Antypaństwowe praktyki państwa POPiS
Dwa wydarzenia nie do przyjęcia w ciągu dwóch dni: bojkot wizyty Prezydenta przez najważniejszych posłów PiS w Parlamencie Europejskim oraz urządzone przez MSZ spotkanie polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych. Moje stanowisko nie jest żadnym szukaniem via media, po prostu nie mogę zaakceptować ani jednego, ani drugiego. Oba te akty – rządu i opozycji – są bowiem wyrazem lekceważenia dla Państwa.
Nie zmienimy Prezydenta przez pięć lat i w interesie Polski jest by miał na zewnątrz mocną pozycję. Nie wykluczam w sytuacjach wyjątkowych powinności mocnej kontestacji, ale wtedy gdy zasadnicze prawa i interesy Państwa byłyby zagrożone. Kontestacja Prezydenta ze względu na „poglądy” czy „uczucia” to jedynie potwierdzenie, że radykalna centroprawica jest częścią tego samego liberalnego świata, za opozycję wobec którego chce uchodzić wśród części wyborców.
Jeszcze gorszą rzeczą jest urządzanie spotkania polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem. Ambasadorowie nie są politykami, którzy mają wyrabiać sobie osobiste poglądy i prezentować je w debacie publicznej. Są reprezentantami Państwa Polskiego wobec innych państw. Czy mają w reprezentacji Rzeczypospolitej na zewnątrz traktować opinie rosyjskiego ministra jako składową polskiej racji stanu? I co w ogóle można na zewnątrz myśleć o państwie, które wbrew wszelkim regułom dyplomacji dokonuje aktów, w których pozorna kurtuazja zamienia się w serwilizm.
Pora na powrót do zasad elementarnych – szacunku dla Państwa, szacunku dla naszych interesów, szacunku dla samych siebie.
Zgadzam się w całej rozciągłości z tym wpisem… Odczuwam co prawda mimowolną pogardę na wspomnienie deklaracji Prezydenta Bronisława Komorowskiego – powiedział on do dziennikarzy wskazując przewodniczącego Jerzego Buzka: “to jest mój szef”. No, ale wstawanie z kolan czasem trwa bardzo długo.
Przepraszam za wpis w stylu GWna ale to moje “ale” wydaje się być bardzo istotne… Tym bardziej, że dotyczy obydwu poruszonych spraw. Czas już wstać z kolan a chromym koniecznie trzeba pomóc! Choćby przez uświadomienie pozycji jaką zajmują!
W 100% pana popieram, dlatego najbliższe wybory samorządowe będą pierwszym krokiem by zacząć coś zmieniać w Polsce. Krokiem szansy dla PR !
“Jeszcze gorszą rzeczą jest urządzanie spotkania polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem.”
a ja myślę , ze jeszcze bardziej gorszą rzeczą jest publiczne nawoływanie przez biskupa aby bić katolików broniących podstawowego prawa ludzkiego jakim jest cześć i pamięć o poległych przedstawicielach Narodu a którzy za swoja barykadę broniąca ich godności obrali sobie krzyż.
Doczekalismy czasów gdy księża profesorowie św.teologii porzucają stan duchowny i występują z kościoła , gdy Prymasami polski zostają osoby co do których formułowane są publiczne oskarżenia o współprace z ateistycznym , zbrodniczym systemem a teraz jeszcze biskup na chama podrywa autorytet całego Episkopatu. No cóż ma PO swojego Palikota ma Kościół swojego Pieronka…
I to już nie jest dobrze , i to już nie jest miło …
Pieści się zaciskają , w sercu rośnie pogarda a -pardon le mot- w gębie zbiera gęsta ślina .
jeszcze 5 lat i Bronisław Komorowski przyłączy Polskę do Rosji ^^
Bp. Pieronek w wywiadzie dla Rzeczpospolitej: “Nie widzę powodu‚ aby w tym miejscu stał krzyż. Ani, tym bardziej‚ aby stał tam pomnik. Przecież prezydent tam nie zginął.”
Zastanawiam się, czy aby książę Józef Poniatowski zginął pod Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu??? Natomiast Jan Paweł II, nie uwłaczając Jego osobie, uwłaczając za to dziwnej logice bp. Pieronka, zmarł nie w Rzymie, ale w co drugiej parafii w Polsce?
Stąd też słowa bp. Pieronka, że co to “Co biskupów obchodzi stawianie pomników?” wprawiają w głębokie zdziwienie. Zresztą, co biskupów obchodzą ludzie i to, co czują??? Najlepiej niech bez gadania kładą kasę na tacę!
Do PO lgnie coraz więcej normalnych inaczej. Ciekawe jaka jest masa krytyczna, żeby całe to towarzystwo rozleciało się na strony? Na razie, z biskupami czy bez nich, wariactwo pędzi na oślep jak ćma do świecy.
Cały wywiad z bp. Pieronkiem:
http://www.rp.pl/artykul/15,530003-Bp-Pieronek–Co-biskupow-obchodza-pomniki-.html
* * *
Na szczęście nie ma jeszcze obowiązku chodzenia na spotkania z Prezydentem RP. Na spotkanie z Aleksandrem Kwaśniewskim też bym nie poszedł. Na spotkanie z Komorowskim, któremu doradza i Tomasz Nałęcz, i ludzie z związani WSI, jakoś nie bardzo mam ochotę.
Natomiast min. Sikorskiemu należy pogratulować zaproszenia ministra Ławrowa na coroczną naradę polskich ambasadorów. Proponuję zaprosić także premiera Putina na posiedzenie Rady Ministrów w Warszawie. Donald Tusk mógłby się w tym czasie wybrać na urlop na Kamczatkę. Nikt nie zauważyłby różnicy.
Wszystko prawda
Zastanawiam się czy my nadal jesteśmy jeszcze suwerennym państwem czy już całkowicie pod pozorem “europejskości” i “tolerancyjności” jesteśmy już republiką sowiecką a może landem niemieckim?
Stąd może taka “służalczość” premiera i prezydenta względem Rosji i Niemiec?
@fidel
ja raczej myslalem o wywiadzie dla tvn udzielonym przez tego samego interlokutora.
Słowo boskup nie przejdzie mi w tym przypadku przez gardlo.
Dopowiem – ma PO swojego Palikota ma Kościół krakowski swojego Pieronka…
Dla niektórych jak widać słowa -jedni drugich brzemiona noście brzmią – jedni ma drugich nasyłajcie antyterrorystów , nie lękajcie się używać gazu i pał wobec kobiet szczególnie…
oto prawdziwie nowa ewangelizacja !!
Po tym co PiS zrobił z Migalskim może się Pan witać z nowymi wyborcami zmęczonymi nieskutecznością JK. Rozmawiałem już z kilkoma znajomymi i myślą to co ja: “Trochę ten Jurek przesadza z tą aborcją i obyczajówką ale przynajmniej zależy mu na państwie”.
Wojna POPiS ma się dobrze, ale walka jest już dawno nierówna. Przewaga PO rośnie i to w tempie coraz szybszym. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że ani PO ani PiS-owi na Polsce nie zależy. Sprawa Migalskiego, z którym można się w pewnych kwestiach nie zgadzać ale, który w liscie do Prezesa PiS bardzo trafnie zinterpretował sytuację polityczną w Polsce, pokazuje, że PiS jest w obecnym kształcie partią bez przyszłoci.
Dlatego nadal mimo małego poparcia nadal potrzebna jest Polsce prawdziwa partia parwicowa, którą obecnie reprezentuje Marek Jurek.
Opisane przez Pana Marszałka sytuacje to mała migawka ze stanu Państwa:
- PiS jest słabą opozycją, która stara się tylko zakonserwować układ polityczny i zbudować układ dwupartyjny. W gruncie rzeczy PiS udaje patriotów (PiS, jako całość z Jarosławem Kaczyńskim jako dyktatorem), a PO udaje liberałów.
- spotkanie Ławrowa z ambasadorami to kolejny dowód obejmowania zwierzchnictwa Rosji nad niepodległością Polski.
*
Donald Tusk administruje Polską w imieniu Razwietki i innych mafii.
@fidel
Dziękuję za link do wywiadu z bp Pieronkiem. Wszyscy znamy bp Pieronka. Nie sposób zaprzeczyć, że jest w kwestii wydarzeń pod krzyżem stronniczy – ewidentnie popiera PO i Komorowskiego. Ale uważam, że wywiad należy ocenić obiektywnie i rzetelnie. W wypowiedziach Pieronka dostrzegam wiele stwierdzeń z którymi się nie zgadzam, ale padły w wywiadzie również i takie zdania, z którymi zgadzam się całkowicie. Nie należę do ludzi, którzy czyjąś wypowiedź klasyfikują jako albo całkiem złą albo całkiem dobrą. Jakikolwiek mój adwersarz ma światopogląd, staram się rzetelnie oceniać poszczególne poglądy i zazwyczaj jest tak, że z niektórymi się zgadzam, a z niektórymi nie.
@fidel
Żeby nie być gołosłownym, streszczam moje przemyślenia dotyczące poszczególnych partii wywiadu. Dla wygody Rozmówców zamieszczony przez Ciebie link zamieszczam raz jeszcze w tym miejscu: http://www.rp.pl/artykul/15,530003-Bp-Pieronek–Co-biskupow-obchodza-pomniki-.html .
Trzeba, oczywiście, brać pod uwagę nie tylko same poglądy, lecz także kontekst, w jakim zostały wypowiedziane oraz to, jaką działalność uprawia osoba je głosząca. Wszak Kwaśniewski umiał pięknie mówić i wypowiadał banały, z którymi każdy mógł się utożsamiać, a mimo to nie zagłosowałbym na niego. Niektórzy podejrzewają kilku popularnych na łamach “GW” duchownych o przynależność do masonerii. Mnie także dziwią, a może i nie dziwią, przeróżne stwierdzenia “liberalnych” biskupów. Z drugiej strony, osądzać ich nie zamierzam, a uczciwość nakazuje dostrzec, że koniunkturalizmem (świadczącym o stawianiu na pierwszym miejscu swojej “grupy”) i zbytnim zamknięciem na dialog (świadczącym w wielu przypadkach o kompletnym niezrozumieniu i nie braniu pod rozwagę argumentów adwersarzy) grzeszą nie tylko reprezentanci antyklerykalnej (“neutralnej światopoglądowo”) lewicy, nie tylko poprawni politycznie “liberałowie”, lecz także – wielu “prawdziwych katolików”.
Bo co by nie mówić o Komorowskim (że to prezydent PO, że w pewnym sensie kapituluje przed modą przenoszenia krzyży w “godne miejsce”, że nie zdobył się na gest wyjścia do ludzi pod krzyżem i bardziej widocznego upamiętnienia żałoby, o czym piszę w rozmowie z ikc: http://blog.marekjurek.pl/index.php/2010/08/29/nota-historyczna-o-zawilosciach-demokracji/ – komentarz nr 21), to jednak uważam, że nie można pochopnie go oceniać jako “wroga krzyża”. I tu zgodzę się z bp Pieronkiem: decyzja o przeniesieniu krzyża (która i tak w końcu by zapadła) to jeszcze nie musi być walka z krzyżem jako takim, czy jak kto woli “usuwanie krzyża”.
Bp Pieronek broni prezydenta tak: “Powiedział o przeniesieniu krzyża, i to w porozumieniu z władzami kościelnymi‚ a zrobiono z tego usunięcie krzyża (…) Oskarżono Bronisława Komorowskiego‚ że zaczyna prezydenturę od usuwania krzyża. A to jest kłamstwo”. Czy należy się zgodzić z biskupem? Myślę, że wiele zależy od interpretacji motywów postępowania Komorowskiego, a także od interpretacji słowa “usuwanie”. Jedni będą bronić prezydenta, jako że decyzja o przeniesieniu krzyża była konsultowana z biskupami, a fakt przeniesienia krzyża do kościoła nie ujmie mu czci. Inni zaś, zinterpretują działanie Komorowskiego jako nadgorliwość w usunięcia krzyża sprzed pałacu (w zależności od przekonań tych ostatnich – Komorowski jawi się jako sojusznik walczących z religią w życiu publicznym, bądź jako małostkowy człowiek, który nie potrafi znieść wspomnień o L. Kaczyńskim). Jak widać – słowo “usunięcie krzyża” może być różnie rozumiane.
Mimo iż krytycznie odnoszę się do stwierdzenia Episkopatu “to nie jest problem krzyża, to problem polityczny” (uważam, że to również problem światopoglądowy, to nie sposób nie zgodzić się z Episkopatem (i ze zgodnym z nim w tej kwestii bp Pieronkiem), że krzyż stał się zakładnikiem polityki i orężem walki.
W postawie Pieronka nie podoba mi się jednostronność w ocenie polityków i ich elektoratu (PiS winny, Komorowski – człowiek dobrej woli). Nie ulega jednak wątpliwości, że postawę ludzi po obu stronach usiłuje wyzyskać zarówno PiS, jak i SLD.
Prześledźmy przykładowe wypowiedzi biskupa.
“Ludzie‚ którzy tego krzyża rzekomo bronią‚ mówią: będzie pomnik‚ nie będzie krzyża. Na czym im zależy? Na pomniku‚ nie na krzyżu.”
W zasadzie: zgadza się. Takie traktowanie krzyża jest instrumentalne. Nie osądzam, że jest to szarganie świętości, ale na pewno jest to pewne pomieszanie religii i polityki (ludzie “bronią krzyża”, a jednocześnie mówią: “zgadzamy się na przeniesienie krzyża, jeśli będzie pomnik”). Oczywiście, krzyż można traktować też jako sposób na upamiętnienie żałoby, a postawę jego “obrońców” jako tzw. nieposłuszeństwo obywatelskie. Więcej: w pewnym sensie taka postawa jest dojrzalsza niż bronienie konkretnego, postawionego tymczasowo krzyża, tylko dlatego że jest krzyżem i uważanie, że ci, którzy chcą go zabrać, to wrogowie. Lewicowe postulaty “oczyszczania” przestrzeni publicznej z religii wymagają naszej obrony obecności religii w tej przestrzeni poprzez konsekwentne ukazywanie, że krzyż nie zniewala nikogo (w końcu nie wisi na każdej latarni), lecz jest dla wierzących znakiem Bożej obecności i czymś bardzo istotnym. Nie jest natomiast niczym mądry fanatyzm, który nie odróżnia rzeczywistego zagrożenia dla wiary od zagrożenia urojonego. Jeśli założymy, że Komorowski nie jest wrogiem religii, to obrona krzyża z KP dla niego samego byłaby raczej wyrazem tego drugiego. Jeśli natomiast Komorowski rzeczywiście kapituluje pod naporem lewicy, bądź usiłuje się zaprezentować jako “poprawny politycznie”, to w takim wypadku należy uznać racje “obrońców krzyża”. Zresztą: problem z pewnością nie jest jednoznaczny. Ponieważ jednak ludziom pod krzyżem chodzi głównie o upamiętnienie żałoby, to Episkopat ma rację, że główna oś wydarzeń pod pałacem ma charakter polityczny. Dodam tylko, że w oczach zwykłych ludzi polityka to nie tylko popieranie określonych formacji, lecz także arena ważnych problemów społecznych. Dodam też, że nie należy lekceważyć tego, że ludzie na KP wyrażają również swój światopogląd (“obrońcy” – chrześcijaństwo połączone z poparciem dla tradycji i dla tego, co na prawo od PO, “atakujący” zaś – antyklerykalizm).
“Nie widzę powodu‚ aby w tym miejscu stał krzyż. Ani, tym bardziej‚ aby stał tam pomnik.”
Tutaj biskup się zagalopował. Jestem zwolennikiem kompromisu w sprawie upamiętnienia żałoby. Moim zdaniem, pod pałacem nie ma miejsca na monument, ale jest miejsce na wielką tablicę, która upamiętniłaby ofiary katastrofy i żałobę po niej w sposób bardziej widoczny niż mała biała tablica na białej ścianie pałacu, którą umieścił Komorowski. Prócz tego, w pobliżu pałacu (ale nie tam, gdzie stoi krzyż) może stanąć pomnik. Pojawiła się już taka inicjatywa i dziwię się “obrońcom krzyża”, że nie są zdolni to racjonalnego jej osądu. Niemniej jednak, biskup Pieronek nie powinien z nonszalancją wypowiadać się o obecności krzyża, czy też widocznego upamiętnienia ofiar w miejscu, które było centralnym punktem ogólnonarodowej żałoby.
“Przecież prezydent tam nie zginął.”
To prawda. I dlatego uważam, że postawienie pomnika akurat tam, gdzie sobie tego życzą “obrońcy krzyża”, nie jest sprawą życia i śmierci. Dziennikarka słusznie zwróciła natomiast uwagę: “przed pałac przychodziły tysiące ludzi. Może warto upamiętnić to obeliskiem‚ monumentem‚ tablicą”.
Odpowiedź: “Tablica już jest” to odpowiedź człowieka, który nie ma potrzeby bardziej widocznego upamiętnienia żałoby. Postawa bp Pieronka pośrednio zdradza jego polityczne sympatię, ale jest dopuszczalna. Wielu ludzi zadowala tablica Komorowskiego i uważają pomysł pomnika za fanaberię “pisowców”. Warto jednak szukać kompromisu, a przynajmniej zrozumieć pragnienia ludzi. Takich białych tablic, jak ta zaproponowana przez prezydenta, jest w Warszawie mnóstwo. Inna sprawa, że dla kolejnych pokoleń katastrofa smoleńska niekoniecznie będzie znaczyła więcej niż inne wydarzenia (np. z czasów II wojny światowej), upamiętnione takimi samymi tabliczkami.
“Pomnik centralny już jest. Prezydent Lech Kaczyński jest pochowany na Wawelu.”
To jest jakiś argument. Wolno biskupowi mieć takie zdanie.
W dalszej kolejności Pieronek odcina się od komunikatu biskupów z Jasnej Góry. Nie wiem, jak ocenić ich apel o to, by powołać komitet upamiętnienia ofiar. Wydaje mi się jednak, że biskupi kierowali się dobrą wolą. Nawet, jeśli taka inicjatywa pachnie bp Pieronkowi polityką, to zabawne jest to, że motywy polityczne przypisuje reszcie Episkopatu ktoś, kto sam poglądy polityczne publicznie wyraża.
“Grzech pierworodny polega na upolitycznieniu episkopatu.”
Zdanie, samo w sobie, jest zgodne z prawdą. Większość Episkopatu, mniej lub bardziej, wyraża swoje sympatie polityczne. Czasem ciężko rozgraniczyć politykę od spraw społecznych, ale polityczne aluzje wielu biskupów są czytelne. Wyrażenie “Większość jest zadymiona PiS-em” brzmi w ustach biskupa bardzo nietaktownie, ale dość dobrze oddaje rozkład preferencji wśród hierarchów. Tyle, że tak samo krytycznie należałoby ocenić postawę zwolenników PO w Episkopacie.
Bp Pieronek zwraca rozróżnia zdrowe zaangażowanie duchownych w politykę (roztropną troskę o dobro wspólne) od zaangażowania niewłaściwego (zaangażowanie w walkę o władzę‚ o jej przekazywanie i rządzenie). Tylko kto wierzy, że jego deklaracja nie ma nic wspólnego z upolitycznieniem, jeśli na głównego wroga kreuje PiS i Radio Maryja, nie dostrzegając negatywnych działań wśród innych środowisk?
Dziwne jest odpowiedź biskupa na pytanie o możliwość przeforsowania przez SLD aborcji: “
@Fidel. Wszak biskup Pieronek stwierdził kiedyż, że jak jechał na studia do Rzymu, to spotkac się musiał z oficerem sb, ale oczywiście nie donosił. Za co skrytykował go ks.Isakowicz Zalewski. Też mógł jechac na zagraniczne studia, ale odmówił spotkania z esbekiem. Tak mu poradził wielki biskup Macharski.
c.d.
Natomiast z wypowiedzią bp Pieronka, dotyczącą konkordatu i proponowanego przez lewicę “rozdziału Kościoła i państwa” zgadzam się w całości. Świetnie to ujął.
I ostatnie stwierdzenie biskupa, do którego się odniosę: “dzisiejszy związek zawodowy‚ który zawłaszczył nazwę “Solidarność”‚ ale do niej nie dorasta i przynosi Polsce wstyd”.
Skomentuję to tak: jest to kolejne zdanie, świadczące o preferencjach politycznych biskupa.
Jeden z moich komentarzy czeka na zatwierdzenie. Z góry przepraszam za jego długość, ale zachęcam do przeczytania.
a mnie prezydent Komorowski jawi się tak właśnie-jako katolik, któremu wiele, ale to wiele w sumieniu się zmieści(np. sprawa in vitro-pogląd całkowicie sprzeczny z nauczaniem Kościoła, zakłamanie w sprawie katastrofy smoleńskiej)i który nie może znieść wspomnień o L. Kaczyńskim(w tej sprawie z krzyżem i pojawieniem się małej tabliczki, która ma upamiętniać Ofiary wyraźnie to widać) i nic na to nie poradzę… Powtórzę to, co już kiedyś napisałam-autorytet społeczny Komorowskiego, który zadbałby od razu o upamiętnienie Ofiar wzrósłby tylko. To, co się stało ze śledztwem, to jak zachowuje się PO w całej tej sprawie z krzyżem pokazuje tylko kim ci ludzie są.
bp Pieronek powinien być upomniany przez kard. Dziwisza. Tak uważam.
@aga. Tylko, że Pieronek i Dzwisisz to ta sama klika. Kard. Dziwisz upominał tylko księży, którzy domagali się prawdy (lustracja) a tak podlizuje się łżeliberalnym mediom. Przypomnę tylko rekolekcje dla PO. I wtedy merdia nie wrzeszczały, że Kościół miesza się do polityki, bo wspierał właściwą stronę. Tak samo jak obecnie Pieronek
@Zulus
podziwiam autora książki ,,Księża wobec bezpieki”, ale tu problem znów jest szeroki. Współpraca współpracy nie była równa, a TW TW. Byli kapłani odważni, którzy w tym czasie płacili wielką cenę za brak ,,współpracy” z bezpieką, byli i tacy, którzy byli kandydatami na TW, a także tacy, którzy figurowali jako TW, a nikomu krzywdy nie chcieli zrobić i ciągle wymawiali się od spotkań z esbekiem. Byli i tacy, którzy współpracowali i niestety(jak wynika z dokumentów)przynosiło to konkretne efekty.
Moim skromnym zdaniem kard.Dziwisz nie zawsze do końca mógł zdawać sobie sprawę w jakich rozgrywkach PO uczestniczy. Za tym przemawiałoby także to, że tego, co się dzieje na Krakowskim Przedmieściu wcale nie ocenia tak jak np. bp Pieronek. Uważam, że bp Pieronek powinien być upomniany nie dlatego, że popiera PO, ale dlatego, że sposób jego wypowiedzi NIE LICUJE z godnością biskupią
@aga. Akurat kardynał Dziwisz, wg mnie, wie o co chodzi. A szykanował ks. Isakowicza Zalewskiego, przeniesiono też dwóch kapłanów (o tym wiem). Sam Dziwisz jest podejrzany. Od kapciowego do kardynała? Nie miał doświadczenia, ani w zarządzaniu, ani nie był też nigdy intelektualistą. Jego jedyną zasługą jest to, że był służącym Jana Pawła II. Pewnie sam się mianował kardynałem. Już słyszałem to od kilkunastu księży parafialnych
@Zulus
z ks. Isakowiczem to też szerszy problem. Odniosę się do ostatniego Pana wpisu innym razem, ponieważ to temat bardzo szeroki. Tak jak napisałam, mam jak najlepsze wrażenie jeśli chodzi o ks.I-Z. Nie mogę jednak zgodzić się z takim zdaniem na temat kard. Dziwsza…
Dość daleko komentarze te odbiegły od wpisu Pana Marka Jurka, gdy idzie o ich temat. Wywołaliście Państwo sprawę wywiadu biskupa Pieronka w drodze wielostopniowych asocjacji, podczas, gdy sam pan Marek Jurek nie zechciał się do niej odnieść. Wystąpienie marszałka Borusewicza zupełnie nie na miejscu. Tu zgoda. Co do Ławrowa – Polakom od Rosjan uczyć się sztuki dyplomacji, przy całej świadomości odrębności celów. Podkreślam – nie mamy dyplomacji, oni ją mają. Trzeba szanować partnera w rozgrywce i poznawać go a nie zaklinać rzeczywistość wiarą w jego nieistnienie. Tego zaś widzę panu Markowi Jurkowi brakuje. Nie mając więcej informacji o spotkaniu ambasadorów dorobiono mu tu tendencyjną wymowę.
I jeszcze jedna uwaga w stronę oponentów biskupa Pieronka, przed którym chcę tu schylić czoła – państwo w nauce Kościoła Rzymskiego to państwo nie wyznaniowe, a świeckie. Biskup bardzo prawidłowo zdiagnozował chorobę Episkopatu – marzenie o sojuszu ołtarza z tronem. Episkopat wikła się w spory na tle politycznym, aby ułatwić sobie ten sojusz, a czyni to w tak dwuznaczny sposób po to, aby żadnej ze stron sobie całkiem nie zrazić, bo tworzy się w Polsce z wolna układ dwupartyjny PO-PIS, a koniunkturalizm nakazuje ‘ostrożne zaangażowanie’. Ksiądz biskup ma rację w całej rozciągłości, gdy analizuje sprawę krzyża na Krakowskim…
Żądającym upomnienia biskupa przypomnę, jeszcze, że autorytet formalny, nie jest bezwzględny. Ma on jedynie rangę kredytu zaufania, które albo zaspokaja, albo je zawodzi, gdy przeczy prawdom oczywistym, tj. uchwytnym w obserwacji i prawidłowemu wnioskowaniu.
@Jan Nowak-Kowalski
To normalne. Na każdym blogu, rozmówcy ze sobą dyskutują i rozwijają różne tematy. Blogowanie nie sprowadza się jedynie do sztywnego trzymania się treści wpisu i odpowiedzi gospodarzowi.
@Jan Nowak-Kowalski
Bp Pieronek powinien być upomniany nie dlatego, że jego wyraźnym faworytem na scenie politycznej jest PO, ALE DLATEGO, ŻE JEGO WYPOWIEDZI NIE LICUJĄ Z POWAGĄ OSOBY DUCHOWNEJ.
Obowiązkiem Kościoła jest odnoszenie się do konkretnej rzeczywistości. A partie dbają, by ona była bardzo ,,barwna”… Czasem zarzuty, że Kościół się w coś miesza wynikają z niezrozumienia misji Kościoła. Kościół MA OBOWIĄZEK odnosić się do konkretnych problemów, tak jak to robił jego Założyciel(który nie bał się,,mieszać” w różne ówczesne problemy)
Ago,tylko kto mówi tu głosem Kościoła, a kto głosem osobistych interesów kardynałów? Pieronek, czy Episkopat? Formalnie wydawać by się mogło, że Episkopat. Tyle, że formalnie nie znaczy rzeczywiście. Co nie licuje z powagą osoby duchownej w wypowiedzi biskupa Pieronka? Trzeźwy sąd, chłodny racjonalizm? Z tym faworyzowaniem PO to chyba przesada. Faworyzacją można by określić popieranie formacji politycznej w sposób bezwzględny, jednakowy stale i nie poparty rzeczowym uzasadnieniem. W tym wypadku tak nie jest. Ten sam pogląd na daną sprawę różnych osób, zarówno partyjnych, jak i pozapartyjnych, to nadal tylko wspólnota poglądów, a nie faworyzowanie partii. To poparcie dla sprawy, a nie partii. Jako kontrprzykład podam posła Niesiołowskiego, zdaje się byłego kolegę partyjnego Pana Marka Jurka, który nie ma własnych poglądów, jest zawsze tylko efektownie grzmiącą tubą – dziś w PO, kiedyś gdzie indziej i to nie tylko organizacyjnie, ale zwłaszcza ideowo, ale zawsze tubą głośną. W konkurencyjnej formacji PIS podobnie wypada poseł Cymański, który zawsze ma tylko partyjne zdanie. Moje pokolenie zdążyło jeszcze z dawnego porządku zapamiętać twór przerażający w postaci sumienia partyjnego. I oto po dawnym upadku komunizmu widzę w formacjach nawet programowo antykomunistycznych odrodzenie sumienia partyjnego jako instancji kierującej działaniami polityków.
I coś jeszcze o kardynale Dziwiszu, Wawelu i pochówku tamtejszym:
Jest polityka oficjalna i nazwijmy to – kuluarowa. Kraków w sensie politycznym był do niedawna prowincją, bo nie stanowi siedziby naczelnych organów państwowych, ani centralnej siedziby głównych partii politycznych, czy miejsca pochodzenia politycznych liderów. Pod względem rangi daleko mu w tym względzie do Warszawy, czy Gdańska, a ostatnio i Wrocławia. Z całą pewnością nie jest też miejscem centralno-państwowych obchodów stanowiących okazję do spotkań nieoficjalnych.
W tej sytuacji pochówek pary prezydenckiej na Wawelu stał się nie tylko próbą przypodobania się PIS, czy też rodzinie Państwa Kaczyńskich. Było to perfekcyjne zagranie służące włączeniu Krakowa w politykę, zwłaszcza tę nieoficjalną. Wygląda na to, że rocznica lądowania orła w Smoleńsku będzie już zawsze obchodzona również na Wawelu z udziałem czynników państwowych każdej opcji. Pałac arcybiskupi na Franciszkańskiej stanie się przy tej okazji zwyczajowym przystankiem. Podejrzenia moje potwierdził ostatnio Bronisław Komorowski. W ten sposób po paru latach przerwy kardynał Dziwisz wraca do roli szarej, ale ważnej politycznie eminencji – w Polsce, nie w Watykanie. Jest okazja przysunięcia ołtarza do tronu.
Zwracam też uwagę na ryzyko, że pochówek wawelski może być przymiarką dla monarchicznych pomysłów rodu Kaczyńskich. Pan Migalski, gdy był jeszcze w łaskach raczył był coś o tym bąknąć na swoim blogu, sądzę, iż wcale nie przypadkiem, a tytułem sprawdzenia podatności narodu na takie idee. Oby idea ta nigdy nie wróciła.
Ciekaw jestem, czy uwagi te wywołają jakąś reakcję, bo późne wpisy trudniej (rzadziej) się czyta, a widuję na tych stronach ducha monarchii, więc kto wie?
Coś ciężko mi uwierzyć w takie teorie spiskowe…
Co konkretnie pisał Migalski?
@Jan Nowak-Kowalski
odniosę się do Pana wpisów na pewno. Ostatnio wracam b.późno i b.zmęczona, ale czytam wpisy na blogu:D
POZDROWIENIA
Witam wszystkich ponownie i wracam do poprzednio poruszonych zagadnień. Zaczynam od cytatu z blogu Marka Migalskiego, z 27.04.2010:
“Stańmy wszyscy przy królu!
Ta decyzja była oczywistą i oczekiwaną. Po śmierci Lecha Kaczyńskiego jego brat był nie tylko najlepszym naszym kandydatem, ale także kandydatem naturalnym. Mógł do tego najcięższego zadania wydelegować kogoś innego, kogoś młodszego, nie poranionego tak smoleńską tragedią. Ale to byłaby łatwizna, wybór zastępczy, wyraz słabości…
Jarosław Kaczyński zdecydował się kontynuować dzieło brata. Bo któż inny mógłby to zrobić lepiej? Jeśli w boju ginie król, to kto inny, jeśli nie jego brat powinien dalej nieść sztandar? Kto inny lepiej nadaje się do tego, by walczyć o te idee i sprawy, za które poprzednik oddał życie? Kto mocniej i godniej trzymać będzie drzewiec z proporcem zmarłego? Dlatego stańmy przy królu wszyscy, którym bliskie były ideały jego zmarłego brata! ”
Było to po ogłoszeniu decyzji o kandydowaniu przez Jarosława Kaczyńskiego, a tuż przed wezwaniem do wycofania się Pana Marka Jurka.
To nie jest przypadek. Proszę zwrócić uwagę na kontekst polityczny oraz zarysowane zręby prawa sukcesyjnego kandydata. Proszę też zwrócić uwagę, że Porozumienie Centrum i PIS funkcjonowały jako partie Kaczyńskich. Ich najważniejszą cechą jest brak możliwości kwestionowania przywództwa tych panów. Kaczyńscy nie wstępują do partii, tylko ją sobie zakładają. Lider nie podlega krytyce, ani wymianie, jego autorytet ma charakter bezwzględny i ściśle formalny. Kaczyńscy nie zostają liderami partii, ale partię tworzą sobie, aby mieć narzędzie do walki o władzę jak najbardziej osobistą.
Proszę też, aby doceniać rolę spisku w życiu publicznym, ale bez demonizowania zjawiska. Apeluję (znów używam tego słowa, proszę nie posądzać mnie o zarozumiałość) o realizm polityczny. Spisek to sekretne porozumienie osób służące realizacji zamierzonego przez nie celu. Polityka to działalność grupy społecznej lub partii politycznej prowadząca do zdobycia lub utrzymania władzy państwowej. Skuteczność polityki polega na umiejętności zdobycia władzy. Zupełna jawność temu nigdy nie służy. Politycy dokonują świadomej prezentacji tylko części swych działań i zamierzeń przed konkurentami oraz wyborcami przy jednoczesnym ukrywaniu innej ich części. Przykłady? Partie sukcesu nie chwalą się źródłami swego finansowania, tylko je mają. W grę wchodzi wsparcie od podejrzanych czasem grup interesów lub zręczne wyprowadzanie środków z budżetu państwa. Czasem jest to na granicy prawa, czasem zaś już poza prawem i wtedy dowiadujemy się o wielkich aferach finansowych lub korupcyjnych, ale to dzieje się niezwykle rzadko. Do niedawna obowiązywała w polskiej polityce zasada solidarności elit rządzących – unikano karnego rozliczania przeciwników politycznych za ich przestępstwa. Ostatnio się to zaczęło zmieniać, stąd też powyborcze czystki w organach ścigania i sprawiedliwości oraz “kadencyjność” w ściganiu pewnych kategorii przestępstw.
Innym spiskiem politycznym jest kształt ordynacji wyborczej. Zapominamy o tym kto i jak układa listy wyborcze, z jakich okręgów wyborczych kandyduje itd. Potem dowiadujemy się, że człowiek rzekomo skończony znowu zostaje parlamentarzystą.Innym spiskiem przeciwko wolności wyboru politycznego jest stosowanie kosztownych strategii wizerunkowych, które mają nas przekonać do danych polityków, czyli zafałszować ich obraz. Pierwszy raz bodaj w Polsce z tego narzędzia skorzystał Aleksander Kwaśniewski konkurując z Lechem Wałęsą. Wtedy mało który wyborca wiedział, że to spektakl. Co ciekawe, debaty telewizyjne ujawniły, że Bronisław Komorowski używał podobnych chwytów przed kamerami jak Aleksander Kwaśniewski. Jest jeszcze inny spisek polityczny – ideologie głoszone przez partie i zarysowująca się tendencja do ich coraz większej wyrazistości, opartej na kilku ostrych pojęciach, aby mocno kategoryzowały ich nosicieli. Partie nie przedstawiają wyborcom konkretnych programów swego działania na wypadek przejęcia władzy, z których można by ich rozliczyć, tylko dokonują migawkowych, chwytnych prezentacji ideowych. W gruncie rzeczy można te deklaracje sprowadzić haseł w rodzaju: “My blondyni, kto blondyn z nami” oraz “My bruneci, kto brunet z nami!” albo “Aby Polska była ruda!”
W tej rywalizacji niestety Prawica Rzeczypospolitej przegrywa. Głoszona przez nią ideologia jest odbierana jako obskurantyzm, choć wcale nim nie jest.To tylko kwestia braku odpowiedniego języka.
Ponieważ zaś jest partią bez szans na sukces polityczny, to i nie ma co liczyć na większe wsparcie ze strony stanu duchownego. Jak uczy obserwacja inne ugrupowania z tego wsparcia korzystają.
Gdy na to patrzę, to zastanawiam się dlaczego demokracja ma być partyjna, a nie stanowa? Wszak partia polityczna to wynalazek względnie młody, a demokracja przeciwnie. Co ciekawe nowoczesne demokracje typu partyjnego jakoś dziwnie przeplatają się z totalitaryzmem.
Pozdrawiam wszystkich, których jeszcze nie zanudziłem, będąc wszak gościem tylko.
Apel do ludzi prawicy. Zjednoczmy się na prawo od PiS do wyborów samorządówych dla uzyskania dobrego wyniku.
Popieram Pański apel Panie Dariuszu, ale samo nasze wołanie o zjednoczenie ludzi prawicy to mało. Prawica, choćby ta “Rzeczypospolitej” musi wykonać dużą pracę nad samą sobą. Sądzę, że jest najwyższy czas na poważne działania między politykami prawicowymi w sprawie tymczasowej koalicji wyborczej oraz długofalowej polityki jednoczenia prawicy w całość. Należy ustalić program minimum wspólny dla wszystkich uczestników ruchu. Należy tu dokonać daleko idącego samoograniczenia programowego uczestników z naciskiem na wspólnotę i jedność. Zmienić język głoszonych programów, aby uniknąć posądzeń o jakikolwiek ekstremizm. Język ten nie może być zideologizowany – zarówno Marek Jurek, jak i Janusz Korwin-Mikke mają wizerunek ekstremistów, każdy innego rodzaju, choć żaden ekstremistą nie jest. Zdaje się jednak, że obaj panowie świadomie i z uporem trzymają się przyjętej przez nich konwencji. Zasady, które mogliby wcielić w życie są blokowane przez odbiór ich osobowości. To tak jak z bombonierką – opakowanie silniejsze niż zawartość. Niegdyś KPN zniknął wraz z osobowością Leszka Moczulskiego. Wizerunek lidera był mocniejszy niż sama partia. Takie są moje osobiste obserwacje jako wyborcy, który chciałby wreszcie, aby jego kandydaci nie przegrywali ciągle wyborów.