Christianitas


Christianitas and Historia and Polityka 31 grudnia 2009

Najważniejszym politycznym wydarzeniem mijającego roku jest wejście w życie Traktatu Lizbońskiego. Rozwiewa się mit „wielkiego rozszerzenia” – zaczyna się rzeczywistość „wielkiego przyłączenia”. Odpowiedzialność za przyjęcie tego traktatu łączy PO i PiS i jest tym większa, że obie partie uruchomiając już wiosną ubiegłego roku proces ratyfikacyjny jeszcze bardziej osłabiły pozycję polityczną Polski. W efekcie Irlandia i Czechy – które łącznie liczą przeszło dwa razy mniej mieszkańców niż Polska – uzyskały więcej od nas gwarancji dla swych zasadniczych (i nie tylko materialnych) interesów.  

Wejściu w życie traktatu lizbońskiego towarzyszy światowy kryzys ekonomiczny. Uderzył w Polskę spadkiem zatrudnienia i eksportu, ale jeśli nasza gospodarka broni się przed kryzysem lepiej od innych, to (po pierwsze) dzięki zachowaniu narodowej waluty, po drugie – dzięki zwiększeniu możliwości nabywczych rodzin wychowujących dzieci (wskutek obniżenia podatków w LP 2006-07).  

RP 2009 przyniósł narastający atak na cywilizację chrześcijańską w Europie. Tym ważniejsze były w tym kontekście kroki podjęte przez Ojca Świętego na rzecz jedności Kościoła – odwołanie ekskomunik dla biskupów Bractwa św. Piusa X oraz konstytucja Anglicanorum coetibus, otwierająca tradycyjnym anglikanom drogę do życia w jedności katolickiej. Decyzje Papieża to umocnienie wspólnoty ze wszystkimi, z którymi łączy nas wspólne Credo – ale również wzmocnienie jedności wszystkich chcących bronić cywilizacji chrześcijańskiej. 

Zwiastunem korzystnej zmiany w polskiej polityce może być spadek poparcia dla rządu Tuska w następstwie ujawnienia afery hazardowej. Spora część opinii publicznej zaczyna wreszcie widzieć, co wyziera spoza fasadowej wizji ułatwionego życia, prezentowanej przez pop-liberalizm Platformy Obywatelskiej (więcej w dzisiejszym numerze „Naszego Dziennika”).

Prawa człowieka and Christianitas 8 grudnia 2009

Przyjęcie przez Sejm uchwały w sprawie ochrony wolności wyznania i promocji wartości będących wspólnym dziedzictwem narodów Europy” musi cieszyć, szczególnie ze względu na 89 % większość, jaką została przegłosowana. Ta większość potwierdza katolickość naszego kraju. To głosowanie pokazuje jak silna może być opinia chrześcijańska, jeżeli nie jest demobilizowana nieodpowiedzialnymi wypowiedziami polityków, dekomponującymi społeczne uznanie dla najważniejszych wartości i rozładowującymi niezbędny nacisk opinii publicznej. Parlamentarne 89 % to znacznie szersza większość niż w mediach; tam może nie było zbyt wielu „przeciw”, ale nie brakował „wstrzymujących się od głosu”. Dobrze, że Sejm ocenił „krytycznie wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka kwestionujący podstawy prawne obecności krzyży w klasach szkolnych”. Nie zmienia to faktu, że jeśli nie ma to być krok pozorny, uspokajający opinię publiczną – muszą za nim pójść następne. Bo Trybunał Strasburski (dzięki, Panie Marcinie, za zwrócenie uwagi, że Starsburg ma polską formę) nie zmieni swego orzecznictwa. Już jest tam wszczęta sprawa przeciw Irlandii, z powodu zakazu prenatalnego dzieciobójstwa i „zmuszania” chętnych do podróży aborcyjnych. Nawiasem mówiąc – warto pamiętać, że do wyrażenia zgody na te podróże Irlandia została zmuszona w trakcie negocjacji Maastricht, a teraz okazuje się, że to co wczoraj było kompromisem w ramach Unii Europejskiej – jutro okaże się przestępstwem w ramach Rady Europy.  

Nie można udawać, że żyjemy gdzie indziej. Prawica Rzeczypospolitej proponuje już dziś odrzucenie jurysdykcji Trybunału Strasburskiego. Oczywiście, jak zawsze, jesteśmy gotowi do dialogu, byle serio. Bo jeśli nie odrzucenie – to co? 

Nie piszę dziś na tematy stricte polityczne, tylko o sprawie krzyża. Bo przecież dziś Święto Naszej Pani, więc świętujmy ku Jej czci, zostawiając polityce resztę tygodnia.

Christianitas and Historia 6 września 2009

Dwa tygodnie temu bodaj jedynym wielkim dziennikiem, który przypomniał 70-tą rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow i rozbiór Polski, dokonany po najeździe niemiecko-sowieckim, był papieski Osservatore Romano. A dziś o rocznicy napaści na Polskę, pierwszej ofierze wojny światowej, powiedział osobiście Benedykt XVI. Ojciec Święty daje całej Europie przykład wypełniania solidarności pamięci, a nam daje jeszcze jeden dowód ojcowskiej przyjaźni, tak jak Pius XII broniący Polski zaraz na początku drugiej wojny światowej w Summi Pontificatus, a potem zachowujący do końca uznanie dyplomatyczne dla naszego rządu na wygnaniu. I jak bł. Pius IX broniący powstania styczniowego, jak św. Pius X broniący dzieci wrzesińskich, jak abp Ratti – późniejszy Pius XI – pozostający jako niemal jedyny ambasador (drugim był ambasador Turcji) w atakowanej przez bolszewików Warszawie, jak Paweł VI przypominający w środku komunistycznej nocy, że Polska była i jest antemurale Christianitatis, i jak Jan Paweł II, prawdziwy ojciec naszej niepodległości. Rzym nas nie zapomniał, obyśmy i my nie zapomnieli gdzie naprawdę bije serce Europy.

Christianitas and Polityka 20 sierpnia 2009

Przypominam dla porządku: nasza partia – wbrew temu, jak jest często nazywana w mediach, nie nazywa się Prawica RP, ale Prawica Rzeczypospolitej. W tej nazwie zawiera się rola, którą chcemy wypełnić, cel naszej pracy, nasze rozumienie państwa, nasza tradycja. Jesteśmy prawicą, bo opowiadamy się jednoznacznie za cywilizacją chrześcijańską i dla niej chcemy pracować. Wierzymy w nią jako cywilizację wierności Bogu i humanizmu katolickiego, życia i miłości – najlepiej chroniącą ludzi i ich prawa, dającą życie narodom i wzywającą je do solidarności, łączącą ład i wolność. Jednocześnie chcemy być prawicą Rzeczypospolitej, partią w służbie interesu publicznego, gdy dzisiejszą polityką rządzą ambicje i interesy wyborcze. Chcemy być „organem” Rzeczypospolitej, więc państwa budującego solidarność całego narodu – opierającego się na tym, co stanowi jego stałą więź (przede wszystkim na naszej tożsamości katolickiej), ale otwartego na wszystkich Polaków, budującego solidarność wszystkich, zgodnie z nauką Księdza Skargi o Ojczyźnie, która jest matką wszystkich swoich dzieci. Wierzymy w stałą wartość Państwa Polskiego, materializującego Ojczyznę, w czym ostatnio bardzo konkretnie wsparł nas Ojciec Święty, pisząc w „Caritas in veritate”, że „zintegrowana ekonomia naszych dni nie eliminuje roli państw, a raczej angażuje rządy do głębszej wzajemnej współpracy. (…) W odniesieniu do rozwiązania obecnego kryzysu, rola państwa wydaje się wzrastać, odzyskując wiele ze swych kompetencji. Istnieją ponadto narody, dla których budowanie lub odbudowywanie państwa jest nadal kluczowym elementem ich rozwoju…” (art. 41) Co więcej „uczestnictwo krajów nowych lub będących na drodze rozwoju pozwala dzisiaj lepiej zarządzać kryzysem” (art. 42). Tak właśnie rozumiemy rolę Polski (a także wyzwolonych z komunizmu państw Europy środkowej) we współpracy europejskiej.

Prawa człowieka and Christianitas 7 sierpnia 2009

Pewnie trudno w to uwierzyć, ale tylko w ostatnich tygodniach przyszły wiadomości o zbrodniach nienawiści antychrześcijańskiej w Korei Północnej, w Nigerii, w Pakistanie, w Indiach i na Kubie. Morduje się księży, działaczy katolickich lub prostych, biednych, ale wytrwałych w wierze, ludzi.   

Jak im pomóc? Pomóc im może Bóg, o co my mamy obowiązek Go prosić; Papież nas o to prosił w intencjach misyjnych na ten miesiąc. Ale modlitwa, która zadowala się sobą, jest obłudą.   

Pomóc czynnie powinno im całe Chrześcijaństwo, a szczególnie Zachód. Jak? To właśnie pytanie o sztukę polityki. Od rządów należy oczekiwać przede wszystkim odpowiedzialności i wytrwałości w realizacji wybranych strategii solidarności; demonstracje są potrzebne dopiero wtedy, gdy wyczerpią się wszystkie inne środki. Zresztą demonstracje to dziedzina akcji społecznej. Ale na naszych ulicach częściej widzimy manifestacje w obronie tybetańskich buddystów czy czeczeńskich muzułmanów, niż chrześcijan, którzy (niezależnie od tego czy o tym pamiętamy) są po prostu naszymi braćmi.    

Bóg zawsze nagradza dobro. Warto o tym przypomnieć tym, dla których w polityce liczy się tylko korzyść. Bo często ich właśnie musimy nakłaniać do podjęcia jakiejkolwiek pomocy. Dla Polski umieszczenie solidarności chrześcijańskiej na czele agendy polityki praw człowieka to – poza wszystkim – znakomita okazja do zbudowania naszej czytelnej tożsamości politycznej i pozycji moralnej w Unii Europejskiej. A dla Unii Europejskiej – do zbudowania swojej wewnętrznej tożsamości i zewnętrznej soft power w świecie. Zrozumieć to powinien każdy, prócz ludzi i środowisk całkowicie wyobcowanych z cywilizacji chrześcijańskiej, i prócz tych, którzy nie mają odwagi samodzielnie myśleć.

Prawa człowieka and Christianitas 18 lipca 2009

Joanna Najfeld, należąca do najuczciwszych i najodważniejszych polskich publicystów, ma proces z powodu swojej dziennikarskiej walki w obronie cywilizacji życia. Skarży ją Wanda Nowicka, obrażona uwagami na temat swojej aborcjonistycznej działalności. Pani Nowicka od lat – czyniąc prawo z tzw. aborcji – zaprzecza prawom człowieka przysługującym dzieciom poczętym. Nie zadowala się jednak głoszeniem swych skrajnych poglądów, ale sonduje możliwość użycia władzy państwowej przeciw tym, którzy bronią najsłabszych. Atakując Joannę Najfeld aborcjoniści chcą nie tylko zastraszyć i zamknąć usta swoim oponentom, ale po prostu ograniczyć możliwość obrony życia w debacie publicznej. To stwarza realną groźbę obniżenia jeszcze bardziej poziomu obrony życia w naszym kraju. Bo nie ostanie się prawo, którego obrońcom zaknebluje się usta. 

Jan Paweł II (w art. 24 Evangelium Vitae) pisał, że wskutek natarczywego oddziaływania wielu środków społecznego przekazu dochodzi do zatarcia granicy między dobrem a złem w kwestii prawa do życia. W tej dramatycznej sytuacji naszej kultury masowej Joanna Najfeld – przez swe zaangażowanie – broni honoru całego polskiego dziennikarstwa. W swej walce nie może zostać sama. Wszyscy musimy jasno stanąć po jej stronie.  

Szczegóły sprawy na www.mamproces.pl

Christianitas and Religia 12 lipca 2009

Większość pospiesznych komentatorów przeoczyła to, co stanowi najważniejszy motyw nowej encykliki Benedykta XVI. Choć Caritas in veritate mówi o problemach rozwoju i obecnego kryzysu ekonomicznego – perspektywa encykliki jest zdecydowania teocentryczna. W tym sensie Caritas in veritate przekracza współczesne tendencje do mówienia o sprawach społecznych „metajęzykiem”, zastępującym „niezrozumiałe” orędzie o Bogu – „zrozumiałą” argumentacją z dziedziny praw człowieka.

Benedykt XVI występuje w obronie „prawdziwego i właściwego miejsca dla Boga w świecie” (art. 4), miejsca „również w sferze publicznej, ze szczególnym odniesieniem do wymiaru kulturowego, społecznego, ekonomicznego, a zwłaszcza politycznego” (art. 56). Nie waha się o tym pisać w długim dokumencie poświęconym wyjściu z obecnego kryzysu, którego finansowy kryzys jest tylko objawem. Bo Ojciec Święty chce umocnić w nas wiarę (a nie ma ważniejszego zadania Następcy Piotra), że „Bóg obdarza nas siłą, by walczyć i cierpieć za miłość do dobra wspólnego, ponieważ On jest naszym Wszystkim, naszą największą nadzieją” (art. 78).

Owszem, realistycznie idzie śladem Jana Pawła II, który w swojej adhortacji-testamencie społecznym Ecclesia in Europa pisał (art. 19), że chrześcijaństwo w dzisiejszym świecie kształtuje społeczeństwo wtedy, gdy jego zasady są przyjmowane, ale również poprzez kontrowersje, gdy jego orędzie jest odrzucane.

Christianitas and Polityka 23 czerwca 2009

PO i SLD chcą w ustawie medialnej zastąpić szacunek dla chrześcijaństwa – zasadą totalnej niedyskryminacji. Brzmi ładnie, w praktyce może być prawnym zadekretowaniem tego, co Benedykt XVI nazywa dyktaturą relatywizmu. Bo w imię niedyskryminacji nie można stawiać na jednym planie miłości i szacunku dla żony i koranicznego „prawa” do bicia żon, pamięci walki o niepodległość i „szacunku” dla pamięci PZPR i SB, miłości do rodziców i pogardy dla rodziny. Wolność myślenia to wolność rozróżniania. Sprawiedliwość to oddanie każdemu i wszystkiemu tego, co mu należne. Prawa kombatantów nie są dyskryminacją dekowników.   

Usunięcie z prawa medialnego szacunku dla chrześcijaństwa to rozwalenie ostatniej słabej bariery zagradzającą drogę antychrześcijańskiej pogardzie i nietolerancji w kulturze masowej. Do tej pory ten przepis nie był podstawą żadnych restrykcji, potwierdzał jedynie prawno-moralną słuszność wystąpień w obronie chrześcijańskich wartości naszej kultury. Był prawnym tytułem odpowiedzialnej mniejszości wobec obojętności większości. Teraz i to chcą nam odebrać.   

Jutro rano wydam w imieniu Prawicy oficjalny apel o sprzeciw wobec tych rozwiązań. Apeluję, bo do tej pory nawet radykalna centroprawica w Sejmie demonstrowała daleko idącą nieodpowiedzialność za sprawy chrześcijańskiej tożsamości Polski. Gdy głosowano przywrócenie praw państwowych Świętu Trzech Króli zabrakło szesnastu posłów PiS z Jarosławem Kaczyńskim i Jackiem Kurskim na czele. Wczoraj, gdy Komisja Kultury potwierdzała wykluczenie chrześcijaństwa z prawa medialnego – zabrakło znowu dwóch posłów PiS. Ale o odrzucenie antychrześcijańskich zmian apelować należy nie tylko do opozycji (choć deklaracje zobowiązują ją w sposób szczególny), ale również do wszystkich, poczuwających się do elementarnej odpowiedzialności społecznej, posłów PO i PSL. Trzeba apelować, by wiedzieli co czynią.

Christianitas and Religia 24 maja 2009

W dzisiejszej lekcji jedna z moich ulubionych nauk Świętego Piotra: „miłość  zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8), będąca jedną z zasad duchowości Christianitatis. Nikt rozsądny nie będzie twierdził, że historia cywilizacji chrześcijańskiej jest pozbawiona słabości czy błędów. Przypomniał to Jan Paweł II podczas jubileuszu roku 2000. Ale jest to cywilizacja zrodzona z miłości do Boga i Jego Objawienia. To właśnie historyczne Chrześcijaństwo przekazało nam wiarę chrześcijańską i uformowało życie chrześcijańskie. To Christianitas jest naszym domem, gdzie wychowywała nas Matka-Kościół, gdzie przeżyliśmy nasze bunty, gdzie dochodziła do dojrzałości nasza wiara. Cywilizację tę trzeba zachować i przekazać dla naszych dzieci, wnuków, dla następnych pokoleń. Bronić i rozwijać. Nie chodzi o maritainowską utopię Novae Christianitatis, ale o zwyczajny realizm widzący różnicę między wiekami ciemnymi a światłem wieku XIII, między zamętem chrześcijaństwa Renesansu a odrodzeniem katolicyzmu w czasach potrydenckich. Jak mówił Benedykt XVI z balkonu bazyliki Świętego Piotra w szczęśliwym dniu 19 kwietnia RP 2005: „Idźmy naprzód w radości Pana!”

Christianitas and Międzynarodowe 29 kwietnia 2009

Donald Tusk na kongresie Europejskiej Partii Ludowej ogłosił, że nie ma już starej i nowej Unii. Nie uspokoiło to manifestujących pod Pałacem Stalina stoczniowców, którzy najlepiej wiedzą, że w Unii obowiązują dwie zasady pomocy publicznej – jedna dla Niemiec Wschodnich, reszta dla całej Europy, i to również tej, która na komunizm zasłużyła mniej niż ojczyzna Joachima Ribbentropa. Pomoc publiczna to nie jedyny przykład praktyk zaprzeczających zasadom solidarności europejskiej. Rząd Tuska nie ma zamiaru tego ani kwestionować, ani zmieniać. 

Dziś w południe zwróciliśmy się do premiera Tuska, by wykorzystał warszawski zjazd eurochadecji by jednak choć trochę zmienić Europę. Zaapelowaliśmy o deklarację solidarności wobec Papieża ze strony europejskich partii chrześcijańsko-demokratycznych, które mogłyby skorzystać z szansy dowodu swego chrześcijańskiego charakteru. 

Powtórzyliśmy również apel do Sejmu, Senatu i polskich ugrupowań parlamentarnych o obronę Papieża. Od Wielkiego Poniedziałku, gdy przedstawiliśmy go po raz pierwszy, minęły trzy tygodnie i jedno posiedzenie Sejmu. Choć w tym czasie Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej wydał oświadczenie uświadamiające światu, że trwa antypapieska kampania, próbująca zmusić Papieża do niewypowiadania się na kluczowe tematy moralne – Izby naszego Parlamentu milczą. Nas jednak zimna obojętność PO-PiS do milczenia nie zmusi. Newsy starzeją się szybko, ale odpowiedzialność trwa. I potrzebuje swoich rzeczników.

Christianitas 25 stycznia 2009

Jeśli chrześcijaństwo da sobie wmówić, że jest arbitralne, za 50 lat (a pewnie szybciej) będziemy w Europie dyskutować o dopuszczeniu poligamii, bo muzułmanie we Francji zapytają, dlaczego to, co może być legalne w demokratycznej Tunezji czy Maroku, ma być nielegalne w multikulturalnej Francji czy Włoszech. Dlaczego demokracja siłą narzuca chrześcijańską normę monogamicznego małżeństwa ludziom, którzy chcą żyć inaczej? A przecież do tej pory byliśmy przekonani, że chrześcijaństwo nie tyle narzuciło monogamię - choć we wczesnym średniowieczu ta zasada rzeczywiście była przyjmowana z oporami - co zagwarantowało przez nią to, co dziś nazywamy prawami kobiet, zagwarantowało równą godność kobiety i mężczyzny. Katolicy mają przekonania katolickie nie dlatego, że traktują je jako wyznaniowe, ale dlatego, że są przekonani o ich moralnej słuszności, logiczność czy, jak może by powiedział Benedykt XVI, „logosowości”… (więcej w bieżącym wydaniu „Dziennika”, w dodatku „Europa”).

Prawa człowieka and Christianitas 9 grudnia 2008

Stolica Apostolska odmawia poparcia rezolucji ONZ o powszechnym zniesieniu karalności homoseksualizmu. Odrzucenie moralnego szantażu wymaga odwagi, bo im łatwiej jest przeinaczyć stanowisko – tym trudniej je podjąć. Jednak Rzym Benedykta XVI nie kieruje się w tym wypadku wyrachowanym pragnieniem uznania, ale odpowiedzialnością, bez której nie ma miłości. W nauce Kościoła nic tu się nie zmienia. Kościół współczuje homoseksualistom, wspiera ich w naprawie życia, od wszystkich oczekuje wobec nich ludzkiej życzliwości. Ale jednocześnie Rzym jest wierny zasadzie wyłożonej w deklaracji Kongregacji Nauki Wiary Omosessualità, która jasno uczy(art. 10), że „nie istnieje prawo do homoseksualizmu”. A skoro nie istnieje – współczucie ludziom nie może prowadzić do poddania tego rodzaju aktów szczególnej ochronie prawnej. Tym bardziej, że (jak z kapitalnym realizmem zauważył abp Celestino Migliore) teoria „prawa do homoseksualizmu” to podstawa do represji wobec tych, którzy owo prawo odrzucają, na przykład poprzez moralną krytykę homoseksualizmu. To nie teoria: w Parlamencie Europejskim trwa w tej chwili debata nad sprawozdaniem postulującym karanie przywódców politycznych i religijnych, którzy potępiają homoseksualizm. W Strasbourgu można tylko protestować. Ale Rzym powiedział, więc sprawa… zaczęta. Tylko czy Polska poprze Rzym Benedykta XVI?

Christianitas and Religia 1 listopada 2008

Swoją pierwszą encyklikę – „Summi pontificatus” –  papież Pius XII wydał zaraz po wybuchu wojny. Hitler ze Stalinem wymazali Polskę z mapy Europy; dla nich Rzeczpospolita była „pokracznym bękartem” Traktatu Wersalskiego, jeszcze jedną anomalią świata, w którym sprawiedliwość miała zastąpić siłę. Dla Piusa XII, który naszej Ojczyźnie poświęcił w „Summi pontificatus” osobny fragment, Polska była szczególnie „drogim narodem”, krajem „niezłomnej wierności dla Kościoła” i zasług dla „chrześcijańskiej kultury i cywilizacji”, narodem, który „ma prawo do ludzkiego i braterskiego współczucia całej ludzkości”. Papież w imię „zasad sprawiedliwości i prawdziwie trwałego pokoju” domagał się niepodległości Polski. Jak echo tych słów zabrzmiały czterdzieści lat później, w Warszawie, słowa jego następcy: „nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie”. Tej myśli Pius XII pozostanie wierny również po zakończeniu wojny, bo Watykan będzie jednym z niewielu państw zachowujących uznanie dyplomatyczne dla reprezentującego sprawę niepodległości legalnego rządu polskiego na wygnaniu.  

Pod koniec życia Pius XII udzielił moralnego wsparcia powstaniu węgierskiemu. Liczył na reakcję Zachodu. Z melancholią przypominał, że w „czasach, gdy religia była żywym dziedzictwem dla naszych przodków, ludzie traktowali jako krucjatę każdą walkę, do której zmuszała ich niesprawiedliwość nieprzyjaciół”. Niestety, do krucjaty w obronie Węgier rozjeżdżanych przez sowieckie czołgi nikt się nie kwapił. Bez sensu jest zakładać, że gdyby Papież zażądał tego wprost – amerykańskie wojska z Niemiec ruszyłyby na pomoc węgierskim powstańcom. 

Pius XII był świadkiem obłędu, który doprowadził ludzkość do mordu, tyranii i totalnej wojny. Robił wszystko (niektórzy mogą uważać, że nawet za wiele), by jej uniknąć. Już w październiku 39’roku napisał, że dla świata przyszła „godzina ciemności”. Te zapisane przez ewangelistę Łukasza słowa Zbawiciela oznaczają Wielki Piątek, czas męki, bezsilności, czasowego tryumfu zła. A Pius XII powtarzał uparcie, że jedyną nadzieją ludzkości jest Bóg, jednocześnie ucząc, jak mu służyć w każdej dziedzinie życia. Był świadkiem prawdy, którą głosił Adam Mickiewicz: cywilizacja prawdziwie ludzka musi być chrześcijańska. Nie uległ pokusie, by zastąpić ją czym innym. Dlatego atakowany jest po dziś dzień. 

Więcej w bieżącym numerze „Gościa Niedzielnego”. W niedzielę o 10.55 będę występował w „Kawie na ławę” w TVN.

Christianitas and Polityka 30 października 2008

Na Radzie Gabinetowej Prezydent uznał, że perspektywa wprowadzenia euro „jest dobrą rzeczą” i „ważnym sygnałem dla partnerów Polski”. Nasi partnerzy otrzymują nawet dwa sygnały: jak mają rozumieć dramatyczne spory wewnątrz PO-PiS o termin likwidacji złotówki – 2011 czy 2012, no i drugi sygnał – żeby potrafili odróżnić Euro’2012 od euro’2012. A uspokoi ich perspektywa: rząd i opozycja zakładają porzucenie narodowej waluty.  

Miał rację fidel w pretensjach o to, że przerwałem pisanie bloga, bo był to moment, gdy właśnie należało pisać. PO – praktycznie w trzydziestą rocznicę wyboru Kardynała Wojtyły na papieża – odrzuciła ledwie zgłoszoną społeczną propozycję ustawy przywracającą w pełni świąteczny charakter uroczystości Trzech Króli. Odrzucili projekt, którego przyjęcie mogło stać się votum za pontyfikat Jana Pawła II. Ogłosili, że Polski na święta nie stać. Ta logika podważa nienaruszalność świątecznego charakteru nie tylko szczątków dawnych oktaw (jak drugi dzień świąt Bożego Narodzenia i Poniedziałek Wielkanocny), ale nawet samo Boże Narodzenie, bo tylko w 30 % chroni je weekend. A teraz PO postanowiła ukarać dziesięciu posłów, którzy głosowali nie tyle za przyjęciem ustawy, co po prostu za podjęciem nad nią prac. Oto mamy przykład „liberalizmu”, który nie jest w stanie uszanować nawet tak oczywistej wolności jak popieranie przez katolika prawa do święta katolickiego, którego nawet stalinowcy nie ośmielili się Polsce odebrać i które ma uznanie publiczne w wielu krajach zachodnich. A w dodatku – co za piękna koincydencja – zbiega się z juliańskim Bożym Narodzeniem u większości katolików rytu bizantyjskiego i u chrześcijan prawosławnych (którzy też świętują Epifanię, tylko później).

A z jaką to sie spotkało opozycją? Kilkunastu posłów PiS z Jarosławem Kaczyńskim i Jackiem Kurskim na czele nie raczyło przyjść na głosowanie. Bez żadnych usprawiedliwień wobec opinii publicznej. Bo i po co się usprawiedliwiać? W końcu to nie opinia publiczna wypłaca diety. 

Christianitas and Historia and Religia 27 października 2008

Jest czas zwycięstw i czas oporu. Taka jest natura życia. Myślałem o tym w ciągu weekendu. W sobotę najpierw uczestniczyłem w sesji IPN na temat „nurtu narodowego opozycji demokratycznej”. Słuchałem referatów o naszej działalności w Ruchu Młodej Polski i w studenckim Związku Pro Patria. Istotnie, zarówno uczestniczyliśmy w oporze antykomunistycznym, jak i przygotowywaliśmy przyszłość, odbudowując prawicę – na (ówczesne) dziś, by pracować dla niepodległości i dla Polski katolickiej, jak i na jutro – by prawica rekonstruowana prawie od podstaw stała się realnym czynnikiem polityki polskiej. W dyskusji panelowej (uczestniczyli również Paweł Milcarek, Antoni Macierewicz i Krzysztof Kawęcki) profesor Maciej Giertych tłumaczył, że trzydzieści lat temu należało się troszczyć, żeby przez opozycję nie oddziaływały na Polskę (przeciwne Związkowi Sowieckiemu) czynniki zagraniczne. Tymi obawami tłumaczył swoją ówczesną politykę. Ja mówiłem, że należało się troszczyć, żeby przede wszystkim polityka polska, a w niej prawica, była, by wykorzystać szansę zmian dla Polski. 

Wieczorem miałem okazję rozmawiać z profesorem Miguelem Ayuso, najważniejszym dziś autorytetem intelektualnym hiszpańskiej prawicy katolickiej. Don Miguel mówił o barierach rozwoju prawicy katolickiej u nich – my po prawie dwudziestu latach niepodległości jesteśmy zupełnie gdzie indziej.   

A w niedzielę byliśmy na warszawskiej prymicji ks. Grzegorza Śniadocha IBP, pierwszego polskiego kapłana wyświęconego w tradycjonalistycznym Instytucie Dobrego Pasterza. Kościół Świętego Benona był pełen. Duchowieństwo w prezbiterium bez wyjątku młode. Jak mówił Jan Paweł II w Sejmie: „Ale nam się wydarzyło!”

Po 21.00 (poniedziałek) występuję w TVN-24.

Christianitas and Religia 12 października 2008

Na dziś proponuję mój tekst z „Gościa Niedzielnego” o nonkonformizmie katolickim; i jego realizmie. Oczywiście – z życzeniami Dobrej Niedzieli!

Christianitas and Międzynarodowe and Blog 3 października 2008

Czytając komentarz zulusa odnoszę wrażenie, że należy do tego rodzaju prawicy,  która z zamiłowania do „porządku” gotowa byłaby zaakceptować system kastowy. Tak bardzo go zabolała moja obrona hinduskich chrześcijan, że nie są żadnymi spadkobiercami kolonializmu, ale raczej współuczestnikami dzieła Mahatmy Gandhiego – społecznej emancypacji najbardziej pogardzanych kast hinduskiego społeczeństwa. Taka jest prawda – większość katolików w Orissa to pariasi, w dosłownym znaczeniu tego słowa. I prawdą jest, że Gandhi zginął zamordowany przez hinduistycznego terrorystę przede wszystkim dlatego, że „profanował” pogańskie świątynie wprowadzając do nich niedotykalnych. Kościół otwierał im nasze świątynie zawsze – przed Gandhim, za jego życia i po nim. Ale prawdą jest również, że świadectwem dzieła Stworzenia jest jedność natury ludzkiej – sam ten fakt świadczy o Jedynym Bogu. Gotów jestem bronić każdej z tych prawd, natomiast zupełnie nie mam ochoty ich kosztem udowadniać swojej prawicowości. O koniecznej reakcji Polski i Europy na wydarzenia w Indiach mówiłem dziś w Radio Maryja, o czym nie zdążyłem przed zaproszeniem zawiadomić Czytelników. A po 21.15 (piątek) występuję w TVN-24.

Christianitas and Międzynarodowe 2 października 2008

W „Naszym Dzienniku” mówię dziś o dramatycznej sytuacji w Indiach, na którą Europa musi reagować – to dla niej kolejny (i zdawałoby się, że „łatwy”) test zdolności do wspólnej polityki zagranicznej. A nawiasem mówiąc – hinduscy chrześcijanie są nie tyle spadkobiercami kolonializmu, co pielgrzymami na drodze, którą szedł Mahatma Gandhi, bo Kościół (jeszcze przed nim i dalej tak jak on) stoi w obronie najbiedniejszych i wykluczonych, pariasów, niedotykalnych. Czynem więc wyraża prawdę wiary o jedności rodzaju ludzkiego, o wspólnej naturze ludzkiej, która sama świadczy o Bogu. Ale dziś my musimy poświadczyć zwykłą ludzką solidarność, która z kolei (w uniwersum wszystko się łączy) pomoże nam samym zachować naszą ludzką godność.

I jeszcze zaproszenie: jutro po 9.05 występuję w Tok FM.

Prawa człowieka and Christianitas 26 sierpnia 2008

Życie wraca do normy. Ostatniego dnia Olimpiady aresztowano bp. Zia Zhiguo, 73-letniego ordynariusza Zhengding w prowincji Hebei. Biskupa wywieziono w nieznanym kierunku. Wcześniej bp Zia był jedenastokrotnie aresztowany i spędził łącznie osiemnaście lat w więzieniu. Ostatnio przebywał w areszcie domowym, władze uniemożliwiały mu kontakty zewnętrzne, łącznie z koniecznymi konsultacjami lekarskimi. Bp Zia jest znany nie tylko ze „zwyczajnej” pracy duszpasterskiej, ale również z działalności charytatywnej, w ramach której opiekował się setką upośledzonych osieroconych dzieci. 

W ciągu ostatniego roku zmarł po ośmiu latach więzienia bp Han Din Xiang z Yong Nian. Okoliczności jego śmierci są do tej pory niejasne, tym bardziej że komunistyczne władze kazały go pochować natychmiast po zgonie. Nie wiadomo co dzieje się z aresztowanymi w ostatnich latach biskupami Su Zhimin z Baoding i Shi Enxiang z Yixian. 

Myślałem, że dzisiejszy świąteczny wpis poświęcę jakiemuś bardziej przyjemnemu tematowi, tym bardziej że Antonio skarży się na mój humor. Może w najbliższym świątecznym felietonie napiszę o przypomnieniu św. Piusa X podczas jednej z ostatnich audiencji Ojca Świętego. O tym, co dzieje się w Chinach, trudno pisać z olimpijskim spokojem, ale trzeba za każdym razem, gdy tylko przychodzą wieści z tamtejszego Kościoła. Zresztą, choć świata to nie obchodzi, my wierzymy – jak napisał Benedykt XVI w liście do chińskich katolików – że męczeństwo i cierpienie dadzą chińskiemu Kościołowi nowe życie.

Christianitas and Blog 7 sierpnia 2008

Subkultura nienawiści i pogardy antykatolickiej nie przejawia się, niestety, jedynie w przypadkowych, anonimowych incydentach. Parę dni temu londyński „Times” wydrukował antykatolickie brednie, za które teraz będzie musiał przepraszać. Wczoraj wspólny protest przeciw zorganizowanemu wyszydzaniu pielgrzymów katolickich musieli składać Prezydent Częstochowy i Ojciec Przeor Jasnej Góry. Takie rzeczy dzieją się praktycznie każdego dnia. Opinia publiczna jest dezorientowana, bo jak antysemityzm lubił deklamować o narodzie, tak nienawiść antykatolicka bez przerwy wyciera sobie usta wolnością. 

JurekE pyta mnie o miłość nieprzyjaciół, co począć kiedy ludzie odnoszą się do nas wrogo. Na zagrożenia dobra wspólnego i innych osób trzeba zawsze reagować stanowczo – to kwestia solidarności i odpowiedzialności. Ale na osobiste przykrości – przede wszystkim cierpliwie, zawsze zachowując życzliwość wobec ludzi. To też może być Łaska! Należy po prostu powtarzać (sobie!) słowa Pana – nie wiedzą co czynią. Bez żadnego irytującego tryumfalizmu. W końcu nikt z nas nie jest świadom całego znaczenia wszystkich swoich czynów. A może to tylko test naszej wyrozumiałości i cierpliwości? Wszystkich Czytelników podzielających moje poglądy proszę o potraktowanie tego jako apelu. 

Ale jedno jest pewne – cierpliwość i tolerancja nie zwolnią nas z nazywania rzeczy po imieniu. A na nienawiść i pogardę miejsca w życiu publicznym być nie może. Nikt z nas nie ma prawa godzić się na to w imieniu innych czy wtedy, gdy prędzej czy później uderzy to w innych. 

To tyle tytułem uzupełnienia poprzedniego felietonu. Antonia zapewniam o szybkim powrocie do problematyki ogólnej.

Next Page »