Październik 2010


Międzynarodowe 30 paź 2010

Bez większego echa przeszło posiedzenie Rady Europejskiej. Tymczasem właśnie na tym szczycie rozpoczęło się – niestety, z udziałem polskiego rządu – wprowadzanie kontroli Unii Europejskiej nad narodowymi budżetami. Nie wiem o innych reakcjach politycznych, prócz stanowiska Prawicy Rzeczypospolitej. Dwa dni przed posiedzeniem Rady zaapelowaliśmy do rządu o odrzucenie niemiecko-francuskich pomysłów ograniczenia władzy państw narodowych. Zwróciliśmy uwagę, że w chwili, gdy największym problemem naszego kraju jest pogłębiający się kryzys demograficzny, a starzenie się społeczeństwa stanowi najpoważniejsze zagrożenie dla naszej gospodarki – wprowadzanie zagranicznej kontroli nad polityką prorodzinną naszego kraju oznacza pozbawienie Polski możliwości ochrony własnej przyszłości.

Czym rząd Tuska uzasadnia taką politykę? Wyjaśnia to minister Dowgielewicz: „jako przyszła prezydencja, na którą być może spadnie to zadanie [zmiany traktatu] warto, by Polska zachowała dystans do problemu. Musimy zdawać sobie sprawę, że my będziemy tym krajem, który będzie tę pracę prowadził”. W ten sposób politykę państwa postawiono na głowie. Pozycja polityków nie ma już służyć interesom kraju, to interesy kraju mają służyć pozycji polityków. Wobec spraw merytorycznych „muszą zachować dystans” – by skupić się na dobrym wykonaniu zadań, które powierzy im zagranica.

Polityka 25 paź 2010

W niedawnym wpisie o drodze wyjścia z kryzysu pokazałem, jakie mechanizmy przezwyciężania konfliktów wypracowała polska i europejska tradycja parlamentarna. Pisząc o tym, że w wypadku eskalacji napięć wyjściem jest rząd zaufania społecznego – nie określałem jego prawdopodobieństwa, ale stwierdzałem, że taka jest norma porządku parlamentarnego. Wielu komentatorów „w Polityce” uznało tę analizę za naiwność. Moi „realistyczni” komentatorzy – jak widzę – wierzą, że propozycje partii dominujących pozwolą nam naprawić życie publiczne. Zapewne wierzą w powołanie komisji śledczej pod przewodnictwem polityka PiS, w wyniku czego Prezydent i premier zdecydują się odejść w siną dal z życia publicznego. To interesująca prognoza; „wierzących” poproszę o termin weryfikacji (może być odległy – cierpliwie poczekam).

Oczywiście, wiary tej nie podzielają wszyscy „nie-naiwni”. Są jeszcze ci, którzy wierzą w rozwiązanie lingwistyczne; że w wyniku tury prowadzonych przez Prezydenta „językoznawczych” konwersatoriów – do polskiej polityki wrócą szacunek, solidarność i zmysł racji stanu. Pozwolę sobie zachować sceptycyzm, bo w moim przekonaniu cały ten „język” to problem zastępczy. Od najgorszych wybryków Palikota – jeszcze gorsze było premedytowane założenie podważenia szacunku dla Głowy Państwa, niszczenie owej (jak definiował to pan Palikot) XIX-wiecznej koncepcji państwa (czyli szacunku dla instytucji Rzeczypospolitej), a przede wszystkim milczący polityczny patronat dla tej działalności.

Prawdziwy realizm nie polega na sprytnych kalkulacjach, łatwo neutralizowanych przez cudzy spryt. Prawdziwy realizm polega na rozpoznaniu dynamiki rzeczywistości i spraw, które wymagają reakcji. Obserwujemy proces destrukcji autorytetu państwa i rozkładu solidarności narodowej. Wiara w realizację dobra publicznego w ramach walki dziś dominujących partii to nie tylko naiwność, to groźna lekkomyślność, której koszty mogą być coraz większe.

Bez kategorii 22 paź 2010

Dialog bowiem wymaga zgody do dwóch rzeczy: do zasad i do faktów. Morderca chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego – nie można kwestionować tego faktu. Jarosław Kaczyński ma więc większe od innych prawo do reakcji. Tylko przyjmując to cierpliwie – można domagać się by zachował w swoich sądach i działaniach umiar i odpowiedzialność. Jeśli jednak kwestionuje się oczywistość – że obiektem ataku był PiS (bo powstała teoria, że mógł być każdy) – praktycznie legitymuje się każdy sąd, który o tym przypomina. Również najbardziej skrajny. A może ta perswazja jest chybiona, bo po prostu spora część naszego świata politycznego i dziennikarskiego dobrze czuje się w „wyrazistym” klimacie skrajności?

Polityka 20 paź 2010

Gdy został zamordowany prezydent Gabriel Narutowicza, w obliczu (rozważającego odwet) oburzenia lewicy – został powołany ponadpartyjny rząd gen. Władysława Sikorskiego. Gdy we Francji dwanaście lat później policja strzelała do demonstrujących kombatantów, w obliczu (rozważającego odwet) oburzenia prawicy  – został powołany rząd autorytetów, na czele z b.prezydentem Gastonem Doumergue. Tradycja polityczna Zachodu zna metody wyprowadzania narodów z kryzysów politycznych. W Polsce, dziękować Bogu, nie ma kwestii odwetu, trwa natomiast pogłębiający się rozpad moralnych fundamentów Państwa: szacunku i solidarności.

Najrozsądniejszym wyjściem z tej sytuacji jest powołanie rządu zaufania społecznego, który (zajmując się jednocześnie walką z kryzysem finansów) podejmie pracę jeśli nad przywróceniem zaufania społecznego w życiu publicznym. W gruncie rzeczy (mówiłem o tym parę miesięcy temu w wywiadzie dla Jacka Nizinkiewicza) należało go powołać już po katastrofie smoleńskiej. Takiego rządu z pewnością nie będą chciały centrale dominujących partii (choć w jego skład powinni wejść ich politycy, zdolni do myślenia w kategoriach szacunku i solidarności). Kto powinien i mógłby podjąć działania na rzecz powołania takiego gabinetu i udzielić tym pracom wsparcia. Prezydent Rzeczypospolitej, odpowiedzialne media, opinia publiczna. Pytanie jednak – czy jesteśmy jeszcze zdolni do podejmowania takich narodowych przedsięwzięć?

Nekropolis 19 paź 2010

Łódzka zbrodnia to najpierw tragedia konkretnych ludzi i konkretnych rodzin. Powinniśmy je stale mieć przed oczyma, swoją postawą starając się przekazać im nasze współczucie i wsparcie. Śmierć ich bliskich pozostawi na trwałe w ich życiu ranę. Oby Bóg sprawił, że będzie się goić!

Zbrodnia ta to również kolejna klęska polskiego życia publicznego, następstwo postępującego rozpadu solidarności i szacunku w życiu publicznym. Solidarności wobec innych Polaków (którzy mają prawo do własnej reprezentacji) i braku szacunku należnego instytucjom państwa oraz tym, którzy – zgodnie z prawem Rzeczypospolitej – otrzymali mandat do ich reprezentacji. Nigdy nie jest za późno na zadośćuczynienie. Może być dyskretne, ale musi być wyraźne i proporcjonalne. To jedyna droga do choćby częściowego rozładowania potencjału zła, jakim napełniła polskie życie publiczne żądza władzy, zastępowanie zasad dążeniem do popularności, pasja naginania innych do własnej woli, przy totalnej nieskuteczności w naginaniu – siebie do nakazów sumienia i przyzwoitości.

Polityka and Prawa człowieka 19 paź 2010

Wszystkie projekty ustawodawstwa in vitro abstrahują od sprawy zasadniczej. Od faktu, że polskie prawo wyraźnie potwierdza człowieczeństwo każdego dziecka od momentu poczęcia (vide art. 2 ustawy o rzeczniku praw dziecka), że chroni jego zdrowie i życie środkami prawnokarnymi (art. 157a kodeksu karnego) i że – co więcej – nie jest to jakaś „interpretacja”, ale stanowisko jasno potwierdzone uchwałą Sejmu z 21 lipca RP 2006. Za uchwałą tą głosowali wtedy Bronisław Komorowski, Donald Tusk, Ewa Kopacz. Dlaczego jednak ci, którzy deklarują sprzeciw wobec skutków in vitro, nie sięgają po te jednoznaczne argumenty prawne (potwierdzone przez oponentów politycznych)? Czy dlatego, że chcą mieć („jako-katolicy”) jedynie poparcie zwolenników cywilizacji życia w społeczeństwie aborcyjnym (pardon, pluralistycznym)? Czyżby chodziło o to, by sprzeciwiać się in vitro tak – żeby się nie sprzeciwić skutecznie?

Międzynarodowe and Polityka 18 paź 2010

Kanclerz Angela Merkel ogłosiła – w obliczu islamizacji Niemiec – klęskę społeczeństwa wielokulturowego. Pokolenie „skutecznych” polityków, którzy oszołomieni „cudem gospodarczym” zaczynali je uruchamiać przed pół wiekiem, już nie żyje. Co będzie jeśli u nas orientacje narzucone przez liberalną klasę polityczną u progu niepodległości (obojętnej zgody na zapaść demograficzną, na pornografizację kultury masowej, na milczenie opinii chrześcijańskiej w Europie, najkrócej mówiąc – zastąpienia cywilizacji chrześcijańskiej przez państwo relatywistyczne) okażą się katastrofą społeczną w RP 2040? Kto wtedy będzie winien? Na pewno wszyscy, którzy dziś są równie „oszołomieni” przekazami dnia, jak niemieccy politycy swoim cudem gospodarczym, na pewno również ci, którzy rozumieją konsekwencje zmiany kulturowej – a nie chcą bronić dobra wspólnego, na pewno cała ta część opinii publicznej, która się na to zgadza. Jest jeszcze czas na zmiany – im szybciej je zaczniemy, tym większa szansa, że będą to zmiany polityczno-społeczne, a nie już tylko polityczno-retoryczne, jak w Niemczech.

Religia 16 paź 2010

Dziś w tradycyjnej liturgii jedno z moich ulubionych zaleceń Świętego Pawła. Apostoł wzywa nas byśmy przed walką włożyli „pancerz sprawiedliwości” (por. Ef 6,11). Bo gdy broni się trudnych racji moralnych, gdy trzeba wejść w konflikt z innymi ludźmi – najlepszą drogą do ochrony moralnej wartości sprawy, której bronimy, ale także – wspólnoty z bliźnimi, z którymi musimy walczyć, jest właśnie – sprawiedliwość. Zbawiciel na samym początku swej działalności publicznej powiedział Janowi Chrzcicielowi, że należy „wypełnić wszelką sprawiedliwość” (Mt 3,15). Wszelką, wobec każdego, w każdej sprawie, taki jest radykalizm Ewangelii, choć świat z reguły taką postawę uważa za mało „wyrazistą”. Dla świata radykalizmem jest jednostronność – a ta nawet jeśli natychmiast nie staje się niesprawiedliwa, do niesprawiedliwości najczęściej prowadzi.

Międzynarodowe 12 paź 2010

Nowa propozycja pokojowa izraelskiego premiera Netanyahu – Izrael zaniecha budowy nowych osiedli na zachodnim brzegu Jordanu, jeśli Arabowie palestyńscy uznają Izrael za „państwo narodu żydowskiego” – zasługuje na słowo komentarza. Zasadniczą przesłanką wszystkich elementów sprawy jest – demografia. Izrael musiał podjąć rozmowy pokojowe ze względu na stale zmieniające się proporcje ludnościowe między Żydami i Arabami w Ziemi Świętej. Kolonizacja Zachodniego Brzegu Jordanu jest możliwa ze względu na wielodzietność rodzin kolonistów, związanych najczęściej z religijnym nurtem syjonizmu. Wzrost populacji arabsko-muzułmańskiej (chrześcijańska, niestety, maleje) wewnątrz Izraela stawia kwestię, jakim państwem Izrael będzie jutro (żydowskim czy wielokulturowym) i pojutrze (żydowskim, wielokulturowym czy muzułmańskim). Atutem Izraela w tych rozmowach jest ogromna imigracja żydowsko-rosyjska (z której wywodzi się obecny minister spraw zagranicznych Avigdor Lieberman), która w ciągu ostatniego ćwierćwiecza stała się „protezą demograficzną”, przywracającą słabnącą równowagę w ludnościowych relacjach żydowsko-arabskich.

Oczywiście, oprócz racji demograficznych istnieją czynniki dodatkowe – geopolityczne (zmiana sytuacji regionu po obaleniu władzy Saddama Hussajna w Iraku) i geostrategiczne (wpływ polityki amerykańskiej). Jednak tylko czynnik demograficzny wyjaśnia sprawę do końca. Narody są sprawcami własnej przyszłości nie tylko przez działania polityczne. Liczą się wartości podstawowe: rodzina, wychowanie, kultura. Polityka ma im służyć, a nie je wchłaniać. Codzienny wysiłek rodzin jest bardziej wzniosły i bliższy ciągłości życia narodu niż wiecowe hasła; choć dla wielu nie jest tak efektowny.

Prawa człowieka 6 paź 2010

Liberalne media orzekły, że po Noblu dla Roberta Edwardsa należy zmienić stosunek do zapłodnienia in vitro. Oczywiście, po Noblu dla Gabriela Garcíi Márqueza należało już dawno zmienić stosunek do Fidela Castro. Tym bardziej, że po Noblu dla Elfriede Jelinek należy zmienić stosunek do komunizmu, a po Noblu dla Jasera Arafata – do terroryzmu arabskiego w Izraelu.

A gdyby nasze liberalne media miały trochę więcej kultury ogólnej, już dawno by zażądały, by w związku z Noblem dla Gustava Stresemanna zmienić ocenę Locarno w polskich podręcznikach szkolnych.

Polityka 4 paź 2010

Stanisław Cat-Mackiewicz dokonał ciekawej obserwacji na temat schyłku monarchii Romanowych. Otóż uznał rozpanoszenie się zjawiska prowokacji, uruchamiania przez policję polityczną coraz to nowych ruchów rewolucyjnych w celu sterowania procesem rewolucji, za przejaw moralnej dekadencji państwa rosyjskiego. Nie tylko moralnej degeneracji – właśnie dekadencji, moralnej schizofrenii, podobnej jak u cenzorów, którzy wieczorami zachwycali się książkami, które potępiali rano.

Nie wiem czy ruch Palikota jest „chytrą” inwencją premiera Tuska i władz Platformy Obywatelskiej. Jeśli tak – świadczyłoby to o coraz dalej postępującej nieodpowiedzialności tej formacji. Nie można igrać z rozpętywaniem nienawiści antykatolickiej, ani żadnej innej. Niestety, hipotezę o co najmniej sympatii obecnej władzy do ruchu „kolegi Janusza” uprawdopodobniają wczorajsze kurtuazyjne komentarze rzecznika rządu Pawła Grasia, który iście streicherowskie obelgi Palikota zakwalifikował ze spokojem, bez odrobiny nawet potępienia, jako po prostu „antyklerykalizm”.

Niestety, podobną nieodpowiedzialność i dekadencję widać w działaniach PiS-owskiej opozycji. Ludzi, dla których ważna jest cywilizacja życia, wypowiedź ministra Jacka Rostowskiego, który w imię szacunku dla życia nienarodzonych wystąpił przeciw in vitro  – może tylko cieszyć. Minister Rostowski nie musiał odwoływać się do prawa do życia, żeby zakomunikować swoje stanowisko. Mógł po prostu – jako minister finansów – powiedzieć, że nie ma pieniędzy na finansowanie tej praktyki. Natomiast jak skomentował jego wypowiedź rzecznik opozycji Mariusz Błaszczak? Czy wyraził satysfakcję, że minister finansów podziela stanowisko PiS? A może wyraził ostrożne wątpliwości co do intencji ministra? Nie, po prostu uznał tę wypowiedź za symetryczny odpowiednik ruchu Palikota.

Znamieniem politycznej dekadencji jest sprowadzenie polityki do walki o władzę. Ostatnie ludzkie znamię, jakie ją wtedy cechuje, to emocje polityków. Choć są to z reguły tylko namiętności władzy.

Bez kategorii 2 paź 2010

Walther Rathenau, oglądając świat po pierwszej wojnie światowej, przepowiedział, że nadchodzi „wertykalna inwazja barbarzyńców”, najazd nie z zewnątrz, ale „spod spodu”.

Prawdziwy problem Palikota nie polega na tym ile procent głosów może „zabrać” PO czy SLD. Palikot przede wszystkim może zachęcić do wywierania wpływu na sprawy państwa wielu z tych, których do tej pory nie obchodziły sprawy państwa, a przynajmniej głosowanie powszechne, ludzi, których motywacja i identyfikacja będzie tylko PRZECIW: przeciw Kościołowi, przeciw tradycji, przeciwko imperatywowi szacunku, odpowiedzialności, wspólnoty, po prostu – przeciw odziedziczonej przez nas kulturze. W Polsce to mobilizacja absencjonistów (a nie spadek poparcia społecznego dla prawicy) zaprowadziła do władzy SLD w RP 1993 i PO w RP 2007. Za granicą tak obalono pierwszy rząd Orbana na Węgrzech i Aznara w Hiszpanii.

Nie wiadomo, jakie będą bezpośrednie efekty ruchu Palikota. Ale jego dzisiejszy wiec jest symptomem. Symptomem nadchodzącej rewolucji kulturalnej. Pytanie, czy autorytety duchowe i publiczne, które powinny nas bronić, są przygotowane do kontrrewolucji. Historia uczy, że gdy przychodzi czas kontrrewolucji, musimy liczyć przede wszystkim na siebie; nawzajem na siebie.