ikc ma do mnie pretensje, że – jeśli dobrze rozumiem – administracja mojego bloga nie cenzuruje go (z wyjątkiem otwartych bluźnierstw, również wobec ludzkiego cierpienia). Rzeczywiście łatwiej znosić przykrości dla sprawiedliwości, niż je sprawiać. Wszelkiego rodzaju działalność wywrotowa chętnie zresztą ten ludzki odruch wykorzystuje. Każdy akt suwerennej władzy, dyktowany dobrem wspólnym, może być przedstawiony jako NIETOLERANCJA, a każda negatywna ocena – jako NIENAWIŚĆ.

Choć bowiem nie tylko (za bł. Piusem IX i Janem Pawłem II) uważam, że wolność nie polega na możliwości mówienia wszystkiego, ale więcej – jestem przekonany, że bez czynnego wyznawania tego poglądu nie sposób postępować (szczególnie w życiu publicznym) po katolicku – to jednak doskonale rozumiem Maurrasa, który sprzeciwił się cenzurze wojennej twierdząc, że cenzura może osłaniać bezpieczeństwo narodowe, a nie głupiego ministra. Oczywiście, wolność słowa (realna wartość naturalna, o którą zawsze walczyłem) nie może przekraczać granic dobra wspólnego, ale nie wolno jej ograniczać ani ze względu na interesy władzy, ani własne. Ale oczywiście – ikc ma rację, dobre obyczaje stanowią jeden z najpierwszych składników dobra wspólnego, bo dzięki nim życie wspólne może ludzi cieszyć, a przynajmniej nie być nieznośne. Ja sam na chamstwo mam alergię, więc wytyk ikc’a wezmę sobie do serca. Wszystkich (a jego szczególnie) pozdrawiam!