Luty 2011
Miesiąc
Gouverner c’est prévoir
Gdy wybuchła rewolucja w Afryce Północnej – apelowałem do rządu o zwrócenie uwagi (szczególnie poprzez Unię Europejską) na bezpieczeństwo wspólnot chrześcijańskich. Jak jest ważne – pokazała męczeńska śmierć ks. Marka Rybińskiego. Mam nadzieję (choć winien to zweryfikować minister, a potem sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych), że nasz ambasador zwrócił uwagę tunezyjskiemu MSW na potrzebę ochrony szkoły katolickiej po tym, jak padła ofiarą antysemickich pogróżek. W każdym razie powinien był to zrobić. Płynie stąd nauka, że nasze ambasady w krajach zagrożenia muszą interesować się sytuacją polskich misji katolickich, muszą je zachęcać do przekazywania informacji o wszystkich poważnych problemach. I muszą w tych sprawach interweniować natychmiast. Po to są. A politycy po to – by wydarzenia uprzedzać.
Gdy zabieramy głos w sprawach obrony praw chrześcijan w świecie jedni nas atakują, że głosimy krucjatę, inni – przeciwnie, że mówimy o prawach człowieka. Te ataki ze strony poprawności i antypoprawności to najlepsze potwierdzenie, że kierujemy się zdrowym rozsądkiem w służbie moralnej odpowiedzialności.
Żył pro dono vitae
Zmarł ojciec Andrzej Rębacz CSsR (1936-2011), nasz przyjaciel. Pracował w Konferencji Episkopatu, zajmując się duszpasterstwem rodzin i obroną nienarodzonych. Bronił ładu moralnego po prostu swoim życiem, żył tym – co było jego pracą. W kwestiach moralnych wypowiadał się kategorycznie – nie przez abstrakcyjny „rygoryzm”, ale przez świadomość tego, czym jest zło dla jego ofiar, ale również dla tych, którzy je popełniają. Choć nie pasjonował go zgiełk życia publicznego (a może właśnie dlatego) udzielił mi moralnego i publicznego wsparcia przed wyborami prezydenckimi. Był z nami, gdy tworzyliśmy komitet Pro Dono Vitae. Był po prostu człowiekiem, na którego można liczyć. Dziś proszę z przyjaciółmi Boga, by wynagrodził mu trudy dobrego życia.
Nie będziemy milczeć
Wczoraj pod Ambasadą Tunezyjską zgromadziło się trzydzieści kilka osób, by pomodlić się za ks. Marka Rybińskiego, zamordowanego w ubiegłym tygodniu. Polski rząd ma obowiązek wystąpić o udział w śledztwie, dokładnie monitorować jego przebieg, doprowadzić do ukarania sprawców. Choć bowiem nie znamy okoliczności zbrodni – jedno jest pewne: Ksiądz Marek zginął w trakcie swojej misyjnej służby. Opowiadał, że wyjeżdżając z kraju po prostu się bał, czuł się jakby jechał na wojnę. Na miejscu (pracując w kierownictwie szkoły, do której chodziły tylko muzułmańskie dzieci) stawiał sobie wielokrotnie pytanie o sens misji w kraju, gdzie nie wolno nawracać. Ale odpowiedź znalazł w woli Jana Pawła II, który chciał, żeby ta placówka trwała, żeby Tunezyjczycy widzieli Kościół Katolicki. Pokochał Tunezję i jej oddał życie, oddając je Bogu. Jak trafnie zauważył sam (!) Samuel Huntington (może to przynajmniej zainteresuje naszą polityczną i dziennikarską radykalną centroprawicę) „najbardziej skutecznymi protagonistami kultury zachodniej nie są bynajmniej neoklasyczni ekonomiści, rycerze demokratycznej krucjaty czy urzędnicy wielonarodowych korporacji, lecz chrześcijańscy misjonarze”. Cisza wokół tego wyjątkowego i tragicznego wydarzenia to nie tylko znak obojętności, to również – parafrazując Jadwigę Staniszkis – forma „strukturalnej presji”. Mimo tej głuchej presji, mimo milczenia Ministerstwa Spraw Zagranicznych, mediów, środowisk politycznych – my nie będziemy ani milczeć, ani zgadzać się na to milczenie.
Męczeństwo Polaka w Tunezji
Ojciec Marek Rybiński SDB, polski misjonarz w Tunezji, został zamordowany. Miał 34 lata. Władze tunezyjskie („zważywszy na formę morderstwa”) zakładają, że sprawcami byli terroryści. Zaapelowały do wszystkich przywódców duchownych i społecznych o potępienie zbrodni. Ambasador RP w Tunisie, Krzysztof Olendzki, mówił o wcześniejszych pogróżkach wobec polskich misjonarzy oraz (również ze względu na formę morderstwa) o przypuszczalnych motywach religijnych. Mimo to przedstawiciele naszego MSZ twierdzą, że „był to przypadek indywidualny o charakterze kryminalnym”. Nie można z góry przesądzać motywów i charakteru zbrodni – ale przede wszystkim nie można jej banalizować. Musimy jako państwo wystąpić jak najszybciej do władz tunezyjskich o udział w toczącym się śledztwie. Obecne władze Rzeczypospolitej stają po raz kolejny przed egzaminem zdolności do obrony Polaków. Zresztą nie tylko władze, również opozycja. Bo ta w państwie jest po to, by pilnować czy rząd wypełnia swoje obowiązki i reagować gdy tego nie robi.
Stulecie Ronalda Reagana
Życie człowieka jest tylko fragmentem jego czasu, a mijające stulecie urodzin pozwala dobrze przyjrzeć się zarówno historycznym przesłankom działalności męża stanu, jak i ocenić trwałość jego dorobku. Jaki więc był wiek Reagana? Przede wszystkim był to czas walki Ameryki przeciw hegemonii nad Europą – najpierw Niemiec, potem Związku Sowieckiego. Przez cały ten czas Europa była w centrum polityki amerykańskiej (bo nawet doktryna powstrzymywania realizowana na wszystkich kontynentach służyła odstraszeniu ZSSR od podjęcia ekspansji w Europie). Ronald Reagan zakończył tę konfrontację. Zwycięstwo Stanów Zjednoczonych w zimnej wojnie przyniosło Europie bezpieczeństwo, Europie środkowej – wolność, narodom Europy wschodniej – szanse na własną państwowość.
Był to też wiek nowego uniwersalizmu amerykańskiego. Stolica Apostolska nie traktowała go – mimo różnic – jako konkurencji dla Christianitas, raczej jako wsparcie. Benedykt XV uważał, że program zawarty w 14 punktach prezydenta Wilsona jest zbieżny z jego wizją pokoju w Europie. Papież uważał, że potrzebny jest nowy porządek oparty na szacunku dla praw narodów i zaangażowaniu wspólnoty międzynarodowej w skuteczne rozwiązywanie i zapobieganie konfliktom państw. Obaj uważali niepodległość Polski za konieczny element zmian powojennych. Gdy Franklin Delano Roosvelt podejmie potem walkę z Niemcami w Europie, Pius XII wstrzyma bezpośrednią krytykę Związku Sowieckiego, by nie utrudniać walki sprzymierzonych z Hitlerem. Również antykomunistyczna ofensywa Ronalda Reagana dwa pokolenia później spotka się z solidarnością Jana Pawła II.
Wiek Reagana mija, jednak życiu wszystko ma kontynuację. Realizm nakazuje widzieć zarówno przemijanie, jak i kontynuację dotychczasowych tendencji. W wieku XXI problemy Europy nie będą dominować polityki globalnej (więc również interesów Ameryki). Jak będzie to kształtować polską geopolitykę? Jednym z największych osiągnięć polityki Reagana (zrealizowanych już przez jego wiceprezydenta, gdy przejął po nim następstwo) jest rozpad Związku Sowieckiego, niepodległość narodów Europy środkowej, nowe państwa na Wschodzie. Konsolidacja tego obszaru (drugiego politycznego płuca Europy) powinna wypełniać „przestrzeń polityczną”, która będzie powstawać wraz z przesuwaniem się interesów Ameryki poza Europę. Dziś Europa środkowa ma instrumenty by nakłaniać całą Europę do działań na rzecz własnego bezpieczeństwa, a także do zachowywania solidarności atlantyckiej. W Europie środkowej jest to wyzwanie przede wszystkim dla polityki naszego kraju. Wiek Ronalda Reagana sprawił, że możemy je podjąć.
Obowiązek dowodu solidarności
Zadzwoniła do mnie przedwczoraj (bezpośrednio przed napisaniem ostatniego felietonu) dziennikarka z „Rzeczpospolitej” z pytaniem o relacje PiS. Powiedziała, że ma informacje jakoby moje otoczenie nalegało na porozumienie z partią Jarosława Kaczyńskiego – o czym świadczyć ma secesja grupy działaczy z Olsztyna. Wyjaśniłem, że jest dokładnie odwrotnie – to ja nalegam na moich współpracowników, byśmy – mimo wiadomych reakcji – nie traktowali możliwości partnerskiej współpracy z PiS jako zamkniętej. Dodałem, że moralnie tego rodzaju czarny PR (nakłanianie ludzi do reagowania na wymyślone „fakty”) idzie tropem skandalicznych „spinów” wypuszczanych do dziennikarzy podczas żałoby narodowej, jakobym miał wycofać się z wyborów prezydenckich. Wiedzieli, że raczej pogodzę się z dezorientacją wyborców, nawet z utratą głosów – niż dam się sprowokować do komunikatów wyborczych naruszających żałobę po naszych zmarłych.
A o rzeczywistych reakcjach działaczy i sympatyków Prawicy świadczyć może kilka wpisów z mojego facebooka:
Filip Rawski: Postulowałem rozpoczęcie kampanii mającej odbierać głosy PiS (zamiast tracić czas na szukanie porozumienia), a tymczasem o dziwo to PiS zaatakował nas (choć niby jesteśmy tak mali, że szkoda tracić na nas czas)…
Paweł Głogowski: Pora zakończyć miłą i spokojną debatę z PiS-em, ponieważ najlepszą obroną jest atak, ponieważ mi się wydaje, że się nie obejrzymy, a PiS będzie się spotykał z wyborcami gdzie Prawica ma mocne struktury i będą chcieli ukazać, że Prawica Rzeczypospolitej się sypie, a na to nie możemy pozwolić, bo stracimy głosy.
Krzysztof Masny: podchodzenie przyjacielskie PIS-u nic nie przynosi, poza postrzeganiem nas przez społeczeństwo jako PiS-bis, chyba każdy z nas słyszał ze strony wyborców, że już najwyższy czas, abyśmy „wrócili” do PiS-u. A nasi prawicowi przyjaciele traktują nas (przynajmniej na Śląsku) jako zło większe niż przedstawicieli obecnego rządu. Postulowałem rozpoczęcie kampanii mającej odbierać głosy PiS (zamiast tracić czas na szukanie porozumienia), a tym czasem o dziwo to PiS zaatakował nas (choć niby jesteśmy tak mali, że szkoda tracić na nas czas)…
Ludzie widzą, ludzie słyszą. Widzą, że po każdej deklaracji otwartości spotykały nas tylko upokorzenia. Widzą, że jednym z aksjomatów polityki PiS jest doktryna sformułowana w grudniu’2009 przez Adama Lipińskiego: „nie jest możliwa współpraca przy zachowaniu odrębności partyjnej” („Nasz Dziennik”, 21 XII RP 2009). Widzą i wyciągają wnioski. I rozumiem ich, bo solidarność jest obowiązkiem, ale jeśli nie ma odzewu – trzeba skonstatować, że po prostu jej nie ma.
Podchody przedwyborcze PiS
Jarosław Kaczyński parę dni temu tryumfalnie ogłosił w „Warto rozmawiać” o przejściu grupy działaczy Prawicy Rzeczypospolitej do PiS na Warmii i Mazurach. Teraz napisał o tym „Wprost”. Jarosław Kaczyński ma drobny powód do radości, trudno, żebyśmy ją dzielili, ale – gratulujemy!
Złośliwy „Wprost” wyeksponował słaby wynik poprzedniego lidera warmińsko-mazurskiej Prawicy w wyborach na prezydenta Olsztyna. Nie napisał natomiast co uczyniło zabiegi wokół naszego środowiska tak atrakcyjnym. Koalicja zbudowana przez naszych kolegów zdobyła 11 tysięcy głosów, podczas gdy PiS 78 tysięcy głosów (przy wiadomej różnicy siły finansowej i w ogóle materialnej – więc biura poselskie itd. – naszych partii). Choć Prawica zdobyła znacznie mniej głosów niż PiS, potwierdziła realny mandat społeczny . Nikt nie gardzi podniesieniem o 14 % dotychczasowego stanu poparcia. Dla Jarosława Kaczyńskiego osłabienie Prawicy Rzeczypospolitej na Warmii i Mazurach stanowi więc podwójną atrakcję. Po pierwsze wzmacnia tam realnie PiS, po drugie – otwiera nadzieję na destrukcję prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej w innych miejscach kraju. Nadzieje złudne (bo naszą siłą jest realność zasad, których bronimy), ale podbudowane znanymi umiejętnościami prezesa PiS w dziedzinie wykorzystywania ludzkich słabości i izolowania nonkonformistów. Co ciekawe, rok temu Adam Lipiński – odrzucając możliwość współpracy z Prawicą Rzeczypospolitej – mówił, że „Prawica Rzeczypospolitej musiałaby dać nam gwarancje, że nie będzie budowana nowa fronda, która po wyborach parlamentarnych znów od nas odejdzie” („Nasz Dziennik”, 21 XII RP 2009). Jak widać – koledzy z PiS najbardziej obawiają się tego, co robią sami.
Trzeba jeszcze napisać słowo, o kolegach, którzy odeszli z Prawicy. Choć stanowią tylko grupę naszych działaczy w regionie – zasługują na pożegnanie. Po ludzku rozumiem ich zmęczenie, nie jest łatwo iść pod prąd, prowadzić żmudną pracę przełamywania obojętności społecznej i bierności opinii katolickiej. Szkoda, że tak łatwo rozmieniają na drobne swój udział w naprawdę dobrym wyniku wyborczym. Pracą Prawicy pokieruje teraz mecenas Konrad Urbanowicz, a koledzy, którzy odeszli, zapewne szybko docenią swą dotychczasową działalność, która teraz wydała im się niewarta kontynuacji.