Wrzesień 2010


Polityka and Prawa człowieka and Repliki 30 wrz 2010

Awantura wokół minister Radziszewskiej zażegnana. Tym lepiej. Potwierdzono mikroprawo do wychowania wolnego od ideologii homoseksualnej, przynajmniej w szkołach prywatnych. Punkt, w którym walec się zatrzymał, pokazuje, jakich dewastacji już dokonał. Przy okazji „sprawy Radziszewskiej” oponentom cywilizacji chrześcijańskiej udało się przepchnąć consensus społeczny bardzo w lewo i wylansować na heroinę opinii katolickiej polityk, która nie tylko przed trzema laty odegrała wybitną rolę w zablokowaniu potwierdzenia w Konstytucji prawa do życia, ale dziś otwarcie twierdzi, że zdeklarowani homoseksualiści mają prawo uczyć w szkołach publicznych. Stanowisko minister Radziszewskiej, oparte na bezkrytycznej akceptacji zaleceń Unii Europejskiej, jest tu w jawnej rozbieżności z etyką katolicką, która mówi, że nie istnieje prawo do homoseksualizmu, a zatem nie może stanowić on uzasadnienia rewindykacji prawnych (por. art. 13 deklaracji Omossesualità Kongregacji Nauki Wiary z RP 1992). Ograniczenia możliwości wykonywania pewnych zawodów (wojsko, szkolnictwo, sport młodzieżowy) nie tylko nie stanowi naruszenia praw człowieka, ale ich wypełnienie, ponieważ państwo musi chronić dobro wspólne, a więc prawa wszystkich (por. art. 12). Tej mojej uwagi zresztą nie należy traktować jako opinii „z autorytetu”, bo o racjach wychowawczych rozmawiałem wczoraj przez prawie godzinę w audycji Janka Pospieszalskiego. Wskazuję jedynie, że stanowisko Elżbiety Radziszewskiej (wbrew opinii o „katolickich przekonaniach” Pani Minister) jest z autorytetem etyki katolickiej bardzo rozbieżne. Nawiasem mówiąc – nie wiem, jakie jest stanowisko minister Radziszewskiej w ścisłym znaczeniu tego słowa, bo właśnie ona argumentuje z autorytetu dyrektyw unijnych. Minister mówi właściwie, że stanowiska nie ma żadnego – musi jedynie, jako minister równouprawnienia, godzić sprzeczne opinie funkcjonujące w społeczeństwie. Elżbiecie Radziszewskiej równość ludzi miesza się z równością opinii, a to już niebezpieczny poślizg logiczny. Ja pozostaję na stanowisku, że nikogo nie wolno okradać, a nie że należy zagwarantować „równość opinii” okradzionego i złodzieja.

Blog 29 wrz 2010

Piszę tu już przeszło trzy lata. Mój blog wystartował 29 sierpnia RP 2007 (niestety, rocznicę przegapiłem). Przez ten czas ogłosiłem na nim ponad pięćset felietonów, a czytelnicy – jedenaście i pół tysiąca komentarzy. Dla mnie jest ciągle instrumentem reagowania na wydarzenia, kroniką, sposobem przekazywania stanowiska moim ideowym przyjaciołom, miejscem dyskusji, okazją (ciągle niedostatecznie wykorzystywaną) do replik publicznych. Niektóre z prowadzonych na blogu kampanii miały duże znaczenie, szczególnie dotycząca Traktatu Lizbońskiego (najwięcej satysfakcji sprawił mi tekst „Euromaskarada c.d.”), ale także zachowania waluty narodowej, afery ETPC oraz, niestety, tragicznej „sprawy Agaty”. W niedziele z zasady – jeśli w ogóle piszę albo nie zachodzi stan wyższej konieczności (co bodaj raz się zdarzyło) – piszę o sprawach wiary (jednym Czytelnikom to odpowiada, innym nie). Sieć jest cały czas w ruchu, więc i ja ostatnio coś na blogu zmieniłem. Od dziewięciu dni zabieram głos również w komentarzach, by odpowiadać częściej (choć i tak – przepraszam – nie będzie to za często) i szybciej. A dalej? Idziemy dalej (jak mówi Benedykt XVI) z wdzięcznością i pozdrowieniami dla wiernych Czytelników i Komentatorów.

Polityka 27 wrz 2010

Na konferencji prasowej po sobotnim posiedzeniu Rady Politycznej PiS Jarosław Kaczyński powiedział (cytuję za „Naszym Dziennikiem”), że proces konsolidacji prawicy nie jest w stu procentach zakończony, gdyż pozostała jeszcze partia Marka Jurka, która nie przejawia na razie tendencji, aby wejść do Prawa i Sprawiedliwości”.

Premier Kaczyński myli w tym stanowisku dwie rzeczy: konsolidację prawicy i konsolidację PiS. Do konsolidacji swojej partii i środowisk z nią współpracujących każdy ma prawo. Nie będę komentował decyzji polityków Polski Plus: jeśli nie muszę oceniać przyjaciół, to nie oceniam. Mogli z nami zakładać Prawicę, mogli nie opuszczać PiS po wyborach – to ich wybory.

Natomiast prawica chrześcijańsko-konserwatywna jest Polsce potrzebna, co potwierdziła zarówno seria decyzji PiS w ciągu ostatnich trzech lat (milcząca akceptacja ograniczenia prawa do życia w czasie „sprawy Agaty”, przyjęcie i szybkie uruchomienie z PO traktatu lizbońskiego, zapowiedź zgody na zmianę art. 227 Konstytucji, umożliwiającego likwidację waluty narodowej, niebronienie Ojca Świętego w czasie antypapieskiej kampanii w Europie i w kraju, w tym niereagowanie na wypowiedzi – tak, tak – marszałka Bronisława Komorowskiego, obrona państwa partyjnego). Do tego dochodzą różnice strukturalne – my walczymy o republikański charakter demokracji, PiS mówi o obronie demokracji, a popiera (i wykorzystuje – odrzucając współpracę z Prawicą) skrajnie niesprawiedliwy system finansowania partii.

Samodzielna prawica chrześcijańsko-konserwatywna jest Polsce niezbędna, ale oczywiście współpraca na prawo od centrum też byłaby potrzebna. Dlatego – kierując się solidarnością, której sami tak mało doświadczyliśmy – poparłem Jarosława Kaczyńskiego zaraz po ogłoszeniu wyników pierwszej tury wyborów (i potem w licznych wystąpieniach w mediach przed drugą turą wyborów). Mimo to ze strony PiS nie spotkaliśmy się z żadną wolą porozumienia. Wątłe rozmowy na temat wspólnego startu w wyborach w okręgu podwarszawskim i w Radomiu (gdzie mieliśmy w wyborach do PE duże poparcie społeczne) zostały przez PiS przerwane. Spór publiczny zamiast bezpośredniego dialogu – to nie nasz wybór. Podejrzewam zresztą, że nawet ta próba dialogu zostanie przez bezkrytycznych zwolenników PiS potraktowana jako „atak”. Nic dziwnego – skoro konsolidacja prawicy ma polegać na samorozwiązaniu Prawicy.

Prawa człowieka and Repliki 24 wrz 2010

Gdy zwróciłem ostatnio uwagę, że Amnesty International zaczyna uznawać zabójstwa prenatalne za prawo człowieka – na twitterze zareagowała niezależna dziennikarka Justyna Frankel, że „zarodek, genetycznie rzecz ujmując w pewnym okresie tak ludzki, jak i świni czy szympansa…”, a na moją delikatną uwagę, by  tej ciekawej teorii nie udowadniała in vitro – odpowiedziała „nie od razu można rozpoznać cechy morfologiczne dla danego gatunku, polecam publikacje genetyków w tej materii”.

Mimo osobliwości, poglądy pani Frankel zasługują na odpowiedź, ze względu na ich konsekwencję i samą panią Frankel. Paradoksalnie, pozaustrojowe zapłodnienie in vitro – mimo naganności moralnej – stanowi znakomitą demonstrację rzeczywistych początków życia ludzkiego. Jeżeli dziecku pozwoli się żyć i rosnąć (zamiast je zamrozić, a potem wyrzucić) jego życie będzie się zwyczajnie (choć fizycznie słabiej) rozwijać. Bo nie twierdzi chyba pani Frankel, że z pozaustrojowo poczętego dziecka może wyrosnąć kot albo żyrafa? Ani też chyba, że z dowolnego gatunkowo zarodka, wszczepionego matce zastępczej, może rozwinąć się dziecko. Dywagacje makabryczne? Owszem, pokazujące bieg logiki kwestionowania człowieczeństwa najmniejszych, tylko dlatego, że w fazie zarodkowej wyglądają inaczej jak w płodowej, a w płodowej – nieco inaczej niż po urodzeniu.

Wyprowadzanie przesadnych wniosków z wyglądu bywa bardzo niebezpieczne. Dla bliźnich. Jak dla tego dziecka, które zastrzelił pewien znany prokurator za Gierka (a dziś znany – przynajmniej wśród swoich – adwokat). Zastrzelił dziecko, bo wziął je za psa. Rzeczywiście, było bardzo małe, od psa niewiele większe.

Międzynarodowe and Repliki 22 wrz 2010

Podczas ostatniej rozmowy w TVN-24 zwróciłem uwagę posłowi Andrzejowi Halickiemu, że obecny rząd nie potrafi nawet w sposób godny realizować swego planu poprawy stosunków z Rosją, bo można by to robić zupełnie inaczej. Przewodniczący Komisji Zagranicznej Sejmu mocno zaoponował, audycja potoczyła się dalej – ale po to jest blog, by od argumentów nie można było uciec.

Obecny rząd mógł bowiem pokazać zdolność dialogu z Rosją w sprawie separacji Kosowa, śp. prezydent Kaczyński wystąpił przeciwko niej, choć już post factum. Rząd natomiast najpierw popierał, a potem spieszył się z dyplomatycznym uznaniem – jak zawsze, wedle zaleceń ministra Nowaka – chcąc być Prymusem Europy. Zachód znalazł się w rosyjskiej pułapce: Rosją mogła krótko potem powiedzieć – akceptowaliście separację Kosowa, zaakceptujcie separację (czyli faktycznie aneksję) Południowej Osetii i Abchazji. Tymczasem to my mogliśmy łapać Rosję w dyplomatyczną pułapkę, broniąc określonego przez rezolucję ONZ autonomicznego statusu Kosowa pod suwerennością serbską i analogicznie popierając suwerenność Gruzji wobec zbuntowanych prowincji, co zresztą sama Gruzja potrafiła bardzo dobrze zrealizować w wypadku statusu Adżarii.

To samo odnosi się dziś do sprawy Krzyża przed Trybunałem Strasburskim, gdzie oprócz prawosławnych państw Unii Europejskiej (Rumunia, Bułgaria, Grecja) występują po stronie Włoch również prawosławne kraje Rady Europy spoza UE: Rosja, Ukraina, Armenia. Zapewne jest to element polityki „chrześcijańskiej konwergencji”, zapowiedzianej przez autorytety rosyjskiego prawosławia (w oczywisty sposób w porozumieniu z władzami) na początku tego roku. W jej ramach rosyjscy mnisi gościli u naszych biskupów. Cóż jednak stoi na przeszkodzie, by inicjatywę tę wykorzystać w sporze z zapateryzmem o duchowo-społeczną przyszłość Europy?

Rząd Tuska woli jednak „poprawiać” stosunki z Rosją kierując się nie imperatywami naszej racji stanu, ale potrzebami polityki rosyjskiej. W efekcie mamy naruszający wręcz naszą niezależność narodową kontrakt gazowy, regularny udział Polski w moskiewskich obchodach wojny Stalina, zatrzymanie Ahmeda Zakajewa, czy oddanie bez protestu prowadzenia śledztwa smoleńskiego w ręce Rosji. Najtrudniejsze nawet cele można realizować z pożytkiem dla naszych interesów, trzeba jednak chcieć prowadzić politykę. Niestety, mamy premiera, o którym jego herold, Janusz Palikot, napisał, że „jest pierwszym politykiem, który nie zadaje sobie pytania, co po nim zostanie. Bo czy coś musi pozostać?”.

Bez kategorii 20 wrz 2010

Przemówienie Ojca Świętego do brytyjskich polityków, niewątpliwie historyczne, zasługuje na uwagę z wielu względów. Papież przemawiając w tym samym hallu, skąd był wysłany na szafot święty Tomasz More – przypomniał aktualność przykładu Patrona Polityków. „Kwestie podstawowe, które wchodziły w grę w procesie Tomasza More, pojawiają się nadal, [choć] w nieustannie zmieniających się kategoriach wraz ze zmianą warunków społecznych”. Benedykt XVI powtórzył swą ideę współczesnej roli katolicyzmu – nie tylko rzecznika prawdy o Bogu, ale obrońcy ludzkiego rozumu. „Tradycja katolicka utrzymuje [bowiem], że obiektywne normy rządzące prawym działaniem są dostępne dla rozumu niezależnie od treści Objawienia. Zgodnie z takim rozumieniem rola religii w debacie politycznej polega nie tyle na dostarczaniu tych norm, tak jakby nie mogły być one znane niewierzącym [ale raczej na] rzucaniu światła na stosowanie rozumu do odkrywania obiektywnych zasad moralnych”. Jako cenę irracjonalizmu wskazał Ojciec Święty finansową nieodpowiedzialność, która wywołała obecny kryzys gospodarczy. Papież mocno i otwarcie wystąpił przeciw programowi dechrystianizacji, na nowo właśnie w Zjednoczonym Królestwie atakującym wolność Kościoła, jego szpitale i seminaria, a nawet najoczywistsze obyczaje chrześcijańskie, jak publiczne obchody Bożego Narodzenia.

Ale najbardziej oryginalne było wskazanie na pierwszeństwo rzeczywistości nadprzyrodzonej w jej widzialnych znakach, obecnych w kulturze. Taki bowiem sens miało odwołanie się do modlitw stale towarzyszących pracom Parlamentu Brytyjskiego, czy do Aniołów, którzy „spoglądając z góry ze wspaniałego sklepienia [Sali Parlamentu, przypominają] że Bóg stale czuwa nad nami, aby nas prowadzić i chronić”.

Christianitas 19 wrz 2010

W komentarzu Dom Christiana Schütza do Reguły (49,1-3) znajdują się bardzo ciekawe uwagi na temat skuteczności, słowa-klucza dzisiejszej polityki. Nic dziwnego, bo Reguła Świętego Benedykta to nie tylko pomnik kultury Zachodu, ale żywa Karta cywilizacji chrześcijańskiej.

Ojciec Schütz pisze, że skoro „wszystko ma swój czas (por. Koh 3,1-8) [kto] nie potrafi czekać i zbyt niecierpliwie dąży do efektu, ten z reguły osiąga jego przeciwieństwo. [Dzieje się tak, bo przyswajanie] sobie czegoś nowego podobne jest do procesu asymilacji, który posiada swoje prawidłowości i wymaga długiego oddechu – aż to coś przeniknie do ciała i wejdzie w krew”. Można powiedzieć – przeniknie do świadomości narodowej i wejdzie w krwioobieg opinii publicznej. Bo„tego rodzaju procesy mają swoje własne tempo. Sterowanie nimi zgodne z rytmem czasu wymaga stałości, szczerości i dużej samodyscypliny”.

Tak właśnie dwukrotnie wyglądała droga Polski do niepodległości, zabiegi o przygotowanie Francji do la revanche czy Wielkiej Brytanii i Polski do drugiej wojny światowej. W tym ostatnim wypadku kasandryczne przestrogi Cata-Mackiewicza czy generała Sikorskiego skutku nie przyniosły. Tak bywa – ale innej drogi osiągania celów naprawdę ważnych nie ma.

Blog and Christianitas 7 wrz 2010

fidel – jak zawsze – pisze interesujące rzeczy (szczególnie o tym, że ludzie Kościoła – zależnie od postępowania – potrzebują zarówno wsparcia, obrony, jaki i krytyki), ale nie mogę się zgodzić z jego uogólniającą tezą, że „duża część krytyki [życia katolickiego] skupia się często na Papieżu[, co] wynika z roli, jaką pełni on w Kościele Katolickim”. Tak to, niestety, nie jest. Z reguły Papiestwo przez świat liberalny jest dialektycznie (efekt konwergencjiJ) chwalone i atakowane jednocześnie. Gdy Jan Paweł II popierał integrację europejską był wychwalany, gdy bronił prawa do życia był atakowany. Gdy Benedykt XVI cytuje przyjmuje Hansa Künga jest chwalony, gdy rozmawia z bp. Fellay – jest atakowany. Papieże są atakowani za każdym razem, gdy bronią prawdy chrześcijaństwa i gdy przypominają o nadrzędności naturalnego prawa moralnego w stosunku do prawa ludzkiego, o jego obowiązywalności (jako najlepszej gwarancji poszanowania – nie podegających uchyleniu przez państwa – praw ludzkich). I dlatego właśnie Rzym potrzebuje wsparcia ze strony świata katolickiego. Nawet w czasach, gdy Papieże posiadali siłę zbrojną była to jedynie gwarancja ich suwerenności; ich pozycja wobec świata i w świecie chrześcijańskim była zawsze powierzona dobrej woli ludzi. Dlatego jest tak zobowiązująca i dlatego – wracając do naszych konkretów – tak przygnębiający był brak reakcji polskich ugrupowań politycznych i polityków na wypowiedź Marszałka Senatu. Szczególnie tych, którzy najbardziej energicznie potrafią reagować.

Blog and Christianitas 6 wrz 2010

„Normalność” Krytyki RP postępuje: ataki polityków na Papieża to rzecz normalna (skoro nie wymagają ani reakcji, ani nawet komentarzy), natomiast obrona Ojca Świętego to rzecz nienormalna. Tu zgody nie ma! Obrona papieskiego Rzymu – najpewniejszej, a dziś jedynej – instancji międzynarodowej broniącej prawa moralnego w życiu narodów to tradycyjna powinność narodów katolickich. Ostatnio zresztą nawet lepiej rozumieją to niekatolicy, bo na przykład jedynym politykiem, który przywódcom Chin komunistycznych zwrócił uwagę na nienormalność braku stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską – był prezydent G.W.Bush. Na szczęście są ciągle ludzie (jak ikc, Mirek Grębski i inni), którzy potrafię przypomnieć na czym polegają normy cywilizacji europejskiej.

Na bardzo ciekawą rzecz zwrócił uwagę Krzysztof, mianowicie na zacieranie rozróżnienia sacrum i profanum w liturgii, co budzi zrozumiałe poruszenie zarówno wierzących, jak niewierzących – gdy część par excellence świeckich uroczystości włączona jest bezpośrednio do modlitwy liturgicznej. To bardzo cenna – i zbieżna z nauczaniem Benedykta XVI – praktyczna uwaga na temat współczesnego życia katolickiego.

Zulus pisze, że nie każdy ma obowiązek bronić Papieża. Czy to oznacza, że po antypapieskiej rezolucji Parlamentu Beligijskiego (i atakach wielu polityków europejskich) PiS nie miał obowiązku zgłosić rezolucji solidarności w obronie Benedykta XVI w Parlamencie? I czy tym bardziej Jarosław Kaczyński – polityk z temperamentem – nie miał obowiązku reagować na wypowiedzi Bronisława Komorowskiego i Bogdana Borusewicza? W końcu potrafi z nimi energicznie polemizować…

Bez kategorii 3 wrz 2010

Jarosław Kaczyński przywołuje do porządku marszałka Borusewicza. W imieniu nieżyjącego Prezydenta wystawia mu rachunek za „gabinet, samochód, sekretarkę”. Tylko dlaczego Jarosław Kaczyński nie reagował takim oburzeniem, gdy marszałek Senatu przyłączył się do międzynarodowych ataków na Benedykta XVI? Wtedy nie zasługiwał na reprymendę? Prawica Rzeczypospolitej apelowała wtedy o obronę Papieża do Parlamentu i w pierwszym rzędzie do PiS. A czy obrona Ojca Świętego nie stanowiła moralnego imperatywu, który powinien zrozumieć każdy normalny polityk przyznający się do prawicy?

Międzynarodowe and Polityka 2 wrz 2010

Dwa wydarzenia nie do przyjęcia w ciągu dwóch dni: bojkot wizyty Prezydenta przez najważniejszych posłów PiS w Parlamencie Europejskim oraz urządzone przez MSZ spotkanie polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych. Moje stanowisko nie jest żadnym szukaniem via media, po prostu nie mogę zaakceptować ani jednego, ani drugiego. Oba te akty – rządu i opozycji – są bowiem wyrazem lekceważenia dla Państwa.

Nie zmienimy Prezydenta przez pięć lat i w interesie Polski jest by miał na zewnątrz mocną pozycję. Nie wykluczam w sytuacjach wyjątkowych powinności mocnej kontestacji, ale wtedy gdy zasadnicze prawa i interesy Państwa byłyby zagrożone. Kontestacja Prezydenta ze względu na „poglądy” czy „uczucia” to jedynie potwierdzenie, że radykalna centroprawica jest częścią tego samego liberalnego świata, za opozycję wobec którego chce uchodzić wśród części wyborców.

Jeszcze gorszą rzeczą jest urządzanie spotkania polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem. Ambasadorowie nie są politykami, którzy mają wyrabiać sobie osobiste poglądy i prezentować je w debacie publicznej. Są reprezentantami Państwa Polskiego wobec innych państw. Czy mają w reprezentacji Rzeczypospolitej na zewnątrz traktować opinie rosyjskiego ministra jako składową polskiej racji stanu? I co w ogóle można na zewnątrz myśleć o państwie, które wbrew wszelkim regułom dyplomacji dokonuje aktów, w których pozorna kurtuazja zamienia się w serwilizm.

Pora na powrót do zasad elementarnych – szacunku dla Państwa, szacunku dla naszych interesów, szacunku dla samych siebie.