ikc ma do mnie pretensje, że – jeśli dobrze rozumiem – administracja mojego bloga nie cenzuruje go (z wyjątkiem otwartych bluźnierstw, również wobec ludzkiego cierpienia). Rzeczywiście łatwiej znosić przykrości dla sprawiedliwości, niż je sprawiać. Wszelkiego rodzaju działalność wywrotowa chętnie zresztą ten ludzki odruch wykorzystuje. Każdy akt suwerennej władzy, dyktowany dobrem wspólnym, może być przedstawiony jako NIETOLERANCJA, a każda negatywna ocena – jako NIENAWIŚĆ.
Choć bowiem nie tylko (za bł. Piusem IX i Janem Pawłem II) uważam, że wolność nie polega na możliwości mówienia wszystkiego, ale więcej – jestem przekonany, że bez czynnego wyznawania tego poglądu nie sposób postępować (szczególnie w życiu publicznym) po katolicku – to jednak doskonale rozumiem Maurrasa, który sprzeciwił się cenzurze wojennej twierdząc, że cenzura może osłaniać bezpieczeństwo narodowe, a nie głupiego ministra. Oczywiście, wolność słowa (realna wartość naturalna, o którą zawsze walczyłem) nie może przekraczać granic dobra wspólnego, ale nie wolno jej ograniczać ani ze względu na interesy władzy, ani własne. Ale oczywiście – ikc ma rację, dobre obyczaje stanowią jeden z najpierwszych składników dobra wspólnego, bo dzięki nim życie wspólne może ludzi cieszyć, a przynajmniej nie być nieznośne. Ja sam na chamstwo mam alergię, więc wytyk ikc’a wezmę sobie do serca. Wszystkich (a jego szczególnie) pozdrawiam!
@Krzysztof S. Demokracja nie chroni od bzików. Hitlera wybrał lud. W św. Tomasza, każdej władzy należy się szacunek. Wg św. Augustyna, można buntować się przeciw złemy władcy. Ale samą władzę należy szanować. Dlatego nigdy nie podobało mi się klaskanie w kościele. Jeśli można klaskać, można również wygwizdać.
@Mirek Grębski> Byłem tego lata prawie 3 tyg. w południowym Tyrolu. Tam naprawdę istnieje kult Franciszka Józefa i jego żony Elżbiety. I to region katolicki, gdzie każdy (sprzedawca, policjant, wędrowiec, itd) mówi “szczęść Boże”. Nawer młodzież. Zresztą ci uczniowie, którzy wychodzą spod mojej ręki, w większości mają zdrowe poglądy. Żadna dziewczyna (podkreślam żadna)po lekcjach ze mną popiera aborcji, ani nawet antykoncepcji. Mimo, że dopuszczam różne poglądy i oceniam sposób argumentowania i logikę, a nie te poglądy. Nastolatki, które wyszły spo “mojej ręki” są przeciw aborcji i antykoncepcji. Wpajam w nich szacunek dla siebie i własnego ciała,.
@Zulus,
ale musi zbzikować społeczeństwo, nie jeden człowiek.
Co do klaskania w kościele: a z jakimi sytuacjami się spotkałeś? Komu klaskano? Przywitanie urzędników miejskich (lub podziękowanie im za obecność) na uroczystościach?
Jesteś katechetą? Cóż, no to nieźle ci to idzie, Duch Święty działa.
Nie jestem katechetą. Oklaskiwano Jana Pawła II. A przez to pozwolono na wygwizdywanie bo stał się on gwiazdą popkultury a nie namiestnikiem Jezusa.
A nasze społeczeństwo już zbzikowało.
Jestem historykiem, uczę też wos-u. I będę nieskromny. Młodzież ufa w moją wiedzę i jej sposób przekazywania. Po moim wypadku większość uczniów zmieniła przedmiot maturalny (mimo, że mieli zastępstwa z pełnoprawnymi nauczycielami. Mało brakowało a wpadłbym w pychę.
I staram się na swoim poletku wpajać uczniom ciąg na prawdę, bo jak pisał Mackiewicz “tylko prawda jest ciekawa”
@Krzysztof S.
Nie krępuj się (rozumiem, że mogę zwracać się do Ciebie na “Ty”?). Wcale nie uważam Cię za “ciemniaka” czy za człowieka mniej wykształconego. Więcej: mam całkowitą pewność, że ukończyłeś więcej szkół, niż ja. Każdy ma prawo zadawać pytania i ja z przyjemnością odpowiem na Twoje.
Otóż owszem, króla chciał nie Pan Bóg, ale sami Izraelici, “aby być jak inne narody”. Znamy takie myślenie z własnego podwórka, prawda? Nie zmienia to jednak faktu, że konkretnie Saula wskazał Bóg i to jego kazał namaścić – podobnie, jak później wskazał Samuelowi Dawida. Znaczy to, że namaszczenie jest rzeczywistym znakiem Bożego wybrania i nie może być traktowane jako zabieg monarchów, mający na celu nadanie ich władzy charakteru sakramentalnego – jak sugerował Pan JN-K.
“A dlaczego nie mógłbyś być dworzaninem, który był wobec chłopów taki sam, jak właśnie Franciszek Józef?” – Gdybym już musiał być, to oczywiście starałbym się być jak najlepszym. Ale wolałbym nie być przez solidarność dla moich Rodaków: moje miejsce jest tu, na Wsi, wśród Nich. Rolę dobrych CK Urzędników powinni natomiast spełniać ludzie do tego przygotowani i predysponowani, jak Kazimierz Badeni.
“No dobra, ale czy ona [demokracja bezpośrednia] miałaby dotyczyć tylko dworzan, czy wszystkich. Jak warte byłyby poszczególne głosy? I skoro demokracja bezpośrednia, to jak król?” – Powinna dotyczyć wszystkich, w obrębie ich miejscowości. Po prostu każdy rządzi na swoim podwórku. Chcemy wyremontować drogę w swojej miejscowości – składamy się i remontujemy. Teraz jest z tym masa problemów, bo jedna droga należy do państwa, druga do województwa, trzecia do powiatu… moja koncepcja jest taka, że to, co znajduje się na terenie Kozich Różek – NALEŻY DO KOZICH RÓŻEK, a nie do “powiatu wąwolnickiego” czy czegoś takiego. Pomijając oczywiście własność prywatną. A więc: państwo jako suma samorządnych miejscowości, zarządzanych bezpośrednio przez mieszkańców i ich przedstawicieli. Król natomiast byłby WŁAŚCICIELEM Skarbu Państwa, Wojska, Służb Mundurowych itp. – i, skupiając w swoim ręku pełną władzę, decydowałby o polityce kraju jako całości. Jestem skłonny uznać istnienie w takim ustroju parlamentu – ale nie jako organu władzy, a raczej jako najwyższe ciało przedstawicielskie narodu wobec króla. Sejm mógłby np. zająć się przygotowywaniem zleconych przez monarchę projektów ustaw, jak Kodeks Karny, Kodeks Drogowy itp. Zwracam uwagę, że w takim ustroju podatki zredukowane byłyby do absolutnego minimum: powiedzmy 5% do Skarbca Królewskiego na utrzymanie Wojska, Dworu i Służb – i kilka procent do budżetu mojej miejscowości na bieżące jej potrzeby. Zamiast ZUS-ów, KRUS-ów itp. – rodzinna pula emerytalna. Zamiast scentralizowanego NFZ-u – samorządowe i prywatne, konkurencyjne przychodnie lekarskie w każdej miejscowości. Wszystkie te centralistyczne relikty PRL-u odeszłyby na zawsze do lamusa historii.
“Czy przy monarchii, jako chłopi, moglibyście w ogóle mówić o czymś takim? Moglibyście i być dobrze traktowani przez króla, ale to mogłoby się skończyć… no i ile mielibyście do powiedzenia?” – Jak wyżej. Jestem zwolennikiem monarchii ludowej, w której głos chłopów także ma znaczenie.
“Co jest złego w założeniach demokracji, że wszyscy są równi nie tylko wobec Boga i śmierci? (oczywiście przy odpowiednim rozumieniu, bo głupio by było, gdyby szeregowiec mógł olać generała) Gdyby lud mógł sam decydować o tym, kto nimi rządzi, czy tego władcę zdjąć z urzędu?
No i, może i jeden król by rządził dobrze, ale któryś by zbzikował i zaprowadzał swoje porządki. I czy znów nie wybuchałyby częściej wojny?” – Dochodzimy do fundamentalnej różnicy między rojalistami a demokratami. Ci pierwsi – my – uznajemy, że władza pochodzi bezpośrednio od Boga (ad Deum). Spływa z wysoka na ludzi, których On do tego wybrał i przeznaczył. Albo poprzez wskazanie konkretnego kandydata palcem (jak Saula i Dawida), albo np. poprzez fakt, że to jego właśnie podarował królowi jako pierworodnego syna. Oni natomiast – demokraci – uznają, że władza pochodzi od ludu (ad populum). Proszę przejrzeć karty historii – takie było myślenie zarówno starożytnych Greków, jak i zbrodniczych rewolucji, które wyrzucały Pana Boga z życia społeczeństwa i głosiły “wolnosć, równość, braterstwo”. Myśl chrześcijańska od początku była zwiazana z monarchią, jako instytucją pochodzącą od Boga i gwarantującą ciągłość, zachowanie naturalnej hierarchii i porządku.
Natomiast nie dostrzegam związku między restauracją monarchii i wojnami. A co do tego, że król mógłby “zbzikować” – dlatego właśnie proponuję państwo zdecentralizowane, jako sumę samodzielnych miejscowości – by jakieś zwariowane pomysły z Warszawy nie spływały na prowincję siecią administracyjnych zależności, jak to jest obecnie.
“Niby dużo mądrego do powiedzenia nie mam, ale jakąś długość moje wpisy mają… czy nie leję wody?” – Spokojnie. Jesteś ciekawym Rozmówcą (choć, jak na razie, zadałeś więcej pytań niż udzieliłeś odpowiedzi) i chętnie będę kontynuował tę dyskusję. Tymczasem Cię pozdrawiam – muszę odpisać Panu Zulusowi.
@Zulus
Brawo, Panie Zulusie! Właśnie takich nauczycieli potrzebuje Polska – którzy byliby jednocześnie nauczycielami i wychowawcami. MISTRZAMI, którzy uczyliby myśleć i pokazywali, jak żyć. Jestem naprawdę pod wrażeniem.
Jedna młoda Osoba z mojej Rodziny uczęszcza do katolickiej szkoły (ponoć jedna z najlepszych w kraju) prowadzonej przez siostry. Byłem bardzo przygnębiony, gdy opowiadała mi, że Jej koleżanki wyśmiały katechetę, który opowiadał im o naturalnych metodach planowania rodziny. Bo to “nie te czasy”, bo “wymyślono już lepsze metody”… cholera… i to dzieci katolickie, z dobrych domów! Bardzo mnie boli, że tak wiele młodych ludzi wprawdzie angażuje się w życie kościelne, jest przeciw zabijaniu dzieci, przeciw zboczeniom – a równocześnie nie dostrzega nic złego w antykoncepcji, tym wynaturzonym plugastwie, w tym narzędziu uzwierzęcenia człowieka, w tym najpodlejszym, pasożytniczym biznesie świata. Sam jednak, ilekroć mam okazję spotkać się i rozmawiać z młodymi ludźmi, zawsze staram się coś mądrego na ten temat powiedzieć, podpierając me słowa argumentami – i to nie tylko stricte religijnymi. Dostrzegam, że słuchają tego z uwagą i wiele rzeczy do nich przemawia: jeśli Kochasz, musisz być cierpliwy… ciało kobiety wyposażone jest we wspaniały cykl, który pozwala na poczęcie dziecka i na wyrażanie sobie Miłości bez zapraszania maleństwa do swojego życia… tego typu rzeczy. Niewątpliwie szczególną rolę odegrać tu mogą nauczyciele, więc – oby tak dalej, Panie Zulusie, oby tak dalej.
Jeśli chodzi o Pinocheta, to chyba jednak mamy podobne opinie: zgadzamy się, że osiągnął słuszny cel, choć nie godzimy się na wszystkie nadużycia z tym związne. Wokół tej postaci narosło mnóstwo niejasności – np. te domniemane złodziejstwa – i należy je wg mnie szczegółowo wyjaśnić, nim przystąpimy do jego osądzenia. W końcu – jak sam Pan słusznie zauważył, przypominając słowa Józefa Mackiewicza – tylko prawda jest ciekawa.
Bardzo ciekawym problemem, jaki Pan poruszył, jest kwestia sukcesji Tronu Polskiego. Jedno nie ulega wątpliwości: nie ma nikogo, kto miałby do niego prawo większe niż inni. Przed rozbiorami mieliśmy wolną elekcję. Konstytucja 3 Maja przekazała Tron dynastii Wettynów, ale została zniesiona. Romanowowie byli raczej uzurpatorami, a w dodatku zostali zdetronizowani (w osobie Mikołaja I) przez sejm powstańczy. Wszystkie te czynniki powodują, że nie ma obecnie pełnoprawnego pretendenta do Tronu Polskiego. Jak więc kogoś na nim osadzić? Zdecydowanie wykluczam wyłonienie pierwszego króla w drodze wyborów, by stworzył nową dynastię. Aż mnie ciary przechodzą, gdy pomyślę, że musielibyśmy wybierać między PP. Kaczyńskim a Komorowskim. Nie liczę też na wojskowy przewrót i regenta, który, jak Franco, sam podaruje nam króla. Cóż zacz? Pozostaje tylko pracować dla naszej SPRAWY i mieć nadzieję, że rozwój wypadków sam wskaże dobre wyjście…
Podzielę się jeszcze osobistą refleksją: kiedyś, poszukując odpowiedniego kandydata, zatrzymałem sie przy osobie Ottona von Habsburga. Wiele jego wypowiedzi jawiły mi się jako bardzo zachęcające, np. ten artykuł:
http://www.prawica.net/node/4347
Niestety, kiedy próbowałem dowiedzieć się czegoś więcej na temat ksiecia, dowiedziałem się, że jest… członkiem ruchu paneuropejskiego (!!!). Przyznam ze wstydem, ze wcześniej o tym nie wiedziałem, jako, że kwestią kanydatur na Tron interesuję się od niedawna. Zmroziło mnie. Uświadomiłem sobie, że żaden potomek monarszych rodów, wychowany w Europie Zachodniej, nie może być sukcesorem Tronu Polskiego. Zmiany mentalne zaszły za daleko: ci ludzie są już tak przesiąknięci poprawnością polityczną i paneuropejskimi modami, że nie są chyba zdolni myśleć w kategoriach ojczyzny, odpowiedzialności za naród, specyfiki regionu.pPobnie, jak wszyscy eurokraci, najchętniej zrzuciliby odpowiedzialność za własny kraj na “unijny rząd”, czyli mafię, i wydali nas na pastwę tego socjalbiurokratycznego, scentralizowanego zamordyzmu. Innymi słowy tacy z nich monarchowie, jak z koziej d… klarnet.
W związku z tym pomyślałem – podobnie jak Pan – o Domu Romanowów lub potomkach innych rosyjskich dynastii. Może ludzie ci, wychowani w bratniej, słowiańskiej kulturze – w społeczeńśtwie, które wszelkie “parady równości i tolerancji” rozpędza siłą – doświadczeni zbrodniami komunizmu, lepiej zrozumieliby specyfikę naszego regionu i nasze pragnienie suwerenności? Co Pan o tym myśli, Panie Zulusie? Czy zna Pan jakiegoś przedstawiciela Domu Romanowów lub in., który nadawałby sią na naszego króla? Powinna to być moim zdaniem osoba o chrześcijańskiej, nieskażonej ortodoksji w sprawach moralnych, a przy tym dobra, oddana swoim poddanym, myśląca zdrowo i kompetentna. Jeżeli miałby Pan kandydata, chętnie go poznam.
Jeśli chodzi zaś o Franciszka Józefa, to dobrze rozumiem cześć, jaką Mu oddają do dzisiaj mieszkańcy Tyrolu. Zwróćmy uwagę na związek pomiędzy szacunkiem dla dawnego Monarchy ze szczerą pobożnością i życzliwością tych ludzi – kolejny dowód na pozytywną korelację między monarchią i moralnością, uporządkowaniem… w moim regionie kult Cesarza był powszechny. Często nadawano dzieciom imiona Franciszek Józef i Franciszka Józefa na Jego cześć. Obyczaje takie przetrwały aż do 1939 roku – chrzczono dzieci imionami dobrego Władcy ćwierć wieku po Jego śmierci! Starsi powiadają, że uroczyście świętowano kolejne rocznice Jego wstąpienia na tron, a w wigilie tych rocznic – jak prawdziwe, świąteczne wigile – zachowywano post. Jakże to kontrastuje z dzisiejszą kondycją naszego Koscioła i ogólnie życia duchowego: nikt nawet nie pomyśli, by w całym kraju odprawiać nabożeństwa pokutne i błagalne o dobrą pogodę, o koniec powodzi, o przebłaganie za zabijanie dzieci i hordy pedałów, które otwarcie szydzą z Boga… i jak tu nieszczęścia mają omijać nasz kraj? Dawniej w ludziach był jakiś piękny instynkt, który pchał ich ku Bogu w każdych tragicznych czy doniosłych chwilach. Chyba nie tylko polska prawica potrzebuje wreszcie mądrego przywództwa, ale i nasz Kościół.
Dziękuję Panu za przyłączenie się do dyskusji i za te mądre słowa, że nasze spory są sporami w obrębie jednej rodziny. Ja też tak uważam. Możemy się w niektórych sprawach różnić, ale jeden mamy CEL. Łączy on i ludowców, i endeków, i kolibrów, i wielu piłsudczyków. PiS się sypie. Może kiedyś zyskamy reprezentację, która wyrażałaby nasze wspólne stanowisko wobec sprawy, której na imię Polska. Tego nam życzę i tę optymistyczną myśl zostawiam Panu i Wszystkim Państwu na dobranoc.
@ Mirek Grębski
I szczerze mówiąc, tak dobrze na polityce to się nie znam, wiem jednak, jak powinno być np. w kwestii aborcji – takie rzeczy bardzo ułatwiają mi wybór.
No, ja to w klasie maturalnej jeszcze jestem.
Owszem, Bóg powołał konkretnego króla. Ale sam urząd pochodzi od ludzi – Bóg mógł wtedy chcieć króla, a teraz mógłby chcieć czegoś innego. Zwłaszcza, że po występkach Salomona tego króla po prostu zmienił na Jeroboama, Salomonowi i jego potomstwu zostawił jedno z dwunastu pokoleń, aby obietnicy dotrzymać i ze względu na Dawida. I zastanawiam się, czy ludzie, którzy koronowali Jeroboama, wiedzieli, że dał to Bóg. Może powinniśmy po prostu robić swoje, a Bóg i tak zrobi, co zechce?
Oprócz tego, w dziedziczności itd. różne rzeczy były w ST. A to, jak ktoś Bogu mocno podpadł, to jego potomstwo (do trzeciego pokolenia?) ponosiło konsekwencje, a to dziecko pana i niewolnicy było normalnym dzieckiem pana, a to wdowę brał za żonę brat zmarłego, natomiast ich dzieci uznawane był nie za dzieci brata, ale właśnie zmarłego. Przecież to minęło.
Dlatego też, jeśli ma być monarcha, nie trzeba wcale szukać w dynastiach – nawet nie powinno się nimi kierować. Jeżeli rzeczywiście ma być król, trzeba oddać się w tej sprawie Bogu, a może ktoś odpowiedni się pojawi, i to niekoniecznie przez objawienie. Może załatwić to tak, że sami możemy nie dostrzec Jego działania. I może działać nawet w demokracji (chociaż raz na jakiś czas przydać się może jakaś chwilowa autokracja, jak to ktoś z was napisał).
Co by się działo w przypadku konfliktu interesów między miastami? Reakcja odgórna?
I po co właściwie podział na stany? Może byłby król, a pod nim po prostu obywatele? (którzy, oczywiście, byliby powoływani na urzędy, tworzyliby parlament itd.)
To, że rewolucjoniści francuscy powoływali się na takie ideały, o niczym nie świadczy. Oni po prostu skorzystali z takich nastrojów, a potem był terror jakobiński – i nie było ani wolności, ani równości, ani braterstwa.
Jeśli chodzi o Pinocheta, zobaczcie kategorię “kontrowersje” na tym blogu. Jest tam jeden wpis. Polecam. Być może rzeczywiście osądza się Pinocheta głównie za wykroczenie przeciw demokracji…
Panie Mirku, zgadzam się z panem we wszystkim. Również komentarz KrzysztofaS dobry. Głową domu Romanowów jest chyba kobieta obecnie.. Ale ważne jest aby nie bawiła się w żadną “tolerancję”, tylko zaprowadzała ład. A Habsburgowie, po śmierci ostatniej cesarzowej podupadli moralnie.
A moja młodzież może głosowac na kogo chce, może to na lekcjach uzasadniac. Jednak większośc, zwłaszcza dziewczy jest za czystością. Chcą odpowiedzialnie wybrac sobie swojego mężczyznę. I tym jestem zbudowany. Ja wskazuje tylko drogę i bardzo ważne jest dla mnie zaufanie młodzieży. A młodzież sam wybiera. I zwykle wybiera normalośc
@Krzysztof S.
“No, ja to w klasie maturalnej jeszcze jestem” – No, to wszystko przed Tobą, synu.
“Ale sam urząd pochodzi od ludzi – Bóg mógł wtedy chcieć króla, a teraz mógłby chcieć czegoś innego” – Czyżby? A sam Pan Bóg Kim jest? Prezydentem? Aniołowie wyłonili Go w demokratycznych wyborach? Jest “Emanacją woli większości” (określenie Tomasza Nałęcza), który powinien rządzić “z poszanowaniem praw mniejszości”? Przecież to jasne, że jest i od początku był Królem. Kimś, kto niejako “podarował Siebie” Swoim stworzeniom, a nie Kimś, kogo stworzenie podarowało sobie. M.in. dlatego monarchia odpowiada Bożemu porządkowi, jest bardziej “naturalna”.
“Po występkach Salomona tego króla [Bóg] po prostu zmienił na Jeroboama, Salomonowi i jego potomstwu zostawił jedno z dwunastu pokoleń, aby obietnicy dotrzymać i ze względu na Dawida” – Chwileczkę. Prawowitym następcą Salomona był jego syn Roboam (Rechabeam). Jeroboam był w pewnym sensie uzurpatorem (wszak nikt nie ma prawa podnosić ręki na władzę monarszą), ale równocześnie też był pomazańcem Bożym. Pan Bóg przecież zapowiedział, że odda królestwo w ręce Salomonowego sługi. Tutaj wkraczamy w rozważania o charakterze teologicznym. Grzech zrodził grzech. Nieposłuszeństwo Salomona i krnąbrność Roboama zaowocowały nieposłuszeństwem Jeroboama i rozpadem państwa – a jednak w to pasmo błędów i zła Pan Bóg wplótł Swój plan… proszę mi jednak nie kazywać tego szczegółowo wyjaśniać, bo nie jestem w stanie.
“I zastanawiam się, czy ludzie, którzy koronowali Jeroboama, wiedzieli, że dał to Bóg. Może powinniśmy po prostu robić swoje, a Bóg i tak zrobi, co zechce?” – Niewątpliwie… Pan Bóg największego nawet zła wyprowadzi największe dobro. Niezbadane Jego drogi.
“Różne rzeczy były w ST. (…) Przecież to minęło” – Słowa Pana Jezusa: “Ani jedna jota, ani jedna kreska nie przepadnie z Prawa, aż się wszystko spełni”; “Nie przyszedłem znieść Prawo, ale je wypełnić”. To prawda, że niektóre żydowskie obyczaje zostały zniesione przez Apostołów. Jednak naturalny porządek nie został zniesiony. A monarchia w rozumieniu, że tak powiem, “starotestamentowym”, trwała w świadomości ludzkiej do połowy XX wieku, a w niektórych krajach trwa nadal. Nie widzę więc powodu, dla którego idea ta miałaby się zdewaluować.
“Co by się działo w przypadku konfliktu interesów między miastami? Reakcja odgórna?” – W moim zamyśle monarcha dzierżyłby w swoim ręku pełnię władzy, a więc także władzę sądowniczą. Konflikty między miastami mogłyby rozwiązywać powoływane przez niego trybunały, a w ostateczności – on sam jako ostateczna instancja odwoławcza. Jego zdanie winno być traktowane jako wiążące i ostateczne.
(O POSŁUSZEŃSTWIE rozsądnie pisał kiedyś nieoceniony Franciszek Kucharczak:
http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1149769656&dzi=1104798052&katg= )
“I po co właściwie podział na stany? Może byłby król, a pod nim po prostu obywatele? (którzy, oczywiście, byliby powoływani na urzędy, tworzyliby parlament itd.)” – No cóż, jeśli przeczytałeś uważnie moje wcześniejsze wypowiedzi, to zauważyłeś zapewne, że w mojej koncepcji podział na stany byłby raczej symboliczny: ostatecznie każdy by miał prawo głosu w obrębie swojej miejscowości i każdy miałby prawo być powoływanym na urzędy. Choć, oczywiście, ustrój monarchiczny sprzyja powstawaniu arystokracji, a więc warstwy mającej większe szanse na sprawowanie tychże urzędów. Mechanizm jest tu jednak bardziej naturalny niż w demokracji, gdzie o takim awansie decydują często powiązania mafjine. Ponadto taki symboliczny podział na stany mógłby przyczynić się do konserwacji pewnej “regionalności”, rozwoju kultury ludowej, dworskiej… po prostu, powstrzymania tego rozlewajacego się na całe społeczeństwo szamba, jakim jest globalizacja.
“To, że rewolucjoniści francuscy powoływali się na takie ideały, o niczym nie świadczy. Oni po prostu skorzystali z takich nastrojów, a potem był terror jakobiński – i nie było ani wolności, ani równości, ani braterstwa” – Rzeczywiście, dlatego ilekroć używam tych określeń w odniesieniu do Rewolucji, przeważnie umieszczam je w cudzysłowiu. Moim zdaniem do wolności i braterstwa znacznie bardziej przyczynia się ustrój monarchiczny w koncepcji, jaką zarysowałem – zresztą, nie tylko w takiej. Dawniej przecież ludzie byli ze sobą bardziej zżyci, współodpowiedzialni za siebie, chętni do pomocy… zniszczyła to demokracja (a jeszcze bardziej socjalizm), ucząc, że człowiek nic nie musi, bo wszystko zapewni mu dobre państwo, a politycy, których sobie wybrał, dadzą mu zasiłek, wysoką emeryturę, zbudują mu autostradę, wychowają dzieci… na “światłych Europejczyków” rzecz jasna…
“Dlatego też, jeśli ma być monarcha, nie trzeba wcale szukać w dynastiach – nawet nie powinno się nimi kierować. Jeżeli rzeczywiście ma być król, trzeba oddać się w tej sprawie Bogu, a może ktoś odpowiedni się pojawi, i to niekoniecznie przez objawienie. Może załatwić to tak, że sami możemy nie dostrzec Jego działania. I może działać nawet w demokracji (chociaż raz na jakiś czas przydać się może jakaś chwilowa autokracja, jak to ktoś z was napisał)” – I to całkowicie się z Tobą zgadzam. Podobnie, jak w kwestii Pinocheta. To bardzo ważne, byśmy mieli trochę samokrytyki, byśmy rozumieli, że nie wszystko wiemy, nie wszystko zależy od nas, że wszystko w rękach Boga. Jemu po prostu musimy zawierzyć naszą SPRAWĘ i, dążąc do jej realizacji, nie popaść w pychę, myśląc, że sami najlepiej wszystko wykonamy, toćka w toćkę według naszych wizji… bo nawet ja, choć tak sobie marzę, zawsze staram się przyjmować do wiadomości, że może nie wiem wszystkiego, że nie każdą rzecz da się przeprowadzić po mojej myśli.
W końcu POKORA to pierwsza z cnót.
@Zulus
Rzeczywiscie, i ja coś na temat tej niewiasty – głowy Rodu – słyszałem. Problem w tym, że według moich informacji mieszka ona chyba na zachodzie Europy – s więc w środowisku, które stało się obce własnej – NASZEJ – cywilizacji. No, ale cóż. Gdyby poszukać, na pewno znalazłby się ktoś odpowiedni.
A propos cywilizacji – Dmowskiemu nie spodobałyby sie chyba nasze rozważania. Piszę to pół-serio, ale jesteśmy jak łobuzy, knujące coś za plecami ojca; słyszałem o wypowiedzi Romana Dmowskiego, w której mówił o Polakach i Rosjanach: “Nie możemy się zrozumieć, bo my jesteśmy z Europy, a wy – z Azji”. Cały obóz narodowy był chyba pod wpływem silnego oddziaływania historiozofii Feliksa Konecznego, który Polaków zaliczał do Cywilizacji Łacińskiej, a Rosjan – do Cywilizacji Turańskiej. Prorosyjskie nastawienie wczesnej endecji było podyktowane raczej czystym pragmatyzmem i Dmowski chyba spuściłby nam lanie za to, że rozważamy wprowadzenie na nasz Tron Rosjanina/Rosjankę. No, ale cóż. Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, ale Dmowski osobiście w ogóle chyba nie był rojalistą?
Na koniec pragnę serdecznie pogratulować Panu Młodzieży. Wspaniali Młodzi Ludzie! Oczywiście to w dużej mierze zasługa ich Nauczyciela. Dziś rodzice często umywają ręce od wychowywania własnych pociech… niewątpliwie jest to zadanie na przyszłość dla wszystkich, którzy z młodzieżą pracują, albo – jak ja – często mają okazję się z nią stykać. Nie ustawajmy – praca u podstaw przede wszystkim!
“– Czyżby? A sam Pan Bóg Kim jest? Prezydentem? Aniołowie wyłonili Go w demokratycznych wyborach?” – i człowiek ma brać z tego przykład? Problem w tym, że Bóg jest Władcą idealnym i wszechmogącym. Bóg to Bóg, a człowiek to człowiek. To, co jest w niebie, jest nie do przeniesienia na ludzkie realia.
“Chwileczkę. Prawowitym następcą Salomona był jego syn Roboam (Rechabeam). Jeroboam był w pewnym sensie uzurpatorem (wszak nikt nie ma prawa podnosić ręki na władzę monarszą), ale równocześnie też był pomazańcem Bożym. (…) Grzech zrodził grzech. Nieposłuszeństwo Salomona i krnąbrność Roboama zaowocowały nieposłuszeństwem Jeroboama i rozpadem państwa – a jednak w to pasmo błędów i zła Pan Bóg wplótł Swój plan… proszę mi jednak nie kazywać tego szczegółowo wyjaśniać, bo nie jestem w stanie.” – moment… to Bóg przez proroka Achiasza namówił Jeroboama do tego “zła”. Najpierw symboliczne rozdarcie płaszcza, a potem słowa: “weź dziesięć części, bo Bóg powiedział, że odbierze królestwo Salomonowi, a tobie da dziesięć pokoleń. Władza jest twoja. Rządź zgodnie z Jego wolą, a będzie z tobą”.
“Słowa Pana Jezusa: “Ani jedna jota, ani jedna kreska nie przepadnie z Prawa, aż się wszystko spełni”; “Nie przyszedłem znieść Prawo, ale je wypełnić”. To prawda, że niektóre żydowskie obyczaje zostały zniesione przez Apostołów. Jednak naturalny porządek nie został zniesiony.” – to król jest dla ludzi, czy ludzie dla króla? Gdyby ludzie byli własnością króla, byliby dziedziczni.
“W moim zamyśle monarcha dzierżyłby w swoim ręku pełnię władzy” – skoro tak, to jednak zbzikowany król mógłby wywoływać wojny.
“Jemu po prostu musimy zawierzyć naszą SPRAWĘ i, dążąc do jej realizacji, nie popaść w pychę, myśląc, że sami najlepiej wszystko wykonamy, toćka w toćkę według naszych wizji…” – dlaczego więc szukasz potencjalnych władców wśród potomków dynastii?
@Krzysztof S.
“Problem w tym, że Bóg jest Władcą idealnym i wszechmogącym. Bóg to Bóg, a człowiek to człowiek. To, co jest w niebie, jest nie do przeniesienia na ludzkie realia” – Ale chyba oto chodzi, byśmy dążyli do doskonałości. “Bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w Niebie”… oczywiście trzeba się liczyć z ziemskimi realiami i z tym, że człowiek idealny nie jest. Wyżej napisałem, że polityka to rozsądne inspirowanie się ideałem, totalitaryzm – ślepe dążenie do niego.
“Moment… to Bóg przez proroka Achiasza namówił Jeroboama do tego “zła”. Najpierw symboliczne rozdarcie płaszcza, a potem słowa: “weź dziesięć części, bo Bóg powiedział, że odbierze królestwo Salomonowi, a tobie da dziesięć pokoleń. Władza jest twoja. Rządź zgodnie z Jego wolą, a będzie z tobą”.” – Jeśli jesteś w klasie maturalnej, znane jest Ci zapewne pojęcie “konfliktu tragicznego”. Jest to dylemat, z którego człowiek, determinowany przez siły wyższe, ale zachowując wolność wyboru i odpowiedzialność za podjęte decyzje, nie ma dobrego wyjścia. Otóż nie jest to wynalazek greckich tragików; Bóg stawiał nieraz ludzi w takiej sytuacji. Np. wtedy, gdy Saul kazał się dobić swojemu giermkowi: wykonał on rozkaz (złamanie go byłoby złem), ale poniósł za to śmierć. A pamietajmy, że – jak uczy nas Kucharczak – w woli przełożonych zawsze kryje się w jakiś sposób wola Boga. Jeroboam więc musiał posłuchać Jego głosu, ale nie ulega wątpliwości, że rozpad i osłabienie państwa, a w konsekwencji schizma religijna, z obiektywnego punktu widzenia są złem.
“To król jest dla ludzi, czy ludzie dla króla? Gdyby ludzie byli własnością króla, byliby dziedziczni” – Porównywałem wyżej monarchiczną hierarchię do pszczelego roju, proszę jeszcze raz to przeczytać. Poza tym formułowanie pytania w taki sposób jest mniej więcej tak zasadne, jak pytanie, czy mąż jest dla żony, czy żona dla męża.
“Skoro tak, to jednak zbzikowany król mógłby wywoływać wojny” – Prawdopodobieństwo nie jest ani mniejsze, ani większe, niż w ustroju republikańskim. Vide: Republika Weimarska i demokratyczne wybory w 1932 roku. Poza tym, jeśli tak strasznie się tego obawiasz, można byłoby np. wprowadzić zasadę, że do rozpoczęcia działań wojennych potrzebna jest królowi zgoda narodu wyrażona w regerendum. Trzeba włączyć wyobraźnię…
“Dlaczego więc szukasz potencjalnych władców wśród potomków dynastii?” – Trafiłeś w dziesiątkę: ja SZUKAM. Nie twierdzę, że posiadłem jakąś objawioną wiedzę, że znalazłem kandydata i do jego intronizacji trzeba dążyć. Ja, w przeciwieńśtwie do Kanta, staram się przystosowywać swoje koncepcje do realiów – a nie całą rzeczywistość naginać do swoich pomysłów. Nie oskarżaj mnie, proszę, o pychę czy o myślenie, że wszystko wiem najlepiej. Kojarzy mi się to niezbyt przyjemnie z pewnymi świrami, którzy wchodzą na ten blog, aby użalić się nad “nieświadomością ciemnego ludu”, czyli nas. A tacy są zadufani i zachwyceni swoją “wiedzą”, że wszelkie argumenty odbijają się od nich jak groch od ściany. Mam tu na myśli takich typków jak niejaki Tadeusz Muszyński, Rafał Broda itp.
Swoją drogą, nieźle mnie wałkujesz. Teraz to ja się czuję, jakbym chodził do szkoły i był maglowany przez wyjątkowo dociekliwego belfra.
Ale kto pyta, nie błądzi…
Bóg dał człowiekowi wolnośc. A co człowiek zrobi z tą wolnością to inna sprawa
“Ale chyba oto chodzi, byśmy dążyli do doskonałości. “Bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w Niebie”… oczywiście trzeba się liczyć z ziemskimi realiami i z tym, że człowiek idealny nie jest. Wyżej napisałem, że polityka to rozsądne inspirowanie się ideałem, totalitaryzm – ślepe dążenie do niego.” – nie sądzę, by był związek między dążeniem do doskonałości a formą ustroju.
Rozsądne inspirowanie się ideałem może polegać na rozwoju duchowym, ewangelizacji itd., ale dlaczego w monarchii? Dlaczego musi być król? Nie musi być analogii między tym, co u Boga, a tym, co u ludzi.
Ale kto pyta, nie błądzi…” – no cóż, dyskusja to dyskusja.
Ja nie sprawdzam, czy wiesz, ja sam się uczę i prowadzę dyskusję. 
“Bóg stawiał nieraz ludzi w takiej sytuacji [w konflikcie tragicznym]. Np. wtedy, gdy Saul kazał się dobić swojemu giermkowi: wykonał on rozkaz (złamanie go byłoby złem), ale poniósł za to śmierć. A pamiętajmy, że – jak uczy nas Kucharczak – w woli przełożonych zawsze kryje się w jakiś sposób wola Boga. Jeroboam więc musiał posłuchać Jego głosu, ale nie ulega wątpliwości, że rozpad i osłabienie państwa, a w konsekwencji schizma religijna, z obiektywnego punktu widzenia są złem.” – na pewno zawsze w woli przełożonych kryje się wola Boga? Bóg może ze zła wyciągnąć dobro (ty też tak napisałeś), ale czy chce tego zła? Czy jeżeli skarbówka miałaby mi robić problemy z powodu rozdawania ubogim chleba, to powinienem posłuchać skarbówki i zlekceważyć głodnych? A Kucharczak… 1. Ze zła Bóg może wyciągnąć dobro. 2. Mówił jednak o posłuszeństwie w Kościele. Poza tym, należy w każdej sytuacji postąpić zgodnie z wolą Pana i ona jest najwyższą wartością – wolą Boga było wybrać Jeroboama i wolą Boga było pozbawić większości władzy dynastię, którą sam przecież wybrał. Tak samo Bóg może chcieć w danej chwili demokracji. Albo powiedzieć “róbcie, jak chcecie”, jak to było z ustanowieniem króla nad Izraelem – chyba że Bóg chciał, by lud poprosił o króla, ale to też zmiana ustroju – w końcu Sędziów też chciał wcześniej. Dlatego nieposłuszeństwo Jeroboama nie było jego błędem – wybierał między Bogiem a królem, wybór był jasny. Może, gdyby nie to, działoby się coś gorszego, ale tego nie wiemy. W każdym razie – to Bóg wystąpił przeciw Salomonowi.
“Porównywałem wyżej monarchiczną hierarchię do pszczelego roju, proszę jeszcze raz to przeczytać. Poza tym formułowanie pytania w taki sposób jest mniej więcej tak zasadne, jak pytanie, czy mąż jest dla żony, czy żona dla męża.” – jakoś nie mogę znaleźć… w którym to komentarzu? Mi chodzi o ten naturalny porządek – dziedziczność władzy. Gdyby ludzie stanowili absolutną własność władcy, jak niewolnicy, to niech sobie będą dziedziczeni, ale król jest raczej sługą ludu.
“Nie oskarżaj mnie, proszę, o pychę czy o myślenie, że wszystko wiem najlepiej.” – A ja proszę, byś mnie nie oskarżał o takie oskarżanie.
“Swoją drogą, nieźle mnie wałkujesz. Teraz to ja się czuję, jakbym chodził do szkoły i był maglowany przez wyjątkowo dociekliwego belfra.
Na monarchię, nawet dziedziczną, bym się zgodził pod warunkiem, że byłoby to korzystne. W artykule tego von Habsburga było napisane, że zaletą monarchizmu jest to, że młody syn królewski może od dziecka być przygotowywany do rządzenia. Tu się zgodzę. Niech jednak będzie jakaś rada, trybunał, czy coś, który mógłby coś zrobić z niekompetentnym lub złym władcą. Niech ktoś czuwa. I bez mówienia, że władza monarchy dzisiaj musi pochodzić od Boga. Co prawda Bóg może wpływać na rzeczywistość i na to, że władcą jest akurat ten człowiek – ale kto powiedział, że ten człowiek musi rządzić ciągle niż wykonać określone zadania, że dany król nie ma być obalony? Powinniśmy raczej zawierzyć Bogu sprawę, jak piszesz, ale nie samej monarchii, ale ogólnie ustroju, a samemu robić swoje, bez myślenia, jakiego ustroju chce Bóg – a wtedy może Bóg pooświeca umysły i nas poprowadzi. I nie wiem, czy dobrych skutków dziedzicznej monarchii nie dałoby się zastąpić chwilowym autorytaryzmem, w którym zostałyby przeprowadzone reformy pod okiem zespołu specjalistów (tu też wypada zawierzyć sprawę Panu Bogu), a potem może wprowadzić inny ustrój.
@Krzysztof S.
Czuję, że zbliżamy się do konsensusu. Oczywiście w monarchii powinien istnieć jakiś akt prawny (np. Konstytucja), który obowiązywałby nawet króla i pozwalał na NIEWYKONYWANIE tych jego rozkazów, które byłyby ewidentnie sprzeczne z wolą Bożą i racją stanu. Np. gdyby król, jak powiadasz, “zbizikował” i kazał swojemu wojsku napaść na inny kraj lub strzelać do ludzi. Tu się zgodzimy.
Sądy, trybunały – w mojej wizji sąd istniałby w każdej miejscowości dla niej samej, a sędzia wybierany by był przez ludność. Oczywiście kandydować by mogły tylko osoby kompetentne. Natomiast na czele Sądu Najwyższego, który by pełnił również funkcję trybunału kompetencyjnego, konstytucyjnego i stanu – stałby król, jako ostateczna instancja odwoławcza dla WSZYSTKICH OBYWATELI. Gdyby zaś w sposób ewidentny i oczywisty działał wbrew prawu i interesowi narodowemu – np. senat, jako ciało przedstawicielskie narodu, mógłby go wyłączyć ze składu sędziowskiego i postawić w stan oskarżenia.
Moja koncepcja jest płynna – można wymyślać do niej nowe, rozsądne rozwiązania. Należy wg mnie wypracować taką koncepcję monarchii, która łączyłaby w sobie naturalną, ciągłą i silną władzę – z poszanowaniem dla ludzkiej godności i bezpieczeństwa państwa. Odnoszę wrażenie, że starasz się przypisać mi intencję wprowadzenia monarchii absolutnej, gdzie króla nie obowiązują żadne przepisy, a ludzie są jego niewolnikami. Jestem temu absolutnie przeciwny, jestem za monarchią gwarantującą zarówno państwu, jak i narodowi optymalne warunki rozwoju – i tu chyba też się zgodzimy.
Następnie jednak piszesz, by nie twierdzić, że władza króla pochodzi od Boga. Odnoszę wrażenie, iż uważasz, że sprawy ustroju są Mu obojętne i, że demokracja czy autorytaryzm mogą być równie dobrym rozwiązaniem. Tutaj się nie zgodzimy – i niech tak już zostanie. Urodziłeś się w czasach, w jakich się urodziłeś – i nosisz w sobie mentalność swoich czasów. Wiem, że dzisiaj takie problemy jak omawiany przez nas – nie zaprzątają już niczyjej uwagi, nawet naszego Świętego Kościoła. Szanuję to. Ja jednak nie jestem z Twojej epoki. Przez tysiące lat ludzie nosili w sercu prawo Boże – wraz z całym wynikającym z niego uporządkowaniem, kodeksem moralnym, wizją rządów. Dowodem na to jest fakt, że instytucja króla istniała we wszystkich cywilizacjach, które nigdy się ze sobą nie stykały: w Rzymie (Okres Siedmiu Królów), w Egipcie (Faraonowie), w Etiopii (Kandaki), w Japonii (Szoguni), a także w najstarszej i najwspanialszej cywilizacji w dziejach, czyli w Chinach (najpierw były one podzielone na szereg walczących królestw z królami – Wangami – a nstępnie zjednoczyły się w jedno cesarstwo na czele z “królem królów”, cesarzem, Huangdi) i w wielu innych. Podobnie, jak wszędzie istniała np. instytucja Małżeństwa. Dla mnie jest to żywy dowód na to, iż wszyscy ludzie są dziećmi Boga, naprawdę stworzonymi według Jego myśli, na Jego obraz i podobieństwo.
Tak, instytucję monarchii mieliśmy zapisaną w sercach od początku świata. I przetrwała ona do czasów zbrodniczych ideologii, które wykorzeniły ją razem z Bogiem z życia ludzi. Ja jednak bardziej ufam mądrości pokoleń. Wierzę, że system istniejący przez tysiące lat wraz z moją Świętą Wiarą – lepszy jest niż system istniejący od kilkudziesięciu lat, i to wzniesiony na fundamencie idei, które dla mnie jako chrześcijanina są nie do przyjęcia.
Ja tak myślę, ale – powtarzam – mogę się mylić. Nie odmawiam też innym prawa do swoich poglądów. W tej materii znaleźliśmy już kwestie nas łączące, a do tych, które nas dzielą – już się nie przekonamy. Uważam jednak, że w końcowych słowach swej wypowiedzi masz rację: przede wszystkim musimy być dobrymi ludźmi i zawierzyć wszystkie swoje sprawy Panu Bogu. On chce nas dobrymi i, jeżeli będziemy chodzili Jego drogami, we wszystkim nam dopomoże. “Ścieżkę Życia ci ukaże, pełną radość po Swojej prawicy”… tę zgodną myśl Ci dedykuję i ją zostawiam jako życzenie dla Ciebie i dla Wszystkich, którzy nas czytali.
Pozdrawiam Cię uprzejmie, jak starszy brat.
“Odnoszę wrażenie, że starasz się przypisać mi intencję wprowadzenia monarchii absolutnej, gdzie króla nie obowiązują żadne przepisy, a ludzie są jego niewolnikami.” – Po prostu najpierw pisałeś o roli miejscowości, potem o tym, jaki to ma być władca… widziałem w tym jakąś sprzeczność – albo czegoś wtedy jeszcze nie zrozumiałem, albo nie umieściłeś jeszcze jakiegoś szczegółu, który napisałeś w odpowiedzi na moje pytania. To już nieważne.
“Następnie jednak piszesz, by nie twierdzić, że władza króla pochodzi od Boga. Odnoszę wrażenie, iż uważasz, że sprawy ustroju są Mu obojętne i, że demokracja czy autorytaryzm mogą być równie dobrym rozwiązaniem. Tutaj się nie zgodzimy – i niech tak już zostanie. Urodziłeś się w czasach, w jakich się urodziłeś – i nosisz w sobie mentalność swoich czasów.” – zdaję sobie sprawę, że mam ugruntowaną inną mentalność, ale przy wysiłku można się jednak przestawić – pobożni katolicy się ateizują (O. Józef Maria Verlinde – jest o tym w jego książce “Zakazany owoc”), działa to też w drugą stronę (św. Augustyn) A i Bóg potrafi dobrze oświecić. Dlatego chciałbym jeszcze trochę pokontynuować.
Co do odwiecznego istnienia monarchii – owszem, ale była ona jednak różna. Na początku każdej raczej musiał być taki władca – no i udało się utworzyć normalne państwa. No i to się po prostu przyjęło, tak jak teraz przyjmuje się co innego (dla jasności: moje argumenty przeciw monarchii nie opierają się na tym, że to przestarzałe – jeśli nie teraz, to kiedy indziej może się przydać, nigdy nic nie wiadomo). No i religie – to właśnie na ich podstawie władcy ugruntowywali sobie władzę (np. Hammurabi z tym swoim Szamaszem). No i, jak mówiłem, monarchie były różne – w Egipcie obok faraona byli kapłani, którzy mieli wpływy i którym coś takiego odpowiadało. Na Dalekim Wschodzie w ogóle się nie znam. A przy tym u Żydów przed królami byli sędziowie, no i był bezpośredni kontakt z Bogiem, najlepszym władcą, jakiego można by sobie wymarzyć. A potem był król (którego Żydzi chcieli, aby być jak inne ludy; popełnili błąd), miał władzę (Bóg karał za zło, ale nie zastępował już króla) i nie zawsze postępował zgodnie z wolą Pana – Dawid zbłądził (Batszeba; choć on akurat wrócił), Salomon, Roboam, Jeroboam. Ale do króla wciąż w “konwencjonalny” sposób zwracał się Bóg. Potem tak dobrze nie było. I to, że monarchia siedziała w sercach ludzi – kwestia przyzwyczajenia, no i się zmieniała – średniowiecze, absolutyzm, rząd obok władcy, parlament obok władcy. To nie jest ten sam system. A republika też może się zmieniać – np. więcej demokracji bezpośredniej (którą zakładasz w swojej wizji wobec parlamentu).
Jeśli Bóg tak dużo może, to może działać też w demokracji albo w systemie autorytarnym.
I ja pozdrawiam.
Panowie Dyskutanci, monarchie same na siebie wydały wyrok wraz z początkiem I wojny światowej – same chrześcijańskie ja wywołały i w jej wyniku upadły. Czytałem odezwę Franza Josefa do “jego żołnierzy” z 1914 – sama miałkość i naiwność paternalistycznego stosunku do poddanych. Zupełnie, jakby to nie byli ludzie (osoby ludzkie wraz z całą ich godnością) tylko jakieś istotki niedoskonałe, powołanie jedynie do miłowania Monarchy i bezgranicznego poświęcenia dla Niego, z obowiązkiem lojalności tylko w jedną stronę. Dopiero po tej lekturze rozumie się sens “Szwejka”. Dodam tu jeszcze, że Habsburgowie, jak pokazuje historia wcale nie byli tak łaskawymi, jak się potocznie o nich sądzi. Przypomnę choćby: józefińską reformę kościoła austriackiego, długofalową politykę skłócania narodów i instrumentalne ich traktowanie. Proszę sobie przypomnieć, jak Habsburgowie z jednej strony popierali polski ruch strzelecki przed I wojną i jednocześnie taki sam ruch ukraiński, aby mieć siły paramilitarne do użycia nie tylko przeciw Rosji, ale i przeciwko innym narodom monarchii, w zależności od bieżących potrzeb politycznych. Czy w świetle tego dziwią bratobójcze walki polsko-ukraińskie? To siły zrodzone z tych formacji starły się potem. Co ciekawe, aż do współczesności doświadczamy konfliktów etnicznych rozgrywających się na terytorium byłej monarchii habsburskiej. Proszę sobie też przypomnieć, że gdy pozycja Habsburgów stawała się w Wiedniu niepewna, próbowali dynastię swą przenieść do Kijowa i oprzeć się na nacji ukraińskiej, z jawną szkodą dla polskich aspiracji niepodległościowych.
Interesem każdej dynastii jest nade wszystko trwać i panować, a na jakim tronie i nad którym narodem, jest już dla niej obojętne. Proszę tu też zwrócić uwagę na małżeństwa dynastyczne, które są formą politycznego stręczycielstwa (znów polityka pomieszana z sakramentem). Dodam jeszcze rzecz przykrą w postaci zdarzającej się zmiany wyznania w takich małżeństwach. Katolickich rojalistów spoglądających na dom Romanowów pytam, jak wyobrażacie sobie schizmatyka na polskim tronie? Wierzycie Panowie, że wchodzi w grę zmiana wyznania? Sądzicie, że Turaniec-Bizantyjczyk stanie się cywilizacyjnym Łacinnikiem? Złudzenie.
Dalej, Panowie – wiara w to, że monarchia jest boskiego porządku to złudzenie. Nie można uciekać w ułudę, gdy się jest niezadowolonym z rzeczywistości. Co zaś do boskiego palca wtykanego w politykę – nigdy jeszcze nikogo Bóg osobiście nie osadził na tronie, choć wierzymy, że w każdej decyzji politycznej może mieć on swój nadprzyrodzony udział – również wtedy gdy natchnie wyborców by głosowali powszechnie w taki, a nie inny sposób. Tyle samo Boga w monarchii, co i w republice. To wielka pycha uczynić się pomazańcem, aby tym silniej móc rządzić innymi.
Dodam jeszcze do tego pogląd, że monarchia jako żywotna i w pełni funkcjonalna forma sprawowania władzy jest adekwatną tylko do pewnego etapu dziejów społeczeństw. Nie jesteśmy już na tym etapie. Możemy więc tylko usprawniać republikę.
@Krzysztof S.
@Jan Nowak-Kowalski
No dobrze, jeszcze dwa słowa… chociaż potwierdziliście, Panowie, moje przeczucie: nasz temat ulega wyczerpaniu, ponieważ znaleźliśmy punkty wspólne, a do tych, których nie podzielamy – nie mamy szans się już przekonać. Dlaczego? Dlatego, że powoli wkraczamy w obszar z pogranicza WIARY, gdzie swoje założnia przyjmujemy jako fakty aprioryczne.
Ja np. wierzę niezbicie, iż monarchia jest wpisana w naturalny porządek rzeczy. Wydaje mi się, że jej “odwieczny” charakter, zakotwiczenie w ludzkiej świadomości i podświadomości praktycznie od zawsze, a także podobne mechanizmy w świecie zwierząt – potwierdzają moją tezę. Jednak jeżeli piszecie, Panowie, iż “wiara w to, że monarchia jest [częścią] boskiego porządku to złudzenie” – rozumiem, że jesteście o tych swoich racjach tak samo głęboko przekonani jak ja o swoich. Jest to zapewne spowodowane tym, że – nawet jeśli nie przemawiają za tym racjonalne argumenty – to dla współczesnego człowieka wydaje się to najzwyczajniej w świecie OCZYWISTE. Trudno mi o to mieć pretensje, ale – powtórzę – szanuję Panów przekonania. Abym je zaczął jednak podzielać, musicie mi je, Panowie, udowodnić argumentami racjonalnymi (tak nie jest, bo…), a nie apriorycznymi (tak po prostu nie jest!).
Odpowiem jeszcze na kilka zarzutów Pana Jana. Otóż odczucia przy lekturze odezwy Cesarza zależy od indywidualnej wrażliwości percepcji każdego człowieka. Ja np. nie dostrzegłem w niej żadnej pogardy do poddanych (a takową byłoby przecież traktowanie ich jako “istotki niedoskonałe”). Ten paternalizm był wg mnie całkowicie zrozumiały i słuszny – tym bardziej, że Franciszek Józef, jako dobry Władca, naprawdę zasłużył sobie na Miłość swoich poddanych. Moim zdaniem stosunek monarchy i państwa powinien odzwierciedlać stosunek Boga do Kościoła, jak “Oblubieniec” i “Oblubienica” – a stosunek monarchy do poszczególnych poddanych, jak stosunek Boga do każdego człowieka – a więc “Ojciec” i “Dziecko”. Tak więc paternalizm jest wg mnie zupełnie na miejscu.
Co do odpowiedzialności za wywołanie I wojny. Ja winą obarczałbym, primo – zbrodniarzy z rewolucyjnej Młodej Bośni, którzy zamordowali arcyksięcia; secundo zaś – opętanego ideą bismarckowskiego militaryzmu Wilhelma II, który namawiał Austro-Węgry do podjęcia działań wojennych, zapewniając, że udzieli wszelkiego potrzebnego wsparcia. Cesarz Franciszek Józef wykazał wiele dobrej woli, chcąc prowadzić pokojowe śledztwo na terenie Serbii. Jednak Serbowie nie chcieli wydać swoich rewolucjonistów-terrorystów, więc wymierzenie sprawiedliwości stało się dla Austro-Węgier po prostu sprawą honoru. Wilhelma II natomiast, choć jako monarsze należy mu się pewnie szacunek, nie najlepiej wspominam. Wyżej pisałem chyba, że różne zapędy militarystyczne, absolutystyczne, nadęta megalomania władców – bardziej zaszkodziły monarchii, niż Rewolucja. Chyba miałem rację…
Co do reform józefińskich, to się zgodzę. Nie jestem wielkim miłośnikiem Józefa II. Rażą mnie jego dążenia absolutystyczne, imperialistyczne (rozbiory Polski) i to głupie zapatrzenie w pruski militaryzm. Lecz Franciszek Józef, czy Bł. Karol I – to, moim zdaniem, co innego.
Tego “stręczycielstwa” już komentował nie będę. Dla mnie to bluźnierstwo. I to nie ze względu na samą monarchię, ale ze względu na Sakrament Małżeństwa, który został wymieszany z czymnś takim.
Co do Romanowów na Polskim Tronie – cóż, bycie monarchą od zawsze wiązało się z koniecznością przyjecia wiary narodu. Tak było np. gdy Wladysław Jagiełło przyjmował chrzest – i tak było, gdy Władysław IV starał się o czapkę Monomacha: warunkiem było przyjęcie prawosławia, na co się ostatecznie nie zdecydował. Dla mnie jest to zrozumiałe i uważam, że król Polski po prostu musiałby przyjać wiarę katolicką. Gwoli ścisłości: uważam, że realnym problemem nie jest to, czy ktoś jest prawosławny, czy np. grekokatolicki. Zaakceptuję go chętnie, jeśli przyjmie wyznanie rzymskie. Najtwardszym jednak orzechem do zgryzienia jest to, by znaleźć osobę o nienagannej postawie moralnej. głębokiej wierze, no i oczywiście kompetentnej.
“Nigdy jeszcze nikogo Bóg osobiście nie osadził na tronie” – A Saul? A Dawid? W średniowieczu podobno też zdarzały się przypadki, gdy Pan Bóg wskazywał władców – choć to już, przyznaję, tylko legendy.
Natomiast z twierdzeniem, że “monarchia jako żywotna i w pełni funkcjonalna forma sprawowania władzy jest adekwatną tylko do pewnego etapu dziejów społeczeństw”, nie zgadzam się całkowicie. Lubię Hegla, ale nie wierzę w jego dialektyczne teorie “rozwoju historii”. Nie wierzę, że dialektyka wznosi społeczeństwa na coraz wyższe poziomy, na których to, co na poprzednich było dobre – staje się już passe. Jest to myślenie rewolucjonistów, których nieszczęsny filozof z Berlina stał się, mimowolnie jak sądzę, patronem.
Po prostu – coś jest albo dobre, albo złe. Wartości pozytywne (a przy moim założeniu, że monarchia jest częścią porządku naturalnego – zalicza się ona do takowych) nie dewaluują się.
No, ale cóż. Powyższe napisałem raczej po to, by rozwiać ostatnie wątpliwości. Nie oczekuję, że kogokolwiek przekonam – bo to, jak mówiłem, raczej kwestia założeń apriorycznie przyjętych za wiarę – i tak samo nie wydaje mi się, by ktoś zdołał mi udowodnić, że się mylę. Niemniej jednak dziękuję Panom za Ich wypowiedzi. Wszak Jan Pospieszalski uczy nas, że nawet, gdy się nie zgadzamy, to jednak zawsze WARTO ROZMAWIAĆ. Zapewne nam i naszym Czytelnikom coś z tego w umysłach i sercach zostanie.
Jako podsumowanie raz jeszcze proponuję myśl Pana Krzysztofa: najważniejsze jednak jest, by być dobrym człowiekiem. A to możliwe jest tak w monarchii, jak i w republice.
Pozdrawiam Panów serdecznie.
Panowie, widzę, że dyskusja naprawdę ciekawa. Uszanuję waszą decyzję o tym, że zmierza ku końcowi, niemniej jednak, jak tylko będę miał nieco więcej czasu, wypowiem się także na ten temat, co zresztą obiecałem Panu Mirkowi. Przyznaję jednak, że wiele argumentów Panów Jana Nowaka-Kowalskiego i Krzysztofa S. pokrywa się z moimi przemyśleniami. Pozdrawiam serdecznie wszystkich!
Co do I wojny to panuje sporo mitów. Wojny chciał przede wszystkim Anglia, aby powstrzymać ekspansje Niemiec. Franciszek Józef nie chciał, gdyż wiedział, że wojna zakończy się upadkiem jego monarchii. A stanowiła ona b. ważny element równowagi sił. A zamach na arcyksięcia Ferdynanda zorganizował pułkownik z wywiadu serbskiego “Apis” (nie pamiętam nazwiska). Ale brał też kaskę o Anglików. Zresztą w tym momencie interesy Serbów i Anglików były z sobą tożsame
@Krzysztof
@Zulus
@Krzysztof S.
@Jan Nowak-Kowalski
Nic straconego, Panowie! Przyjąłem ostatnio zaproszenie pod inny wpis na wyjątkowo ciekawą dysputę. Zachęcam, byśmy tam przenieśli naszą dyskusję: może, poszerzając zakres omawianych problemów, znajdziemy więcej punktów wspólnych?
http://blog.marekjurek.pl/index.php/2010/07/04/nowy-prezydent/#comments
(od kom. 386)
Dokończę jeszcze swoją ostatnią myśl. Serbia dążyła do wyparcia Austro-Węgier z Bałkanów, aby utworzuć swoje południowosłowiańskie imperium. Anglia obawiała się Niemiec, zwłaszcza ich ambiji morskich,a Niemcy dążyły dowalki gdyż wczśniej spóźniły się w wyścigu o kolonie (i chciały to nadrobć). Niejasna jest dla mnie rola Rosji. Miały sprzeczne interesy z Austro-Węgrami na Bałkanach, ale Mikołaj II wojownikiem nie był. Chyba, że chciały się zrehabilitować za klęskę w wojnie z Japonią.
A Francuzi chcieli stanąć znowu na linii Wogezów. Do wojny więc dążyło kilka mocarstw, ale na pewno nie były nimi Austro-Węgry.
A Niemcy popełniły potężny błąd. Pozwoliły runąć bismarckowskiemu sytemowi sojuszy (dzisiaj ten sojusz jest już odtworzony) i musiały waczyć na 2 fronty.
Niemcy mogą budować system państw-klientów i budować swoją potęgę tylko przy przyzwoleniu Rosji. I tak jest już od XVIII w. (wtedy jeszcze jako Prusy), czyli od momentu gdy Rosja stała się mocarstwem.