ikc ma do mnie pretensje, że – jeśli dobrze rozumiem – administracja mojego bloga nie cenzuruje go (z wyjątkiem otwartych bluźnierstw, również wobec ludzkiego cierpienia). Rzeczywiście łatwiej znosić przykrości dla sprawiedliwości, niż je sprawiać. Wszelkiego rodzaju działalność wywrotowa chętnie zresztą ten ludzki odruch wykorzystuje. Każdy akt suwerennej władzy, dyktowany dobrem wspólnym, może być przedstawiony jako NIETOLERANCJA, a każda negatywna ocena – jako NIENAWIŚĆ.
Choć bowiem nie tylko (za bł. Piusem IX i Janem Pawłem II) uważam, że wolność nie polega na możliwości mówienia wszystkiego, ale więcej – jestem przekonany, że bez czynnego wyznawania tego poglądu nie sposób postępować (szczególnie w życiu publicznym) po katolicku – to jednak doskonale rozumiem Maurrasa, który sprzeciwił się cenzurze wojennej twierdząc, że cenzura może osłaniać bezpieczeństwo narodowe, a nie głupiego ministra. Oczywiście, wolność słowa (realna wartość naturalna, o którą zawsze walczyłem) nie może przekraczać granic dobra wspólnego, ale nie wolno jej ograniczać ani ze względu na interesy władzy, ani własne. Ale oczywiście – ikc ma rację, dobre obyczaje stanowią jeden z najpierwszych składników dobra wspólnego, bo dzięki nim życie wspólne może ludzi cieszyć, a przynajmniej nie być nieznośne. Ja sam na chamstwo mam alergię, więc wytyk ikc’a wezmę sobie do serca. Wszystkich (a jego szczególnie) pozdrawiam!
Jak dla mnie to, że ktoś się czepia, to może być nawet powód do dumy, że ma Pan wartości, których może Pan publicznie bronić. Pozdrawiam!
już mieliśmy wolność słowa przez 5 lat wobec Prezydentury Ś.P Lecha Kaczyńskiego- te kpiny i wulgaryzacja języka trwa do dziś i nie ma końca, a to dlatego,że jest to tzw. demokracja,szkoda,że tylko dla wybranych.
Pierwotnie słowo było jednoznaczne i miało moc stwórczą. Bóg powiedział i stało się. Jeszcze 3000 lat temu umowy, nawet międzynarodowe były zawierane na słowo mówione i były zawsze dotrzymywane. Ludzie nie kłamali nawet jeśli groziło to utratą życia. Niedotrzymanie słowa było czymś co czyniło człowieka niewiarygodnym , pozbawionym honoru. Wraz z upływem czasu następowała jego degradacja. Obecnie nawet jeśli słyszymy wypowiedzi publiczne, musimy brać poprawkę, oceniać prawdopodobieństwo, możliwości wypełnienia tych słów czy też deklaracji.
Wraz z tą niejednoznacznością słów człowiek tracił coś z samego siebie. Niepewność go niszczyła i niszczy bo nie może wierzyć słowom. Traci godność, bo wdaje się w słowne gierki. Dlatego obecnie jest tak dużo chamstwa, braku szacunku dla siebie i innych, wyzwisk, czasem wulgaryzmów. Ale z wnętrza człowieka nie może wyjść coś czego tam nie ma. Warto się nad tym zastanowić. To są oczywiście duże uproszczenia.
To jest kryzys człowieka, człowieczeństwa, język to tylko jeden z elementów tego zjawiska.
Przebywam w różnych środowiskach, dlatego jestem przyzwyczajony do wszystkiego. Potrafię szanować nawet tych najbardziej chamskich. Staram się widzieć w każdym to, co dobre, zrozumieć, jeśli mogę również usprawiedliwić. Zazwyczaj ludzie przebywając dłużej ze mną zmieniają się. Bywają jednak sytuacje, kiedy nerwy puszczają i wtedy po mistrzowsku dostosowuję się do otoczenia. Czasem żeby być zrozumiałym trzeba zacząć się posługiwać językiem adwersarza.
Panie Marszałku!
Piszę, bo – mimo, iż sam ostatnio rzadko pisuję – przyglądam się uważnie, co się dzieje na Pańskim blogu.
Otóż odniosłem wrażenie, że Pan ikc – podobnie jak ja i wielu innych Komentatorów – ma do Pana żal o dwie rzeczy: primo, o troszkę nierozgarniętą administrację bloga (niektóre wypowiedzi przez kilka dni “czekają na zatwierdzenie”, podczas gdy bluzgi i chamstwo plenią się bez przeszkód); secundo zaś, o częatość Pańskich wpisów.
Panie Marszałku! Powinien Pan zdawać sobie sprawę, że istnieje pewna grupka Pańskich gorących zwolenników, którzy mieli nieszczęście mieć w domu komputer i przyzwyczaić się do Pańskich codziennych, ciekawych wypowiedzi. Bynajmniej nie tylko na temat tego szamba, które kabareciarze i satyrycy nazywają “polityką” – jest Pan przecież Osobą oczytaną i posiadającą szeroką wiedzę w różnych dziedzinach, może Pan pisać o różnych sprawach! Mi na przykład szalenie spodobał się Pana wpis o Ojcu Świętym Piusie X. Ucząc się historii można na chwilę zamknąć głowę w dawnych dziejach i oddychnąć od wszystkich Brudzińskich i Palikotów.
Proszę zrozumieć, że niektórzy za każdym razem, gdy włączają komputer, mają nadzieję na nową porcję Pańskich myśli i na ciekawą dyskusję pod Pana wpisami. Dlatego właśnie, kiedy milczy Pan tygodniami, czujemy się lekceważeni i sfrustrowani. Tym bardziej, że u zarania Pańskiej działalności na forum internetu, sam nam Pan OBIECYWAŁ codzienne wpisy. Skoro było to mozliwe dawniej, gdy ciążyły Panu obowiązki posła – nie rozumiem, dlaczego nie jest to możliwe dzisiaj. Może ma Pan jakieś kłopoty albo problemy? O tym też może Pan napisać! Panie Marszałku, większość tych, którzy Pana czytają, są Pańskimi przyjaciółmi! Ruszymy z pomocą modlitewną, jeśli inaczej nie będziemy mogli pomóc.
Zachęcam do przemyślenia.
Bardzo dziękuje Panu Marszałkowi , widzę , ze rumpel forumowej nawy trzyma pewna i czujna ręka .
Myślę , w nawiązaniu do komentarzy, ze najbardziej pomożemy Autorowi wspomagając Prawicę Rzeczpospolitej, a ja sam, przy najbliższej okazji, nabędę książki autorstwa Marka Jurka,bo – wstyd straszny – dotąd nie przeczytałem żadnej.
1. Jaki był cel spotkania Marka Jurka z masowym mordercą – Pinochetem?
2. Czy dzień przed katastrofą była zakrapiana impreza?
3. Czy start samolotu został przełożony?
4. Czy L.Kaczyński spóźnił się nawet na przełożoną godzinę startu?
5. Czy Prezydent rozmawiał z bratem przed lądowaniem?
6. Czy w kokpicie były osoby postronne m.in. gen. Błasik?
7. Czy zjawił się tam po informacji o mgle?
8. Czy piloci JAK-a ostrzegali pilotów TU?
9. Czy kontrolerzy ostrzegali?
10. Czy piloci rosyjskiego IŁ-a, z lotniska w Smoleńsku, zrezygnowali z lądowania?
11. Czy pilot powiedział, “jak nie wylądujemy, to nas zabije”?
12. Czy piloci lekceważyli komendy kontrolerów i przyrządów pokładowych?
13. Czy podczas lotu do Gruzji były naciski na pilotów?
14. Czy Karski i Gosiewski oskarżali pilotów o tchórzostwo w swoich donosach?
15. Czy po tych oskarżeniach, pilot zwolnił się na “własną prośbę”?
16. Czy kancelaria prezydenta wydała 83 tys. na wódę?
17. Czy PiSiaczki są rekordzistami świata w ilości wyroków za oszczerstwa?
18. Czy Jacek Kurski ma kilkanaście prawomocnych wyroków za oszczerstwa?
19. Czy Macierewicz oskarżał byłych ministrów spraw zagranicznych o kolaborację z Moskwą?
20. Czy Kaczyński, Ziobro, Kurski,Radio Maryja i Gazeta (za przeproszeniem) Polska, przepraszali publicznie za oszczerstwa, po wyrokach sądowych?
@smutnyjerzy
przypomina mi sie rozmowa z ladna Cyganką sprzed lat -dziestu : ja- powróżysz mi ?
ona- oj , czy ja muszę tych ciemnych ludzi wszędzie spotykać?!
Cyganka , jako rzekłem była bardzo ładna więc już nie o wróżeniu a zgoła czym innym było dalej ale Tobie blogerze smutnyjerzy dedykuje słowa tej rezolutnej dziewczyny.
Poczytaj salon24 , tam masz komplet odpowiedzi na te swoje aprioryczne pytania-tezy. Należysz do tych “zaczadziałych” POwców albo ( czego współczuję ) “pożytecznych idiotów “i stąd nieszczęście dla naszej Ojczyzny, oj jakie nieszczęście!.
re smutnyjerzy
Jesteś bracie nudny. Zadajesz kolejny raz na blogu pytania na które powinna odpowiedzieć prokuratura i pewnie by odpowiedziała, gdyby prowadziła śledztwo na takich warunkach jak np śledztwo po katastrofie białoruskiego myśliwca w Polsce. Poza tym jeśli Cię to tak dręczy to zadaj i inne pytania. Równie retoryczne i nic nie wnoszące. Wtedy będziesz obiektywny.
1) Czy rosyjski iliuszyn rozpraszał nad lotniskiem zasłonę dymną?
2) Czy katastrofa była uwieńczeniem prób nad magnetyczną bronia przeciwlotniczą prowadzonych wcześniej na tym lotnisku?
3) Czy kiedykolwiek będą do końca wyjaśnione i podane do publicznej wiadomości okoliczności morderstwa katyńskiego, wołyńskiego powojennych morderstw KBW i NKWD? O to zabiegał Prezydent i czy nie dlatego zginął?
4) Czy kiedykolwiek zostaną podane do publicznej wiadomośći wyniki wyniki śledztwa w sprawie wypadku gen Sikorskiego, który był przeszkodą dla Jałty o czym mówiono głośno w czasach mojej młodości?
To tylko próbka, temat cenzury, utajniania i fałszywych wiadomości można drążyć bez końca.
Popatrz obiektywnie na to co robią media wokół Ciebie. Za komuny jak chcieliśmy wyrobić sobie zdanie na jakiś temat, słuchaliśmy polskiego radia, radia waszyngton, wolnej europy, czytaliśmy trybunę ludu zastanawiając się dlaczego co napisano, czego nie napisano i rozmawialiśmy na te tematy. wiadomości uzupełniały się nawzajem. Wnioski jakieś można było wyciągnąć. Dziś wiadomości, a w zasadzie plotek jest tyle, że nie sposób tego dokładnie filtrować. Ale bezkrytycznie też nie można ich przyjmować.
Zresztą zwykła uczciwość wymaga, żeby u każdego szukać również pozytywnych cech. Ja znajduję je nawet u p. Palikota choć nie chciałbym mieć z nim nic wspólnego. Przeczytaj również inne moje posty, chyba że czytałeś, tylko nie możesz ich zrozumieć.
Pan Mirek dobrze napisał. Dziwi mnie apel Pana Jurka, skoro normalne posty są cenzurowane- a bluzgi nie. No , to jest po prostu wstyd.
@ smutnyjerzy:
))
Witamy kolejnego PLASTIKA na tym blogu! Fidel przesyła buziaczki, misiu smutnyjerzy: cmok, cmok, cmok
@dziadek
Dobre:) …jeszcze się śmieję !
Rydzyk z Jurkiem ładnie wyprali wam mózgi. Na szczęście jest was “ciemnogrodzian” z pod herbu Jurka tylko ok.1% !!! (vide wybory prezydenckie)
@dziadek
:):)
Czuję się zobowiązany do puszczenia wodzy fantazji i odpowiedzi w tym samym humorystycznym tonie:)
Jeśli pod Smoleńskiem był “zamach” (buhaha)
…to Putina powinniśmy zgłosić do pokojowej nagrody Nobla. W końcu przyczynił się do uspokojenia polskiej sceny politycznej i usunięcia z niej głównego “mieszacza” – LK.
Viva Putin !
No nie wytrzymam
:)
“1) Czy rosyjski iliuszyn rozpraszał nad lotniskiem zasłonę dymną?
2) Czy katastrofa była uwieńczeniem prób nad magnetyczną bronia przeciwlotniczą prowadzonych wcześniej na tym lotnisku?”
@dziadek ty może pisaniem ksiażek s-f sie zajmij. Lem to przy Tobie marny fantasta
@smutnyjerzy. Nie masz pojęcia o Pinochecie i o najnowszej historii Chile.
@smutnyjerzy
Dołączę się i ja do przyjętej przez Ciebie humorystycznej konwencji. Kiedy został usunięty korzeń wszelkiego rozgardiaszu i “mieszania”, nastał pokój, tak potrzebny ambitnym i przełomowym rządom Jego Miłości D. T. i spokojne, jednoczące naród w duchu zgody panowanie Gołąbka Pokoju B.K.
@Zulus
Zdziwiłbyś się, ale mam spore pojęcie o Chile. Osobiście popieram politykę gospodarczą Pinocheta, a jego zbrodnie to już trochę inna bajka i nie wiadomo czy nie były niezbędne by “naprawić” ten kraj.
Interesuje mnie za to bardzo hipokryzja Marka Jurka, który tak tępi invitro, aborcje, a podaje rękę zbrodniarzowi i jeździ z nim na spotkania. Jaki ma jaja i odwagę to niech ze szczegółami opowie jaki był cel wizyty i o czym rozmawiali. (tylko bez farmazonów typu, że go pouczał, albo potępiał jego zbrodnie, bo to on w tym spotkaniu był “płotką” i musiał się dostosowywać)
re smutnyjerzy
1 A kto Panu wyprał mózg? TVN?
2 Pańskie sugestie zawarte w pytaniach są równie fantastyczne jak moje. Może więc razem napiszemy coś s-f?
3 Kolejny raz wyrażasz radość ze śmierci człowieka. Kto cię uczył tej nienawiści? Bo że nie MJ i o.Rydzyk to jestem pewny.
@dziadek
akurat moje pytania odnoszą się do faktów powszechnie znanych i są pytaniami retorycznymi ale widzę że bystrość umysłu co poniektórych już dawno zgasła
W Chile za czasów Pinocheta trochę ludzi zginęło. Tylko, że niemal połowa to zwolennicy generała. I Chile uniknęło losu Kuby. Stamtąd nawet doradcy sowieccy się wycofywali, gdyż Allende robił coś na kształt chińskiej rewolucji kulturalnej.
Wojsko zostało wezwane przez parlament.
A przeciwnik aborcji i in vitro nie musi byc przeciwnikiem zabijania w ogóle. Można popierac karę śmierci i akceptowac zabijanie na wojnie. Gdyby Jaruzelski narzucił Polsce kapitalizm, to byłbym jego fanem.
Wg mnie Pinochet dobrze zasłużył się Chile, tak samo jak Franco Hiszpanii
Poza tym dochodzi specyfika regionu. Mimo, że w sprawach obyczajowych nie zgadzam się ze smutnymjerzym i denerwuje mnie jego styl, to on częściej używa argumentów niż niejaki Art.
Chętnie zresztą o Chile bym sobie podyskutował i też ciekawi mnie dzisiejsze spojrzenie Marka Jurka na Pinocheta, choc z innych względów. Chciałbym wiedziec czy gospodarz tego bloga nie sprzedał swoich poglądów jak Kamiński (nowy fan pedałów) i Wołek (michnikowiec niższego rzędu).
@Zulus
Zgadzam się z Tobą w ocenie Allende, a ze smutnymjerzym w ocenie Pinocheta. Rozwój gospodarczy (jak również szczytne hasła światopoglądowe – niezależnie od tego, z jaką ideologią się wiążą) nie usprawiedliwia mordów.
Ofiary śmiertelne pojawiają się podczas konfliktów, a niektóre konflikty toczy się w słusznej sprawie. Tyle, że Pinochet i Franco byli dyktatorami, prześladującymi swoich przeciwników i tych prześladowań nie mogę usprawiedliwić.
Piszesz, że byłbyś fanem Jaruzelskiego, gdyby narzucił kapitalizm. A gdyby kapitalizm narzucił Hitler lub Stalin? Chrześcijanin nie może czynić z wolnego rynku bożka, a równocześnie propagować luźne przywiązanie do piątego przykazania.
Toteż dziwię się stwierdzeniu “przeciwnik in vitro i aborcji nie musi być przeciwnikiem zabijania w ogóle”. Dla przeciwwagi zacytuję zdanie z pielgrzymkowej piosenki: “Wojownicy Pana nie zabijają”.
Poparcie dla kary śmierci i (sprawiedliwej) wojny to dopuszczane przez Kościół katolicki wyjątki, aczkolwiek obecny Katechizm stwierdza, że – o ile istnieją inne środki – należy zastosować je, a nie karę śmierci. Może przed soborem ogół duchowieństwa nie był tak miłościwy, ale mi osobiście bliżej do Jana Pawła II, niż do Janusza Korwina-Mikke.
Nasze struktury stopniowo rozrastają się i niebawem znajdziemy się w parlamencie. Wszyscy mogą do nas dołączyć, wszyscy mogą dotrwać do kresu podróży.
@Krzysztof. Faktycznie więc potępiasz krzyżowców. A chrześcijaństwo nie jest przeciwko zabijaniu w ogóle.
A co do Jaruzelskiego. Ta obrzydliwa kreatura zawsze była na usługach Kremla. Gdyby zaś się postawił i zaprowadził normalną gospodarkę, nawet siłą, to należałoby go wg mnie chwalić.
Świat nie jest idealny, a idealiści powodują morze krwi.
Krzysztof, kwestionujesz naszą historię, gdyż najwięksi wodzowie, mają trupy na koncie. A Pinochet i Franco działali w stanie podwyższonej konieczności. Gdyby nie zaprowadzili ładu, ofiar byłoby znacznie więcej.
W Polsce zaś czci się powstanie warszawskie. Powstańcy to byli patrioci, ale ci co to powstanie wywołali, zasłużyli na śmierć. Przez nich zginęło tysiące ludzi, a szans nie mieli żadnych. I to są zbrodniarze, a nie taki Franco
@Zulus
Bardzo lubię z Tobą rozmawiać, ale zgoda z treścią twojego ostatniego wpisu nie mieści mi się w głowie mogę go tylko skrytykować.
Chrześcijaństwo JEST przeciw zabijaniu ludzi w ogóle (a także przeciw znęcaniu się nad zwierzętami i nieuzasadnionej eksploatacji przyrody). Amen. Przytoczony przez Ciebie w innej dyskusji argument, że Dekalog mówi “Nie morduj”, a nie “Nie zabijaj”, opiera się na nieznanym mi źródle informacji i stanowi przykład czyjejś subiektywnej interpretacji, nie jest zaś poglądem głoszonym przez Kościół. Wymienione już przeze mnie wyjątki od zakazu zabijania – wojna sprawiedliwa oraz kara śmierci (to sporna kwestia, ja np. jestem przeciwko) – dotyczą, w zamyśle Kościoła, sytuacji, gdy człowiek (naród, społeczeństwo) musi się bronić przed złem i nie ma innej drogi, jak czynić to za pomocą miecza i tarczy. Dopuszczalna jest samoobrona w walce z bandziorem. W przypadku wojny sprawiedliwej, zachodzi pytanie, co jest wojną sprawiedliwą. Na pewno możemy za także uznać wojnę obronną, natomiast przeprowadzanych przez dyktatora prześladowań za taką bym nie uznał. Wyprawy krzyżowe to kolejna kwestia sporna. Jej uczestnicy, o ile chcieli chronić zamieszkałych w Ziemi Świętej chrześcijan, według mnie nie czynili źle. Ale mordując i grabiąc żydów, muzułman i pogan – dokonywali zbrodni, której nie usprawiedliwia nic, nawet jeśli błogosławiłby im papież, czy anioł z nieba.
Przemyśl powyższy akapit i napisz mi, w czym się zgadzasz, a w czym nie.
Uważasz, że na śmierć zasłużyli inspiratorzy Powstania Warszawskiego (a może nawet, życzyłbyś im tej śmierci, gdyby żyli), a idealizujesz Pinocheta i Franco. Jak dla mnie – bez komentarza. Jeśli uważasz, że bycie wielkim wodzem usprawiedliwia przelaną krew, to dlaczego potępiasz Piłsudskiego? Niech zgadnę: nie uważasz go za postać wybitną (a, nie zapominaj, patrzysz na tę postać przez pryzmat poglądów endeckich), a w dodatku – nie był piewcą wolnego rynku. Dla mnie wolny rynek nie jest bożkiem, a ocena dokonań polityków nie jest taka prosta.
Gospodarka nie jest jedynym wyznacznikiem ceny działań politycznych i ludzkich. Również Jaruzelskiego należy oceniać wedle różnych kryteriów. Jak napisałeś, był na usługach Kremla. Czy ta służalczość sprowadzała się jedynie do kwestii gospodarczych?
Nie neguję historii, ale nie usprawiedliwiam zbrodni. Wiele zawdzięczamy zbrodniarzom – tak, zgadzam się z twoją sugestią, taka jest, niestety, prawda. Ale każdy kto się dopuszcza morderstw i prześladowań jest mordercą i, jeśli nie zwróci się do Boga o pomoc, zamyka sobie drogę do zbawienia.
@Zulus c.d.
Odniosę się jeszcze do ciekawego zdania z twojej wypowiedzi.
“Świat nie jest idealny, a idealiści powodują morze krwi.”
Tak bywa. A pragmatycy nie powodują? Nie wiem, tak do końca, czy Hitler, Stalin, Mao Tse-tung, Franco, Pinochet, Allende, Fidel Castro itd. byli w większym stopniu idealistami, czy też pragmatykami, choć obstawiam, że większość z nich cechowała się pragmatyzmem, który nakazywał im ciąć w pień wszystkich niewygodnych. Może wspomagany idealistyczno-pragmatyczną propagandą pragmatyzm Hitlera miał swoje źródła m. in. w różnego rodzaju idealizmach (filozofa Nietzschego, niemiecka tradycja imperialistyczna, niemiecki nacjonalizm i poczucie krzywdy, antysemityzm). Ale czy usprawiedliwia to pragmatyka nawiązującego do tych idealizmów?
Idealizmy są różne (dobre i złe), bo różne są ideologie, stany psychiczne, przekonania. Czy głoszenie przez Jezusa Chrystusa Królestwa Bożego nie mogło być uznane za idealizm. Czy sprawiedliwa była pragmatyczna (lub pseudo-pragmatyczna) postawa przeciwników Jezusa, wyrażona przez Kajfasza: “Lepiej, żeby jeden człowiek zginął za naród, niż żeby naród zginął za jednego człowieka”?
@Krzysztof
nic dodać… Dokładnie tak jak Pan napisał…
Zaczęło się od wolności słowa i kultury wypowiedzi, a potem popłynęły pomyje. Czy komuś pomogły one we wzbogaceniu własnej osobowości o wiedzę lub świadomość odmiennych poglądów adwersarzy oraz ich uwarunkowań?
Zwolennikom i przeciwnikom autorytarnych dyktatur i ich zbrodni proponuję ocenę skutków i statystykę. Proszę porównać skalę zbrodni dokonanych przez ‘ruchy postępowe’ ze zbrodniami tychże ‘wstecznych’ autorytaryzmów. Okaże się, że przeciwstawiamy wtedy miliony ofiar i wywrócony na pokolenia porządek społeczny oraz ekonomiczne podstawy bytu naroców wobec tychże ofiar setkom i znacznie krótszemu okresowi zawieszenia demokracji i swobód przy względnej konserwacji ładu społecznego i gospodarki. Zbrodnie autorytarnych dyktatorów miewają charakter ‘chirurgiczny’, za zwyczaj ograniczają się do wywrotowego aktywu, a nie całego społeczeństwa.
Gdyby Ludwik XVI był zdolny do roztropnego stosowania metod policyjnej represji wobec rozwydrzonych ‘intelektualistów’ swej epoki, to nie było by rewolucji francuskiej i całego późniejszego terroru, wojen, totalizacji życia społecznego i zupełnego wywrócenia porządków.
Tego samego błędu rewolucjoniści już nie popełnili i bardzo zręcznie utopili lud we krwi, gdy lud ten wystąpił przeciwko nim. I nie chodzi ‘tylko’ o Wandeę, gdzie bestialstwa dopuszczono się okrutnego, ale też o demonstracje w Paryżu, gdzie młody i mało jeszcze znany Buonaparte z Korsyki wyróżnił się zdolnością prowadzenia ognia artyleryjskiego wzdłuż ulic w tłumy cywilnych demonstrantów.
Ludwik popełnił zbrodnię zaniechania, której skutkiem było morze wylanej później przez innych krwi i upadek ładu światowego. Jako monarcha, władca i opiekun powierzonych sobie ludzi oraz jako człowiek światły miał obowiązek przewidywania i działania dla ich dobra. Kto ma istotną wartość (dobro) do obrony nie może być zakładnikiem literalnie rozumianego zakazu zabijania, gdy metody tej używa jego przeciwnik. Błagam o szacunek dla realizmu politycznego, który wcale nie jest sprzeczny z moralnością życia publicznego.
@Krzysztof. To nie jest interpretacja (“nie zabijaj”) tylko tłumaczenie po prostu. Katechizm Kościoła dopuszcza karę śmierci (nawet obecny).
A co porównywania dyktatorów, to taki Franco czy Pinochet byli pragmatykami. Z komuchami jest już gorzej, gdyż: rewolucję planują i wywołują idealiści, realizują fanatycy a korzyści z niej ciągną Lajdacy. Tak zmienia swoje nastawienie rewolucjonista. Taki Robespierre był w grupie przeciwników kary śmierci. Dopóki nie zdobył władzy.
Co do pierwszego akapitu się zgadzam. Chocby dlatego, że nie należy stosowac odpowiedzialności zbiorowej.
Co do inicjatorów powstania warszawskiego, to skazali oni na zagładę miasto. I dlaczego? Bo sanacyjni oficerowie chcieli zdobyc przyczółki władzy, a wtedy musiałby liczyc się z nimi rząd londyński (czyli kierowały nimi pobudki osobiste).
Co do Piłsudskiego. Wiem, że wywołał wojnę z Rosją, która mogła skończyc się zagładą młodego państwa. A potem jeszcze się załamał. Poza tym nie przygotował państwa na nową wielką wojnę, którą zresztą przewidywał. Z powodu mściwości marszałka nie promowano tekstów gen. Sikorskiego do tyczący zastosowania broni pancernej. A te prace czytał i pomysły Sikorskiego zastosował Heinz Guderian.
Dochodziło do mordów osób zasłużonych, np. Zagórski, Rozwadowski, a potem sanacja (po śmierci Piłsudskiego) zabiła Korfantego. Zresztą trupów było więcej niż u Mussoliniego. Poza tym władza kościelna nie chciała “czerwonego bandyty spod Bezdan” pochowac na Wawelu. Ale sanacja zagroziła powołaniem kleryków do wojska.
A co do możliwości zbawienia, to nie masz autorytetu aby o tym decydowac.
@Zulus
Nie wiem, czy Lenin i Stalin byli idealistami. Chyba bardziej pragmatykami, wykorzystującymi idealizm szeregowych komunistów.
Nie orzekam, kto będzie zbawiony, a kto nie. Napisałem tylko, że dopuszczający się zbrodni jest zbrodniarzem, a zbrodniarz powinien prosić Boga o przebaczenie.
Tu uwaga do obu Panów: Dlaczego Pinochet miałby cieszyć się przywilejami wobec dyktatorów lewicowych? Rozmawiałem z NOP-owcem (czy ONR-owcem), który uważał Hitlera za największego człowieka XX w. i argumentował, że Stalin dopuścił się większych mordów niż on. Dla Ciebie, Zulus, Hitler był lewakiem, wielu zaś uważa go za skrajnie prawicowego (zwalczał zresztą komunistów i trzymał sztamę z Mussolinim, szukał też poparcia Franco, tyle że tamtemu nie opłacało się jego udzielenie). Dla mnie nie jest najważniejsze, czy Hitler był lewakiem, czy prawicowcem, czy zabił więcej, czy mniej ludzi niż komuniści. Popełniał zbrodnie i tyle.
@Jan Nowak-Kowalski
Dyskusje pomiędzy mną a Zulusem zazwyczaj są emocjonujące, ale żaden z nas nie ma na celu obrazić drugiego (ewentualnie: przemówić za pomocą dobitnego obrazu). Nie odbieram słów Zulusa jako wiadra pomyj na moją głowę i z pewnością on tak nie odbiera moich. Często się nie zgadzamy, ale równie często – wręcz przeciwnie.
C.D.N. Pozdrawiam!
@Krzysztof. Dziękuję. Spieramy się często ostro, ale myślę że wzajemnie się szanujemy. I co by nie mówić, piłsudczycy, endecy, konserwatyści powinni dzisiaj być (czasy się zmieniły, więc i osie sporów się przesunęły. Nasz spór jest sporem rodzinnym. Szanuję moich adwersarzy: Krzyśka, Fidela, Vegetę. Pozdrawiam też bliskiego mi ideowo, pana Mirka. Fajnie byłoby, gdyby kiedyś mógł z którymś z panów porozmawiać w realu.
@Krzysztof. Nie przekonamy się wzajemnie w tej kwestii, ale wg mnie dzisiaj różne środowiska powinny iść razem. Czy to narodowcy, czy kolibry, czy piłsudczycy, czy ludowcy (ja bardzo żałuję, że obecnie wodzem ruchu ludowego jest Pawlak, a nie Bartoszcze).
@Krzysztof, Fidel, Vegeta, Mirek Grębcki. Ja was lubię, o ile można lubić przez internet. Przepraszam, że wymieniam tylko tych komentatorów, ale mam przyjemność spierać się z nimi chyba od lat.
@Jan Nowak-Kowalski
Przeczytałem Pana ostatni, ciekawy komentarz i stanowiący jego zwieńczenie apel o szacunek dla politycznego realizmu. Biorę sobie ten apel do serca, jednocześnie jednak dostrzegam potrzebę zrównoważenia go innym apelem: apelem o nierozgrzeszanie zbrodni i politycznego makiawelizmu. Ani prawicowość, rozwój gospodarczy i wolny rynek (Pinochet, Franco), ani budowa wspaniałych autostrad (Hitler), ani walka z komunistami (wszyscy trzej wyżej wymienieni) nie jest usprawiedliwieniem zbrodni. Kapitalizmu nie idealizuję i nie jest dla mnie kluczowe w ocenie moralności polityka, czy go popiera, czy zwalcza (choć, nie będąc gospodarczym ultra-liberałem, jestem oczywiście zwolennikiem wolnego rynku i negatywnie oceniam komunizm i liczne przejawy socjalizmu, także współczesnego). Kwestie gospodarcze a ocena prawości działań polityka (stosunku do ludzi i zasad moralnych) to dwie osobne kwestie.
Można natomiast, w ocenie dyktatorów i ich reżimów, wziąć pod uwagę pewne okoliczności łagodzące, jak np. szczera chęć ochrony społeczeństwa przed większym złem (w tym wypadku komunizmem) i jego zbrodniami. Pański komentarz odbieram właśnie jako apel, by rozważyć owe okoliczności łagodzące – motywy, które mogą zmniejszyć, a nawet zminimalizować winę prawicowych dyktatorów. Nie twierdzę, że każdy reżim autorytarny był tak samo zbrodniczy. Wręcz przeciwnie – myślę, że zgadzamy się w dwóch kwestiach:
1) Reżimy Franco i Pinocheta nie były tak potworne, jak reżimy Hitlera, czy Stalina;
2) Najwięcej ofiar przyniosły “postępowe” reżimy lewicowe, zwłaszcza komunizm.
Mówiąc o “reżimach autorytarnych” mam na myśli zarówno reżimy prawicowe, jak i lewicowe. Przestrzegałbym przed nazbyt dualistycznym patrzeniem na zbrodnie reżimów autorytarnych (lewicowe – zbrodniarze i niszczyciele podstaw społeczeństwa; prawicowe – straty mniejsze, względna konserwacja ładu społecznego). Ma Pan rację co do oceny zbrodni “rewolucjonistów”. Szczerze mówiąc, wolę natomiast “postępową” demokrację europejską (będąc świadomym jej wad i negatywnych zjawisk z nią związanych) niż “konserwatywny” reżim autorytarny, w którym prawa obywatelskie są ograniczane (choćby czasowo).
Uczciwie powiem, że trudno jest mi jednoznacznie ocenić gen. Franco, gen. Pinocheta, czy króla Ludwika XVI. Gdzie leży granica pomiędzy walką z rewolucyjnym zagrożeniem a tworzeniem nowego reżimu i dopuszczaniem się zbrodni wobec często Bogu ducha winnych szeregowych uczestników “ruchów rewolucyjnych”? Czy francuski lud przewidywał, że rządy rewolucji będą tak krwawe? Czy nie miał prawa żądać sprawiedliwości społecznej i zapewnienia godnego życia od swoich ciemiężycieli z wyższych klas? Czy żołnierze Franco nie mieli na ręku krwi wielu walczących w obronie republiki ludzi dobrej woli (podobnie jak lewicowe władze miały na sumieniu prześladowanie Kościoła i ludzi niechętnych lewicowym prądom)? Czy zbrodnie Franco i Pinocheta (m . in. tortury) dotyczą tylko okresu, gdy – jak twierdzili – musieli ratować kraj? Czy były także dokonywane w okresie ich przewagi? Czy można powiedzieć: ci byli czarni, a ci biali? Pamiętam taki rysunek satyryczny: walczą ze sobą ubrany w kapelusz ziemianin i rewolucyjny chłop, a symbolizująca Hiszpanię kobieta mówi: “Którykolwiek z was wygra, będzie to dla mnie oznaczało upokorzenia i nieszczęścia”.
Nie można usprawiedliwić zbrodni reżimów prawicowych, jak np. śmierci biskupa Romero. Należy wziąć pod uwagę, że reżimy lewicowe są na ogół większym nieszczęściem dla społeczeństwa niż prawicowe. Ale nie można usprawiedliwiać pod kątem moralnym aktów wyrzucania Belzebuba Belzebubem. Spotkanie z grasującymi w Ameryce Środkowej i Południowej bandami rewolucyjnymi może się
skończyć nawet śmiercią, a w lepszym wypadku utratą majątku. Ale czy sprawiedliwe są działania armii rządowej, która również często grabi napotkanych, bądź strzela do potencjalnych wrogów porządku?
@Aga
Dzięki i pozdrawiam serdecznie!
@Zulus
“Krzysztof, Fidel, Vegeta, Mirek Grębcki. Ja was lubię, o ile można lubić przez internet.”
Mam identyczne odczucia względem Ciebie i wymienionych.
“Co do inicjatorów powstania warszawskiego, to skazali oni na zagładę miasto. I dlaczego? Bo sanacyjni oficerowie chcieli zdobyc przyczółki władzy, a wtedy musiałby liczyc się z nimi rząd londyński (czyli kierowały nimi pobudki osobiste).”
W rządzie londyńskim zasiadali przedstawiciele różnych przedwojennych ugrupowań i, niestety, ich współpraca nie zawsze była zgodna. Nie wierzę jednak, że celem sanacyjnych oficerów była zagłada Warszawy (i tym samym – ułatwienie zadania Stalinowi). Ideę “przedstawienia się Sowietom jako gospodarze” oceniać można różnie. Jedno musisz oddać piłsudczykom oraz pozostałym członkom rządu londyńskiego i kierownictwa AK: nie chcieli zostawić Polski na pastwę komunistów.
Ja nawet nie określam siebie jako piłsudczyka, choć w wielu kwestiach blisko mi do piłsudczyków. Nie wiem, jaką bym miał orientację polityczną przed wojną. Piłsudczycy, endecy, ludowcy, socjaliści, chadecy – każda z tych opcji miała pewną wizję dla Polski, częściowo zapewne słuszną. Wśród reprezentanci każdej z tych opcji, wierzę w to, byli ludzie, którzy kochali Polskę, jednocześnie zaś byli oni kłótliwymi ludźmi, tak jak politycy nam współcześni. Endeka Dmowskiego i chadeka Paderewskiego należy szanować, bo ich dyplomacja w Wersalu była skuteczna. O ich wpływach na Zachodzie wiedział Piłsudski, dlatego dogadał się z nimi w tej sprawie.
@Zulus
“ja bardzo żałuję, że obecnie wodzem ruchu ludowego jest Pawlak, a nie Bartoszcze”
No, ale w sumie dobrze, że nie Jagielliński (może kojarzysz).
Pawlak dobrze się trzyma, ale jego władza nie jest tak silna, jak władza liderów innych dużych partii. Już raz go obalono.
Jagieliński to pajac. Choc niegdyś wydawał się alernatywą dla pawlakowców.
Sanacja nie została dopuszczona do rządu londyńskiego.
A z ostatnim akapitem Krzysztofa (kom. 34) się zgadzam całkowicie
@Mirek Grębski
Niech Pan nie przesadza z tą wiedzą Pana Marszałka. Może Pan uważa, że Pan Marszałek ma wiedzę większą niż Pan tego nie neguję, mogę się zgodzić, ale ogólna wiedzę na marną, tą katolicką też.
@Moi Przyjaciele
Dyskusja jest wyjątkowo
Nie mogło mnie tu zabraknąć!
ciekawa, więc włączę się, jeśli Panowie pozwolicie, i
przedstawię własne refleksje. Z góry przepraszam za ich
zawiłość, ale problem jest bardziej złożony, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się to wydawać.
Przede wszystkim, moi Drodzy, Sławomir Sierakowski
powiedział kiedyś na łamach “Dziennika”: “Człowiek opuścił
naturę, by stworzyć kulturę”. Uważam, że to krótkie
stwierdzenie musiało lec u podstaw wszystkich zbrodniczych,
antyludzkich totalitaryzmów. NIE WIERZĘ W NIE, ONO NIE
MA NIC WSPÓLNEGO Z PRAWDĄ! Moim zdaniem natura
jest naszą rzeczywistością. Poruszoną przez Boga i
prowadzoną przez Niego do celu ostateczengo. Kultura jest
tylko instrumentem, poprzez który człowiek wyraża swoją
naturę. Wiadomo przecież, jakie rzeczy od wieków były
natchnieniem dla wszystkich dzieł sztuki: zachwyt nad
przyrodą, otaczającym światem, drugim człowiekiem, piękno,
Miłość… krótko mówiąc wszystkie te wrażenia, które człowiek
mógł poznawać dzięki zmysłom ciała i wrażliwości ducha.
Pragnienie wielu z nich jest zresztą wpisane w cielesność i
psychikę ludzką w postaci różnych instynktów. Można rzec, że
to one właśnie – instynkty, pragnienia – są motorem lwiej
części aktywności ludzkiej (Freud w wielu sprawach miał
rację, nie powiem że nie).
A więc: człowiek jest częścią natury, a jako istota obdarzona
“tchnieniem Życia” (duszą nieśmiertelną) – jest jej koroną i
zwieńczeniem, istotą wyjątkową spośród wszystkich innych
(przy czym dusza wg mnie nie jest niczym
“nadprzyrodzonym”, lecz całkowicie “prrzyrodzonym”,
naturalnym, wpisanym w nasze jestestwo). Jako więc część
natury, człowiek wpisany jest w jej PORZĄDEK. W naturze
bowiem wszystko jest uporządkowane: od ruchu elektronów
wokół jądra atomu, aż po zależności między populacjami
organizmów, ciałami niebieskimi… w obrębie gatunków istnieją
też ściśle określone hierarchie. Wymownym przykładem są
pszczoły; kto zetknął się z hodowlą tych arcypożytecznych
żyjątek, wie doskonale, że o życiu i działaniu całego roju
decyduje ta jedna – matka.
Do czego zmierzam? Otóż jeżeli przyjmiemy, że człowiek jest
istotnie częścia natury, a więc poddanym wszelkim jej
prawom, dochodzimy do wniosku, że absolutnie koniecznym
warunkiem jego rozwoju, jest zachowanie PORZĄDKU.
Dotyczy to zarówno każdego indywidualnego człowieka
(wychowanie w pełnej, Kochającej się rodzinie, gdzie i mama,
i tata poświęcają mi czas i uczą żyć), mniejszych społeczności
(stosunki z sąsiadami, współpraca z samorządem dla dobra
mojej małej ojczyzny, wspieranie przedsiębiorczości i ludzi
pracowitych), jak i całych narodów (a te, jak wiadomo, dla
własnej samorealizacji potrzebują państwa).
JEŻELI KTOŚ UWAŻA ZATEM, ŻE CZŁOWIEK NIE JEST
CZĘŚCIA NATURY, TEN NEGUJE CAŁY WYKSZTAŁCONY
PRZEZ WIEKI PORZĄDEK, W JAKIM ŻYJE. PORZĄDEK
ZAPROWADZONY DZIAŁANIAMI LUDZKIMI,
UWARUNKOWANYMI NATURALNYMI REAKCJAMI.
Stąd właśnie wzięły się rewolucje: człowiek postawił się ponad
siłami natury. Cromwell podniósł rękę na moanrchię – a
przecież owa hierarchia, która króla ustanowiła głową narodu
(jak ojca głową rodziny, jak tę pszczołę-matkę panią całego
roju) nie jest wymysłem ludzkim, nie jest jednym z wielu
ustrojów – ale jest częścią BOŻEGO PORZĄDKU! Stąd
właśnie wyższość monarchii nad demokracją. Więcej:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Monarchizm#Argumenty_monarchis
t.C3.B3w
Dawniej rewolucje ograniczały się do burzenia porządku
państwowego: niszczono stare królestwa, zabijano i
przepędzano monarchów, którym Bóg powierzył troskę o losy
narodów. Zastępowano ich “demokracją”, gdzie obrzygany
menel spod burdeli i budek piwnych ma tyle samo do
powiedzenia, co członkowie rodów wywyższonych przez Boga
i dawne pokolenia. Przeważnie zresztą, ta demokracja była
wtórnym skutkiem rewolucji: pierwotnym był krwawy
zamordyzm jak w ZSRR. Spełniała się przepowiednia
Dantona: “Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci”.
Istotnie – miały być rządy klasy robotniczej, a wyszło jak
zawsze: rządy pastwienia się nad robotnikami i innymi
ludźmi…
Współcześnie rewolucje wg powyższego modelu zdarzają się
już tylko w krajach biedniejszych (vide: Nepal). W krajach,
gdzie pieniądze zabiły sens istnienia, potrzeba bardziej
wyszukanych łajdactw i innych usprawiedliwień dla nich:
niszczy się Miłość i Rodzinę, wymyśla się jakieś “teorie
genderowe” (na przemian: walka płci i udowadnianie, że płci
nie ma), “mniejszości seksualne” itd. Jak widać, rewolucjoniści
potrzebują coraz szczytniejszych powodów, by zakrzyczeć
wydzierający się w środku głos: “Nie masz po co żyć!” – a
wystarczyłoby zwrócić się do Boga, sposób sprawdzony i
pewny od tysiącleci…
Do rzeczy: Panowie, ja bym nie stawiał w jednym szeregu
Pinocheta i Franco. Pinochet (nie chcę go przedwcześnie
osądzać, niech mu ziemia lekką będzie) był chyba
rzeczywistym zbrodniarzem. Znęcanie się nad więźniami, w
tym niewiastami i dziećmi, brak sprzeciwu wobec zabijania
nienarodzonych dzieci, prawdopodobne złodziejstwo i
nielicujące z żołnierskim honorem obciążanie swoich
podwładnych – mówią same za siebie. Jeśli Salvador Allende
rzeczywiście chciał zniszczyć Chile na wzór maoistyczny – to
jego usunięcie drogą przewrotu było całkowicie
usprawiedliwione. Podobnie, jak ofiary, które pociągnęły za
sobą walki. Wiem, ze nie było wyjścia: w przeciwnym razie
ofiar mogły być miliony. Nie usprawiedliwia to jednak w/w
zbrodni, które popełnił po dojściu do władzy.
Z Caudillo sprawa przedstawia się jednak zupełnie inaczej.
Franco był tym, który rzeczywiście uratował Hiszpanię przed
antyludzkim terrorem. Przecież w latach 1931-1936 w tym
kraju dochodziło do masowych zbrodni: rządowe bojówki
grasowały po Hiszpanii, wywlekały z plebanii księży, z domów
matki i ojców i mordowano ich bez żadnego powodu – prócz
tego, że wyznawały wiarę w Chrystusa. W “Gościu” pisali
swego czasu, że w republikańskiej Hiszpanii zginęło za wiarę
najwięcej ludzi w dziejach świata. Wierzę, że Franco był
mężem opatrznościowym, którego zesłał Bóg dla ratowania
swojego ludu. Jeżeli przyczynił sie do wybuchu powstania po
to, by zapobiec dalszym ofiarom – jest to całkowicie
usprawiedliwione. Można być przeciwko karze śmierci, ale
trzeba uczciwie przyznać, że stosowanie ich wobec
zbrodniarzy jest przecież sprawiedliwe. Franco nie znęcał się
nad swoimi politycznymi przeciwnikami (wszelkie represje
ustały, o ile dobrze pamiętam, w latach 40.) i w jego Hiszpanii
nie torturowano więźniów w tak straszny sposób, jak w Chile
Pinocheta. Nie był też żadnym dogmatykiem: w pierwszych
latach po wojnie prowadził politykę interwencyjną, by potem,
po odbudowie kraju, przejść na pozycje liberalne i
wolnorynkowe. Doprowadziło to do bezprecedensowego cudu
gospodarczego i wzrostu życia Hiszpanów. Dążył do
przywrócenia Bożego porządku w spustoszonym zbrodniami
kraju: całkowicie zakazał aktów perwersji, prostytucji,
zabijania nienarodzonych dzieci, a także – rzecz absolutnie
bez precedensu – przywrócił Boży ustrój, monarchię.
Niesłychane, prawda? Zmienić ustrój z demokratycznego na
rojalistyczny, i to w dodatku nie dla swojej rodziny! Osobiście
widzę w nim jednego z największych mężów stanu, jakich
miała ludzkość, człowieka który autentycznie służył Życiu,
pokazał światu siłę najczystszej, ortodoksyjnej REAKCJI.
Jedyne, co można mu zarzucić to to, że popełnił straszliwą
pomyłkę, wyznaczając przyszłego króla.
To by było na tyle. Uważam, że rozwój społeczeństw poddany
jest pewnym prawom. Nie takim, o jakim śnił Hegel, ale
prawom natury. Prawom Boga. Wydaje mi się, że poglądy
Burke’a i de Maistre’a wcale się nie wykluczają, a raczej
wzajemnie uzupełniają w tej dziedzinie. Człowiek jest częścią
natury i jej porządku, a zatem same w sobie złe są wszelkie
rewolucje i spłodzone z nich chore, antyludzkie totalizmy,
które można chyba określić jednym wspólnym określeniem:
“socjalizm”.
A propos: Pan Krzysztof zastanawiał się, czy Hitler istotnie był
lewakiem, czy może skrajnym prawicowcem. No cóż, człowiek
ten sam ochrzcił swoją ideologię mianem “narodowy
socjalizm”, prowadził lewicową politykę gospodarczą
(interwencjonizm, nacjonalizacja, podporządowanie całego
przemysłu interesom państwa), a przy tym cała jego doktryna
opierała się, podobnie, jak wiele innych ideologii lewackich, na
nienawiści. Tyle, że nie na klasowej, tylko rasowej. Nie bardzo
więc wiem, co konkretnie pozwalałoby lokować hitleryzm na
prawicy…
Co do PSL-u natomiast – wielokrotnie już pisałem, że jestem
ludowcem. Czuję się więc człowiekiem bez reprezentacji. Ja
także żałuję, że sztandar Witosa trzyma jakiś Marsjanin
pokazujący się na uroczystościach państwowych “z
partnerką” – zresztą, cały ten post-ZSL nie ma już chyba nic
wspólnego z dawną partią chłopską; to tylko ferajna kolesi i
ekspertów od “dzielenia konfitur” i “krojenia tortu”.
Pan Zulus ma całkowitą rację, że w mozaice przedwojennych
idei i mężów stanu każdy z nas powinnien odnaleźć coś dla
siebie. Cieszy mnie np. że są w Polsce ideowi endecy, jak
Pan czy Rafał Ziemkiewicz – a nie tylko post-ONR-owcy, jak
śp. LPR… Pan Krzysztof, nie chciałbym niczego
autorytatywnie przesądzać, pasowałby mi do chadeków
Korfantego, ew. do oddanych państwowej służbie
technokratów Gen. Sikorskiego.
A ja… Cóż. Wincenty Witos mawiał: “W dniu rozbiorów
umarła Polska szlachecka. Jeżeli stara umarła, powstać musi
nowa, ludowa, obywatelska, Kochająca jednako wszystkie
swoje dzieci”. I to jest mój drogowskaz: rojalizm, Polska z
królem, ale bez stawiania kogokolwiek na uprzywilejowanej
pozycji. Broniąca Życia, Miłości, Rodziny – całego tego
Bożego Porządku, o jakim pisałem wyżej – i wspierająca,
poprzez rozsądne wycofywanie się z życia gospodarczego,
rozwój prawdiwego społeczeństwa obywatelskiego. Szczegóły
takiego ustroju (utopia, ale pomarzyć można – polityka to
mądre inspirowanie się ideałem, totalitaryzm to ślepe do niego
dążenie) opisałem tu:
http://blog.marekjurek.pl/index.php/2010/03/09/wspolnota-sam
orzadowa-prawicy/
(kom. 4)
(Radzę przeczytać – łatwiej będzie mnie zrozumieć, bo niniejszy komentarz, jak teraz patrzę do góry, jest okropnie zawiły)
Kończąc, chciałbym powiedzieć jeszcze jedno: Panowie,
bardzo, bardzo dziękuję, że o mnie pamiętacie. Ja również
uwielbiam z Wami dyskutować. Zgadzam się z Panem
Zulusem, że wspaniale byłoby się spotkać i porozmawiać bez
pośrednictwa szklanego ekranu. Kto wie: może, kiedyś…
myślę, że stworzylibyśmy klub dyskusyjny mający wszystkie
inne pod sobą, włącznie z KryPo.
Pozdrawiam Panów
bardzo serdecznie – także nieobecnego ostatnio Pana Fidela, jak i Wszystkich, którzy nas czytają – i życzę wszystkiego dobrego.
PS.
Panie Zulusie, mam nadzieję, że ręka się goi?
@Szanowni Dyskutanci
Właśnie zamieściłem komentarz, w którym pozwalam sobie włączyć się do Panów dyskusji. Niestety, musi on poczekać an zatwierdzenie. Z góry uprzedzam, że zamieściłem go dwa razy, ponieważ zs pierwszym razem komputer porobił jakieś dziwne przerwy między wersami – za drugim razem wstawił się poprawnie. Miło by było, gdyby Pan(i) Moderator pierwszy z nich wyciął(a), a pozostawił(a) ten drugi – poprawny. Tak dla przejrzystości. Czekam niecierpliwie, aż się wyświetli – a tymczasem pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie.
@ Zulus
Jagieliński to …. mam papiery.
Pana wiedza na tematy historyczne jest śmieszna, jak Pana Marszałka i 98 % społeczeństwa. Pomysł i scenariusz PW opracował JWS. 15 sierpnia powstańcy postanowili się poddać i wtedy popłynęły słowa zachęty od JWS. A wie Pan co to Bawarska Republika Rad i Węgierska Republika Rad ? Gdyby słuchano Marszałka Piłsudskiego nie byłoby “Katynia” i być może poddalibyśmy się 10 września 1939r. Polakom znany był Pakt RM i w tym układzie poddanie Polski by zburzyło ten pakt.
Znowu pęKłA PłYTKA, PANIE MIRKU. pONOć TYTANOWA (PEWNIE COś MADE IN CHINA.
Allende też pozwolił na wydawanie broni z magazynów rządowych dla różnych lewackich bojówek.
@Tadeusz Muszyński. Oskarża pan wszystkich o niewiedzę, a to pan ma braki. Nie wiem co wspólnego ma Katyń z Piłsudskim. Myślenie przyczynowo-skutkowe szwankuje u pana. W szkole nie nauczyli? Szkoda, że pan nie uczył się u mnie. Ja mniejszą uwagę zwracam na faktografię (to każdy może sobie doczytać), bardziej interesuje mnie aby uczeń myślał i potrafił wyciągać właściwe wnioski z wiedzy którą posiada.
Akurat bawarska republika i węgierska padły szybko. A skoro pan ma papiery na Jagiellińskiego to proszę je ujawnić. Inaczej można uznać, że pan konfabuluje. Tak samo można ocenić pana rzekomą znajomość z Kaczyńskimi. Obejrzałem sobie pana stronkę i nic tam ciekawego niestety nie ma. A inżynier (nie wiem czego) próbuje pouczać historyka (cały czas pogłębiającego swoją wiedzę w aspektach go interesujących. Wprowadzić kapitalizm i będzie czystość. Za takiego Piłsudskiego to różne Dyzmy łapały stołki.
Dziękuję Wszystkim!
Ja również lubię z Państwem dyskutować, choć w wielu sprawach się nie zgadzamy. Potrafimy jednak różnić się pięknie i myślę, że to dzięki takim jak my blog Marka Jurka jest forum wymiany poglądów o tak wysokim poziomie.
Śledziłem go od początku i niezmiennie kojarzył mi się z nickami: fidel… Zulus… Antonio… Krzysztof,,, sacdjo… Mirek Grębski… nawet ten nieszczęsny Art, który miewał przebłyski rzetelności i ściągał maskę prześmiewcy. Może – jak powiadają Panowie Mirek i Zulus – usiądziemy kiedyś przy stole i podyskutujemy przy herbatce. A jest o czym, bo świat taki bogaty…
W toczącą się wyżej dyskusję raczej się nie włączę (b. dużo obowiązków), lecz zgadzam się z większością wygłoszonych opinii, zwłaszcza Pana Mirka. Proszę spojrzeć, jak ewoluują (nie)dawni bojownicy o “wolność ludu”:
http://www.rp.pl/artykul/529605-Castro–przesladowalem-gejow.html
Prawdopodobnie gdyby Breżniew żył, też by się za to kajał: w ZSRR-rze akty homoseksualne karane były przecież więzieniem… swoją drogą fajnych czasów dożyliśmy, prawda? Ludożercy tłumaczą się nie ze swoich ofiar, ale z “uciskania mniejszości seksualnych”. Ciekawe, czy Castro nadal będzie wrogiem publicznym numer jeden dla wszystkich piewców “wolności i demokracji” z UE i USA?
Kończąc, polecam jeszcze jeden tekst:
http://blog.rp.pl/szuldrzynski/2010/09/01/solidarne-niszczenie-swietosci/
Przeczytawszy, ciśnie mi się na usta tylko: WSZYSTKO GNIJE… może dożyjemy jeszcze czasów, gdzie świętość będzie świętością…
@Mirek Grębski
Witamy z powrotem, Panie Mirku! Kiedy Zulus wymienił Pana, Fidela i Vegetę, pomyślałem, że ostatnio właśnie waszych wpisów brakuje na blogu najbardziej (już wcześniej zresztą doszedłem do takiego wniosku). Tym bardziej cieszę się, że Pan się odezwał. Z tego, co zauważyłem, Fidel opublikował swój komentarz pod najnowszym wpisem Pana Marszałka. Mam za sobą także niedokończoną dyskusję z Vegetą i jeśli niebawem coś napisze, będę kontent. Oczywiście, piszę to bez absolutnie żadnych pretensji do kogokolwiek. Sam mam trochę obowiązków i nie wiem, jak często będę komentował na blogu w najbliższej przyszłości. Jeśli chodzi o spotkanie, to nie widzę problemu. Mamy swoje e-maile, więc można się kiedyś dogadać i spotkać, tylko musielibyśmy znaleźć czas i ustalić miejsce. Klub dyskusyjny? Byłoby ciekawie (największa trudność to znów czas i miejsce). W takim klubie dyskusyjnym widziałbym także Emigranta, czy Obserwatora i Tadeknorka. Czasem ludziom przychodzą do głowy nietypowe pomysły, mi na przykład przyszła na myśl wizja opublikowania najciekawszych dyskusji z blogu w formie książkowej, wraz z przedmową autorstwa mojego i któregoś z Panów
. Traktuję ją pół żartem pół serio, ale mieć takie coś w ręku byłoby miło.
Do pańskiego ostatniego komentarza odniosę się jutro. Od razu zapowiadam, że gruntownie nie zgadzam się z pańską wizją przywrócenia monarchii (rzekomo korelującego z boskim porządkiem – przecież zarówno król, jak i prezydent może porządek ten realizować lub niszczyć). Osobiście jestem zwolennikiem demokracji. Nie odmawiam rojalistom prawa do swoich poglądów, ale przekonanie, iż monarchia, czy czysty kapitalizm rozwiąże wszelkiego rodzaju problemy, uważam za tak samo naiwne, jak przeciwstawne im przekonania, że jedyną akceptowalną formą władzy jest demokracja, czy też – że wybawieniem jest państwo opiekuńcze. Warto podkreślić, że Kościół nie uważa żadnego systemu władzy za jedyny, w którym może funkcjonować chrześcijaństwo. Od tego, czy mamy króla, czy też republikę, ważniejsze jest dobro obywateli idące w parze ze skutecznością rządów i przestrzeganiem praw człowieka, poszanowanie godności ludzkiej i wszelkich niezbędnych, biorących swój początek od Boga wartości. Z chęcią odniosę się do Pana argumentów na rzecz monarchii, jak również do tych argumentów wymienionych na Wikipedii, z którymi się nie zgadzam (bo niektóre uważam za zasadne, jako że żadnego ustroju nie idealizuję).
Drugą centralną (a dla mnie bardzo ciekawą) kwestią, którą poruszył Pan w swoim komentarzu, jest zagadnienie relacji pomiędzy człowiekiem, naturą i kulturą. W tej kwestii w dużej mierze się z Panem zgadzam, choć częściowo polemizowałbym. Ale o tym wkrótce.
@Krzysztof
Jest mi naprawdę przyjemnie. Bardzo chętnie dowiem się, co Pan ma do powiedzenia. Jeśli jednak każę długo czekać na odpowiedź, to z góry proszę o wybaczenie: ostatnio gonią mnie obowiązki.
Panie Krzysztofie, dziękuję za miłe słowa.
Panie Mirku, dziś już nie opublikuję tego komentarza, ale obiecuję, że uczynię to w najbliższym czasie. Pozdrawiam!
Panie Krzysztofie, przepraszam za zwłokę z odpowiedzią na wpis 30-ty, wszak aby dyskusja mogła się toczyć, trzeba w niej uczestniczyć.
Szanowni dyskutanci widzę, że temat się rozwija ciekawie. Ponieważ zaglądam tu od nie dawna, a krócej jeszcze piszę, to i z wolna poznaję poglądy innych uczestników. Staram się też wyrazić swoje właśnie tu, na blogu Pana Marka Jurka, bo liczę na niekoniunkturalne towarzystwo oscylujące wokół poglądów prawicowych. Nie bez znaczenia jest i szacunek dla patrona tychże dyskusji. Śledzę też publikacje rojalistów (kłaniam się Panu Grębskiemu w tym miejscu, choć się z nim nie zgadzam) Przepraszam, że innych nie wymieniam, ale jeszcze nie skrzyżowaliśmy piór (klawiatur). Czas jest jednak naszym sojusznikiem.
Co do rządów autorytarnych, to zgadzam się z potępieniem nadużyć, które bywa im towarzyszą i dramatycznej sytuacji ofiar pozbawionych możliwości obrony. Łatwo przeradzają się one w reżimy policyjne. Ale nawet w tych systemach jest możliwe rozliczenie nadużyć. Nie mamy dość danych by uczciwie ocenić Pinocheta, zgadzam się jednak z ogólną oceną Franco, choć jego rządy trwały za długo jak na tę formę (i potrzebę)a przez to uniemożliwiły prawidłowy rozwój kraju. Misja Pinocheta trwała znacznie krócej i jej długofalowy negatywny wpływ może być mniejszy. Dlaczego negatywny? Bo rządom wojskowych czy policjantów zawsze (to jest ich cecha immanentna) brakuje potencjału i zaplecza intelektualnego. System podległości służbowej i jednokierunkowego przekazywania informacji, właściwie rozkazów, zawsze ogranicza korzystanie z informacji zwrotnej przez władzę. Zawieszenie praw obywatelskich ogranicza inicjatywę, a z wypadkowej inicjatyw społecznych bierze się rozwój. Autokraci doskonale konserwują zastaną rzeczywistość w niesprzyjających warunkach społecznych i politycznych. Jednocześnie jednak uniemożliwiają jej rozwój. Skostniałe struktury sprzyjają też tworzeniu patologicznej oligarchii miernot dobrze ustosunkowanych. Dość łatwo ochronę interesów junty organizuje się wtedy przy pomocy represji policyjnych. Rządy autorytarne muszą z natury być przejściowe, tak aby przez minimum represji zaprowadzić porządek, ale żeby nie zniszczyć aktywności społecznej i aby nie zdążyła się wykształcić oligarchia żyjąca z gwałtów na własnym społeczeństwie. Uwiąd inicjatyw (intelektualny?) powoduje, że historia chyba (?) nie zna trwałych rządów autorytarnych.
Kiedy zaś można się uciec do tak radykalnych metod działania? Gdy dobro chronione jest ewidentnie większe niż poświęcane. Celowo piszę większe, a nie wyższe, by uniknąć konotacji ideologicznych. Nie chodzi o jakieś zabsolutyzowane idee: Dobra Najwyższego, Boga, Sprawiedliwość Społecznej, czy Dobrobytu, Zbawienia, tylko o długotrwałą normalność. Ostatecznie i tak sprowadza się do prawa naturalnego, czyli boskiego.
Co zaś do rojalizmu, to uwaga polemiczna do Pana Mirosława Grębskiego:
Widzę w wypowiedziach rojalistów manipulację: boskie pochodzenia władzy uznają automatycznie za uzasadnienie boskiego pochodzenia monarchii. Jest to nadużycie i naciąganie nauki Kościoła. Władza, a więc w uproszczeniu owa zależność kierownicza między jednymi a drugimi wraz ze wszystkimi jej właściwościami jest dana od Boga stanowiąc porządek naturalny. I tylko tyle. Monarchia, tak jak i republika, czy oligarchia są jedynie formami rządów, a więc sprawowania owej boskiej władzy. Odwoływanie się do metafizycznych uzasadnień za monarchią jest oszustwem, zwerbalizowanym dopiero z początkiem XIXw. ale praktykowanym już wcześniej, czego wyrazem był sakramentalny charakter koronacji. Objęcie władzy przez konkretnego człowieka nabrało charakteru sakramentu, który miał wzmacniać pozycję władcy wobec rządzonych. Nieposłuszeństwo władzy stawało się grzechem, choćby władca był niegodziwy i grzeszny. (To jest tak, jakby wziąć krzyż w lewą rękę, a kij w prawą, krzyżem się zasłaniać a kijem lać). Nie neguję tu boskiego pochodzenia i charakteru władzy w ogóle, ale zaprzeczam uzurpacji poszczególnych dynastii do sakramentalnego umacniania ich praw do poszczególnych tronów. Dlaczego? A choćby i dlatego, że już Stanisław Car wykazał, że w 1926r. w Europie nie było żadnej formy władzy, również monarchicznej, która nie pochodziłaby z uzurpacji negującej cudze prawa. Ustalił on wtedy, że to raczej umiejętność zdobycia i utrzymania władzy jest jedynym jej źródłem w wymiarze doczesnym. Znów kłania się realizm polityczny.
Widzę też, że Panowie Monarchiści ekscytują się etykietą dworską i wizją (bycia samemu?) oligarchią dworską. Przeraża mnie ich pogarda dla powszechnego prawa głosu politycznego. Sugerują, że pospólstwo nie powinno mieć tego prawa, bo jakież są jego kompetencje intelektualne, tudzież jego zasługi? To są szkodliwe tendencje uzurpatorskie. Przypomnę, że najbardziej zbrodnicze pomysły na urządzanie świata jak dotąd rodziły się w głowach zadufanych intelektualistów, nigdy pospólstwa. Pospólstwo twardo chodzi po ziemi i ciężko pracuje, aby zapewnić sobie byt. “Godniejsi” byt mają zawsze zapewniony, mogą więc eksperymentować z efektownymi ideami naprawiania świata. Konsekwencji przecież nie poniosą w pierwszej kolejności.
@Jan Nowak-Kowalski
Przede wszystkim, witamy serdecznie na naszym Forum Romanum. Myślę, że trafnie Pan rozszyfrował nas – stałych komentatorów – jako “niekoniunkturalne towarzystwo oscylujące wokół poglądów prawicowych”. Też myślę, że większość z nas nastawiona jest nie-, a wręcz antykoniunkturalnie. Nie jesteśmy szmatami powiewającymi na suchym kiju w stronę, w którą wiatr zawieje. Stanowimy mozaikę różnych prawicowych barw, ludzi, którym na czymś ZALEŻY. Są wśród nas endecy (Pan Zulus), konserwatyści (Pan Krzysztof, Pan Fidel – choć Ten akurat, moim zdaniem, poglądy ma leciutko przesunięte w lewą stronę), ludowcy (ja), tradycjonaliści (Jaś) i ciekawe Osoby wielu innych opcji. Osobiście, choć jestem tylko biednym rolnikiem i młynarzem z dziada pradziada, bardzo lubię ten blog – właśnie ze względu na to, że mam z kim porozmawiać. Internauci są tu na ogół kulturalni, szanujący sie nawzajem, a przy tym oczytani i pewni swoich racji. Zawsze gwarantuje to pasjonującą, wciągającą dyskusję – tym lepszą, że komentarze na tej stronie, w przeciwieństwie do wielu innych, nie są ograniczone do kilkuset znaków.
Witam więc w naszym gronie kolejnego Dyskutanta, który, mam nadzieję, zagości tu na stałe. Tym bardziej, że dyskusja z Panem zapowiada się wyjątkowo ciekawie.
Ponieważ w ocenie rządów autorytarnych nasze opinie są w wielu punktach zbieżne, odniosę się głównie do Pana wypowiedzi nt. myśli monarchistycznej, a także do ew. roli Rodu Kaczyńskich w restauracji monarchii – o czym był Pan łaskaw napomknąć pod innym wpisem.
PRIMO, proszę nie używać w odniesieniu do rojalistów określeń typu “manipulacje”, “nadużycia”, “naciąganie”, “oszustwo”. Ja naprawdę przyjumję do wiadomości, że mogę nie mieć racji (ktoś jej wszak nie ma: albo my, albo Wy), ale jeżeli głoszę swoje poglądy to nie dlatego, by kogos oszukać i narzucić swoją wizję świata – ale dlatego, że ja WIERZĘ w swoje racje! My, monarchiści, wierzymy w naturalny porządek ustanowiony przez Boga – nie ma w nim miejsca na kłamstwo. Kłamstwo samo w sobie jest więc sprzeczne z ideą monarchizmu – odwrotnie niż np. w socjaliźmie, który bez kłamstwa istnieć nie może.
SECUNDO, pisze Pan: “Monarchia, tak jak i republika, czy oligarchia są jedynie formami rządów”. Tu się nie zgadzam. Porządek naturalny, o którym Pan wspomniał zdanie wcześniej i o którym ja pisałem poprzednim razem, z natury swojej jest HIERARCHICZNY. W demokracji naturalna hierarchia ulega erozji: wszyscy mają do powiedzenia tyle samo, a jeżeli ponad “ciemnym ludem” tworzy się jakaś warstwa “wyższa” hierarchicznie – to “wyższość” ta nie pochodzi z własnej pracy, Bożego błogosławieństwa i łaski monarchy, ale z mafijnych powiązań środowisk polityki, biznesu i służb specjalnych – często powiązań obfitujących nie tylko w przestępstwa, ale i w zbrodnie. Różne gangi działające w naszym kraju, jak i ogólna jego kondycja po 20 latach wolności, zdają się potwierdzać tę diagnozę.
A zatem: choć politycy wybierani w demokratycznych wyborach mogą przyczyniać się do umacniania Cywilizacji Chrześcijańskiej i budowania Civitas Dei – republika pozostaje jedynie formą rządów (jak Pan słusznie zauważył). Monarchia natomiast wpisuje się w HIERARCHICZNY PORZĄDEK NATURALNY i dlatego, moim zdaniem, jest jego integralną częścią, jest ustrojem MIŁYM BOGU.
TERTIO, zarzuca Pan monarchistom “pogardę dla powszechnego prawa głosu politycznego. Sugerujowanie, że pospólstwo nie powinno mieć tego prawa, bo jakież są jego kompetencje intelektualne”? To wielkie uogólnienie. Proszę zwrócić uwagę, że także wśród rojalistów funkcjonują niemałe podziały: od zwolenników monarchii absolutnej (Pańskie oskarżenie pod ich adresem istotnie może być adekwatne), aż po zwolenników współczesnych “demokracji ukoronowanych” jak Wielka Brytania czy Hiszpania (określenie Prof. Bartyzela), w których monarcha pilnuje tylko żyrandola. Osobiście uważam obie te skrajności za okropne wypaczenia idei monarchizmu, które w gruncie rzeczy zaszkodziły jej bardziej niż Rewolucja. Monarchia absolutna to przecież wzorzec renesansowy, krańcowo zepsuty, krańcowo spodlony, depczący człowieka i szydzący z Boga. Współczesne “monarchie” z kolei to obraz nędzy i rozpaczy. Monarchowie, zamiast bronić Bożego porządku i prawa naturalnego, stają w “awangardzie postępu” i plugawią ową władzę królewską, w której Pan Bóg dał im udział.
Cóż zacz? Wszystko sprowadza się do tego, by społeczeństwo było jak te pszczoły w roju: każda stanowi osobną indywidualność i dba o wyżywienie samej siebie – ale i wnosi swój własny, niepowtarzalny wkład we wspólne DZIEŁO. Bez tej matki natomiast rój nie istnieje. Dlaczego? Bo to ona wprawdzie decyduje o jego życiu i funkcjonowaniu (jako całości!), lecz w gruncie rzeczy to nie rój jest dla niej, lecz ona dla roju. Taka relacja winna łączyć monarchę i jego poddanych. Swoją wizję monarchii zarysowałem w podanym powyżej adresie. Przypominam:
http://blog.marekjurek.pl/index.php/2010/03/09/wspolnota-samorzadowa-prawicy/
(kom. 4)
Proszę przeczytać: zrozumie Pan, że w takim państwie szacunek dla “prawa głosu politycznego” tylko by wzrósł, a w lokalnych miejscowościach vox populi stałby się wręcz czynnikiem nadrzędnym. Tak, Drogi Panie, bo to właśnie demokracja zbudowana na ideałach Rewolucji spodliła człowieka, kwestionując jego godność i pętając jego wolność machiną biurokratycznego terroru.
QUARTO, uważa Pan za oszustwo metafizyczne uzasadnienia władzy monarszej. Ma Pan za złe królom, że ich koronacje wiązały się z obrzędami o cechach “sakramentalnych”, jak namaszczenie. Rzeczywiście: gdyby ich władza nie pochodziła bezpośrednio od Boga, byłoby to wielkim nadużyciem. Ale, odwracając szyk wypowiedzi, dojdziemy do wniosku, że jeżeli nie jest to nadużyciem, to znaczy, że ich władza pochodzi od Boga. A nadużyciem to NIE JEST: Pan Bóg od najdawniejszych czasów używał znaku namaszczenia wobec tych, których wybrał, by prowadzili Jego lud. Już Saula kazał przecież Samuelowi namaścić na króla.
Dlatego właśnie chrześćijanin pod sankcją grzechu jest posłuszny władzy (to do kolejnego Pana zarzutu) i przestrzega prawa (także w ustroju demokratycznym!), godziwego moralnie rzecz jasna, co zresztą zalecił Św. Paweł. W tym momencie nie dyskutuje Pan ze mną, ale z Pismem Świętym.
QUINTO, powiada Pan: “Zaprzeczam uzurpacji poszczególnych dynastii do sakramentalnego umacniania ich praw do poszczególnych tronów”. Otóż prawa dynastii do poszczególnych tronów nie mają charakteru sakramentalnego, ale też nie podlegają uzurpacji. Wcześniej pisał Pan o “naciąganiu nauki Kościoła”. Powinien Pan jednak pamiętać, że Kościół nie zaczął się ani w roku 1962, ani wraz z powstawaniem demokracji w Europie. Kościół zawsze stał na straży nienaruszalności praw dynastii do poszczególnych tronów. Tak było, gdy np. Ojciec Święty Pius VII odmówił Napoleonowi tytułu Cesarza Rzymskiego, uznając, że tytuł ten związany jest z tronem Niemiec. Choć moim zdaniem była to bolesna decyzja, to jednak sprawiedliwa: tytuły i trony są pewną materią (czy raczej: rzeczywistością niematerialną) i jako takie muszą stanowić czyjąś własność. Skok zaś na czyjąś własność jest, jak wiadomo, zwykłym złodziejstwem.
SEXTO, jest Pan łaskaw przypomnieć słowa Stanisława Cara, iż “raczej umiejętność zdobycia i utrzymania władzy jest jedynym jej źródłem w wymiarze doczesnym”. No tak, Pan Car z pewnością coś na ten temat wiedział… jest to jednak argument przemawiający za wprowadzeniem monarchii dziedzicznej, gdzie władza dana jest “z wysoka”, a nie grabiona i rozszarpywana przez sitwy, mafie i różnej maści cwaniaków.
SEPTIMO, zauważa Pan, iż “Panowie Monarchiści ekscytują się etykietą dworską i wizją (bycia samemu?) oligarchią dworską”. I znów kłaniają się nam podziały wewnątrz środowiska rojalistycznego. Być może niektórzy monarchiści wywodzący się z arystokracji i dawnej szlachty, mają takie ciągoty. Ja jednak, jak wspomniałem, od urodzenia pracuję na roli moich Dziadków i w naszym rodzinnym przedsiębiorstwie, które cudem przetrwało lata zbrodniczego zamordyzmu. W dodatku jestem ludowcem. Reprezentuję więc sobą coś, co niektórzyokreślają jako “monarchizm agrarny”. Jest to nie tyle jakiś specyficzny rodzaj myśli monarchistycznej, co raczej pewien odmienny stosunek do osoby monarchy. Otóż oświadczam Panu, że nigdy mi się nawet nie śniło, by być jakąś “dworską oligarchią”. Jestem, jak Witos, dumny ze swojego pochodzenia. Z tego, że moi Przodkowie pracowali na roli, klepali ostatnią nędzę, a jedynym Ich herbem była praca – jak mówił poczciwy Pan Józef ze “Złotopolskich” do Pana Dionizego w 1997 roku. Jestem dumny, że moja klasa była jak Chrystus krzywdzoną, a nie krzywdzącą. Nigdy bym nie przyjął żadnej dworskiej godności, nobilitacji, herbu! Nigdy bym nie okazał moim Ojcom takiej wzgardy. Ja zostałem wychowany w kulcie Cesarza Franciszka Józefa, ponieważ był sla nas – chłopów -najlepszym monarchą, jakiego mogliśmy sobie wymarzyć. Stokroć wolałbym być Jego poddanym, klepiacym biedę w zapadłej wiosce na samym końcu świata – niż Jego dworzaninem, przed którym drżeliby moi Rodacy.
A co do tego zamiłowania w etykiecie dworskiej… w moim przypadku ogranicza się to do sentymentalnego odnajdywania dokumentów, na których widnieją podpisy moich Przodków i “CK Urzędników”. Zazwyczaj dotyczą one sporządzania testamentów i przekazywania naszej rodzinnej ziemi z pokolenia w pokolenie…
OCTO. Tym razem przytoczę obszerniejszą Pana wypowiedź: “Najbardziej zbrodnicze pomysły na urządzanie świata jak dotąd rodziły się w głowach zadufanych intelektualistów, nigdy pospólstwa. Pospólstwo twardo chodzi po ziemi i ciężko pracuje, aby zapewnić sobie byt. “Godniejsi” byt mają zawsze zapewniony, mogą więc eksperymentować z efektownymi ideami naprawiania świata. Konsekwencji przecież nie poniosą w pierwszej kolejności”. 100% racji. Tylko kim są ci “zadufani intelektualisci”, “naprawiacze świata”? Jeśli przejrzy Pan dokłądnie karty historii zauważy Pan, że wszystkich tych ideologów łączy jedno: sprzeciw wobec Bożego porządku i głoszenie konieczności wywrócenia go – Rewolucji. Od Cromwella, przez Rewolucję Antyfrancuską, Rewolucję Lutową, Październikową, rewolucję Hitlera (który zdobył władzę w sposób w pełni demokratyczny – EWOLUCYJNY – ale też dokonał moralnej REWOLUCJI pod płaszczykiem nietzscheańskiego “przewartościowania wartości), aż po rewolucję, która permanentnie toczy Europę od 1968 roku – łączy to właśnie spoiwo. Na swój użytek jestem skłonny określać je jako “socjalizm” i myślę, że jest to trafne określenie. Mieliśmy już przecież – jak słusznie ktoś już tu zauważył – socjalizm narodowy (brunatny), socjalizm w ujęciu marksistowskim (czerwony), a teraz mamy po prostu socjalizm demokratyczny (zielony) – ot cała sprawa…
My natomiast – rojaliści – niczego nie chcemy naprawiać żadną ideologią. Niczego nie chcemy wymyślać na nowo. Dążymy tylko do REAKCJI, czyli do przywrócenia Bożego porządku. Odnosi się to oczywiście w pierwszej kolejności do spraw cywilizacyjnych i kulturowych – a w dalszej dopiero kolejności do restauracji monarchii. Chcemy przywrócić to, co historia zweryfikowała jako bardziej sprzyjające rozwojowi Człowieka przez duże “C”. Innymi słowy, uznajemy, że chory świat należy leczyć sprawdzonymi lekami. To, co proponuje socjalizm, jest jak lewatywa na raka.
NONO, odpowiem jeszcze na poruszone przez Pana zagadnienie o roli, jaką Ród Kaczyńskich mógłby odegrać w restauracji monarchii. SPOKOJNIE. Pan Jarosław Kaczyński jest politykiem lewicowym w klasycznym tego słowa znaczeniu. W sensie historycznym – jest PPS-owcem. Jeśli chodzi o symbolikę – kontynuatorem tradycji insurekcyjnej. Jeśli chodzi o formę sprawowania władzy – piłsudczykiem. Na pewno bliższe mu jest dyskutowanie przy winie w cieniu warszawskich gabinetów o polskiej demokracji, wolności, niepodległości – niż o restauracji monarchii w Polsce, notabene postulacie środowisk narodowych, tradycjonalistycznych i konserwatywno-liberalnych, do których on z pewnością się nie zalicza.
I wreszcie DECIMO, czyli podsumowanie… którego nie będzie. Proszę wybaczyć: okulary zsuwają się z nosa, oczy pieką, herbata wystygła, tytoń w fajce się skończył… w dodatku muszę troszkę się ogarnąć, ponieważ niedawno skończyłem wywozić gnój. Mam nadzieję, że nie znudziłem Pana tą moją apologią. Chętnie dowiem się, jakie jest Pańskie zdanie na temat moich argumentów. Chcę też, żeby Pan wiedział, iż – choć się nie zgadzamy we wszystkim – prawdziwą przyjemnością jest nie zgadzać się z kimś takim, jak Pan – stwarza to nam możliwość ciekawych konwersacji ku intelektualnemu pożytkowi nas i Innych, którzy nas czytają. Mam nadzieję, że Pan Krzysztof i może ktoś jeszcze włączy się do dyskusji. Wszystkich serdecznie pozdrawiam, a szczególnie Pana, raz jeszcze dziękując za kierowane do mnie słowa. Wszystkiego dobrego!
Dobranoc.
Co do Pinocheta się nie zgodzimy. Tam zaczynała się rewolucja kulturalna, Allende nakazał wydawac broń lewakom z magazynów rządowych. Zaczynała się prawdziwa rewolucja a wojsko zostało wezwane na pomoc przez parlament. Początkowo Pinochet nie chciał interwencji-był legalistą. Dopiero jak znaleziono podstawę prawną ruszył się.
Gdyby nie on, tam byłby ustrój gorszy niż na Kubie.
Niemal połowa zabitych to zwolennicy generała. Należy więc raczej mówic o wojnie domowej. Pinochet odbudował gospodarkę. Ściągnął do tego tzw. Chicago boys z Miltonem Friedmanem na czele.
Lewica jednak wygrywa walkę o pamięc, czyli wszyscy myślą że Pinochet i Franco to hitlerki.
Zbrodnie pewnie były, ale trzeba patrzec na specyfikę regionu. To Pinocheta nie usprawiedliwia ale on już stanął przed stwórcą i jego uczynki zostały ocenione. W sprawy złodziejstwa nie wierzę. W mediach pokazały się informacje o tym, ale szybko znikły. Obrzucic błotem i się schowac-zwykła metoda merdiów.
Franco jedak cenie bardziej, ale mam jeden zarzut. Dlaczego nie poznał się na Juanie Carlosie, tym koniukturaliście.
A monarchia jest najlepszym ustrojem, ale my nie mamy dynastii. Chyba, że jakiś generał sam narzuciłby się na króla. Bo tak się dynastie tworzy.
Chyba, żebyśmy wezwali na tron potomków wielkiego króla polskiego Aleksandra I (nie piszę o późniejszych władcach, bo byli gorsi-ale to też byli potomkowie Aleksandra)z dynastii Romanowów. Naprawdę świetną konstytucję nam narzucił.
Marzy mi się polska partia prawicowa, gdzie będą i konserwatyści, i prawicowi liberałowie, i narodowcy, i chadecy, i prawicowi ludowcy. Bo my się spieramy ale są to dyskusje w ramach jednej rodziny. A Wenderlich przy Jurku to chamski głupek. Komu dają tego marszałka. Ale po Lepperze i psycholu Niesiołowskim (na tym zaszczytnym stanowisku), nic mnie już nie zdziwi. Jeszcvze Palikota tylko brakowało
Nie jestem taki oczytany, a w kwestii ustroju nie mam zbyt rozbudowanych poglądów – jeśli mam je w ogóle. Ale “ku intelektualnemu pożytkowi nas i Innych, którzy nas czytają” (Mirek Grębski) mogę odpowiedzieć na choćby jeden z punktów albo zadać pytanie z pozycji “ciemniaka”, co ułatwi czytanie takim, jak ja. A jak głupotę napiszę, to po prostu ją zdementujecie.
Co do boskiego pochodzenia władzy monarszej, to bym polemizował. Nie znam Pisma Świętego dokładnie (zaczynam czytać, ale najpierw NT), natomiast kiedyś na Mszy czytałem czytanie i zapadł mi w pamięć fragment, który udało mi się odnaleźć. 1Sm 8. To nie Bóg chciał króla – to lud go chciał, co nie było dla Niego i Saula idealnym rozwiązaniem, ale się zgodził.
@Mirek Grębski:
“Ja zostałem wychowany w kulcie Cesarza Franciszka Józefa, ponieważ był sla nas – chłopów -najlepszym monarchą, jakiego mogliśmy sobie wymarzyć. Stokroć wolałbym być Jego poddanym, klepiacym biedę w zapadłej wiosce na samym końcu świata – niż Jego dworzaninem, przed którym drżeliby moi Rodacy.”
A dlaczego nie mógłbyś być dworzaninem, który był wobec chłopów taki sam, jak właśnie Franciszek Józef?
Pisałeś (w komentarzu, do którego odsyłasz) o demokracji bezpośredniej. To raczej dobre wyjście (mówię “raczej”, bo nie chcę sobie uzurpować prawa do przenikliwego rozumienia ustroju). No dobra, ale czy ona miałaby dotyczyć tylko dworzan, czy wszystkich. Jak warte byłyby poszczególne głosy? I skoro demokracja bezpośrednia, to jak król? Nie jesteś za absolutyzmem, więc jak by to wyglądało?
@Jan Nowak-Kowalski, Mirek Grębski:
czy przy monarchii, jako chłopi, moglibyście w ogóle mówić o czymś takim? Moglibyście i być dobrze traktowani przez króla, ale to mogłoby się skończyć… no i ile mielibyście do powiedzenia?
Do was trzech:
co jest złego w założeniach demokracji, że wszyscy są równi nie tylko wobec Boga i śmierci? (oczywiście przy odpowiednim rozumieniu, bo głupio by było, gdyby szeregowiec mógł olać generała) Gdyby lud mógł sam decydować o tym, kto nimi rządzi, czy tego władcę zdjąć z urzędu?
No i, może i jeden król by rządził dobrze, ale któryś by zbzikował i zaprowadzał swoje porządki. I czy znów nie wybuchałyby częściej wojny?
Niby dużo mądrego do powiedzenia nie mam, ale jakąś długość moje wpisy mają… czy nie leję wody?