Bilans kampanii RP 2010


Bilans kampanii RP 2010 and Historia and Repliki 6 lip 2010

Pan Rafał Broda w swej odpowiedzi na moje uwagi przyznaje się do „osobistego, a więc bardzo subiektywnego uczulenia”, które każe mu wszystkie moje wypowiedzi oceniać „dokładnie pod kątem szkodliwości dla J.Kaczyńskiego”. Jednocześnie nie przytacza żadnych wypowiedzi napastliwych, niesprawiedliwych czy tym bardziej nieprawdziwych. Przeciwnie, sam potwierdza, że w swoich wypowiedziach publicznych „uprzejmie, łagodnym słowem przekonywał[em] do swoich poglądów, zawsze podkreślając, że poglądy JK są odmienne”. Profesor Broda twierdzi natomiast, że PO krytykowałem „tylko w kontekście rzekomej zbieżności celów PiS i PO”. Czy za zaniechania rządu po katastrofie smoleńskiej? Czy w sprawie afery hazardowej? Czy gdy broniłem konstytucyjnych kompetencji Prezydenta w sporach z rządem Donalda Tuska? Rozumiem, że Profesor Broda uznał stanowisko w tych (i wielu innych) sprawach za nieistotne „pod kątem szkodliwości dla J.Kaczyńskiego”, więc za nieistotne w ogóle. Na taką metodologię nic nie poradzę, podobnie jak na brak jakichkolwiek rzeczowych argumentów popierających tezę, że przed pierwszą turą wyborów „we wszystkich swoich wystąpieniach atakował[em] prawie wyłącznie J.Kaczyńskiego i PiS”.

Bezradność wobec argumentów Profesor nadrabia charakterystyczną w takiej sytuacji „argumentacją” ad hominem, w której jednak widoczne są ślady szlachetnego zakłopotania stanowiskiem Jarosława Kaczyńskiego wobec postkomunizmu. Pan Rafał Broda wyraża nadzieję, że „może Pan Marek Jurek publicznie wytłumaczy swoje wsparcie dla wyboru gen. W.Jaruzelskiego na pierwszego prezydenta RP w 1989 roku”. Jaruzelski nie został nigdy wybrany na Prezydenta RP, został Prezydentem PRL. Nie wspierałem jego „wyboru”, nie brałem w nim w ogóle udziału. W Obywatelskim Klubie Parlamentarnym mocno i publicznie domagałem się wystawienia naszego kontrkandydata. Jego niewystawienie skomentowałem w publicznym piśmie. O sprawie tej nie tylko mówiłem wiele razy publicznie, ale pisałem również na tym blogu. Nie tylko przypisywanie mi „wsparcia” jest insynuacją, również formułka „może publicznie wytłumaczy”. „Argument” ten mnie nie zaskakuje – parę dni temu podobny, w podobnym kontekście, z podobnych ust, padł w jednej ze stacji radiowych.

Tylko co to wszystko (od początku do końca) ma wspólnego z prawdą?

Bilans kampanii RP 2010 and Repliki 5 lip 2010

Uwag Pana Rafała Brody na temat mojej kampanii nie będę komentował póki Autor nie powie co konkretnie ma na myśli twierdząc po drugiej turze wyborów, że „we wszystkich swoich wystąpieniach atakował[em] prawie wyłącznie J.Kaczyńskiego i PiS”. To raczej do mnie miało pretensje wielu ludzi, że chyba żaden kandydat nie powiedział w żadnej kampanii (jeszcze w pierwszej turze) tylu życzliwych słów pod adresem swojego kontrkandydata. Takie były okoliczności i drugi raz zrobiłbym to samo – bo w wyborach też musimy być ludźmi. Okoliczności były szczególne, da Bóg (jeśli zechce) że będziemy jeszcze pracować w lepszych.

Pana Brodę w ogóle razi uprzejmość (z wyjątkiem czysto wyborczej), więc ja – zachęcony zaproponowaną przez Pana konwencją – powiem Panu otwarcie: to Pan i Pana chałupnicza demoskopia, wprowadzająca w błąd Jarosława Kaczyńskiego, ma bardzo duży udział w zwycięstwie Bronisława Komorowskiego. Jak Pan nie chce gratulować jemu – proszę pogratulować sobie.

zn lublin zwraca natomiast uwagę, że Rafała Brody nie ma wśród krytykujących rząd Donalda Tuska za niewystąpienie z Włochami, Litwą i Rumunią w obronie Krzyża przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Nic dziwnego – entuzjaści państwa POPiS atakują PO, gdy trzeba, ale nie atakują – gdy partia, w którą wierzą, z PO się zgadza. Ta dialektyka PO to jedna ze znamiennych cech radykalnej centroprawicy.

Joanno, słusznie Pani ostrzega przed agresją, ale w wypadku vegety (dziękuję za solidrność:) w ogóle Pani nie ma racji. Przecież dla nas wierszyk „minie zima, przyjdzie wiosna” to jedno z najprzyjemniejszych wspomnień młodości. I nikomu się krzywda od tego nie stała.

Bilans kampanii RP 2010 4 lip 2010

W drugiej turze wyborów poparłem Jarosława Kaczyńskiego. Polska dokonała innego wyboru – wbrew mojemu stanowisku, wbrew naszym głosom. Gratuluję wyboru Bronisławowi Komorowskiemu. Życzę mu, by jako Prezydent Rzeczypospolitej był świadom nadrzędnych powinności wynikających z urzędu – odpowiedzialności przed Bogiem za przyszłość i ład moralny życia narodowego, z której nie zwalnia ani popularność, ani solidarność partyjna, ani władza zdobyta w drodze wyborów. Będę i będziemy o tej odpowiedzialności przypominać. Pierwsze analizy wyborcze mówią, że o wyniku wyborów (i wbrew taktyce Jarosława Kaczyńskiego) rozstrzygnęły głosy SLD. My byliśmy po drugiej stronie wyborczej barykady – tak jak w obronie rządów Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej, i jak przeciw rozwiązaniu Sejmu przed trzema laty. Wypełniliśmy obowiązek solidarności. Od jutra przystępujemy do dalszej pracy dla Polski, której – po zwycięstwie SLD w pierwszej turze wyborów – prawica chrześcijańska i konserwatywna będzie jeszcze bardziej potrzebna.

Bilans kampanii RP 2010 and Polityka 2 lip 2010

Na twitterze jeden ze zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, marcinek_sz, „[wkurza] się, że [jego] głos uznano już za pewnik i że można teraz spokojnie wychwalać Gierka. Ale polityka to sztuka zdobycia i utrzymania władzy”. Otóż nie! Polityka to kwestia odpowiedzialności. Bardzo się myli każdy, kto myśli, że jedynym skutkiem „skuteczności” strategii Jarosława Kaczyńskiego będzie zdobycie przez niego władzy. Metody w drodze do władzy generują własne skutki i kształtują rzeczywistą „skuteczność”. Makiawelizm zakładający, że można się łatwo otrzepać z używanych metod jest albo naiwny, albo zakłamany. Nie mówiąc o tym, że polityka, której głównym wymiarem staje się walka o władzę sprowadza odpowiedzialność obywatelską do dopingowania i kibicowania ambicjom polityków. Powtórzę, polityka to kwestia odpowiedzialności. Dlatego pojutrze będę głosował na Jarosława Kaczyńskiego. Nie ze względu na jego „sztukę zdobycia” czy tym bardziej „utrzymania władzy”, ale dokonując wyboru między nim a Bronisławem Komorowskim, po to, by zapobiec poszerzeniu nieodpowiedzialnych rządów POp-liberalnych. W wyborach należy oddać swój głos na kandydata, a nie kandydatowi. Pojutrze wybierzemy, a za 70 godzin będziemy znali, następnego Prezydenta Rzeczypospolitej. I wtedy własnym głosem trzeba nadal budować prawicę chrześcijańską i konserwatywną, patriotyczną i antykomunistyczną (bo po tych wyborach – niezależnie od wyniku – antykomunizm nabierze nowej aktualności).

Bilans kampanii RP 2010 24 cze 2010

Niektórzy komentatorzy twierdzą wręcz, że zwycięzcą pierwszej tury wyborów jest Grzegorz Napieralski, ale niezależnie od tego czy taki sąd uzna się za przenikliwy czy przesadny, jedno jest pewne: SLD jest arbitrem drugiej tury. Dziś problem nie polega na tym, że SLD jest trzecią siłą, ale że jest jedyną pełnowymiarową siłą obok PO i PiS. Takie są skutki partyjnej polaryzacji pierwszej tury, do której doszło mimo przestróg, że głosy na Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego wcale nie są przed drugą turą pragmatyczne.

Program SLD Napieralskiego jest dziś o wiele bardziej radykalny niż polityka rządu Leszka Millera. Napieralski skutecznie obronił przed Trybunałem Konstytucyjnym przywileje emerytalne władz stanu wojennego, dąży do likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej, a przede wszystkim wychodzi z bardzo szeroką agendą politycznej dechrystianizacji: uchylenie prawnej ochrony życia poczętego, usunięcie nauczania religii ze szkół (w ogromnej większości katolickiej, ale na Podlasiu również prawosławnej, a na Śląsku Cieszyńskim ewangelickiej), wprowadzenie prawnego statusu związków homoseksualnych (porównywalnego z małżeństwem), zerwanie Konkordatu ze Stolicą Apostolską.

Nie należy utożsamiać neokomunizmu z klasycznym komunizmem. Dyktatura monopartyjna to przeszłość. Aktualny jest (nawet bardziej niż w czasach dogasania poprzedniej fazy komunizmu) zasadniczy cel, tak trafnie opisany przez Piusa XI – doszczętne zniszczenie wszelkiego ładu społecznego i podważenie samych podstaw kultury chrześcijańskiej (por. Divini Redemptoris, art. 3). A także bazowanie na zniszczeniach społecznych (a także aktywach instytucjonalnych) będących efektem monopartyjnej władzy państwa komunistycznego. Gdyby nie PRL – w Polsce (tak jak w Irlandii) nie byłoby takiej (w sensie skali społecznej) radykalnej lewicy. A taka jest natura rzeczy, że dzieci są młodsze od rodziców.

Bilans kampanii RP 2010 23 cze 2010

Swoje poglądy na temat zadań i odpowiedzialności Państwa Polskiego przedstawiłem już w pierwszej turze, przeciwstawiając się również kandydatom, którzy weszli do drugiej tury. Teraz będziemy wybierać spośród nich. Popieram Jarosława Kaczyńskiego, bo jego założenie „asertywnej polityki zagranicznej” daje większą szansę realizacji polskiej racji stanu. Będzie zapewne kontynuował politykę wschodnią śp. Lecha Kaczyńskiego, co odpowiada zasadniczemu nakazowi polityki polskiej: umocnienia zmian, które powstały na Wschodzie po rozpadzie ZSSR. Zapewne też mniej będzie spieszył się do strefy euro niż Bronisław Komorowski, co daje pewne pole działania siłom, które będą bronić waluty narodowej. Zwraca się do wyborców katolickich – co będzie w pewnym stopniu wiązać jego politykę, o ile oczywiście liderzy opinii katolickiej popierający PiS będą bardziej wymagający niż dziś (teraz na nich spada w decydującym stopniu odpowiedzialność za realizację w polskiej polityce zasad cywilizacji chrześcijańskiej).

Ten wybór solidarności i odpowiedzialności w żadnym wypadku nie oznacza natomiast ani poparcia dla PiS jako partii (bo opinia chrześcijańska – dla wypełnienia swej odpowiedzialności, nie przeżycia emocji – potrzebuje samodzielnej reprezentacji politycznej), ani tym bardziej usprawiedliwienia polityki konwergencji z SLD (która, niestety, nie różni obu kandydatów drugiej tury).

Bilans kampanii RP 2010 and Historia 22 cze 2010

Jeszcze uwaga historyczna obiecana Agnieszce. Zasiłki porodowe („becikowe”) w potrójnej formie (powszechno-budżetowe, socjalne, samorządowe) obowiązują w tej skali, bo jako marszałek Sejmu w okresie Kazimierza Marcinkiewicza zdecydowałem, że propozycje poselskie poddane zostaną pracom jednocześnie z propozycjami rządowymi. Dzięki tej decyzji o równoległości prac (wbrew oczekiwaniom mojego PiS-owskiego Premiera) zasiłki porodowe mają charakter o wiele szerszy niż w minimalistycznym założeniu rządu Marcinkiewicza. Tak to wyglądało – choć, niestety, w demokracji medialnej nie tyle jest ważne, co kto robi, ale z czym się kojarzy. Proszę, Pani Agnieszko, serdecznie pozdrowić Znajomych.

Wczoraj w programie „Teraz My” zaapelowałem do kandydatów na Prezydenta, by nie szukali poparcia SLD pana Napieralskiego, ale zwrócili się o poparcie (1) do Polaków, którzy nie głosowali w pierwszej turze oraz (2) nawzajem do swoich wyborców, którzy nie akceptują zwiększania wpływu radykalnej lewicy na politykę państwa. Dziś SLD staje się nie tylko arbitrem drugiej tury, ale w ogóle jedyną siłą oprócz PO i PiS. To w ogromnym stopniu rezultat decyzji tych, którzy dla ulżenia swoim emocjom politycznym poszli w pierwszej turze drogą dwupartyjnej polaryzacji polskiego życia publicznego.

Bilans kampanii RP 2010 21 cze 2010

Dziękuję Wszystkim za słowa poparcia – tym cenniejsze, że odnoszące się do zasad, nie do prognoz wyborczych. Nie sposób odnieść się do wszystkich komentarzy, zatrzymam się dziś na jednym. Oczywiście, Agnieszka ma rację, że sondaże hipnotyzują i deformują opinię publiczną – to prawda, ale są i trzeba działać w tych warunkach. Opinia publiczna nie tyle „jest”, co powstaje – i trzeba ją tworzyć, na tym również polega walka polityczna. (O opiniach historycznych znajomych Pani Agnieszki napiszę jutro). A jak powiedział mi jeden z amerykańskich analityków politycznych: demoskopia jest nauką, ale interpretacja danych demoskopijnych jest sztuką. Mogliśmy łatwo mieć czwarte miejsce w tych wyborach. Było to prostsze niż we wszystkich poprzednich wyborach prezydenckich. To byłby również silniejszy głos w drugiej turze. Wystarczyłoby, żeby 300 tys. wyborców Jarosława Kaczyńskiego (niektórzy wręcz napisali o tym na tym blogu), poparło moją kandydaturę. 5,5 mln. głosów z powodzeniem wystarczyłoby Prezesowi PiS do udziału w drugiej turze. I nie są to spekulacje post factum, bo to samo pisałem przed wyborami. Powtarzałem, że „pragmatyczny”, „nie zmarnowany”, wpływający będzie w pierwszej turze wyborów’2010 głos na kandydatów „trzecich”, walczących o pozycję trzeciej siły polskiej polityki. Jarosławowi Kaczyńskiemu nie groziła implozja wyborcza (bo poparcie dla mnie wg CBOS rozważało 15 % jego wyborców, czyli 700-800 tys.). Decyzję o tym, by nie walczyć o realną pozycję prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej (której było trzeba tak niewiele), podjęli jednak konkretni liderzy opinii katolickiej (Krystyna Czuba, Ewa Polak-Pałkiewicz, Lech Stefan, Wojciech Wencel, Antoni Zięba). Postawili na bezwarunkowe poparcie dla PiS, a nie na warunkową współpracę. Nic nie wiadomo mi o zobowiązaniach społecznych, które od swego kandydata uzyskali. Podejrzewam, że nawet nie zdecydowali się o nie… zwrócić. Rozumiem, że chcieli poprzeć Jarosława Kaczyńskiego; ja też go poprę w drugiej turze. Ale w pierwszej mieliśmy szansę wzmocnić prawicę chrześcijańsko-konserwatywną. Raz jeszcze dziękuję Wszystkim, którzy pomogli przynajmniej utrzymać nasze pozycje. Głosowało na nas więcej Polaków niż w wyborach europejskich. Jeśli chce się pracować dla cywilizacji chrześcijańskiej – trzeba umieć iść pod prąd.

Bilans kampanii RP 2010 20 cze 2010

Dziękuję Wszystkim za poparcie pracą i głosami – jestem dumny, że mogłem reprezentować Państwa w wyborach. Żałuję, że nie zdołałem zrobić więcej – odpowiedzialność przyjmuję na siebie. Ale okoliczności pozostają faktem: mamy przy pomocy – można by niemal powiedzieć – nieskończenie mniejszych środków podobny wynik jak Waldemar Pawlak i Andrzej Olechowski. To najlepsza miara autentyzmu naszego poparcia. I rzecz druga. Wielu ludzi, deklarujących wspólnotę poglądów, rezygnację z poparcia dla mnie usprawiedliwiało szansami Jarosława Kaczyńskiego na wygraną w pierwszej turze. Była to całkowicie wymyślona teoria, służąca tylko monopolizacji poparcia wyborców prawicowych przez PiS. Popierano to nawet chałupniczymi sondażami. Potwierdziło się natomiast w pełni – o czym przez ostatnie dni mówiłem wielokrotnie – że Jarosław Kaczyński miał absolutnie pewny udział w drugiej turze. Pierwsza tura określała kształt życia publicznego. Radykalna lewica SLD została bardzo skutecznie wypromowana w debacie TVP i w serwisach informacyjnych, bardziej stronniczych niż przed aferą Rywina. Dziś stają się jedynym arbitrem między PiS i PO: takie są skutki polityki polaryzacji politycznej.

Chciałem walczyć o trzecie miejsce, ale czwarte miejsce w tych wyborach było dosłownie w zasięgu ręki. Zabrakło nam solidarności wyborców, których przekonywałem, że po czasie bezwarunkowego poparcia opinii katolickiej dla PiS przyszedł czas na warunkową współpracę. Pokazywałem wartość i konieczność samodzielnej reprezentacji prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. Również jej wartość jako atrakcyjnego partnera dla PiS. Okazało się, że nawet czwarte miejsce dla miłośników „szans” nie jest dość atrakcyjne, uważają, że nie warto o nie walczyć. A właśnie od czwartego miejsca Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich’90 zaczęło się budowanie siły postkomunizmu. Oni wykorzystali swoją szansę – szkoda, że po naszej stronie tak wielu Polaków uznało ją za mało atrakcyjną. Tyle o okolicznościach – odpowiedzialność jednak zawsze należy do kandydata. Ale już odpowiedzialność za zbudowanie silnej prawicy chrześcijańskiej, prawicy (a więc siły) cywilizacji chrześcijańskiej i praw rodziny – należy do nas wszystkich, którym Bóg dał zrozumienie tych spraw.

I rzecz ostatnia; choć w tych wyborach doświadczyliśmy tak mało solidarności, my będziemy jak zawsze solidarni: będę głosował na Jarosława Kaczyńskiego i zachęcam Wszystkich do udzielenia mu poparcia.