Oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego o starcie w wyborach prezydenckich to raczej prezentacja okoliczności decyzji, niż deklaracja wyborcza. I trudno dziś od niego czego innego oczekiwać. Media napisały, że chce w wyborach wystąpić jako wykonawca testamentu Wszystkich Ofiar katastrofy smoleńskiej. Tak usłyszałem to w radio wracając z pogrzebów Staszka Zająca i Arama Rybickiego. Niestety, media już „podkręcają”; w istocie prezes PiS napisał po prostu, że „musimy dokończyć Ich misję. Jesteśmy im to winni, jesteśmy to winni naszej Ojczyźnie. Choć pogrążeni w bólu i żałobie, związani wieczną pamięcią o stracie, mamy obowiązek wypełnić Ich testament”. To stwierdzenie oczywiste. I zadanie do wykonania dla wszystkich kandydatów, bo wszyscy tam straciliśmy Przyjaciół, Kolegów, ludzi, którzy nas wspierali, ale też ludzi, z którymi się spieraliśmy (choć oczywiście nie wszyscy straciliśmy w Smoleńsku najbliższych). Kończy się czas wypełniania pierwszych obowiązków pamięci, ostatnich pożegnań na tym świecie. Niedługo przystąpimy do debaty o Polsce, która musi żyć i dawać życie. Oby przetrwała w niej nasza solidarność.