikiem ale ma swoje zdanie na ten delikatny problem.
Do Piotra:
analogia między gazetami polskimi a polskojęzycznymi jest taka, jak między bankami polskimi a obcymi z filiami w Polsce. Rozróżnienie jest łatwe: wystarczy w stopce redakcyjnej znaleźć wydawcę i wiadomo, czy jest to gazeta obca wydawana w języku polskim, czy polska. Średnio inteligenty człowiek nie ma z tym problemu. No, chyba, że przyjawia złą wolę…
To dlaczego np. Gazetę Wyborczą, TVN i wiele innych polskich mediów nazywacie polskojęzycznymi.
Nie wiem czy z punktu widzenia p. Marii analogia jest dobra. Ja nie widzę różnicy w obsłudze mnie przez te banki.
@ Marek-sz bolesławiec:
Wydawca nie świadczy o polskości i nie-polskości. Polska ekipa mogła dogadać się z zagranicznym wydawcą i tyle, wydawcy nic do treści. Przykład? Czasopismo CD-Action – polskie czasopismo, wydawane obecnie przez niemieckiego Bauera. Kiedyś wydawca był chyba inny. Oczywiście, może gdzieś zajść paskudna sytuacja, gdzie wydawca wywiera naciski i ingeruje, ale nie musi tak być.
Mówimy jednak, jak się domyślam, nie o technicznych nowinkach, a o pismach opiniotwórczych. A to pewnie zupełnie inne kryteria, prawda?
1. Do ikc: Nie jestem teologiem, choć staram się jak najlepiej poznać moją wiarę. Ale nie mam na tyle wiedzy, aby jasno określić czy to co mówi pan Komorowski jest już gorszeniem czy jeszcze nie. Uważam, że nie powinien motywować swojego poparcia dla metody in vitro tym że jest katolikiem. No chyba, że nie ma zielonego pojęcia jakie jest stanowisko Kościoła w tej sprawie, nie wie na czym ta metoda polega i z jakim złem się wiąże. Ale chyba jednak wie…
2. Do jasia: Tak, żona ma być posłuszna mężowi, ale nie we wszystkim, gdyż pozostaje wolną osobą i jeśli mąż każe jej zrobić coś ewidentnie złego, to raczej nie powinna się temu poddawać. Mąż ma szanować żonę, czyli powinien też jej słuchać, co ona ma do powiedzenia. Wiadomo, że jeżeli byśmy chcieli by wszyscy byli równi, to w takim razie wszyscy musieliby być tacy sami. A przecież różnimy się pod wieloma względami. Nie ma żadnego powodu aby np. zakazywać komuś głosowania w wyborach bo jest kobietą. Ale absurdem jest również przyznawanie mężczyznom prawa do rodzenia dzieci. Co z tego, że jako facet dostałbym takie prawo, skoro nie mam możliwości skorzystania z niego?
3. Do Piotra: Słowa i obietnice pana Komorowskiego oceniam nie tylko z punktu widzenia nauki Kościoła (choć mam takie prawo ponieważ pan marszałek jest osobą publiczną i deklaruje się jako katolik), ale także według innych, “świeckich” kryteriów. Szczerze Panu powiem, że nie wiem jakie jest oficjalne stanowisko Kościoła w sprawie parytetów. Ale ja na chłopski rozum myślę, że wprowadzenie parytetów na listach wyborczych sugeruje, że kobiety jednak są gorsze, słabsze od mężczyzn, same na dają sobie rady, nie potrafią same się wybić, a to przecież nie prawda (np. kobiety w biznesie całkiem dobrze sobie radzą, zajmując wysokie stanowiska w zarządach różnych firm). Po prostu powiem tak: gdybym był kobietą, czuł bym się upokorzony wprowadzeniem parytetów. Przecież w Polsce startowała już do wyborów Partia Kobiet i jakoś kobiety jej nie poparły, a przecież mężczyźni ich (kobiet) nie pilnowali przy wypełnianiu kart wyborczych… A wiara to nie jest tylko jakiś papierek czy niedzielne chodzenie do kościoła. Wiara to jest całe życie, miłość do Osoby, która mnie samego kocha najbardziej na świecie.
Do Micho
Kobiety nie są gorsze i słabsze, są po prostu dyskryminowane w polityce, także przez inne kobiety, wynika to z uwarunkowań kulturowych. Ale nie spieram się z Panem o to, po prostu uważam że traktuje Pan tą sprawę zbyt fundamentalnie, dodatkowo Komorowski nie walczy o parytety, obiecał tylko kobietą że poprze ich starania. Prezydent Komorowski jest prawicowo konserwatywnym politykiem należącym do partii chadeckiej a jest demonizowany przez konkurentów politycznych i określany mianem komucha, żyda, antykatolika. Są to metody bardzo niskich lotów, dlatego sprzeciwiam się temu gdzie mogę. Jeśli chodzi o poparcie wyborcze to po prostu musimy rozmawiać rzeczowo i konkretnie, wszelkie wybory na podstawie insynuacji i pomówień są działaniami na szkodę Polski.
Do Piotra: Kobiety być może są dyskryminowane w polityce, ale nawet jak w wyborach startuje partia gdzie na liście są same kobiety, to Polki czegoś takiego nie chcą poprzeć, a jak pisałem nikt kobietom nie każe głosować na mężczyzn. Parytety dla kobiet to dla mnie taka sama bzdura, jak niegdyś jakieś dodatkowe punkty na studia za robotnicze pochodzenie, czy kolor skóry. Jeszcze jakoś bym zrozumiał wprowadzenie parytetu na listach wyborczych w przypadku gdy mielibyśmy ordynację jednomandatową czyli wybieralibyśmy do Sejmu konkretne osoby a nie partie. Ja też uważam, że wyzywanie kogoś od Żyda, komucha, pedała czy antykatolika jest delikatnie mówiąc na bardzo niskim poziomie, jest po prostu prostackie. Ale chciałbym przypomnieć, że słowa każdego człowieka również są ważne i w dużej mierze świadczą o tym jaki jest ten człowiek, zwłaszcza jeśli mówimy o osobie publicznej. To nie jest tak, że parytety są dla mnie rzeczą fundamentalną, po prostu wyrażam na ich temat swoje zdanie. I nie jest tak, że nie głosowałem w II turze na Komorowskiego (wrzuciłem do urny pustą kartę) tylko dlatego, że popiera parytety. Ja po prostu oceniam to co mówi prezydent elekt w kontekście moich własnych poglądów, mojej wiedzy, mojej wiary. Nie insynuuje i nie pomawiam nikogo. Odnoszę się do faktów, konkretnych słów pana Komorowskiego (a przypomnę, że grzeszyć można także słowami). Mam przecież do tego prawo. Główną przyczyną tego, że nie głosowałem w II turze na kandydata PO (choć wcześniej miałem taki zamiar) był jego stosunek do in vitro, a właściwie to, że swoje poparcie dla legalizacji i refundacji tej metody uzasadnia swoją wiarą. A to jest przecież nielogiczne. To tak jakby ktoś deklarował się jako komunista i mówił, że ponieważ jest komunistą to popiera prywatyzację wszystkich państwowych przedsiębiorstw. Ja oceniam postępowanie pana Komorowskiego jako katolika, ponieważ sam jestem katolikiem. Czyli pan Komorowski jest moim bratem w wierze. Należymy do tej samej wspólnoty, którą jest Kościół katolicki, jesteśmy uczniami Chrystusa i ja oceniam postępowanie (w tym także słowa) pana Komorowskiego jako aktywnego publicznie katolika. Mam do tego prawo. Mam prawo powiedzieć, że moim zdaniem pan Komorowski mówi rzeczy sprzeczne z nauką Kościoła (która wynika z nauki głoszonej przez Jezusa Chrystusa) i w dodatku twierdzi, że jego ocena in vitro wynika z jego wiary. Jeżeli faktycznie tak jest to albo pan Komorowski nie zna wiary katolickiej, albo wyznaje inną wiarę niż ja. Ale przecież deklaruje się jako katolik. Ja, jako osoba wierząca świecka mam prawo do takich ocen, choć sam nie jestem bezgrzeszny. Ale już np. ksiądz czy biskup w publicznym przemówieniu, a zwłaszcza w trakcie kazania nie ma prawa oceniać bezpośrednio postawy pana Komorowskiego i jego stosunku do in vitro. Może ogólnie powiedzieć, że każdy kto publicznie opowiada się za in vitro twierdząc że wynika to z jego katolickiej wiary, albo nie wie w co wierzy, albo świadomie sprzeciwia się nauczaniu Kościoła do którego należy. Już nie wspomnę o tych wszystkich naukowych argumentach, o których już pisałem, a z których jasno wynika że nie ma sensu legalizować, a tym bardziej finansować z publicznych pieniędzy metody in vitro. A ze słów pana Marszałka wynika, że również odrzuca on racjonalne argumenty, albo nie ma dostatecznej wiedzy na ten temat. Mogę oczywiście założyć, że pan Komorowski świadomie kłamie na temat swoich poglądów na in vitro po to by zdobyć głosy lewicy. Ale jeśli tak jest to wcale to o nim dobrze nie świadczy. Ja jednak zakładam, że prezydent elekt mówi szczerze o tym co myśli na temat in vitro i na podstawie tych jego słów oceniam jego postępowanie. Pozdrawiam!
Strasznie długi ten mój post wyszedł
. Ale chciałem tą sprawę dobrze wyjaśnić.
“Nie insynuuje i nie pomawiam nikogo. Odnoszę się do faktów, konkretnych słów pana Komorowskiego”
Moje oskarżenie w żadnym wypadku nie był skierowany do Pana.
Aha. Chyba trochę źle zrozumiałem Pańską poprzednią wypowiedź.
Do Micho
Argumenty dotyczące in vitro z pan strony są rzeczowe i ma pan do nich prawo, proszę jednak postarać się zrozumieć miliony katolików którzy popierają in vitro. Sprawa nie jest jednoznaczna, a już np. kościół Ewangelicko-Augsburski popiera in vitro więc zakaz in vitro niekoniecznie wynika z nauki głoszonej przez Jezusa Chrystusa. Jeżeli prawica chrześcijańska chce być poważną siła polityczna musi być gotowa na kompromisy, inaczej wpada w objęcia takiego Kaczyńskiego, który i tak zrobi co będzie chciał mimo składanych deklaracji.
Do Piotra: Dla mnie, jako katolika, kwestia in vitro jest dość jednoznaczna. Jeżeli Kościół Ewangelicko-Augsburski nie widzi nic złego w stosowaniu tej metody, to moim zdaniem się myli i nie do końca rozumie to czego uczy nas Pan Jezus. Wierzę, że Kościół katolicki jest najbliższy nauczaniu Jezusa Chrystusa i dlatego jestem katolikiem. Jest tak: albo in vitro jest grzechem albo nie. Ktoś więc się w tej sprawie myli, a ktoś ocenia ją zgodnie z prawdą. Uważam, że w świetle nauczania Chrystusa moralna ocena stosowania metody in vitro, dokonana przez Kościół, jest zgodna z nauczaniem Jezusa. Zresztą, i tak racjonalne, świeckie i naukowe argumenty dowodzą, że in vitro z pewnością nie można ani finansować z budżetu ani legalizować. Co do prawicy chrześcijańskiej to wydaje mi się, że raczej pan Kaczyński jest skłonny do kompromisów (właśnie w kwestii in vitro czy aborcji). Oczywiście należy szukać kompromisów ale nie za wszelką cenę, są pewne granice, których nie można przekroczyć.
Do Piotra: Dla mnie, jako katolika, kwestia in vitro jest dość jednoznaczna. Jeżeli Kościół Ewangelicko-Augsburski nie widzi nic złego w stosowaniu tej metody, to moim zdaniem się myli i nie do końca rozumie to czego uczy nas Pan Jezus. Wierzę, że Kościół katolicki jest najbliższy nauczaniu Jezusa Chrystusa i dlatego jestem katolikiem. Jest tak: albo in vitro jest grzechem albo nie. Ktoś więc się w tej sprawie myli, a ktoś ocenia ją zgodnie z prawdą. Uważam, że w świetle nauczania Chrystusa moralna ocena stosowania metody in vitro, dokonana przez Kościół, jest zgodna z nauczaniem Jezusa. Zresztą, i tak racjonalne, świeckie i naukowe argumenty dowodzą, że in vitro z pewnością nie można ani finansować z budżetu ani legalizować. Co do prawicy chrześcijańskiej to wydaje mi się, że raczej pan Kaczyński jest skłonny do kompromisów (właśnie w kwestii in vitro czy aborcji). Oczywiście należy szukać kompromisów ale nie za wszelką cenę, są pewne granice, których nie można przekroczyć.
Oj, niechcący mi się post dwa razy wysłał… Przepraszam.
Mimo że jestem katolikiem niestety nie jestem taki pewny czy Kościół katolicki jest najbliższy nauczaniu Jezusa Chrystusa. Podziwiam Pana za wiarę nie tylko w Boga ale także w kościół.
Hmm, to chyba nie jest Panu łatwo trwać jednak w tym Kościele? Jeśli można spytać, to jakie inne kwestie, według Pana, są źle przez Kościół katolicki oceniane? Źle oceniane, czyli niezgodnie z nauczaniem Jezusa Chrystusa.
Nie wypowiadam się jednoznacznie, po prostu nie mam takiej pewności jak Pan.
Np. kościoły starokatolickie interpretują Biblię bardziej dosłownie, u nas można odnieść wrażenie ze katechizm jest ważniejszy od Biblii.
Aha, rozumiem.
Żeby zasiać u pana trochę wątpliwości to zadam dwa pytania:
1. Dlaczego za dzień święty uznajemy pierwszy dzień tygodnia.
2. Dlaczego KK przez kilkaset lat utrzymywał zakaz indywidualnego posiadania i czytania Biblii
Oj nie ładnie tak watpliwości w czyimś sercu zasiewać…
W opisie stworzenia świata przez Boga jest napisane że siódmego dnia po stworzeniu świata Pan Bóg odpoczywał. Ten siódmy dzień to niedziela. W niedzielę także Jezus zmartwychwstał. Więc w niedzielę przychodzimy do świątyni, aby wspominać właśnie ten dzień zwycięstwa Jezusa nad szatanem i śmiercią, oraz aby sprawować w tym ważnym dniu Eucharystię, przyjmować Ciało i Krew Jezusa Chrystusa. A skoro jest to tak ważny dzień to może być on uznany za pierwszy dzień tygodnia. Nie widzę tu żadnej wątpliwości. Co do drugiego pytania, to pewnie ówczesne władze kościelne i duchowni sądzili, że dość jeszcze prymitywni barbarzyńcy, którzy dopiero co przyjęli chrzest, nie będą w stanie zrozumieć wielu tekstów biblijnych. Pewnie ten zakaz miał byc stanem przejściowym. Niestety chyba jednak ten przjściowy stan zbyt długo trwał. Błędę było zakazywanie ludziom możliwości spotkania z Bogiem właśnie przez lekturę Pisma Świętego. Kościół jednak ten błśd zrozumiał i go naprawił.
Pokrętne to pana tłumaczenie jak siódmy dzień stał się pierwszym, nie przekonał mnie pan, niestety ja też nie znam odpowiedzi.
Zakaz był prawie do końca XIX wieku.
A zapomniał bym, chodziło mi o to że Kościół niestety także popełnia błędy, sam Pan to przyznał.
Ludzie Kościoła popełniają błędy (kapłani i świeccy).
Ale czy to że z szacunku dla niedzieli uznaje się ją za pierwszy dzień tygodnia ma jakiś zasadniczy wpływ na nasze życie? Od poniedziałku do piątku dzieci chodzą do szkoły, a dorośli do pracy (niektórzy też w sobotę), a w niedzielę większość świętuje np. uczestnicząc we Mszy św., i odpoczywa. I już. Napisał Pan, że też nie zna odpowiedzi. Ale na jakie pytanie bo żadnego chyba nie zadałem? Tzn. nie zrozumiałem tylko gdzie według Pana jest wątpliwość albo wręcz coś złego w tym, że niedzielę uznaje się za pierwszy dzień tygodnia.
“Pamiętaj, abyś dzień sobotni święcił. Sześć dni robić będziesz i będziesz wykonywał wszystkie roboty twoje; ale dnia siódmego sabat Pana, Boga twego, jest: nie będziesz wykonywał weń żadnej roboty, ty i syn twój, i córka twoja, sługa twój i służebnica twoja, bydlę twoje i gość, który jest między bramami twymi. Przez sześć dni bowiem czynił Pan niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest, a odpoczął dnia siódmego; i dlatego pobłogosławił Pan dniowi sobotniemu i poświęcił go.” Księga wyjścia
Nie znam odpowiedzi na pytania które Panu zadałem.
Tak, tylko że to dotyczy jak mniemam Żydów. A my nie jesteśmy Żydami tylko chrześcijanami. Dlatego nie musimy być np. obrzezani…
Oczywiście że nie musimy się stosować ściśle do Starego Testamentu ale to jest dziesięć przykazań Bożych!!!
Chyba chciał Pan powiedzieć jedno z przykazań Bożych…
Zgadza się jedno.
@Piotr
Całość Prawa Mojżeszowego nie obowiązuje chrześcijan. A dlaczego trzecie przykazanie Dekalogu interpretujemy inaczej, niż wyznawcy judaizmu i obchodzimy niedzielę? Szabat stracił dla chrześcijan swoje znaczenie bardzo szybko, może dlatego, że bardzo szybko dominować w chrześcijaństwie zaczęli nawróceni z pogaństwa Grecy. Ale nim to się stało, żywa już była tradycja łamania chleba (Eucharystii) pierwszego dnia tygodnia, czyli w niedzielę. Nic dziwnego, że niedziela stała się dniem najważniejszym.
@Piotr
Co do zakazu indywidualnego czytania Biblii, wynikało to z obawy przed tym, że świeccy katolicy mogliby się znaleźć pod wpływem znających Biblię protestantów. Tego typu obaw było w Kościele przed soborem więcej i w przeciwieństwie do tradycjonalistów nie pochwalam tego.
Bo przecież należało się skupić na pracy duszpasterskiej, pomagającej wiernym poznawać Biblię.
A dziś zdecydowana większość świeckich katolików kompletnie nie zna Biblii. I jak tu się dziwić, że człowieka z Pismem Świętym automatycznie odbiera się często jako świadka Jehowy?
Niedziela stała się najważniejszym dniem, ponieważ wtedy Pan Jezus zmartwychwstał, a bez tego największego cudu nie byłoby chrześcijaństwa. Dlatego w niedzielę o poranku chrześcijanie gromadzili się na modlitwie i sprawowaniu Eucharystii (którą polecił sprawować sam Jezus, kiedy w czasie Ostatniej Wieczerzy, kiedy obchodził z uczniami paschę, ustanowił ten sakrament), i wyczekiwali powtórnego przyjścia Jezusa. Prawo Mojżeszowe dotyczyło Żydów, z którymi Bóg zawarł pierwsze przymierze.Ale wraz z nadejściem Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, Bóg zawarł nowe przymierze, które obejmuje całą ludzkość, a nie tylko jeden naród. Dlatego np. nie musimy być obrzezani, ale przyjmujemy chrzest na odpuszczenie grzechów.
Niemniej Kościół systematycznie naprawia swe błędy z przeszłości i księża zachęcają wszystkich wiernych do lektury i modlitwy Pismem Świętym.
Moje wpisy powyższe były podyktowane tylko chęcią wywołania refleksji czytających.
Uważam że w Polsce po śmierci JPII zaangażowani katolicy bardzo się zradykalizowali, uznają poglądy niektórych duchownych na równi z prawdami wiary, Biskupi o bardziej liberalnych poglądach na Kościół są wręcz wyzywani przez katolików.
Wydaję mi się że większość tych ludzi zapomniała że Kościół ma nas prowadzić do spotkania z Bogiem a nie go zastępować, właśnie dlatego nikt nie czyta Biblii.
Próbowałem też pokazać Micho że Kościół nie jest nieomylny, Micho już przyznał że Kościół popełniał błędy w przeszłości, pytanie czy dojdzie do wniosku że teraz też może. Pamiętajmy że odpowiadamy przed Bogiem a nie Kościołem.
@Krzysztof
Wydaję mi się że zakaz powstał jeszcze przed reformacją, reformacja była przejawem buntu między innymi na ten zakaz.
“Całość Prawa Mojżeszowego nie obowiązuje chrześcijan. A dlaczego trzecie przykazanie Dekalogu interpretujemy inaczej, niż wyznawcy judaizmu i obchodzimy niedzielę?”
Interpretujemy inaczej to chyba delikatnie powiedziane. Całość Prawa Mojżeszowego nie obowiązuje ale Dekalog jest podstawą naszej wiary.
Ta Niedziela to jest chyba taki błąd z przeszłości którego wg, mnie Kościół nie powinien naprawiać ale przynajmniej się przyznać.
Oj, Piotrze drogi!! Zacznę od “Tej Niedzieli…”. W Katechiżmie Twojego (bo jesteś przecież katolikiem) Kościoła w art.2174 pisze na interesujący Cię temat niedzieli. Polecam też artykuły 109 – 119. To o Piśmie Swiętym i jego interpretacji. Tam (w KKK) pasterze Twojego Kościoła uzasadniają, przedstawiają, tłumaczą swoje stanowisko w “różnistych” sprawach. I warto takie uzasadnienie najpierw poznać zanim się zacznie do niego odnosić (czy to sceptycznie, czy bezkrytycznie). Jak Kościół ma Cię prowadzić do spotkania z Bogiem skoro jego (Kościoła) “przewodników” nie czytasz?
A co do “zaangażowanych katolików” , nieraz miewam wątpliwości czy oni (szczególnie ci jakby ponad miarę zaangażowani emocjonalnie w sprawy polityczne) do wielu spraw podchodzą “z Bogiem w sercu” czy raczej z jakimiś swoimi ambicjami bądż wyobrażeniami.
“Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu wszystko jest na swoim miejscu”. To zaburzenie kolejności bywa w życiu chyba każdego z nas realnym zagrożeniem.
@Piotr
Jeśli chodzi o to, kiedy powstał zakaz czytania Pisma Świętego: możliwe, że się pomyliłem, ale nie jest to błąd istotny dla naszej dyskusji, ponieważ zakazów de facto było kilka na przestrzeni wieków i te późniejsze jakoś się wiązały z kontrreformacją.
“Całość Prawa Mojżeszowego nie obowiązuje ale Dekalog jest podstawą naszej wiary.
Ta Niedziela to jest chyba taki błąd z przeszłości którego wg, mnie Kościół nie powinien naprawiać ale przynajmniej się przyznać.”
A może istotny jest tu twój obraz Boga? Czy podejrzewasz Boga o to, że gniewa się na nas z powodu świętowania niedzieli i zarzucenia świętowania Szabatu (który przecież jest istotny dla religii judaistycznej, podobnie jak obrzezanie)? Co jest istotne, twoim zdaniem? Świętowanie jednego dnia jako poświęconego Bogu, czy cześć dla soboty? Bóg posługuje się różnymi tradycjami i Żydzi obchodzili sobotę jako siódmy dzień tygodnia, podczas którego Bóg odpoczął przy dziele stworzenia świata. Ale przecież tydzień to dzieło człowieka, a Bóg po pierwsze – nie podlega takim prawom czasu jak my, po drugie – nie należy dosłownie interpretować opowiadania o stworzeniu świata w siedem dni.
Dekalog jest dla chrześcijan ważny, bo to podstawa moralności, ale zauważam, że niektórzy chrześcijanie uważają go za istotę chrześcijaństwa, główny, jeśli nie jedyny obowiązek chrześcijan. Ale jeśli tak jest, jeśli chrześcijanin to ten, kto wypełnia Dekalog, to czym się różnimy od żydów?
Istotą chrześcijaństwa jest przede wszystkim wiara w Jezusa Chrystusa – Zbawiciela człowieka oraz w Jego Śmierć i Zmartwychwstanie. I tym się różnimy przede wszystkim od innych religii. Kontynuujemy tradycję odpoczynku siódmego dnia, z tą różnicą, że za dzień ten uznajemy niedzielę – dzień Zmartwychwstania.
@Piotr c.d.
“Uważam że w Polsce po śmierci JPII zaangażowani katolicy bardzo się zradykalizowali, uznają poglądy niektórych duchownych na równi z prawdami wiary, Biskupi o bardziej liberalnych poglądach na Kościół są wręcz wyzywani przez katolików.”
A ja myślę, że takie postawy były obecne zawsze.
Co do biskupów “o bardziej liberalnych poglądach”, zależy co mamy na myśli. Mój światopogląd różni się od światopoglądów miłośników “przedsoborowia”, czyli tradycjonalistów (m. in. stosunkiem do ekumenizmu, czy oceny wspólnot posoborowych – przez niektórych “tyradsów” szkalowanych)) oraz od światopoglądu niektórych słuchaczy Radia Maryja, którzy często wyzywają liberałów bezrefleksyjnie. Niestety, do “Tygodnika Powszechnego”, czy eksponowanych przez “Gazetę Wyborczą” duchownych pokroju abp Życińskiego, również mam spory dystans. Jeżeli “katolicyzm otwarty” oznacza po prostu szacunek dla innych religii oraz szacunek dla człowieka myślącego inaczej i zrozumienie jego motywów, nawet jeśli ich nie akceptujemy (np. dostrzeganie człowieka w lewicowcu, czy narkomanie, bez przesadnego moralizowania i osądzania), to OK – niech żyje katolicyzm otwarty. Jeżeli natomiast “katolicyzm otwarty” oznacza kwestionowanie nauczania Kościoła przez samych duchownych, uznanie relatywizmu poznawczego (“Każdy ma swoją prawdę”) i interferentyzmu religijnego (“wszystkie religie są prawdziwe”), łączenie chrześcijaństwa z buddyzmem, albo – nie daj Boże – z okultyzmem, czy uznanie masonów za “odłączonych braci w wierze” (“Tygodnik Powszechny” został swego czasu za to upomniany przez Jana Pawła II), to w takim wypadku “katolicyzm otwarty” jest sekciarską, niebezpieczną pod względem duchowym ideologią.
Nie neguję, że Radio Maryja jest upolitycznione, a niektórzy tradycjonaliści we wszystkim widzą modernizm. Warto jednak zauważyć inne powody, dla których “liberalni biskupi” nie cieszą się popularnością wśród szerokich kręgów katolików. Otóż nie jest tajemnicą, na przykład, sprzeciw części biskupów wobec lustracji (co nierzadko wiąże się z tym, że i na nich są papiery). Nie jest też tajemnicą, że abp Życiński, bp Pieronek, abp Gocłowski, czy ks. Boniecki, atakują Radio Maryja jako największe zło, podczas gdy nie widzą niczego niestosownego w postępowaniu “Gazety Wyborczej”. Sam częściej czytam “Wyborczą” (bo to, co by nie mówić, gazeta poważna) niż słucham Radia Maryja (bo to medium nieco tabloidowe, w dodatku dopasowane do innej grupy wiekowej), mimo wszystko jednak to w Radiu Maryja odmawiany jest Różaniec, podczas gdy “Wyborcza” staje po stronie aborcji (przypadki czternastoletniej Agaty, czy Alicji Tysiąc). Poza tym hipokryzją jest zarzucanie “RM” stronniczości, podczas gdy “GW” jest tak samo stronnicza.
@Krzysztof. GW nie jest gazetą poważną. Sam ich kiedyś czytałem, dopóki nie wyczytałem tam kłamstw. I to oni są tabloidem, gdyż częstą dodają różne gratisy (więc nie ufają swojemu pisarstwu).Ale w społeczeństwie pluralistycznym powinny istniec, i GW, i RM.
Ja akurat fanatykiem jestem w jednej kwestii-kwestii wolności słowa
@Zulus
Potrzebna jest cenzura i dobra, żeby chronić przed zgorszeniem, złym przykładem.
Nawet Radio Maryja by mnie zakrzyczało za taki pogląd pewnie…
W Radiu Maryja widzę niezwykle duże pokłady szczerej wiary i dobrych intencji i Miłości, a to najważniejsze.
A sam mam takie poglądy, któreby były pewnie niezwykle intensywnie skrytykowane również w Radiu Maryja.
Pozdrawiam
@Zulus
Wszystkie liczące media się tabloidyzują, bo takie są skutki konkurencji na rynku medialnym, a ściślej – oczekiwań masowego odbiorcy. Nie twierdzę, że “GW” omija ten proces. Ale jest wyraźna różnica poziomu pomiędzy stylem “GW” a stylem “Faktu”, czy “Super Expressu”. Te ostatnie były tabloidami w zamierzeniu swoich twórców. Mówię o różnicy stylu i odbiorcy, do którego sa owe media skierowane. Bo treść artykułów “GW” bywa bardzo tabloidowa.
“Sam ich kiedyś czytałem, dopóki nie wyczytałem tam kłamstw.”
Nie jestem stałym czytelnikiem “GW”, a czytuję je tak jak i inne gazety o bardzo różnych profilach światopoglądowych. Lubię czytać również treści, z którymi się nie zgadzam, bo to poszerza horyzonty. Nie zmienia to naturalnie faktu, że w jakiś sposób jesteśmy ofiarami uproszczeń i manipulacji. Większość czytelników czyta prasę codzienną ze względu na informacje, więc może dlatego zraziły Cię jakieś kłamstwa. To prawda, najlepiej przeczytać pięć różnych relacji.
“Ale w społeczeństwie pluralistycznym powinny istniec, i GW, i RM.”
Zgadzam się w zupełności. Oba media są potrzebne, choćby dlatego, że wzajemnie się krytykują.
@Krzysztof. Mnie interesuje treść a nie forma (styl), a gw jest dla mnie wiarygodna tak jak fakty i mity
@Zulus
Styl gazety jest ważny, bo inne funkcje pełni tabloid typu “Fakt” (czy antyklerykalna odmiana tabloidów, reprezentowana przez tygodniki “Nie” i “Fakty i mity”), a inne choćby najbardziej zakłamana gazeta poważna, operująca bogatym słownictwem i prezentująca pewien poziom intelektualny (co nie oznacza, że treść jest mądra). Poza tym przesadne wydaje mi się twierdzenie, że warstwa informacyjna w “GW”, czy jakiejkolwiek innej gazety poważnej jest bez reszty sfałszowana.