Październik 2011


Polityka and Repliki 31 paź 2011

Dziś rano występowałem w Tok FM. W rozmowie z Łukaszem Grassem zachęcałem do normalnej debaty w Prawie i Sprawiedliwości, i przejścia centroprawicowej opozycji parlamentarnej od sporów wewnętrznych do efektywnej polityki opozycji odpowiedzialnej za państwo. Mówiłem też o potrzebie zamiany stylu polityki Prawa i Sprawiedliwości. „Wprost 24” relację z tego wywiadu opatrzył tyleż sensacyjnym, co niedorzecznym tytułem „Kaczyński budzi we mnie lęk”, popierając to w tekście stwierdzeniem, iż „Jurek przyznaje, że Kaczyński jest liderem, który budzi w nim lęk”. Tymczasem w wywiadzie mówiłem po prostu o relacjach między PiS a innymi ugrupowaniami i środowiskami w Parlamencie. Dla porządku przytaczam ten fragment:

PiS-owi brakuje dziś zdolności porozumiewania się z innymi środowiskami. Jarosław Kaczyński jest liderem, który budzi lęk, przekonanie, że wszelkie porozumienia z nim są tymczasowe, że każde porozumienie traktuje jako ograniczenie swojej wolności, z którego trzeba się jak najszybciej wywikłać. Obecny rząd (przy całym apodyktycznym, zpełenie oligarchicznym stylu, w jakim Donald Tusk kieruje swoją partią) jest beneficjentem tego, że pokazał, że można spokojnie i efektywnie przez cztery lata pracować z partnerem koalicyjnym bez większych zgrzytów. (…) Chciałbym, żebyśmy po prawej stronie mieli tę samą zdolność, przywództwo, które przede wszystkim jest w stanie spokojnie rozmawiać z różnymi środowiskami, przekonywać do konkretnych spraw (…) na przykład przekonywać do konkretnych spraw ładu chrześcijańskiego posłów z prawego skrzydła Platformy Obywatelskiej, oraz ma zdolność zawarcia koalicji z innymi partiami, jak z PSL-em. Wtedy będzie szansa na większość prawicową w Sejmie”.

Rozumiem, że dla autora tej notatki (podpisany: sjk) uczucia, jakie budzi Jarosław Kaczyński są ciekawsze od perspektyw efektywnej opozycji w Sejmie – ale nie zmienia do faktu, że wypowiedzi publiczne trzeba relacjonować rzetelnie.

Wywiad jest dostępny w sieci

http://bi.gazeta.pl/im/0/10565/m10565650.mp3

Oczywiście, od Wprost 24 oczekuję sprostowania i pilnej korekty tytułu przypisującego mi opinie, których nie wypowiadałem.

PS. Redakcja Wprost24 poprawiła już notatkę i jej tytuł. Dziękuję!

Christianitas 23 paź 2011

Ruch Palikota chce usunąć krzyż z Sejmu powołując się na Konstytucję. Ale jaką Konstytucję? Konstytucję, którą wymyślił Palikot – czy Konstytucję Rzeczypospolitej? Wstęp do Konstytucji, stwierdza, że Konstytucja została przyjęta jako „prawa podstawowe dla państwa” w poczuciu „odpowiedzialności przed Bogiem”. Wiarę „w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna” uznaje za podstawowy fakt moralny naszego życia społecznego, a „chrześcijańskie dziedzictwo narodu” wskazuje jako źródło naszej kultury. Mówi również o przyjmujących Konstytucję Polakach niewierzących, ale nigdzie fakt ich niewiary nie stanowi podstawy do przemilczania faktów wiary i życia chrześcijańskiego, wręcz przeciwnie.

W swych przepisach szczegółowych Konstytucja zobowiązuje władze do „bezstronności w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych” oraz do „zapewnienia swobody ich wyrażania w życiu publicznym” (art. 25). Bezstronność ta oznacza, że wszelkie publiczne akty wiary wynikać mogą z inicjatywy ludzi, a nie z decyzji czy ograniczeń urzędnika. Bezstronność urzędów ma właśnie chronić swobodę wyrażania wiary w życiu społecznym. Tak więc obecność lub nieobecność krzyży w miejscach publicznych (jak i inne chrześcijańskie akty życia publicznego) to kwestia odpowiedzialności konkretnych społeczności i osób. W Sejmie obecność krzyża jest całkowicie zrozumiała, skoro ogromna większość posłów prosiła Boga o pomoc w wykonaniu swych obowiązków. Był to akt publiczny, przewidziany przez art. 104 Konstytucji. Dokonany w sposób całkowicie wolny, bo ślubowanie (zgodnie z zasadą bezstronności) może zawierać prośbę do Boga o pomoc w wypełnieniu zobowiązań, ale decyzja o jej dołączeniu do tekstu ślubowania zależy po prostu od konkretnych posłów.

We wspomnianym wyżej art. 25 Konstytucja przyjmuje, że prawa Kościoła Katolickiego będą miały oparcie w „umowie międzynarodowej zawartej ze Stolicą Apostolską”. A właśnie w umowie tej Rzeczpospolita formalnie potwierdza fakt, że „religia katolicka jest wyznawana przez większość społeczeństwa polskiego”, „podkreśla posłannictwo Kościoła Katolickiego, rolę odegraną przez Kościół w tysiącletnich dziejach Państwa Polskiego oraz znaczenie pontyfikatu Jego Świątobliwości Papieża Jana Pawła II dla współczesnych dziejów Polski” oraz „stwierdza doniosły wkład Kościoła w rozwój osoby ludzkiej i umacnianie moralności”.

Tak wygląda porządek konstytucyjny i okołokonstytucyjny naszej Rzeczypospolitej. Atak na Krzyż stanowi więc również atak na nasze prawa, który – jeśli zacznie się podporządkowywanie Konstytucji lewicowo-liberalnej poprawności politycznej – skończy się zupełnym pozbawieniem chrześcijan prawa do wyrażania swych (wróćmy do pojęć art. 25) „przekonań religijnych” „w życiu publicznym” i całkowitą dechrystianizacją życia publicznego. Czy tak będzie dobrze? I dlaczego wyznajemy publicznie naszą wiarę? Bo Bóg (jak uczy Pius XI w „Divini Redemptoris”) nie dlatego istnieje, że ludzie w Niego wierzą, lecz ponieważ istnieje – dlatego w Niego wierzymy. I Bóg jest wszędzie u siebie.

Nie byłem zachwycony, że krzyż w Sejmie wisi z boku, nad wejściem, jakby dyskretnie, ale może to właśnie znak czasu – Boga, który choć odpychany, jest wciąż z nami obecny? W najtrudniejszych momentach pracy parlamentarnej zawsze o ten krzyż można było oprzeć oczy, poczuć widzialną (bo w danym nam znaku) obecność Zbawiciela. Są tacy, którzy chcą, żeby Go tam nie było. I nie chodzi tu o to czy krzyż ma być w Sejmie, ale o krzyż, który znowu w Sejmie JEST od kilkunastu lat (a był od początku polskiego parlamentaryzmu). Nie chodzi o abstrakcyjne zasady, chodzi o rzeczywistość.

Na wyzwanie moralne, które rzucił Ruch Palikota, trzeba dać odpowiedź również w kategoriach prawnych. Nie dlatego, żeby do przepisów prawnych można było zredukować powinności społeczne. Ale dlatego, że prawo w istotnym stopniu je potwierdza i w żadnym wypadku nie można w jego interpretacji zakładać domniemania intencji dechrystianizacyjnej. Również dlatego, że rezygnacja z odwoływania się do prawa oznaczałaby lekceważenie dla realnych elementów cywilizacji chrześcijańskiej obecnych w życiu Rzeczypospolitej. I wreszcie dlatego, że gdy stajemy przed wyzwaniem, nie chodzi o to by się bezpłodnie oburzać czy budować wspólnotę gniewu – ale by obronić to, co dobre. Na tym polega nasz obowiązek, to kwestia konsekwencji i kompetencji.

Wybory RP 2011 12 paź 2011

Pierwsze podsumowanie kampanii zmieściłem na portalu „Fronda”. Skonstatowałem naszą ciężką wyborczą porażkę, do której zmierzała nasza kampania po niezarejestrowaniu list. W komentarzach znalazłem wiele głosów solidarności z naszą działalnością, ale również mechanicznie powtarzane reakcje zwolenników PiS („szkoda, że nie buduje Pan prawicy z Kaczyńskim”, „należy odłożyć animozje i wrócić do PiS-u”, „Pańskie miejsce jest w PiS”). Wszyscy autorzy tych komentarzy po pierwsze nie chcą przyjąć do wiadomości, że dążyliśmy do tego porozumienia i kierowaliśmy się solidarnością od pierwszych deklaracji po utworzeniu Prawicy Rzeczypospolitej (iż jesteśmy odrębną partią, ale razem z PiS częścią tej samej większości rządowej oraz że po czasie bezwarunkowego poparcia opinii katolickiej dla PiS przyszedł czas na warunkową współpracę), przez konkretne propozycje porozumienia wyborczego, aż po moje osobiste zaangażowanie w zakończonych właśnie wyborach w kampanię rzecznika rządu Jarosława Kaczyńskiego. My byliśmy solidarni, choć niewiele doświadczyliśmy solidarności. Natomiast te wybory przekonały mnie ostatecznie, że porozumienie z partią Jarosława Kaczyńskiego nie jest możliwe, bo – nie tylko dla lidera, ale nawet dla zwolenników tej partii – jedność to po prostu polityka jej lidera. My nie możemy przyjąć tej postawy z jednej prostej przyczyny: są sprawy, o które trzeba walczyć, których nie można zawiesić ani nawet zastąpić deklamacją o „wartościach” i prywatnych przekonaniach. W polityce trzeba umieć wziąć odpowiedzialność za zawarty kompromis – ale trzeba również umieć się go domagać. Dziś ogromna część (również katolickich) zwolenników PiS rezygnuje ze stawianie tej partii jakichkolwiek zadań, wymagań – i dlatego nasza postawa (zakłócająca im wygodny obraz świata) jest przez nich tak odrzucana.

W swoim komentarzu napisałem o własnej odpowiedzialności, bo nie zdołałem zaktualizować naszego społecznego potencjału. A rację ma jeden z naszych przeciwników, który pochwalił stosowaną wobec nas blokadę informacyjną (między innymi) w Radio Maryja, gdyż„moglibyśmy mieć [to] ugrupownie z 5-6 % w Sejmie”. Właśnie takie poparcie społeczne dla Prawicy Rzeczypospolitej pokazały wybory do Senatu na jednej dziewiątej terytorium kraju. Musimy walczyć o to, żeby ten potencjał zamienił się w fakt, żeby przełamać bariery blokujące wyłonienie normalnej reprezentacji opinii chrześcijańskiej. I nie chodzi tu już o naszą partię – ale o to, że ten głos Polaków, o których przekonaniach politycznych stanowi cywilizacja chrześcijańska – musi mieć swoją autentyczną reprezentację. I o to, żeby odpowiedzialność za Polskę i naszą cywilizację zupełnie nie utonęła w wierze walk partyjnych.

Wybory RP 2011 9 paź 2011

Tytuł tego tekstu nawiązuje do debiutu parlamentarnego partii Samoobrony. Warto go przypomnieć, bo dziś pamiętamy przede wszystkim o udziale Samoobrony w większości rządowej w poprzednim Sejmie. Jednak nie tak wyglądał parlamentarny start partii śp. Andrzeja Leppera przed dziesięciu laty. Wówczas jej wejście do Parlamentu (z wynikiem identycznym jak wynik Ruchu Palikota w obecnych wyborach) zostało zgodnie potraktowane jako objaw kryzysu życia publicznego, a nie jako znak woli wyborców, za którą powinna podążyć polityka państwa. Lider Samoobrony groził w Parlamencie, że „Wersalu nie będzie” i choć nikt go tam nie obrażał, nikt również nie traktował jego pięćdziesięciu posłów jako heroldów woli ludu. Po prostu byli skrajnym elementem opozycji.

Piszę o tym, bo tak wyglądają rzeczywiste standardy parlamentarne. Przed premierem Tuskiem teraz bardzo ważny test polityczny. Ma mocny mandat, bo jeśli potwierdzą się prognozy reprezentacji w Sejmie – obecna koalicja będzie pierwszym rządem, który w ciągu dwudziestu lat obecnej państwowości wygrał wybory. Rząd w sytuacji ogólnego kryzysu w Europie może i powinien rozmawiać z oficjalną opozycją, z Prawem i Sprawiedliwością. Ale nie powinien przypisywać żadnego pozytywnego znaczenia pojawieniu się Ruchu Palikota, powoływać się na ich wynik wyborczy jako na wskaźnik potrzeb społecznych, czynić wobec niego jakichkolwiek ustępstw politycznych. W trudnym procesie odbudowy państwa po komunistycznej niewoli pojawia się po raz kolejny ugrupowanie skrajne, kontestujące podstawowe wartości społeczne. Nie powinni dostać żadnych, również moralnych, koncesji. Polska demokracja powinna zrealizować standard’2001.

Polityka 7 paź 2011

Ta kampania było wyjątkowo ciężką próbą i na tym polega jej wartość. Niezarejestrowanie list w całej Polsce nie osłabiło woli walki naszych kandydatów do Sejmu. Prowadziliśmy kampanię do obu Izb. Dziękuję Wszystkim, którzy w niej pracowali i udzielali nam wsparcia. W wielu miejscach, gdzie nie mieliśmy swoich list, poparłem konserwatywnych kandydatów z innych komitetów, głównie z PiS. Dla nas był to konkretny wyraz solidarności narodowej, przyjaźni, której nie powinny zamykać granice partyjne, oraz odpowiedzialności, by wpływać na wybór posłów i tam, gdzie sami nie kandydujemy. Nie odmówiliśmy pomocy nikomu, kto się o to zwracał i na to zasługiwał. Wyznajemy klasyczną koncepcję polityki. Polityka dla nas nie jest walką o władzę, ale udziałem we władzy suwerennej. Walczymy więc o głos dla opinii chrześcijańskiej w Polsce, dla Polaków, dla których ważne jest silne niepodległe państwo, wartości cywilizacji chrześcijańskiej, prawa rodziny. Prosimy Wszystkich o poparcie dla Komitetu Wyborczego Prawica – lista nr 10. Państwa głosy będą siłą naszego głosu w polskiej polityce i debacie publicznej. Nigdy nie zgodzimy się na wyeliminowanie samodzielnej prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej z życia publicznego. Jednak by zagwarantować jej obecność i ciągłość naszej pracy potrzebujemy Państwa poparcia. Prosimy o Wasze głosy!