W drugiej turze wyborów poparłem Jarosława Kaczyńskiego. Polska dokonała innego wyboru – wbrew mojemu stanowisku, wbrew naszym głosom. Gratuluję wyboru Bronisławowi Komorowskiemu. Życzę mu, by jako Prezydent Rzeczypospolitej był świadom nadrzędnych powinności wynikających z urzędu – odpowiedzialności przed Bogiem za przyszłość i ład moralny życia narodowego, z której nie zwalnia ani popularność, ani solidarność partyjna, ani władza zdobyta w drodze wyborów. Będę i będziemy o tej odpowiedzialności przypominać. Pierwsze analizy wyborcze mówią, że o wyniku wyborów (i wbrew taktyce Jarosława Kaczyńskiego) rozstrzygnęły głosy SLD. My byliśmy po drugiej stronie wyborczej barykady – tak jak w obronie rządów Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej, i jak przeciw rozwiązaniu Sejmu przed trzema laty. Wypełniliśmy obowiązek solidarności. Od jutra przystępujemy do dalszej pracy dla Polski, której – po zwycięstwie SLD w pierwszej turze wyborów – prawica chrześcijańska i konserwatywna będzie jeszcze bardziej potrzebna.
@Zulus
“A dzisiaj magistrem może zostać każdy.”
Ale przecież ja nie jestem zwolennikiem cenzusu wykształcenia.
@Mirek Grębski
Również witam
. Część spraw załatwiłem. Dyskusja jest długa i wielotematyczna, a przyznaję, że ciężko mi teraz znaleźć czas na szczegółową analizę. Nie wiem, czy będę mógł się włączyć do dyskusji na temat Rosji, Ukrainy etc. Ale postaram się odnieść do kilku kwestii (+ tych obiecanych).
Jeśli chodzi o politykę, pewnie też
W pełni podzielam poglądy Pana Krzysztofa wyrażone tu od wpisu 442. Wyjaśniam też, że oczywiście nie wierzę w determinizm, co słusznie zostało zauważone.
Ale chciałem co innego rzec: obawiam się, że ta dyskusja może się stać jałową, bo w gruncie rzeczy spieramy się, czy też dzielimy poglądami, które już gdzieś zostały wyrażone przez innych. Literatura naukowa jest powszechnie dostępna. Zamiast ją komentować, czy nie byłoby lepiej ze stanowiska posiadanej (i przecież ciągle rozbudowywanej) naszej wiedzy zacząć oglądać współczesną politykę?
@Jan Nowak-Kowalski
Niestety nie istnieje nic takiego, jak “współczesna polityka”. Moim zdaniem oglądanie tych Brudzińskich i Palikotów, którzy obrzucają się sztucznymi genitaliami – jak również słuchanie nawiedzonych wariactw Pana Kaczyńskiego o “męczennikach” i “całej nadziei w PiS” – jest stratą czasu. Nie prowadzi to kompletnie do NICZEGO. Pozwala tylko Tuskowi wylegiwać się w premierowskim fotelu i zaciągać kredyty w tempie 3000 zł na sekundę, by opuźnić upadek państwa do czasu jego przejścia na emeryturę.
Do naszej dyskusji powrócę za to bardzo chętnie, ale za chwilę. W tej chwili mam jeszcze trochę pracy.
Powinno być “opóźnić” – przepraszam.
@Krzysztof> Bo jakiś cenzus powinen byc. Dlaczego jakiś obibok, chlejący za “wysępione” pieniądze, będący może na jakimś zasiłku, mieszkający w chacie opłacanej przez podatników, ma wybierac przedstawicieli władzy? Wybierze jakiś socjalnych demagogów. Sam nic nie wkłada do wspólnego państwowego budżetu, a tylko bierze. Myślę tu o długoletnich nierobach
@Zulus
Rozumiem. Mówisz o problemach związanych z chorobami i patologiami społecznymi, a nie odbierasz praw wyborczych ludziom po prostu biednym.
Jak jednak wyglądałaby realizacja twojego pomysłu? Przecież nie ma zaświadczeń o byciu długoletnim nierobem, a w pewnych sytuacjach ciężko byłoby odróżnić takich ludzi od bezrobotnych z innych przyczyn. Owszem, jakieś kryteria ustalić by się dało, ale mówimy o sytuacji mało realnej. Jeśliby jednak wprowadzić taki cenzus, musiałaby być droga powrotu dla takich ludzi. Tak, czy inaczej: sprawą ważniejszą, niż zastanawianie się nad takimi cenzusami, jest praca nad uzdrowieniem narodu z nałogów i patologii.
Możemy się pocieszać: ludzie przez Ciebie wymienieni często nie chodzą na wybory. Choć kiedyś mijałem dwóch nietrzeźwych panów i usłyszałem fragment rozmowy: “Nie no, mówię ci, głosuj na SLD”. Z drugiej strony, “na socjalnych demagogów” głosują także często inni obywatele. Dla JKM wszyscy poza jego środowiskiem są takowymi.
@Zulus
@Krzysztof
Jeśli chodzi o cenzusy, to takim cenzusem, który budziłby najmniej wątpliwości natury etycznej, byłby chyba cenzus “karalności” – po prostu osoby skazane tracą prawa wyborcze.
Jednak podtrzymuję to, co powiedziałem wyżej: demokracja z samej swojej natury jest niewydolna (mało efektywna, jak kto woli). Zamiast więc ją poprawiać, lepiej byłoby chyba wprowadzić jakiś lepszy ustrój.
@Krzysztof S.
Choć spierałbym się, czy istotnie nie jestem taki głupi i czy tacy, jak ja, nie robią więcej szkody niż pożytku.
Jesteś bardzo uprzejmy, dziękuję.
No, ale nemo iudex in causa sua.
Pozdrawiam i raz jeszcze życzę wszystkiego dobrego w dorosłym życiu.
@Zulus
@Jan Nowak-Kowalski
A więc to tak… cóż, muszę przyznać Panom rację: z takiego punktu widzenia, to chyba rzeczywiście Rosjanie sprzeniewierzyli się słowiańskiemu i ruskiemu dziedzictwu. Cały rozwój terytorialny ich kraju, który zaczął się ok. XV wieku, w gruncie rzeczy nie wyszedł im na dobre: wpoił w ich duszę ten choru imperializm, który do dzisiaj uprzykrza życie sąsiadom Rosji, i to poprzez zupełnie nieracjonalne angażowanie się w podbój nieużytecznych azjatyckich pustkowi i barbarzyńskich ludów. Nic dziwnego, iż pod ich wpływem słowiańska dusza tak wyewoluowała, że Roman Dmowski mówił: “My jesteśmy z Europy, a wy – z Azji”.
Nie dziwota również, że prof. Koneczny zaliczył ich w krąg cywilizacji turańskiej. Przeglądając karty rosyjskiej historii, zawsze się zastanawiałem, skąd wzięło się w niej tyle zbrodni. Wielu carów (przynajmniej do XIX wieku), aby wstąpić na tron, dopuszczało się odrażających mordów – także w obrębie własnej rodziny – celem wyeliminowania potencjalnych rywali. W dziejach Rosji naprawdę sporo spisków, skrytobójstw i samozwańców. No cóż, cywilizacja turańska z natury jest amoralna (de facto jest to coś pośredniego między cywilizacją i barbarią). Nawet wiara chrześcijańska nie była w stanie tego zmienić…
W rosyjskiej duszy zostało jednak coś słowiańskiego: wielka emocjonalność. Skłonność do poddawania się porywom serca. Chęć bycia lubianym. Unaoczniło się to w czasie żałoby po 10 kwietnia. Przecież tym ludziom nikt nie kazał okazywać nam współczucia, palić zniczy przy polskiej ambasadzie… albo w czasie tych pożarów: u nas, gdy kraj był niszczony przez powódź, księża – powiem brutalnie, ale to prawda – mieli nas w dupie. Owszem, Czerwony Krzyż i Caritas działał – ale jakoś nikt nie pomyślał, by ogłosić narodowy post, nabożeństwa przebłagalne, pokutę. Księża wylegiwali się w najlepsze na piętrach plebanii, by przypadkiem nie zmoczyć sobie rąbka sutanny. A w Rosji? Duchowni prawosławni wychodzili z wiernymi na trawione przez ogień pola, aby błagać Boga o zmiłowanie i ratunek. Patriarcha Cyryl zarządził post i wzywał wszystkich do modlitwy.
I to wszystko w byłym CCCP…
Rosyjska dusza, jak widać, jest bardziej skomplikowana, niż zdawać by się to mogło na pierwszy rzut oka. Cóż, takie prawo wielkiego narodu… my też mamy w sobie wiele sprzeczności, ale dla świata na zawsze pozostaniemy prostackim zaściankiem – primo dlatego, że świat to głupie i bezmyślen barachło, niezdolne do głębszej analizy; secundo zaś – dlatego, że wielkim narodem w rozumieniu śp. Adama Doboszyńskiego rzeczywiście nie jesteśmy, bo proces jego tworzenia został brutalnie przerwany… nigdy chyba nie będziemy taką pełną sprzeczności zagadką, jak turańcy Rosjanie.
PS. Swoją drogą to niezwykłe, jaki natura ma wpływ nie tylko na człowieka, ale i na społeczeństwa. Turańcy przecież zostali wychowani przez azjatycki step – i w ich mentalności widać wyraźnie cechy ukształtowane przez bezkresne, smagane surowym wiatrem, dzikie równiny. Kolejny dowód na to, że człowiek jest częścią natury…
Zgadzam się z Panami w wielu sprawach, ale w jednej chyba się różnimy: mam wrażenie, że Pan Zulus zalicza Stalina w poczet rosyjskich władców.
Powiem tak: istnieją dwie szkoły rosyjskiej historii. Jedna z nich uważa Sowiety za przedłużenie, czy może kolejny etap rosyjskiej państwowości. Druga natomiast uważa, że Rosja w latach 1917-1991 tak naprawdę nie istniała, i dopiero od kilkunastu lat raczkuje, poszukując swej tożsamości, narodzona niejako na nowo.
Ja utożsamiam się z tą drugą szkołą. ZSRR był dyktaturą opętanej chorą ideologią mniejszości i opierał się nie tylko na eksterminacji wrogów – bo na tym, choć w nieporównywalnie mniejszym stopniu, opierały się też reżimy carów – ale i na niszczeniu chrześcijaństwa, które, co by nie powiedzieć, jest przecież integralną częścią rosyjskiej tożsamości. Powstanie Sowietów dokonało się drogą rewolucji, a więc poprzez zerwanie dziejowej ciągłości z poprzednimi epokami. Uważam więc, że “imperium zła” nie należy traktować jako elementu rosyjskiej historii – chyba, że w tym sensie, iż Rosja była wówczas faktycznie pod czerwoną okupacją. Rafał Ziemkiewicz też tak uważa. I tak nas uczy sławny Edmund Burke.
2. PS. Oczywiście wodzowie się zmieniali. Stalin rzeczywiście wzorował się raczej na carze Iwanie, a przy tym dokonał gruntownej debolszewizacji – lecz ideologia państwowa pozostała niezmieniona…
W końcu Mao w swoich wczesnych dziełach, rzekomo będących rozwinięciem marksizmu-leninizmu, również cytował głównie klasycznych filozofów chińskich – a Marksa prawie w ogóle.
@Krzysztof
Jeszcze dwa słowa na temat bardzo ciekawego dla mnie, komentarza 445.
Panie Krzysztofie, ja bardzo lubię Hegla. Wydaje mi się, że jego system filozoficzny jest tak niesłychanie złożony, tak całościowy, obejmujący tyle dziedzin życia, tak pełen tajemnic czy wręcz sprzeczności – że nie da się go jednoznacznie przyjąć lub odrzucić. Polecam Panu (i Innym) bardzo interesujący artykuł Pani Magdaleny Korzekwy:
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/F/FD/mk_hegel.html
I Ks. Tomasa Halika:
http://www2.tygodnik.com.pl/tp/2806/wiara02.php
Ten profesor z Berlina, ponoć najtrudniejszy filozof i jeden z największych umysłów w dziejach, którego nikt tak do końca nie był w stanie zrozumieć za życie i po śmierci, który wbrew własnej woli stał się patronem takiego mnóstwa całkowicie różnych myśli filozoficznych i politycznych – zawsze działał na mnie hipnotyzująco, zawsze mnie intrygował i fascynował.
Nie zmienia to jednak faktu, że – podobnie jak Pan i Pan Jan (ukłon!) – zupełnie nie zgadzam się z jego koncepcją dialektycznego “rozwoju historii”. Ponieważ co do tego się zgadzamy – tym razem odpuszczę sobie uczoną argumentację. Dość zauważyć, że idea ta jest przeciwna zdrowemu rozsądkowi i naszemu Magisterium.
Nie oznacza to jednak, że historia nie ma sensu i celu. Jako chrześcijanie wierzymy, że jej celem jest sam Bóg – a sensem nasze wspólnotowe i jednostkowe dążenie do Niego. Motorem tegoż dążenia jest jak wiadomo Miłość, najwyższa forma mądrości – jak słusznie zauważył Pan w dyskusji z Panem Obserwatorem. Miłość jest przyczyną, dla której powstał ten biedny świat, dla której Pan Jezus umarł za nas na krzyżu, dla której do Niego jak do Ojca dążymy, a dla siebie nawzajem staramy się być dobrzy…
Oznacza to też oczywiście, że musimy dbać o szacunek dla Bożego prawa i naturalnego porządku. Nie możemy więc poddawać się żadnym “dziejowym koniecznościom” i godzić się na każde status quo, które się krystalizuje ze ścierania się tez i antytez – a to właśnie niektórzy wynieśli ze szkoły Hegla. Czy to nie dziwne, że rewolucjoniści (któzy z zasady powinni być wrodzy wszelkiemu status quo) również obrali sobie owego nieszczęsnego filozofa za patrona?
Do rzeczy: ja jednak uważam, że monarchia jest częścią naturalnego porządku. Nawet zresztą, gdyby nie była – jest niewątpliwie skuteczniejszym ustrojem. Tu władzę sprawuje jedna osoba, w demokracji cały naród (z czasem władzę przejmują de facto partie i narosłe wokół nich sitwy) – a wiadomo: gdzie kucharek sześć…
Jednak jestem też realistą i wiem, że warunki mamy, jakie mamy. Powinniśmy myśleć albo o wprowadzeniu lepszego ustroju – o czym wspomniałem – albo o możliwie najskuteczniejszym uzdrowieniu obecnego. Np. poprzez wzmocnienie władzy wykonawczej i ukróceniu dyktatury sądów.
Jednak, czy to coś da… jednym z ważkich źródeł patologii tego systemu jest istnienie własności państwowej – z natury niewydolnej i nierentownej. W monarchii, gdzie skarb państwa funkcjonowałby jako PRYWATNA WŁASNOŚĆ króla – lepiej by to chyba działało…
W każdym razie – myśleć mamy o czym.
Bardzo serdecznie dziękuję za Pańskie wyjątkowo ciekawe wypowiedzi. Innym Dyskutantom również oczywiście dziękuję i pozdrawiam uprzejmie Wszystkich!
@Krzysztof
Jeszcze dwa słowa na temat bardzo ciekawego dla mnie, komentarza 445.
Panie Krzysztofie, ja bardzo lubię Hegla. Wydaje mi się, że jego system filozoficzny jest tak niesłychanie złożony, tak całościowy, obejmujący tyle dziedzin życia, tak pełen tajemnic czy wręcz sprzeczności – że nie da się go jednoznacznie przyjąć lub odrzucić. Polecam Panu (i Innym) bardzo interesujący artykuł Pani Magdaleny Korzekwy:
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/F/FD/mk_hegel.html
Ten profesor z Berlina, ponoć najtrudniejszy filozof i jeden z największych umysłów w dziejach, którego nikt tak do końca nie był w stanie zrozumieć za życie i po śmierci, który wbrew własnej woli stał się patronem takiego mnóstwa całkowicie różnych myśli filozoficznych i politycznych – zawsze działał na mnie hipnotyzująco, zawsze mnie intrygował i fascynował.
Nie zmienia to jednak faktu, że – podobnie jak Pan i Pan Jan (ukłon!) – zupełnie nie zgadzam się z jego koncepcją dialektycznego “rozwoju historii”. Ponieważ co do tego się zgadzamy – tym razem odpuszczę sobie uczoną argumentację. Dość zauważyć, że idea ta jest przeciwna zdrowemu rozsądkowi i naszemu Magisterium.
Nie oznacza to jednak, że historia nie ma sensu i celu. Jako chrześcijanie wierzymy, że jej celem jest sam Bóg – a sensem nasze wspólnotowe i jednostkowe dążenie do Niego. Motorem tegoż dążenia jest jak wiadomo Miłość, najwyższa forma mądrości – jak słusznie zauważył Pan w dyskusji z Panem Obserwatorem. Miłość jest przyczyną, dla której powstał ten biedny świat, dla której Pan Jezus umarł za nas na krzyżu, dla której do Niego jak do Ojca dążymy, a dla siebie nawzajem staramy się być dobrzy…
Oznacza to też oczywiście, że musimy dbać o szacunek dla Bożego prawa i naturalnego porządku. Nie możemy więc poddawać się żadnym “dziejowym koniecznościom” i godzić się na każde status quo, które się krystalizuje ze ścierania się tez i antytez – a to właśnie niektórzy wynieśli ze szkoły Hegla. Czy to nie dziwne, że rewolucjoniści (któzy z zasady powinni być wrodzy wszelkiemu status quo) również obrali sobie owego nieszczęsnego filozofa za patrona?
Do rzeczy: ja jednak uważam, że monarchia jest częścią naturalnego porządku. Nawet zresztą, gdyby nie była – jest niewątpliwie skuteczniejszym ustrojem. Tu władzę sprawuje jedna osoba, w demokracji cały naród (z czasem władzę przejmują de facto partie i narosłe wokół nich sitwy) – a wiadomo: gdzie kucharek sześć…
Jednak jestem też realistą i wiem, że warunki mamy, jakie mamy. Powinniśmy myśleć albo o wprowadzeniu lepszego ustroju – o czym wspomniałem – albo o możliwie najskuteczniejszym uzdrowieniu obecnego. Np. poprzez wzmocnienie władzy wykonawczej i ukróceniu dyktatury sądów.
Jednak, czy to coś da… jednym z ważkich źródeł patologii tego systemu jest istnienie własności państwowej – z natury niewydolnej i nierentownej. W monarchii, gdzie skarb państwa funkcjonowałby jako PRYWATNA WŁASNOŚĆ króla – lepiej by to chyba działało…
W każdym razie – myśleć mamy o czym.
Bardzo serdecznie dziękuję za Pańskie wyjątkowo ciekawe wypowiedzi. Innym Dyskutantom również oczywiście dziękuję i pozdrawiam uprzejmie Wszystkich!
Wg mnie Rosja radziecka była po prostu kolejną mutacją państwowości rosyjskiej.A Stalin jest jednym z ich wielkich przywódców. A cerkiew od wieków była podporządkowana państwu. Niepokorniduchowni byli likwidowani (przypomnę staroobrzędowców).
Iwan mordował, Piotr I zamordował swojego syna, Katarzyna (Niemka urodzona w Szczecinie) pomogła zejść mężowi. Tam władza zmieniała się czasem w sposób rewolucujny,np. wielka smuta, czy komunizm.
A MAO nie czytał Marksa bo nie znał języków (na chiński przetłumaczonogo później). I chiński komunizm był kolejną mutacją państwowości chińskiej, tak jak dzisiaj jest nim coś co trudno określić (bo jak połączyć nacjonalizm z imperializmem). Ale do skośnookichzawsze czułem sympatię za ich pracowitość.
Dzisiaj gdy USA pod przewodem Obamy nas “olały”, może powinniśmy poszukać innego sojusznika? Na razie chińczycy będą na Białorusi budować centrum logistyczne na Europę. Ale Łukaszenka, w przeciwieństwie do naszych dyplomatołków, to wytrawny polityk.
Chociaż tutaj można podyskutować z kimś poważnym, a nie z przemądrzałymi małolatami nabitymi stekiem wulgarnych, antychrześcijańskich komunałów…
Wszystkich wypowiedzi nie ogarnę dzisiaj, ale chciałbym się odnieść do bardzo interesującej dla mnie kwestii, jaką poruszyli Panowie: Mirek i Zulus. Otóż ja skłaniałbym się tym razem raczej ku stanowisku Pana Mirka: Sowiety nie były jednym z przepoczwarzeń rosyjskiej państwowości, ale zamachem i gwałtem na niej.
Panowie, tzw. wielka smuta była przecież zaledwie bezkrólewiem, w którym chodziło jedynie o to, kto będzie następnym władcą! Rewolucja natomiast była zamachem na samą istotę rosyjskości. Stanowiła ona akt zerwania z historią tego kraju, nierozerwalnie związanego przecież z osobą cara i z prawosławiem. Jak można ZSRR traktować jako formę rosyjskiej państwowośćci? To prawda, Stalin wprowadził trochę elementów narodowych do propagandy (toczyła się przecież wojna) ,ale komunizm – z zasady przecież wróg wszelkiej tradycji, dziedzictwa, korzeni, narodowiści – pozostał niezmieniony… a Stalin nie był nawet Rosjaninem.
Dlatego za bardziej adekwatne uważam określenie Pana Zulusa “postmongolski komunizm” (choć to hańba dla Mongołów, tego sympatycznego narodu – komunizm był po prostu barbarzyński), niż “postmongolska natura Rosjan”.
@Zulus
Ja Chiny zawsze ceniłem za niespotykanie wysoki poziom cywilizacyjny (myśmy żyli w lesie gdy oni strzelali z broni palnej, a ich cywilizacja istniała od tysięcy lat) i za… urodę Chinek. Był to kraj o najwspanialszej kulturze na kuli ziemksiej. Skarbami jego kultury obdzieliłby cały świat… niestety Rewolucja przekreśliła całe jego dziedzictwo. Zniszczono więzi łączące Chińczyków z ich chwalebną przeszłością. Teraz Chiny kojarzą się z tandetą, korupcją i gnębieniem ludzi…
Dlatego zgadzam się z Panem Vegetą: Rewolucja jest zerwaniem naturalnej, dziejowej ciągłości – i dlatego ani ZSRR nie był Rosją, ani ChRL Chinami, ani PRL Polską. Ani też Republika nie była Francją. Były to pokraczne, zbrodnicze twory wyzute z wszelkiego dziedzictwa i wszelkiego zakorzenienia w jakiejkolwiek narodowości, tworzone przez kreatury, które chciały budować cały świat od nowa.
Nie należy więc twierdzić, że są to zwykłe etapy na dziejowej drodze poszczególnych narodów i państw.
A co do tego kuriozum, które teraz jest oficjalną ideologią ChRL, to ja dostrzegałbym w tym zwykły, rewolucyjny nacjonalizm. Prof. Bartyzel opisał to zjawisko, odwołując się do nacjonalizmu “stanu trzeciego” w czasie Rewolucji Antyfrancuskiej:
http://www.prawica.net/node/7523
Natomiast z tym imperializmem to bym się kłócił… owszem, ChRL trzyma rękę na Tybecie, bo – jak każde państwo – dba o swoją integralność terytorialną. Lecz na razie nie przejawia wielkich zapędów ekspansywnych. No, chyba, że na światowych rynkach.
Ja jedna uważam, że komunizm pasuje do Rosjan. Zawsze byli pod butem, a narodowość władców nie ma nicdo rzeczy. Stalin był Gruzinem a Katarzyna Wielka Niemką. Zawsze władca był samodzierżcą, a zwalczanie staroobrzędowców jest tego przykładem.
W Chinach natomiast maoizm to był epizod. A konfucjonizm pasuje do każdego “twardego” reżimu chińskiego.
A Chiny są ekspansywne. W Himalajach przesuwają granicę kosztem Indii, niedawno prawie 10 000 żołnierzy chińskich wkroczyło do Kaszmiru (drażnią Indie), okręty chińskie wpływają na wody hinduskie (prowokacja), Chińczycy przejawiają ekspansję w Afryce. Faktem jest, że kończy się zbieranie ziem chińskich, a więc tamtejsze władze szukają pola do ekspansji, nie mogą się zamknąć bo wtedy pewnie by padli.
Co do kłótni o historię i naturę Rosji przed- i po-rewolucyjnej, to uderza mnie tam permanentna obcość rządzących w stosunku do rządzonych: od Waregów, przez Mongołów, Katarzynę-Niemrę itd. aż po Stalina. Rosja w znaczącej części swych dziejów była łupem obcych, którzy nie utożsamiali się z rządzonym narodem. Mało tego inspirowali oni pogłębiającą się obcość elit wciąganych w system ucisku w zamian za przywileje (jarłyk z łaski chanów dla najbardziej służalczego). Ten zaś sposób rządzenia ustalił pewną normę w relacjach między władzą a obywatelami – właściwie to poddanymi – bo stosunki obywatelskie się tam nie wykształciły. Dla mnie to jest klucz do rozumienia Rosji, a jednocześnie continuum jej dziejów.
Jeszcze coś zabawnego: o ciągłości rosyjskiej państwowości niezależnie od rewolucji świadczy podobieństwo okolicznościowych pochodów organizowanych przy okazji świąt państwowych: jak niegdyś naszano obrazy prawosławnych świętych, tak po rewolucji zaczęto naszać świętych komunizmu: Marksa, Engelsa, Lenina oraz każdorazowo urzędującego genseka. To trwałość form decyduje o ciągłości, a nie wtykana w nie ideologia. Zdaje się, że niezmiennym pozostał też mesjanizm imperialny.
@Vegeta
Panie Vegeto – korzystając z Pańskiego zaproszenia, wracam na chwilę do internetu. Nie jestem pewien, czy długo tutaj zabawię; czuję się fatalnie i nie mam nadziei na szybką poprawę. Myślę jednak, iż ma Pan rację: zacne towarzystwo tudzież fascynująca dyskusja przy szklaneczce herbaty i fajce nabitej wybornym aromatem – jest tym, czego mi trzeba. Byłem mile zaskoczony, dowiadując się, iż nie jestem jedynym miłośnikiem fajki na tym blogu.
Dziękuję więc za zaproszenie i tak między nami Panu powiem, że być może sam założę blog w internecie. Nie znoszę ekshibicjonizmu, ale też czuję, że – w obliczu zagłady całej naszej Cywilizacji wraz z jej Wartościami – nie mogę chować głowy w piasek. Wiele Osób tutaj uważa, że moja publicystyka naprawdę przyciąga uwagę – może więc uda mi się to wykorzystać dla dobra naszej Sprawy…? Obawiam się jedynie, że wielu naszych Znajomych przeżyje niemały wstrząs, odwiedzając moją stronę – o ile powstanie – i dowiadując się, w jakim rzeczywiście jestem wieku.
No, ale cóż. Ja nigdy tym tutaj nie epatowałem…
Jeśli chodzi o pytanie, które postawił mi Pan w swoim liście: moja ocena chińskiego nacjonalizmu z początku XX wieku jest niestety zdeterminowana tą smutną przypadłością, która jest zmorą wszystich znaczniejszych ruchów narodowych: DEMOKRATYZMEM. Yuan Shikai i Sun Yat-sen walczyli w pierwszym rzędzie przeciwko monarchii (która, assentior, sukcesywnie chyliła się ku upadowi pod panowaniem dynastii Qing), a nie przeciwko Mandżurom i Japończykom. Opowiem Panu o tym bardziej szczegółowo, ale później – w tej chwili muszę lecieć do roboty.
Pozdrawiam! I dziękuję za życzenia!
@Mirek Grębski
Panie Mirku – bardzo się cieszę! Swoją opinią się podzielę, gdy dokończy Pan swoją wypowiedź. Chciałbym tylko zauważyć, że nie wszyscy chińscy narodowcy walczyli przeciw cesarstwu jako takiemu. Dynastia była słaba, dwór zdeprawowany do szpiku kości, a wiele ziem znajdowało się pod panowaniem kolonistów, co moim zdaniem usprawiedliwia wystąpienia zbrojne. Natomiast zniesienie monarchii celem samym w sobie chyba nie było, skoro taki np. wspomniany przez Pana Yuan Shikai sam ogłosił się potem cesarzem???
@Vegeta
Panie Vegeto – najmocniej Pana przepraszam! Internet znów mi szwankuje, ten komentarz piszę na laptopie użyczonym mi przez jednego z Krewnych. Na temat chińskich narodowców jeszcze sobie podyskutujemy – nawiasem mówiąc, nawet Mao Tse-tung brał za autorytet Sun Yat-sena i bronił roli Czang Kai-szeka w historii Zhongguo – ale wówczas dopiero, gdy uporam się z tymi problemami. Pozdrawiam serdecznie Pana i naszych Przyjaciół z bloga! Pan Bóg wyświadczył mi wielką łaskę, że mogłem spotkać na swej drodze takich Ludzi. I wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2011!
Niech Bóg błogosławi!
@Mirek Grębski
O.K., Panie Mirku! Ja też na chwilę się “ulatniam”, bo czeka mnie dużo pracy w firmie. Dziękuję za życzenia i oczywiście również życzę wszystkiego dobrego – a dyskusję dokończymy, mam nadzieję, wkrótce.
Pozdrawiam!