Maj 2011


Międzynarodowe and Polityka 28 maj 2011

Wszystko wskazuje na to, że następnej wizyty Baracka Obamy można spodziewać się nie wcześniej niż za cztery lata, przed następnymi wyborami. Trzeba jednak korzystać i z takiej okazji do poważnej rozmowy. Wśród tematów rozmów ma być gaz łupkowy – absolutnie priorytetowa polska szansa. Zdziwił mnie ostatnio prof. Rybiński, gdy z grobową miną (bo przecież nie mówił poważnie) wyrażał nadzieję, że żadnego gazu nie znajdziemy, bo nagły napływ nieprzewidzianych pieniędzy mógłby zdemoralizować politykę budżetową. W tym żarcie (bo nie chce mi się wierzyć, żeby mina Profesora mówiła prawdę) jest ziarno sensu: jeśli będziemy mieli dochody ekstra – nie można ich przejeść, ale trzeba wykorzystać na zasadniczą reformę polityki państwa (najlepiej emerytalnej). Ale najpierw trzeba je mieć.

Mowa ma być również o Afryce Północnej i Europie Wschodniej. Warto w tym kontekście powiedzieć, że sprawy Maghrebu wolimy tymczasem pozostawić państwom europejskiego południa i jednocześnie przypomnieć wojnę w Gruzji (temat o tyle wygodny, że nie dotyczy polityki Obamy), więc nasz zawód z powodu niedostatecznej reakcji USA, lepszej niż Unii Europejskiej, ale mimo wszystko niedostatecznej. A przecież wtedy Gruzja powinna dostać albo propozycję udziału w Przymierzu Atlantyckim, albo – w wypadku oporu państw europejskich – bezpośrednie gwarancje amerykańskie (jak Izrael albo Republika Chińska na Tajwanie). I w tym kontekście warto powiedzieć, że gotowi jesteśmy popierać w różnych regionach (jak Wielka Brytania) gaszenie ognisk zapalnych zagrażających bezpieczeństwu zbiorowemu, ale oczekujemy poważnego zaangażowania Stanów na rzecz utrwalenia niepodległości państw powstałych po rozpadzie Związku Sowieckiego. Również – a właściwie przede wszystkim – w sytuacjach kryzysowych.

Historia and Międzynarodowe 23 maj 2011

Panią Steinbach można ignorować, ale doktryny wypędzenia nie można. W polskiej polityce – nie tylko „oficjalnej”, również tej równolegle toczącej się w mediach – dzieje się dokładnie odwrotnie. Tymczasem Polska powinna jednoznacznie domagać się od Niemiec wycofania się z głoszenia tej doktryny i powrotu po pojęć umów poczdamskich. Ofiary przesiedleń mają prawo do współczucia, ale ich potomkowie nie mają prawa do oskarżeń. Bo – jak trafnie powiedział wicekanclerz Fischer – Niemcy Niemcom zgotowali ten los.

Polska – najlepiej poprzez uchwałę Sejmu popartą przez wszystkie partie – powinna wezwać Republikę Federalną do porzucenia tej doktryny oraz wstrzymania poparcia politycznego i finansowego dla organizacji, które ją głoszą. A co dalej? Po każdej wizycie kanclerza, a nawet ministra na zjeździe „wypędzonych” powinniśmy nie tylko oficjalnie protestować przeciw działaniom szkodzącym porozumieniu polsko-niemieckiemu, ale przenosić debatę na forum europejskie (łącznie z przypominaniem udziału b. członków NSDAP w początkach politycznego ruchu przesiedleńców). I wypełnianie tych obowiązków pamięci nie powinno w niczym naruszać naszej bieżącej polityki. Powinniśmy nasze interesy z Niemcami prowadzić równolegle, tak samo jak Niemcy – które mówią nam o współpracy, niezależnie od wizyt kanclerz Merkel na Zjazdach Wypędzonych i poparcia la jego przewodniczącej.