Blog


Blog 3 paź 2009

Dziś wieczór (sobota) o 22.10 występuję w Polsat News (na temat traktatu lizbońskiego i referendum irlandzkiego).

W niedzielę najpierw o 10.10 w nowym programie “Kwartet Polityczny” w TVP-2, potem o 10.55 w “Kawie na ławę” TVN (powtórka w TVN-24 o 18.30).

Blog and Wybory europejskie 1 maj 2009

Tytuł jest oczywiście uproszczony, bo Unia Europejska to nie cała Europa. Uprościłem go jednak świadomie, bo nie sposób dziś poważnie rozmawiać o Europie – pomijając fakt Unii Europejskiej. Pięć lat temu przed referendum stanęliśmy przed poważnym dylematem. Z jednej strony ryzyko politycznej i gospodarczej izolacji, z drugiej – unia polityczna z państwami i na zasadach, które odrzucają podstawowe wartości cywilizacji chrześcijańskiej. Dla sił myślących w kategoriach polskiej racji stanu dylemat był bardzo poważny, dla zwalczających się populizmów – euromanii i eurofobii – dylematu nie było w ogóle. Nasze chrześcijańsko-konserwatywne środowisko głosowało na „nie”, wyrażając tym dezaprobatę dla moralno-cywilizacyjnej dezorientacji Unii Europejskiej, nie ukrywając jednocześnie, że polityczna czy gospodarcza jedność narodów Europy jest wartością. 

Referendum rozstrzygnęło o naszym udziale w Unii, a tym samym wyznaczyło kierunek i ramy polityki polskiej. Od sprzeciwu wobec Europy lekceważącej wspólne wartości i solidarystyczną powinność promocji praw i interesów swoich krajów – trzeba było przejść do egzekucji tych zasad, walki o ich obowiązywalność w ramach współpracy europejskiej. 

Dzisiejsza Europa jest bowiem daleka od kierowania się solidarnością narodów. Znakiem tego jest nie tylko niechęć do chrześcijaństwa, przekraczająca niekiedy granice wrogości (co tak trafnie i bezstronnie opisał Joseph Weiler). Problemem jest i to, że Unia używa swej władzy przeciw tak oczywistym sprawom jak potrzeba społeczno-gospodarczej rekonstrukcji Europy środkowej (co pokazała sprawa polskich stoczni) czy dekomunizacja, czego ostatnim przejawem był skandaliczny wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w obronie „praw” polskich sędziów, którzy pracowali dla SB. 

Solidarność europejska pozostaje ciągle zadaniem, które wymaga aktywnej i odważnej opozycji wobec kierunku polityki, który dziś dominuje w Unii. Opozycji w interesie Polski i narodów Europy w ogóle.

Blog and Religia 11 kwi 2009

Pan był człowiekiem, więc umarł. Był Bogiem, więc nie mógł umrzeć – zmartwychwstał i żyje. Zostałby z nami, jak powiedział, ale wówczas i my zostalibyśmy – bez Nadziei – na tym padole przemijania i cierpienia. Przygotował nam przyszłość nieskończenie lepszą od tej nieskończenie dobrej, jaką byłoby życie z Nim na tej ziemi. Będziemy żyć z Nim w nowych ciałach na Nowej Ziemi, życiem, które nie przemija. 

Nam chrześcijanom zarzucają często, że nie widać po nas Radości, którą głosimy. To prawda, nie ma się co spierać. Ale jak wyrazić radość z rzeczy, wobec których normalni ludzie (jakimi jesteśmy) muszą oniemieć? 

Dziś w nocy będziemy przeżywać doświadczenie cudu, którego eksplozja rozsadza historię. Niech więc Radość tej Nocy będzie udziałem nas wszystkich, i niech udział w niej mają również ci, którzy nie przeżywają jej w wierze. Szczęśliwych Świąt!

Blog and Euro and Polityka 27 lut 2009

Szczyt prezydencko-rządowy pokazał dokąd zmierzają wypadki. Sprawa przypomina negocjacje traktatu lizbońskiego. Miała być obrona pozycji Polski do krwi ostatniej („albo śmierć”), skończyło się na uzgodnieniu, że zachowamy swoją pozycję jeszcze na czas jednej unijnej projekcji budżetowej. Teraz znowu negocjacje trwają, tym razem wewnętrzne. Euro-2011 upadło, padają kolejne daty. Prezydenta ucieszyła propozycja Donalda Tuska, by Polska zachowała narodową walutę jeszcze przez całe pięć lat. A dziś minister Michał Kamiński zapewnił, że nie ma w tej sprawie poważnych różnic między Lechem a Jarosławem Kaczyńskim. Gdyby Wyspiański żył, pewnie by pił: „powietrze czuć sukcesem!”. 

Pan Marcin Masny (pozdrowienia) pytał mnie skąd wiadomo o udziale ludzi Samoobrony w Libertasie. Stąd, skąd wiedzą wszyscy – z mediów i od świadków. Media podały, że na spotkaniu organizowanym przez b.wiceministra Daniela Pawłowca (z którego sympatycznego skądinąd zaproszenia nie skorzystałem) znalazły się, ku zaskoczeniu wielu uczestników, czołowe postaci tej formacji. Jeden z dyskutantów na moim spotkaniu w Katowicach zwrócił mi uwagę, że to nie byli już politycy Samoobrony, ale dysydenci. Może i dysydenci. To jednak wystarcza, by się zorientować jakiego charakteru nabiera Libertas, niezależnie od niuansów organizacyjnych czy skomplikowanych relacji między Andrzejem Lepperem a Krzysztofem Filipkiem. 

Blog and Religia 21 lut 2009

fidelowi jestem winien jeszcze jedną odpowiedź – na zarzut, który mi uczynił z powodu felietonu na temat uchylenia ekskomunik biskupów Bractwa Świętego Piusa X. Po pierwsze – niedziela nie jest dniem na zajmowanie się codziennymi obowiązkami. Niedziela jest dla Boga. Nie wykluczam nadzwyczajnej potrzeby napisania w niedzielę o rzeczach politycznych (i raz chyba w niedzielę napisałem), ale dotyczyć to musi potrzeb naprawdę nadzwyczajnych i oczywistych. W niedzielę więc piszę z zasady o sprawach wiary i Kościoła. Piszę, bo traktuję to jako rozmowę „pod kościołem” – z braćmi i tymi, którzy pod kościół przyjdą. Za to niedzielne pisanie byłem na różnych forach atakowany, za co dziękuję – bo to dowód, że nie piszę dla pochwał. Zmieniać tego też nie zamierzam, bo najskuteczniejszym sposobem na przeciwstawienie się milczeniu o Bogu, jest mówienie o Bogu, wierze i Kościele. Zło (milczenie) – dobrem (mową) trzeba zwyciężać. Oczywiście, mam na myśli mowę pokorną, bo inna łamie Drugie Przykazanie. Jak mi idzie to chodzenie po linie między przepaściami nieuszanowań i zaniechań – nie potrafię bezstronnie ocenić, w każdym razie uważam, że okazją do realnej praktyki pokory jest chętne, a przynajmniej cierpliwe, przyjmowanie krytyk. I tak się staram je przyjmować. A do spraw politycznych wracam od jutra – bo po pierwsze Rzeczpospolita jest rzeczą wielką, po drugie – najważniejsze w codzienności są obowiązki stanu.

Blog and Polityka 20 lut 2009

fidel – najbardziej krytyczny wśród życzliwych i najżyczliwszy wśród krytycznych – ma wrażenie implozji Prawicy Rzeczypospolitej. Nie podzielam tego odczucia. Przeciwnie, wiem, że jesteśmy w rozwoju, konsekwentnie budując partię, uczestnicząc w debacie publicznej, walcząc o poparcie społeczne. Oczywiście, budowa partii poza parlamentem niesie sporo trudności, ale to w pewnym sensie wartość sama w sobie, bo rządy „klasy politycznej” są jako takie groźne dla interesu publicznego. Bossowie partyjni nie chcą angażować się w sprawy wymagające wysiłku, a społecznie niezbędne – jak walka z kryzysem demograficznym, budowa opinii chrześcijańskiej w Europie, czy naprawa systemu politycznego. W efekcie zjeżdżamy w demograficzną przepaść, zgadzamy się na moralną izolację w debacie europejskiej i na stałą degradację państwa w oczach własnych obywateli, a szczególnie młodzieży. Na te zjawiska nic nie poradzi „skuteczność” polityków potrafiących przede wszystkim trzymać się bezideowej poprawności by nie wypaść za burtę władzy, i zapewniać swym partiom państwowe przywileje finansowe. Jacek Kurski wprost ogłosił, że partie pozbawione państwowych dotacji będą brać łapówki. Sprzeciw wobec polityki tej jakości to kwestia najzwyklejszego patriotyzmu. 

Przerwy we wpisach, które martwią fidela (i pewnie innych Czytelników) to kwestia przede wszystkim moich wyjazdów. Podczas ostatniego – do Kielc, Katowic, Częstochowy i Bydgoszczy mówiłem do kilkuset osób, a potem jeszcze występowałem na Dniach Cyrylo-Metodiańskich w Sandomierzu. Budujemy prawicę chrześcijańsko-konserwatywną i mamy świadomość, że nikt tego za nas nie zrobi.

Kilku komentatorów pytało o odejście z Prawicy Artura Zawiszy. Artur wybrał swoją drogą, współpracy z Libertas, a ja – jako jego przyjaciel – nie mam zamiaru czynić mu z tego powodu publicznych wyrzutów. Natomiast wykluczam zaangażowanie Prawicy zarówno w budowanie zagranicznej partii, jak również kampanię w przypadkowym, bezideowym gronie, gdzie wspólnym mianownikiem są apetyty wyborcze, bo politycznie spotykają się tam zwolennicy wystąpienia z Unii Europejskiej z rzecznikami oparcia wyboru jej władz (w tym Prezydenta Europy) na powszechnych eurowyborach. Nie mówiąc już o udziale w tym przedsięwzięciu ludzi Samoobrony.

Blog and Polityka 17 lut 2009

Dziś rano gospodarczy doradca Prezydenta Ryszard Bugaj powiedział trochę w RMF na czym miałby polegać kompromis historyczny Lecha Kaczyńskiego. PiS zgadza się od zaraz na wykreślenie przepisów Konstytucji gwarantujących posiadanie przez Polskę Banku Narodowego i własnej waluty. Z kolei PO zobowiązuje się, że nie wprowadzi jej przez najbliższe pięć lat, czyli po wygranych przedterminowych wyborach. Euro zostaje wprowadzone ze znieczuleniem, poszanowaniem wartości, pluralizmu itp. Jeśli miałoby do tego dojść – oznaczałoby to oddanie części władzy należnej do społeczeństwa każdemu kolejnemu rządowi. Zaznaczę, że uważając walutę narodową w XXI wieku bardziej za instrument niż za atrybut suwerenności – szanuję poglądy tych, którzy (jak wśród naszych komentatorów fidel) opowiadają się za unią walutową. Ale to na nich spoczywa obowiązek dowodu jej pożytków i – co ważniejsze – obowiązek dowodu zbędności własnej polityki pieniężnej jako narzędzia polityki gospodarczej. Nie wyrzuca się instytucji narodowych, bo stały się niemodne. Dopóki Polacy nie wybiorą do Sejmu dwóch trzecich posłów otwarcie opowiadających się za euro – mamy prawo żądać, by ci, którzy (jak PiS) deklarują lub sugerują, że popierają złotówkę – naprawdę jej bronili. Ale żeby oni jej bronili – najpierw my musimy bronić jej sami.

Blog and Religia 14 lut 2009

Przedpoście to dobra pora, by wrócić do dyskusji po odwołaniu ekskomunik wobec biskupów Bractwa Świętego Piusa X. Chodzi mi przede wszystkim o dość „programowy” komentarz Krzysztofa sprzed bodaj trzech tygodni. Wydaje mi się, że niezbyt konsekwentnie łączy on uznanie dla zasady dialogu, z odrzucaniem go wobec Bractwa Świętego Piusa X w sytuacji (i to jest istotne dla problemu!), gdy kard. Gagnon, który badał tę sprawę dla Jana Pawła II powiedział, że nawet jeśli abp Lefebvre nie miał racji (la raison), to miał sporo racji (des raisons). Mniej więcej to samo po święceniach w ’88 roku powiedział obecny Papież do biskupów chilijskich. Skoro są nawet cząstkowe racje – jak można je odrzucać, czy choćby pozostawiać bez dialogu? 

jednej z wypowiedzi Krzysztof trafnie zauważa potrzebę precyzji w dyskusji. Powtórzę więc jeszcze raz – cały potężny korpus nauki społecznej, dotyczący religii, państwa i społeczeństwa – zawarty w przykładowo przeze mnie podanych encyklikach  Quanta cura, Immortale Dei, Vehementer, Quas primas broniony jest głównie (zgadzam się, że nie tylko, bo sam to przecież od lat robię) przez Bractwo Świętego Piusa X. I problem polega dziś nie na tym, że ich interpretacje są nieomylne (sam mam wątpliwości czy dostatecznie akcentują np. naukę zawartą w art. 103 Mistici Corporis), ale na tym, że wielu współczesnych teoretyków uprawia dziś katolicką naukę społeczną tak jakby tamtego nauczania w ogóle nie było. Tak jak ciągle spotyka się liturgistów, którzy o życiu Kościoła wypowiadają się tak, jak by nie było Summorum pontificum Czas leczy rany, ale leczyć je muszą również ludzie.  

Blog and Polityka and Traktat Reformujący 31 gru 2008

Święci Sylwestrzy to dobrzy patroni końca roku. I święty papież Sylwester – pierwszy papież wybrany w czasach wolności Kościoła, gdy przesilały się czasy między pierwotnym Kościołem męczenników a Cesarstwem chrześcijańskim, i Sylwester II, papież pierwszego Millenium, gdy kończyły się czasy nadziei na uniwersalne Imperium chrześcijańskie, a budziła się Europa narodów. 

Nigdy nie wiemy, jaki będzie następny rok, ale trzeba podziękować za dobrodziejstwa mijającego. Na poprzedniego Sylwestra pisałem, że przyjęcie lizbońskiego Traktatu jest kwestią otwartą, szczególnie w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Czechach i apelowałem, by rząd chociaż spokojnie [poczekał] na rozwój debaty w innych krajach. Niestety, rząd czekać nie chciał, opozycja również. Jednak gdy przypomnimy sobie nastrój jeszcze dziesięć miesięcy temu, powszechny consensus polityczny wokół „lizbońskiego” sukcesu – nic nie wskazywało, że już po paru tygodniach, po kampanii Prawicy Rzeczypospolitej przypominającej odpowiedzialność opozycji i po burzliwie przyjętej ustawie ratyfikacyjnej – ratyfikacja utkwi w martwym punkcie. Walczyliśmy o to, demaskując próby zwekslowania debaty o traktacie w spór o procedurę jego przyjęcia, i dzięki temu wspólnie z Czechami i Irlandią jesteśmy wśród krajów, które odmawiają poparcia Lizbonie – traktatowi, który miał rozszerzyć władzę Unii bez żadnych dowodów większej solidarności, z demonstracyjnym lekceważeniem chrześcijaństwa i degradacją pozycji naszego kraju. 

Tak samo w sprawie euro – jest już pewne, że w tej kadencji Parlamentu nie dojdzie do likwidacji waluty narodowej, a opozycja do wyborów będzie musiała pójść pod hasłami obrony narodowego pieniądza. I tak długo, jak długo Polacy zapewniać będą w Sejmie obecność157 posłów broniących polskiej waluty – zachowamy ten instrument politycznej suwerenności. W tej sprawie pomogła nasza kampania prawdy, ale rządowi otworzył też wyobraźnię międzynarodowy kryzys. To nie jedyne chmury na horyzoncie. W Parlamencie Europejskim padają coraz dalej idące pomysły dechrystianizacyjne, z rezolucją wzywającą do represji wobec przywódców religijnych i politycznych, broniących chrześcijańskiej i naturalnej etyki seksualnej. A żeby nie zapomnieć o naszej odpowiedzialności, nie można w tym miejscu nie wspomnieć o polskiej hańbie tego roku – „sprawie Agaty” i jej dziecka, zaszczutego przez „Gazetę Wyborczą”, przy akceptacji rządu i bierności opozycji. 

Życie toczy się dalej i na każdym kroku potwierdza znaczenie naszej wolności. Idźmy więc naprzód, tak jak wzywa nas Benedykt XVI, ufni w Bogu i w siły, które nam daje. Tego życzę na Nowy Rok Wszystkim Przyjaciołom i Czytelnikom tego bloga.

Blog 24 gru 2008

Bóg się rodzi – jako człowiek. Niemożliwe stało się możliwe. Ciągle jeszcze wielka część ludzkości nie może w to uwierzyć. Niech więc nasza radość będzie dla innych świadectwem tej prawdy, aby Pokój tego czasu był radością dla Wszystkich. Przyjaciołom i Gościom, których spotykam na tym blogu, życzę szczęśliwych Świąt i Opieki Pana we wszystkim.

Blog 13 lis 2008

Przerwy w umieszczaniu na blogu moich felietonów wynikają głównie z licznych podróży. Nie zawsze w ich trakcie znajdę czas i komputer. Teraz jestem w Bydgoszczy, gdzie wczoraj spotkałem się z sympatykami Prawicy Rzeczypospolitej i występowałem w audycji „U nas, czyli w Europie” TV Bydgoszcz, a dziś będę brał udział w debacie podczas Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej.  

maro skarży się na moje „pokrętne i mdłe dla prawicowego czytelnika” felietony i jednocześnie oburza się moim stanowiskiem w sprawie posła Artura Górskiego i jego jasnej i soczystej (jak wnioskuję) deklaracji o cywilizacji białego człowieka. Mam wrażenie, że maro mnie nie zrozumiał. Działalność posła Górskiego w PiS mnie niewiele obchodzi, to sprawa jego i jego partii. Ja tylko mówię jasno, że jego wypowiedź uważam za obłędną i takich wypowiedzi w swojej partii bym nie tolerował. maro uważa, że to kwestia „poprawności politycznej”. Nie, to kwestia zasad, które w świecie katolickim utrwaliły się od czasów Pawła Włodkowica i Francisco de Vitoria. I poważnego stosunku do polityki, której nie wolno wykorzystywać dla werbalnego wyżycia bez żadnej odpowiedzialności moralnej i społecznej. Poglądy Baracka Obamy, jego senacką politykę uderzającą w prawo do życia, ostro krytykuję na przykład w bieżącym numerze „Niedzieli”. Ale po wypowiedzi posła Górskiego intencje koniecznej krytyki Obamy nie będą już – przynajmniej dla polskiej opinii publicznej – tak jasne.

Blog 26 paź 2008

Naraziłem niewątpliwie na próbę cierpliwości Czytelników, tym bardziej dziękuję tym, którzy ją wykazali. Czas jest niepodzielny, nie można robić wszystkiego naraz, czasem blog pada też tego ofiarą. Tymczasem podzielę się z Czytelnikami innymi wypowiedziami, mianowicie opublikowanym ostatnio artykułem w „Niedzieli” oraz wywiadem z „Rzeczpospolitej”. Proponuję dziś ich lekturę, bo tematyka nie naruszy niedzielnego odpoczynku. A jutro następny wpis.

Blog and Historia 10 paź 2008

Muszę poświęcić jeden wpis zulusowi, choć jest komentatorem chwiejnym. Chwiejnym, a momentami zawianym, bo pod wypływem jednego złoszczącego go  słowa, jednego niemiłego nazwiska – traci zupełnie zdolność percepcji i równowagę sądu. Oczywiście, cholerycy są wśród nas i należy bronić ich miejsca w społeczeństwie. Ale, niestety, uleganie takim cholerycznym nastrojom prowadzi zupełnie do utraty kontaktu z rzeczywistością. Bo traktowanie jako jedynie istotnych słów, albo skojarzeń, które wywołują – a  całej rzeczywistości jako mało ciekawej – świadczy o idealizmie, nie o realizmie. Szczególnie niebezpieczne jest to w wypadku historyka, bo historia opiera się w znacznie większym stopniu na faktach, niż na spekulacji – w każdym razie ta druga musi mieć za punkt wyjścia fakty, a nie wyobraźnię.

Zulus się zastanawia nad moimi poglądami: jestem ciekaw jakie miał stanowisko w sprawie wejścia Polski do UE, czy w trakcie zaatakowania Jugosławii”. Zulus na temat mojej działalności politycznej ma bardzo kategoryczne poglądy, więc powinien ją znać, a jak chce wiedzieć – niech sięgnie do „Christianitas” albo do mojej książki „Reakcja jest objawem życia”. I niech weryfikuje biogramy, to dowie się na przykład, że nigdy nie byłem politykiem AWS. Niestety, zulus jest potwierdzeniem faktu, że za prawicową retoryką kryje się nierzadko stanowisko mieszczące się najzupełniej w populistyczno-liberalnym paradygmacie: żyjemy w czasach post-historycznych, po co traktować politykę poważnie, skoro (powie populista) dziś nie ma polityki – jest tylko PR. PR? Dla jednych propaganda, dla innych – pretensje i roszczenia.

Ok. 21.30 dziś występuję w TVN-24.

Blog and Międzynarodowe 6 paź 2008

Musiałem napisać o dramacie hinduskich chrześcijan, więc nie mogłem włączyć się w dyskusję wokół wyborów białoruskich. Wracam więc dziś do sprawy. Zacznę od zasady generalnej: zasadniczym interesem Polski jest utrwalenie niepodległości państw powstałych po rozpadzie Związku Sowieckiego. Szerzej zresztą napisałem o tym w „Naszym Dzienniku”, w odniesieniu do sprawy gruzińskiej, w artykule, który sygnalizowałem w jednym z wrześniowych wpisów. To kwestia racji stanu, nie marzeń. Mamy nową sytuację geopolityczną – te państwa są, ich trwałość i charakter to kwestie otwarte, więc właśnie dlatego – polityczne. Kto tego nie widzi w ogóle nie powinien wypowiadać się na temat realizmu. Chyba, że chodzi o surrealizm polityczny: realizm niezależny od rzeczywistości.  

Pisze zulus – „Łukaszenka cieszy się poparciem własnego narodu. Tak to trudno zrozumieć? Już kiedyś Austriacy wybrali nieprawomyślnych polityków.”  Słusznie, Łukaszenka prawdopodobnie by wygrał również wolne wybory. Żadne jednak „poparcie własnego narodu” nie stanowi mandatu do eliminacji opozycji. Białoruska opozycja jest zaś szansą na zbudowanie białoruskiej tożsamości, co stanowi warunek konieczny autentycznego charakteru państwowości białoruskiej. Dobrze, że przypomniał Pan Austrię (choć chyba chodzi Panu o Haidera). Jednak jako historyk ma Pan pamięć dłuższą i wie Pan zapewne, że siedemdziesiąt lat temu Austria była państwem o nieokreślonej tożsamości, jego likwidacja była zgodna z wolą większości jego mieszkańców („tak trudno to zrozumieć?), ale jego trwałość była koniecznym elementem bezpieczeństwa środkowej i całej Europy. 

Pyta mnie Antonio – czy choć raz byłem na Białorusi? W ciągu ostatnich kilku lat byłem tam trzy raz, choć przyznam – ostatni raz bodaj trzy lata temu. Już wtedy widziałem w Mińsku ponad jedną trzecią prywatnych szyldów po białorusku – tylko tyle? aż tyle? Po prostu – kraj na cywilizacyjnym rozdrożu.

Moich polemistów zachęcam do spokojnej, powtórnej lektury wpisu. Przypomnę więc raz jeszcze – publicznie oświadczyłem, że jeżeli poparcie Polski dla nowej polityki Unii wobec Białorusi przyniesie jakąś realną obecność opozycji w białoruskim Parlamencie – to okaże się racjonalne. Nie przyniosło, więc za racjonalne go nie uważam; kropka.

Wieczorem zapraszam na mój wywiad do TV Trwam, o godz. 21.40.

Blog and Christianitas and Międzynarodowe 3 paź 2008

Czytając komentarz zulusa odnoszę wrażenie, że należy do tego rodzaju prawicy,  która z zamiłowania do „porządku” gotowa byłaby zaakceptować system kastowy. Tak bardzo go zabolała moja obrona hinduskich chrześcijan, że nie są żadnymi spadkobiercami kolonializmu, ale raczej współuczestnikami dzieła Mahatmy Gandhiego – społecznej emancypacji najbardziej pogardzanych kast hinduskiego społeczeństwa. Taka jest prawda – większość katolików w Orissa to pariasi, w dosłownym znaczeniu tego słowa. I prawdą jest, że Gandhi zginął zamordowany przez hinduistycznego terrorystę przede wszystkim dlatego, że „profanował” pogańskie świątynie wprowadzając do nich niedotykalnych. Kościół otwierał im nasze świątynie zawsze – przed Gandhim, za jego życia i po nim. Ale prawdą jest również, że świadectwem dzieła Stworzenia jest jedność natury ludzkiej – sam ten fakt świadczy o Jedynym Bogu. Gotów jestem bronić każdej z tych prawd, natomiast zupełnie nie mam ochoty ich kosztem udowadniać swojej prawicowości. O koniecznej reakcji Polski i Europy na wydarzenia w Indiach mówiłem dziś w Radio Maryja, o czym nie zdążyłem przed zaproszeniem zawiadomić Czytelników. A po 21.15 (piątek) występuję w TVN-24.

Blog 29 sie 2008

Tak – cały rok pisania tego bloga. Czym dla mnie jest? Po części publicznym dziennikiem, po części stałym felietonem, a właściwie – jednym i drugim jednocześnie. Dzięki jego edycji mogłem przeprowadzić kampanie w sprawie Traktatu Lizbońskiego i w sprawie Gruzji. To o tyle istotne, że w sprawach najważniejszych trzeba się wypowiadać cały czas, nie ograniczając się do jednorazowego oświadczenia. Tak jak w sprawie cywilizacji życia. Zrelacjonowałem na bieżąco swoje dwie kampanie wyborcze. Piszę z zasady o życiu publicznym, ale niedziele i święta rezerwuję – również na blogu – dla spraw wiary i Kościoła.  

Moim oponentom otwieram nieograniczoną możliwość krytyki mojej działalności i mojego stanowiska. Potrafię oczywiście odróżnić nawet radykalną krytykę od manifestacji wrogości, ale drugie przyjmuję z dobrodziejstwem inwentarza. Tolerancję trzeba praktykować, a nie tylko używać jej do pouczania innych. Jak na razie wyznaczyłem jej jedną granicę i proszę Czytelników o jej zachowanie – nie zgadzam się na żadne wulgaryzmy w dyskusji, „od siebie”, również wykropkowane. Cytaty to co innego – nie jesteśmy purytanami, po prostu chodzi o poziom debaty i stosunek do ludzi. 

Dziękuję Wszystkim Czytelnikom za głosy poparcia, przyjaźni i krytyki. A korzystając z okazji (bo nie miałem ostatnio wpisów czysto „blogowych”), fidelowi dziękuję za materialne poparcie Prawicy Rzeczypospolitej. Jego „wdowi grosz” – to całkiem sporo groszy. Bo 400 zł rocznie to bardzo konkretne osobiste poparcie. Tym cenniejsze, że fidel sam pisze, że nie ze wszystkim się z Prawicą zgadza, ale zgadza się z nami bardziej niż z innymi. Oto głos prawdziwie republikański! Bóg zapłać!

Blog and Christianitas 7 sie 2008

Subkultura nienawiści i pogardy antykatolickiej nie przejawia się, niestety, jedynie w przypadkowych, anonimowych incydentach. Parę dni temu londyński „Times” wydrukował antykatolickie brednie, za które teraz będzie musiał przepraszać. Wczoraj wspólny protest przeciw zorganizowanemu wyszydzaniu pielgrzymów katolickich musieli składać Prezydent Częstochowy i Ojciec Przeor Jasnej Góry. Takie rzeczy dzieją się praktycznie każdego dnia. Opinia publiczna jest dezorientowana, bo jak antysemityzm lubił deklamować o narodzie, tak nienawiść antykatolicka bez przerwy wyciera sobie usta wolnością. 

JurekE pyta mnie o miłość nieprzyjaciół, co począć kiedy ludzie odnoszą się do nas wrogo. Na zagrożenia dobra wspólnego i innych osób trzeba zawsze reagować stanowczo – to kwestia solidarności i odpowiedzialności. Ale na osobiste przykrości – przede wszystkim cierpliwie, zawsze zachowując życzliwość wobec ludzi. To też może być Łaska! Należy po prostu powtarzać (sobie!) słowa Pana – nie wiedzą co czynią. Bez żadnego irytującego tryumfalizmu. W końcu nikt z nas nie jest świadom całego znaczenia wszystkich swoich czynów. A może to tylko test naszej wyrozumiałości i cierpliwości? Wszystkich Czytelników podzielających moje poglądy proszę o potraktowanie tego jako apelu. 

Ale jedno jest pewne – cierpliwość i tolerancja nie zwolnią nas z nazywania rzeczy po imieniu. A na nienawiść i pogardę miejsca w życiu publicznym być nie może. Nikt z nas nie ma prawa godzić się na to w imieniu innych czy wtedy, gdy prędzej czy później uderzy to w innych. 

To tyle tytułem uzupełnienia poprzedniego felietonu. Antonia zapewniam o szybkim powrocie do problematyki ogólnej.

Blog 5 sie 2008

Katolicyzm jest religią miłości, ale koniecznym aspektem życia katolickiego jest chłosta nienawiści. Nie powinniśmy się temu dziwić (por. 1 J 3,13). Trudno być szczęśliwym, gdy czyta się takie „komentarze” jak podpisywane przez Art. 19. Szkoda każdego człowieka, który coś takiego pisze. Ale skoro nienawiść antykatolicka istnieje – lepiej w jakikolwiek sposób być wśród jej ofiar niż obok.  

Problem ludzi takich jak Art. 19 polega nie tylko na ukierunkowaniu ich nienawiści, ale na samej nienawiści. Bo człowiek może reagować złością na zagrożenie tych, których kocha. Ale w wypadku Art. 19 nie widać oznak przywiązania do czegokolwiek (może z wyjątkiem abstrakcyjnie i polemicznie przywoływanego polskiego protestantyzmu i twórczości Güntera Grassa; dobre chociaż tyle). Nie mam wrażenia, by Art. 19 traktował Irlandię jako wspólnotę, z którą chce związać swój los. By podobały mu się historia czy Konstytucja Irlandii – najbardziej katolickiego państwa w Europie. Mam wrażenie, że dla niego Irlandia to tylko jedna stacja na eurokoczowisku, gdzie można spotkać kolejne „dziewczyny z UK, Irl. i gdzieś z Azji, Afryki, dziewczyny z Pol., z krajów bałt.”.  

Nie mam ochoty pisać na ten temat więcej, bo liczne „komentarze” Art. 19 nie odnoszą się w ogóle do moich felietonów. Ani do poglądów; bo również z wykładów, które mieliśmy wspólnie z Norbertem Lammertem, przewodniczącym Bundestagu, a których Art. 19 podobno wysłuchał – nie zrozumiał nic, prócz tego, w jakim były języku i że gość przyjechał z Niemiec, z kraju Güntera Grassa. 

Skoro jednak tak bardzo Pana interesują moje kompetencje lingwistyczne – wyjaśniam, że byłem wiceprzewodniczącym polskiej grupy Frankofonii (światowej federacji parlamentarzystów języka francuskiego), w obcym języku miałem wykłady publiczne, publikacje, konferencje prasowe (m.in. w Parlamencie Europejskim), występowałem w kilku stacjach telewizyjnych. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, by to w czymkolwiek zwiększało lub zmniejszało wartość moich poglądów czy polityki.

Blog and Historia and Media 22 lip 2008

Na moim blogu pojawił się czterotysięczny komentarz. Autorem jest fidel, który – mam wrażenie – przyłączył się do partii poddającej w wątpliwość autorstwo mojego bloga. Przy czym fidel broni praw autora, niezależnie od tego, kto jest redaktorem. Jak rozumiem, uważa, że jest czego bronić. To bardzo miłe. Ale ostrzegam przed hipotezą, którą fidel zaczął rozważać. Jest bardzo wątpliwa. Więcej nie napiszę, zachowując swoją tajemnicę. Autora jubileuszowego komentarza pozdrawiam.

Dziś rano byłem na rozmowie w TVN-24, m.in. o mediach. W komentarzach do tego programu znalazłem zgryźliwe zdziwienie, że krytykuję skład Krajowej Rady RTV, mimo że jestem jednym z twórców osławionej noweli adwentowej z grudnia’2005, rzekomo uchwalonej w jedną noc. Oczywiście, ta noc to nieprawda. Komentatorom pomyliło się z niedawnym przyjęciem lizbońskiej ustawy ratyfikacyjnej w Senacie. A że trzeba było ustawę znowelizować w grudniu, to oczywiste. Zwłoka spowodowałaby powołanie przez Radę min. Waniek nowych, zdominowanych przez postkomunistów, władz mediów publicznych zaraz po Nowym Roku. Takie niebezpieczeństwo niósł kadencji Rad ustępujących. I system Roberta Kwiatkowskiego działałby do tej pory. Bezpośrednim następstwem nowelizacji było powołanie Bronisława Wildsteina na prezesa TVP. Jego krótka prezesura była najlepszym okresem telewizji publicznej w ciągu ostatnich dwunastu lat.

A do krytyki składu Krajowej Rady mam mocny tytuł. Wbrew atakom oceniam poprzednią przewodniczącą Elżbietę Kruk jako osobę dobrej woli i samodzielnego sądu, który nie raz manifestowała. Za składem Rady jednak nie głosowałem, jako bodaj jedyny poseł PiS. I mówiłem o tym publicznie. Włączenie do tego grona pana Borysiuka otworzyło tylne drzwi zaciągowi Kwiatkowskiego, maszerującemu tym razem pod flagą Samoobrony. Próbowałem przekonać PiS i PO do kompromisu i wyboru do Rady redaktora Arabskiego z Radia Plus, zgłoszonego przez Platformę, obecnego ministra. Po stronie PO nie znalazłem żadnej woli kompromisu. Oni chcieli konfliktu. Albo całej telewizji, jak w ustawie, którą teraz przegłosowali.

Blog 21 lip 2008

Antonio poddaje w wątpliwość autorstwo moich wpisów, szczególnie tych ostatnich: „zupełnie nie w moim stylu” i „naprawdę bardzo dobrych”. Dziękuję, ale skąd Antonio wie, że to te felietony pisał mi dubler blogowy, a nie odwrotnie? Profesor Sadurski podejrzewał, że poprzednie nie były moje, ale chyba uznał, że ostatnie są. Antonio pyta, gdzie jestem? U siebie, na wsi, ale jeszcze miesiąc temu byłem na kampanii wyborczej. Kto pisze? To pozostanie moją słodką tajemnicą. W końcu w życiu publicznym przyjemnie jest zatrzymać coś dla siebie. A wpisy Antonia (którego pozdrawiam) są z reguły ciekawe, choć sam jego ciekawości tym razem nie zaspokoję.

« Poprzednia stronaNastępna strona »