Lipiec 2011


Międzynarodowe and Polityka 30 lip 2011

Premier Tusk zapowiedział, że „nigdy nie powie, że minister Klich jest odpowiedzialny za katastrofę smoleńską”. Trudno, może nie mówić również o własnej odpowiedzialności. Ale powinien razem z Klichem podać się do dymisji. Dałby tym najlepszy dowód, że rozumie charakter swego urzędu. Pozostawanie Donalda Tuska na stanowisku premiera oznacza unieważnienie zasady odpowiedzialności, bez której zanika zdolność jakiegokolwiek porozumienia i współpracy między siłami politycznymi. Wiem, że dziś jest jej niewiele. Uchylając się od politycznej odpowiedzialności Donald Tusk pokaże, że uważa jakikolwiek consensus w państwie za niepotrzebny. Zresztą w gruncie rzeczy o tym mówił na Radzie PO – consensus państwowy zastąpić ma Platforma od Sierakowskiej do Libickiego.

Raport Millera pokazuje jasno jak polski rząd dopuścił (więc tolerował) lekceważenie Rosji dla Prezydenta Rzeczypospolitej. Lekceważenie, którego materialną formą było zupełne nieprzygotowanie warunków dla lądowania w Rosji prezydenckiego samolotu. Pośrednio pokazuje odpowiedzialność za dopuszczenie (poprzez oddanie śledztwa) do uchylania się przez Rosję od odpowiedzialności za katastrofę, czego apogeum był raport Anodiny. Pokazuje przede wszystkim błędną kwalifikację lotu po katastrofie, a więc bezpodstawność odwołania się do konwencji chicagowskiej. Śledztwo oddaliśmy Rosji – uznając lot za cywilny, raportu nie wyślemy ICAO – bo lot okazał się wojskowy.

W dobrze funkcjonujących demokracjach odpowiedzialność polityczna działa tylko tam, gdzie w obozie władzy pojawiają się odważni politycy, którzy (pod presją i ze wsparciem opinii publicznej) potrafią swoim przywódcom przypomnieć o zobowiązującym charakterze zasad i racji stanu. Gdy taki postulat stawiamy w Polsce – komentatorzy piszą: przecież to nierealne. Więc jak? Parlamentaryzm to nie dla nas?

Polityka 29 lip 2011

Wczorajsze przemówienie Donalda Tuska potwierdziło najgorsze przewidywania dotyczące motywów opóźnienia publikacji raportu Millera. Do eskalacji konfliktu ma dojść przed wyborami i to agresywny konflikt PO i PiS ma wchłonąć debatę i kampanię wyborczą. Oczywiście, apele o przeciwstawienie się nienawiści i pogardzie w polityce są bardzo słuszne – ale tylko wtedy, gdy są poparte dowodami rzeczywistego ducha szacunku i wysiłku solidarności, nie na pokaz i gdy trzeba – wbrew interesowi wyborczemu i emocjom własnego elektoratu. Premier chce „chronić Polskę przed tymi, którzy chcą zamienić ją w gniazdo nienawiści i agresji”. A czym zadośćuczynił za wyczyny pana Palikota? Czy kiedykolwiek zaprzeczył jego rewelacjom (z książki pisanej w czasie działalności w PO i apologetycznej wobec Donalda Tuska), że kiedy Palikot poniżał Prezydenta zaśmiewało się do rozpuku całe kierownictwo Platformy? Czy premier czymkolwiek dał do zrozumienia, że wie, że to było złe i chce to naprawić? Pytam o zadośćuczynienie, ponieważ w naszej kulturze od ostentacyjnego przyznawania się do win ważniejsze są rzeczywiste i trwałe sygnały rewizji moralnej.

Nawiązując do norweskiej tragedii Donald Tusk ostrzegał wczoraj, że „nie ma narodu i kraju wolnego od tego typu ryzyk” i również „Polska może stać się miejscem gdzie agresja i frustracja zaczną w polityce nadawać ton”. Można by wierzyć w jego dobre intencje, gdyby powiedział, że „nie ma partii wolnej od tego typu ryzyk i PO również nie jest od nich wolna”. Politycy tak łatwo (i to wcale nie „się”) biją w piersi Ojczyzny. A w końcu Donald Tusk mógłby mówić dalej – skoro sprawca ubiegłorocznego mordu politycznego był kiedyś członkiem naszej partii, sami wiemy najlepiej wiemy, że do tego naprawdę może dojść wszędzie.

Afera Reding and Polityka 28 lip 2011

Uchwała Sejmu RP (projekt):

Sejm Rzeczypospolitej wzywa rząd do stanowczej reakcji na stanowisko zajęte przez wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej, panią Vivian Reding, która doprowadziła do wstrzymania na Węgrzech kampanii społecznej na rzecz adopcji niechcianych dzieci nienarodzonych, gdyż uznała, że „taka kampania jest sprzeczna z wartościami europejskimi”. Stanowisko Vivian Reding, podważające działania Węgier na rzecz solidarności z najbardziej bezbronnymi, jest nie do pogodzenia z zasadą niedyskryminacji, stanowiącej jedną z wartości podstawowych Unii Europejskiej.

Wzywamy Rząd Rzeczypospolitej do wyrażenia zdecydowanego protestu wobec działań i wypowiedzi wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej i do wspierania państw Unii Europejskiej podejmujących działania na rzecz szacunku dla życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci.

Uzasadnienie:

Protest wobec wypowiedzi i działań wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej jest niezbędny, jeśli jej stanowisko nie ma zostać uznane za element polityki Unii Europejskiej.
Niechciane dzieci poczęte – na których rzecz Węgry podjęły kampanię proadopcyjną – mają prawo do solidarności społecznej, której odmowa (jako forma dyskryminacji) narusza art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej.

Do wyrażenia takiego stanowiska obecny rząd jest również zobowiązany ze względu na mandat społeczny, który otrzymał. Program partii, której przewodniczy premier, mówi wszak: „Fundamentem cywilizacji Zachodu jest Dekalog. Wierzymy wspólnie w trwałą wartość norm w nim zawartych. (…) Dlatego prawo winno ochraniać życie ludzkie, tak jak czyni to obowiązujące dziś w Polsce ustawodawstwo…”.

(Niniejszy projekt Uchwały przekazałem na publicznym spotkaniu we Wrocławiu 16 bm. posłowi Dawidowi Jackiewiczowi z Prawa i Sprawiedliwości, z apelem o wystąpienie z taką inicjatywą przez Klub PiS w Sejmie. Wcześniej projekt ten przekazałem kierownictwu partii Polska Jest Najważniejsza. Sformułowanie tej propozycji poprzedzone było wcześniejszymi apelami o reakcję rządu i opozycji.)

Polityka 26 lip 2011

Pora wyjaśnić nasze relacje z PJN. W okresie prezesury Joanny Kluzik-Rostkowskiej nie wchodziły w grę. Gdy dobiegało kresu jej przywództwo – zachęcałem Pawła Kowala, by ogłosił, że stając na czele PJN zrobi wszystko by wspólnie z innymi środowiskami zbudować nową republikańską prawicę, ideową i otwartą zarazem. Proponowałem mu nawet (przykładową) nazwę – Nowa Rzeczpospolita, z deklaracją, że jestem gotów przekonać naszą partię do udziału w takiej próbie integracyjnej. Zachęcałem go nawet do wspólnej publicznej wypowiedzi, że chcemy to robić razem. Jednak Paweł Kowal zamiast wyraźnie zaznaczyć różnicę poglądów z panią Rostkowską – mówił jedynie o różnicy stylu („nie ma między nami różnic programowych, jest tylko różnica taktyki”, Rzeczpospolita 5 VI br.). Za priorytet przyjął utrzymanie jak długo się da współpracy z grupą zwolenników PO we własnym środowisku. Nowy PJN postanowił kontynuować stary PJN i bardzo się przy tym upierał. Nie działały również moje zachęty do wyraźnego zdystansowania się od kampanii Filipa Libickiego i Michała Kamińskiego, dla których głównym problemem polityki polskiej nie jest powołanie większości na prawo od centrum, zablokowanie wejścia do rządu radykalnej SLD-owskiej lewicy – ale walka z Jarosławem Kaczyńskim. My chcemy zbudować prawicę chrześcijańsko-konserwatywną, samodzielną (a jak będzie wola z drugiej strony – partnerską) wobec PiS. Wobec rządu Tuska – dla którego Michał Kamiński nie widzi alternatywy – jesteśmy w zdecydowanej opozycji. Nie uważam, że politycy PJN (Paweł Kowal czy Elżbieta Jakubiak) wewnętrznie popierają kampanię Kamińskiego – ale widać gołym okiem, że są wobec niej równie bezradni, jak wcześniej wobec pani Rostkowskiej i Libickiego. Za taką „politykę” odpowiedzialności brać nie możemy.

W sprawie nowej formacji mówiłem Pawłowi Kowalowi na samym początku naszych rozmów, że jeśli chcemy ją przedstawić – trzeba działać niezwłocznie. I deklarowałem gotowość niezwłocznego działania. Nieuchronnie zbliżały się wybory, a rejestracja sądowa takiej zmiany wymaga przecież czasu. Choć mieliśmy w tej sprawie wstępne uzgodnienia – Koledzy nie podjęli żadnych praktycznych kroków prawnych i koniec końców zaproponowali po prostu start z PJN. Mam wrażenie, że do tego zmierzały od początku nasze rozmowy. Naszą wolę współpracy potwierdzały konkretne propozycje, gotowość oddania Kolegom pierwszeństwo w budowie nowej republikańskiej prawicy – ale propozycja startu z ich „projektu” nie jest żadnym porozumieniem.

I jeszcze jedno słowo, nieostatnie. Do wyborów idziemy w szerokim porozumieniu, jako Prawica. Gdyby Koledzy z PJN (skoro już za późno na prezentowanie nowych inicjatyw) zdecydowali się brać w nim udział – będą przyjęci serdecznie, bez sporów o pierwszeństwo, z całym uznaniem dla ich medialnej pozycji, tak jak wczoraj. Wiem, że to nie tylko stanowisko Prawicy Rzeczypospolitej, ale Unii Polityki Realnej i innych środowisk, z którymi startujemy. Naprawdę warto – w ten sposób Koledzy powiedzą mocniej, niż przez trzymanie się wyborczej nazwy, że Polska jest najważniejsza.

Religia 24 lip 2011

Nowa książka Pawła Milcarka to piękne świadectwo miłości – miłości do liturgii Kościoła. Świadectwo dobre, bo gruntowne. Emocjonalny świadek często niewiele wnosi, świadectwo naprawdę służące prawdzie wymaga wysiłku pamięci i umysłu. Książka więc bardzo dokładnie wyjaśnia znaczenie liturgii i przywiązania do liturgii. Ale nie jest to – bo nie może być – świadectwo beznamiętne. Istota uczestnictwa w liturgii katolickiej nie zawiera się w rozumiejącej wiedzy czy nawet w medytacji. Paweł Milcarek tłumaczy to sięgając do Romano Guardiniego, jednego z największych autorytetów nowoczesnego ruchu liturgicznego. Powtarza jego opowieść z połowy lat 60-tych o chwili, gdy poczuł fizycznie istotę liturgii „w katedrze w Palermo (…) była to świątynia wypełniona (…) bardzo zwykłymi ludźmi, sycylijskimi katolikami. Guardini [tam] zrozumiał, że uczestnictwo w liturgii polega na umiejętności patrzenia. Na umiejętności patrzenia na to, co się dzieje na ołtarzu i w jego okolicach. Albo patrzenia ku czemu zmierza to, co się dzieje przy ołtarzu”.

Cała książka jest jakby osobistym komentarzem autora do słów Zbawiciela „Chodźcie, a zobaczycie” (J 1,39). Uczestnictwo w liturgii zaczyna się chyba wtedy, gdy – tak jak pierwsi uczniowie – nie możemy się oprzeć temu wezwaniu.

Historia 15 lip 2011

150 lat temu zmarł książę Adam Czartoryski, przywódca Wielkiej Emigracji, dla tych, którzy za nim szli – król „de facto”. Był największym polskim politykiem XIX wieku. Doprowadził do potwierdzenia praw naszego narodu na Kongresie Wiedeńskim, co stworzyło prawne oparcie dla walki o niepodległość i prawa Polski przez następne dziesiątki lat. Stanął na czele powstania, którego nie chciał, i mimo jego klęski potrafił zapewnić obecność sprawy polskiej w polityce europejskiej. Swego syna ożenił z wnuczką króla Francuzów. Choć był dzieckiem czasów Oświecenia – pracował dla Europy chrześcijańskiej i był oparciem dla opuszczonego błogosławionego Piusa IX. Dzięki niemu i Zakonowi Zmartwychwstańców, którym się opiekował, powstał Bułgarski Kościół Greko-katolicki. Na wygnaniu służył solidarności Polaków głosząc zasadę „najpierw być”. Był prawdziwym ojcem polskiej kultury.

Pracując dla Polski w czasach niedoli przez półtora wieku nie doczekał się pomników. Dziś Prawica Rzeczypospolitej oddała hołd jego pamięci, powtórzyliśmy apel do Parlamentu o ogłoszenie Roku Księcia Adama i zadeklarowaliśmy wierność jego zasadom.

Euro 14 lip 2011

Dziś już nikt nie może mieć złudzeń. To nie jest kryzys grecki. I nie jest to tylko kryzys południowych państw strefy euro. To klęska samego konceptu unii walutowej. Polska powinna animować w Europie (piszę o tym, bo wypowiadając się o państwie należy wskazywać działania, które można podjąć) konferencje państw zachowujących walutę narodową, takich jak Wielka Brytania, Czechy, Szwecja, Dania. Nasze kraje nie muszą działać w pojedynkę, jedynie recenzując agendę polityczną, inicjatywy i stanowiska państw euro, występujących wspólnie. Możemy i powinniśmy pomagać innym, ale nie możemy finansować ani groźnych utopii pomyślanych przeciw władzy narodów Europy w ich państwach, ani greckich zakupów we francuskich firmach zbrojeniowych, ani niemieckich i francuskich banków udzielających politycznych „dotacyjnych pożyczek”, które mają spłacać narody Unii Europejskiej. Tym bardziej nie możemy wspierać pomysłów przejmowania przez państwa dominujące w Unii kontroli nad polityką budżetową państw słabszych. To wszystko nie miałoby nic wspólnego z solidarnością, gdyby nie to, że – jako ilustracja – pokazuje na czym polega zaprzeczenie solidarności. Tymczasem jedynym sensem współpracy europejskiej jest umacnianie, a nie destrukcja, niepodległości państw uczestniczących w Unii, oraz podejmowanie przedsięwzięć, które służą wszystkim. Działanie przeciw samodzielności jej państw to niszczenie Europy.