Czerwiec 2011


Christianitas and Międzynarodowe and Polityka and Prawa człowieka and Religia 30 cze 2011

Przedwczoraj na Jasną Górę przybyła Narodowa Pielgrzymka Węgrów. Dziękowali – wraz ze swymi przywódcami państwowymi – za Opiekę Boga nad ich Ojczyzną w ciągu ostatnich lat i miesięcy. Pomyślna prezydencja w Unii Europejskiej nie jest jedynym i nie najważniejszym powodem: przede wszystkim mają Konstytucję o wyraźnie chrześcijańskim charakterze, odrzucającą balast komunizmu i potwierdzającą źródła współczesnej państwowości w Koronie Świętego Stefana, w wojnie o niepodległość z LP 1848-49 i w powstaniu’56 roku, potwierdzającą również, że Węgry chcą być państwem cywilizacji życia. Całej Europie powiedzieli, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, a Bóg ludziom powiedział to przez nich.

Dziś nasz Sejm rozpocznie prace nad społecznym projektem ustawy o ochronie życia. Gdy kierując Sejmem musiałem posłom przypominać o godności ich pracy i urzędu, powtarzałem, że ta Izba jest większa od nas wszystkich. Jutro raz jeszcze się o tym przekonamy. Sejm skieruje ustawę do dalszych prac, a wymierzony w prawo do życia wniosek skrajnej lewicy zostanie odrzucony. Gdybyśmy przed czterema laty zmienili polską Konstytucję (chodziło tam jedynie o potwierdzenie, że prawo do życia od poczęcia jest prawem człowieka, a propozycja poprawki konstytucyjnej – mimo dywersji – zyskała sześćdziesięcioprocentowe poparcie w Izbie) nie byłoby po drodze lubelskiej tragedii Agaty i jej dziecka, nie byłoby sprawy Alicji Tysiąc, nie byłoby wyroku na ks. Marka Gancarczyka i „Gościa Niedzielnego”, inaczej wyglądałaby debata wokół sprawy in vitro. Nie byłoby tych dramatów i wielu tragedii, których możemy się tylko domyślać. Oby jutrzejsze głosowanie – oczywisty znak Łaski, skoro dostajemy drugą szansę – skłoniło do namysłu nad odpowiedzialnością polityków i ich entuzjastów, którzy tak skwapliwie, bez chwili namysłu i litości wobec najsłabszych, powtarzali – „nie było szans”. Dziś te słowa nie będą padać w sejmowej debacie, a jutro swym głosowaniem Izba zada im ostatecznie kłam.

Polityka 29 cze 2011

Przeszło pół roku temu – po mordzie politycznym w Łodzi – podpisałem Deklarację Łódzką. Apel ten, zaproponowany przez przywódców Prawa i Sprawiedliwości, występował na rzecz „oczekiwanej w demokratycznym państwie debaty publicznej” i wzywał, by „ochronić wspólnotę obywatelską”. Występował przeciw pomawianiu oponentów politycznych o „działania z niskich pobudek” oraz odrzucał „język nienawiści i wykluczenia”. Pod tym apelem podpisałbym się raz jeszcze, choć mam wrażenie, że Koledzy z PiS nie traktują go jako referencji i doktryny, którą należy stale przypominać i realizować. Poważny apel powinien być nie tylko formą zarzutu, ale przede wszystkim osobistym zobowiązaniem. Tymczasem na licznych forach internetowych bez przerwy spotykamy się ze strony zwolenników PiS co najmniej z „językiem wykluczenia” pod adresem naszej działalności. Chwilami przybiera to formę groteski, a równocześnie ociera się o nienawiść. Gdy bowiem zabieramy głos, by krytykować obecny rząd i tak padamy ofiarą werbalnej agresji ze strony zwolenników oficjalnej opozycji. Po prostu za to, że jesteśmy.

Oczywiście, w ocenie internetu różnimy się z Prawem i Sprawiedliwością. Choć uważamy, że każdy uczestnik polityki również tam powinien dawać przykłady i dowody szacunku dla Polaków oraz solidarności narodowej – nie uważamy, by przykłady naruszania tych zasad uzasadniały poddawanie sieci szczególnej policyjno-sądowej kontroli. Tym bardziej jednak apelujemy do Kolegów z PiS – poddajcie moralnej kontroli swoich najbardziej rozbudzonych entuzjastów. Każdy przywódca polityczny powinien kontrolować ekstremistów w swoich szeregach, a solidarność narodowa obowiązuje wszystkich, wszystkich Polaków dobrej woli. W imię tych zasad oczekujemy od Was – jako liderów politycznych – postawy, która będzie reakcją na zachowanie Waszych zwolenników, a gdy trzeba po prostu stanowiska, reakcji praktycznych.

Polityka 14 cze 2011

Nie wiem czy raport Millera nie ukaże się przed wyborami – czy może w informacjach/przeciekach ze strony władz chodzi raczej o to, by denerwować Polaków opóźnianiem jego publikacji. Jedno jest pewne – jego brak zaostrza podziały opinii publicznej wokół sprawy katastrofy smoleńskiej. Czy PO świadomie wzmacnia tę polaryzację? W kampanii prezydenckiej apelowałem, by sprawa katastrofy została wyjaśniona jak najszybciej, przez niezależną komisję. Jej powołanie stało się konieczne w momencie, gdy rząd pozostawił główne śledztwo i materialne dowody sprawy w rękach Rosjan. Apelowałem do kandydatów, by zadeklarowali, że komisję taką (z udziałem również zagranicznych ekspertów z krajów z nami sprzymierzonych) powoła każdy nowowybrany prezydent. Bo wszelkie niejasności wokół tej sprawy będą ropną raną zatruwającą (oby nie nieuleczalnie) polskie życie publiczne. Już dziś widać jak tracimy – jako naród – poczucie politycznej wspólnoty, zainteresowanie przyszłością kraju i działaniami, które należy podejmować, zdolność rozmowy rządu i opozycji.

Polsce potrzebny jest nowy ośrodek racji stanu (myślący w kategoriach kształtowania polityki państwa, niezależnie od decyzji wyborców kierujących poszczególne ugrupowania do władzy lub opozycji), przywrócenie samodzielności opinii chrześcijańskiej, obrona ładu moralnego, uzdrowienie życia publicznego. Potrzebne są odważne decyzje ekonomiczne, bo tylko rozwój (oparty na większej konkurencyjności) umożliwi zahamowanie masowej emigracji, realizację praw rodziny i przełamanie kryzysu demograficznego. Do tego nie wystarczy sama zmiana władzy. Dlatego robimy swoje, po rozmowach z Ruchem Przełomu Narodowego i współpracującymi z nami środowiskami ludowymi (Ojcowizna, Piast), ogłosiliśmy wspólny start na listach Prawicy Rzeczypospolitej z Unią Polityki Realnej. Dlatego też apelowałem do Pawła Kowala o odważną reformę jego partii, nadanie jej konserwatywnego charakteru i wspólną budowę silnej republikańskiej, chrześcijańskiej i konserwatywnej prawicy. Obecna sytuacja nie tylko blokuje możliwości polityczne państwa, ale wynosi do władzy radykalną lewicę SLD (atrakcyjnego partnera dla obu zwalczających się partii). Dokąd to prowadzi pokazała niedawna afera tęczowych flag nad ursynowskim ratuszem. Czy jutro – dzięki walce PO i PiS – mają zawisnąć w całej Polsce? Nikt odpowiedzialny nie powinien się temu biernie przyglądać.

Christianitas and Polityka 1 cze 2011

Jeśli ktoś mówi rzeczy dobre – zasługuje na poparcie. Na poparcie w tym co mówi. Rozstrzygnięcie czy mamy do czynienia z propagandą (więc chęcią zdobycia poparcia dla siebie) czy z polityką, czyli z poparciem dla podnoszonych spraw – wymaga oczywiście odrębnej weryfikacji. I czasu.

Jarosław Kaczyński wśród dziesięciu zadań polskiej prezydencji w Unii Europejskiej wymienił „politykę prorodzinną”,obronę chrześcijan w świecie” i „kwestię nauki europejskiej Jana Pawła II”. Nie wiadomo czy któryś z nich znalazłby się wśród trzech najważniejszych – jednak wymienienie ich to dobry krok. Zasługujący na zaufanie o tyle, o ile oznacza odejście PiS od dotychczasowej polityki. Gdy Prawica Rzeczypospolitej wskazywała (w konkretnych apelach) pragmatyczne, konkretne działania, które należało (długofalowo i w konkretnych sytuacjach) podejmować dla tych spraw – z reguły spotykaliśmy się z głuchą obojętnością ze strony polityków, a ze strony zwolenników PiS nawet z agresją. Teraz ma być inaczej. PiS chce nadrobić swoje zaniedbania i zmienić stosunek do spraw cywilizacji chrześcijańskiej. Dobrze, na początek czekamy (o co apelowaliśmy) na właściwą reakcję na forum sejmowej Komisji Kultury na prowokacyjną uroczystość przygotowaną dla Romana Polańskiego na gdyńskim Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Sprawa ma wymiar europejski, a nawet więcej. Właściwe kroki wskazaliśmy w naszym apelu – teraz oczekujemy na działania.