Euro


Euro and Polityka 4 maj 2010

Znakomita wiadomość z kampanii: Andrzej Olechowski najwyraźniej przeciwko euro! Wczoraj zaapelował o niezmienianie Konstytucji, więc również art. 227 – gwarantującego nam zachowanie narodowej waluty i narodowej polityki pieniężnej. Zaskakująca deklaracja Andrzeja Olechowskiego to znak, że w kampanii wszystko jest możliwe. Czekam na kolejne głosy kandydatów popierających nietykalność art. 227 i zachowanie waluty narodowej.

Euro 22 sty 2010

Przewodnicy debaty publicznej omijają dziś szerokim łukiem wiele problemów istotnych. Szczególnie tych, które oficjalnie lub milcząco unieważniło państwo PO-PiS. Dominujące media milczą o aferze ETPC. Nikt nie zmusza ani rządu do wyjaśnień, ani opozycji do reakcji. Treść polskiej polityki praw człowieka nie jest sprawą ciekawą, a prawo do życia tym bardziej. 

Nikt też nie zwrócił uwagi na konsekwencje projektu PiS dla przyszłości polskiej waluty narodowej. Dziś bowiem w art. 227 Konstytucji Narodowy Bank Polski posiada „wyłączne prawo emisji pieniądza”, co powtarza wprawdzie art. 161 projektu PiS, ale w tym miejscu zaczynają się zmiany. 

W projekcie PiS Bank Narodowy nie ma już bowiem (dziś konstytucyjnego) prawa „ustalania i realizowania polityki pieniężnej” i nie odpowiada (co dziś stanowi jego konstytucyjny obowiązek) „za wartość polskiego pieniądza”. Bo w projekcie PiS NBP może emitować złotego, ale natychmiast po decyzji parlamentarnej większości rządowej – może przystąpić do emisji euro. Oczywiście euro o odpowiednim wyglądzie, ozdobionego przez stosowne symbole – jak mówi art. 28 projektu Konstytucji PiS – zgodnie z miejscowymi zwyczajami”.

Euro 5 sty 2010

Polska opinia publiczna – po miesiącach sporów – jest dziś wyraźnie przeciwna likwidacji narodowej waluty. Nie zmienia to faktu, że wojna podjazdowa przeciw złotówce trwa. Premier zapowiedział likwidację własnego pieniądza do RP 2015, a więc w przyszłej kadencji Parlamentu. Opozycja PiS milczy, podczas gdy jasne stwierdzenie, że PiS w przyszłej kadencji Sejmu nie zgodzi się na zmianę art. 227 Konstytucji (wystarcza do tego 154 głosów w Sejmie) przecięłoby problem i jednocześnie umieściło w centrum debaty publicznej sprawę naprawdę strategiczną dla przyszłości Polski.    

O ile premier Tusk po roku milczenia (a milczał o euro nawet w Krynicy, gdzie rok wcześniej zapowiedział likwidację złotego) otwarcie powrócił do ataku na narodowy pieniądz, o tyle obóz prezydencko-opozycyjny działa bardziej dyskretnie – choć może bardziej efektywnie, bo na polu opinii publicznej. Bank Narodowy, kierowany przez jednego z najbliższych współpracowników Prezydenta, przygotował właśnie szeroko kolportowaną (jako załącznik do gazet) broszurę propagandową na temat pożytków pożegnania złotego. A TVP (będąca dziś kondominium PiS-SLD) w przedwczorajszych „Wiadomościach” nadała materiał o „korzyściach” płynących z porzucenia korony przez Słowację. Prawda tymczasem jest taka, że Słowacja po wprowadzeniu euro doświadczyła największego w naszej części Europy spadku dochodu narodowego, straciła jedną czwartą eksportu, ponad 3 % Słowaków straciło pracę, a turystykę dotknął kryzys. Ale jeśli zwykłe fakty przemawiają przeciw euro – potrzebne są eurofakty. I tymi będziemy zasypywani tym bardziej – im bardziej Polacy będą obstawać przy zachowaniu naszego pieniądza.

Euro 4 lip 2009

Słowacja ujawniła skalę swego załamania gospodarczego po przyjęciu euro. Na Litwie znane są konsekwencje ograniczenia narodowych kompetencji w polityce pieniężnej i wejścia w korytarz walutowy ERM II. Litwa nie może wykonywać już adaptacji swej waluty do potrzeb eksportu, a eksport i produkcja spadają. O tym, że deklaracja premiera Tuska o porzuceniu waluty narodowej była manifestacją skrajnej nieodpowiedzialności – mówiłem i pisałem wielokrotnie. Niestety, rząd w tej sprawie natrafił w Parlamencie jedynie na retoryczną opozycję. PiS wyraził zgodę na przyjęcie wspólnej waluty, na wykreślenie z Konstytucji instrumentów narodowej polityki pieniężnej – byle po referendum. A referendum – to okazja zarówno do kolejnej awantury, jak i do podzielenia opinii w ramach układu PO-PiS. 

W czasie kampanii rozmawiałem w redakcji Frondy z Arkadiuszem Mularczykiem, moim młodym kolegą z Sejmu i miarodajnym reprezentantem „konserwatystów” PiS. Gdy zarzuciłem PiS gotowość wprowadzenia euro – poprzez referendum – pokazał, że na temat międzynarodowej waluty ma aż dwa zdania, krytyczne i pozytywne. Każde na właściwy etap polityki partii. Czas już na zakończenie tych gier. Dziś cała opinia broniąca naprawdę narodowej waluty (szczególnie jako instrumentu polskiej polityki w czasach kryzysu) powinna domagać się jasnego stanowiska opozycji. Partia, która ma i chce mieć ponad jedną trzecią mandatów w Sejmie, ma obowiązek wykonywać władzę przyjętą od społeczeństwa: władzę ochrony konstytucyjnych praw Rzeczypospolitej. Jeśli PiS jest za zachowaniem złotego, przynajmniej w ciągu najbliższych lat, już dziś powinien powiedzieć jasno – że ani w tej, ani w przyszłej kadencji Sejmu, nie wyrazi zgody na zmianę 227-go artykułu Konstytucji.

Euro and Polityka and Wybory europejskie 23 maj 2009

W odróżnieniu od naszych libertarian rozmyślających jak urządzić gospodarkę i zlikwidować państwo na planecie Corvinii – my myślimy o tym, jak pracować dla dobra Polski w świecie realnym. 

Dlatego ucieszyłem się, gdy prezydent Kaczyński podniósł sprawę pełnych dopłat bezpośrednich dla polskich rolników, zaznaczając w poprzednim felietonie, że chwaląc deklarację intencji, oczekuję czynów na Radzie Europejskiej. Niestety, w sejmowym orędziu Prezydent nie tylko nie zwrócił się do rządu o wprowadzenie postulatu pełnych dopłat rolnych na szczyt międzyrządowy – ale w ogóle niczego nie mówił o rolnictwie. To dobra lekcja na temat różnicy między wyborami a polityką, a jednocześnie ważne potwierdzenie potrzeby polityki Prawicy Rzeczypospolitej. My bowiem traktujemy serio to, co inni mówią na pokaz; i mówimy „sprawdzam!”.  

A wracając do sfery intencji – Prezydent mówił rzeczy w 80 % słuszne: o potrzebie uproszczenia procedur pozyskiwania środków unijnych, o pożytkach zachowania narodowej waluty, o potrzebie ochrony poziomu życia Polaków. Jednak oprócz (słusznego!) postulatu obniżenia VAT zabrakło innych konkretów. Prezydent nic nie powiedział o konieczności obniżenia podatków dla rodzin wychowujących dzieci. Mówiąc o złotym i euro – relacjonował fakty, ale nie padła żadna jasna deklaracja przeciw zmianom Konstytucji likwidującym narodową politykę pieniężną. A tego właśnie należy oczekiwać od tych, którzy mówią o obronie złotego.

Euro and Traktat Reformujący and Wybory europejskie 2 maj 2009

Pan Kazimierz z Wielkopolski przeżywa jako tragedię, że wyborcy przeciwni Traktatowi Lizbońskiemu i euro muszą wybierać między Prawicą Rzeczypospolitej, PiS i Libertas. Muszę więc przypomnieć Panu, Panie Kazimierzu, że to rząd Jarosława Kaczyńskiego zawarł traktat lizboński – mimo polityki prowadzonej do wiosny’2007 (czyli do konferencji berlińskiej) i krytyki jego założeń we wcześniejszym oficjalnym programie Prawa i Sprawiedliwości. PiS przygotowując się do zawarcia traktatu głosował przeciw zobowiązaniu rządu do upomnienia się o potwierdzenie w traktacie szacunku Unii dla wartości chrześcijańskich. Również PiS wspólnie z PO przegłosował w Sejmie ustawę o ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Czy prof. Jacyna-Onyszkiewicz obiecuje skutecznie zmienić politykę Jarosława Kaczyńskiego?

Przywódca Libertas, Declan Ganley, jest zwolennikiem euro – o czym zapewniał mnie w rozmowie pół roku temu (pisałem o tym 24 września). Nie słyszałem nic o tym, że Anna Sobecka odwiodła go od tych poglądów. Programem Ganleya jest wzmocnienie Unii Europejskiej przez wzmocnienie jej demokratycznych instytucji, przede wszystkim Parlamentu Europejskiego. Tego samego Parlamentu, który odmówił powołania do Komisji Europejskiej Rocco Buttiglione, a we wrześniu ubiegłego roku formalnie potępił Kościół Katolicki. Ganley chce nowej konstytucji europejskiej, w której pozycja Parlamentu („demokratyczna kontrola”) będzie silniejsza, kosztem organów międzyrządowych i delegowanych przez państwa narodowe.    

Prawica Rzeczypospolitej walczy o zbudowanie polskiej polityki europejskiej, działającej na rzecz silnej opinii chrześcijańskiej w Europie i kierującej się zasadą: tyle wspólnych instytucji i kompetencji, ile wspólnych wartości i interesów. Dla nas miarą polityki europejskiej są wartości chrześcijańskie oraz interesy Polski i Europy środkowej – dla Ganleya demokratyczne nastroje Niemców, Holendrów, Francuzów.  

Na pytanie Pana Kazimierza odpowiedź jest prosta: wyborca chcący naprawdę głosować przeciw traktatowi lizbońskiemu, za zachowaniem polskiej waluty i polityki pieniężnej – powinien głosować na Prawicę Rzeczypospolitej.

Euro 14 kwi 2009

Bez komentarzy (czy kogoś to dziwi?) przeszedł w Wielkim Tygodniu sondaż CBOS porównujący nastroje w krajach Czworokąta Wyszehradzkiego wobec kryzysu. Abstrahuję tu od Węgier, gdzie kryzys ma źródła narodowe, a nie międzynarodowe, wywołane wyborczymi wydatkami premiera Gyurcsány’ego. Węgrzy już czują kryzys i skutki wyborczej łatwowierności, albo raczej (jeśli demokrację i suwerenną władzę wykonywaną przez wyborców będziemy traktować poważnie) – wyborczej nieodpowiedzialności.Ciekawe jest natomiast porównanie naszych trzech krajów beskidzkiego pogranicza. Polacy i Czesi obawiają się kryzysu, ale uważają, że jego skutków w większości jeszcze nie czują. Jednak w powszechnym odczuciu Słowaków – jedynego środkowoeuropejskiego kraju, który przyjął ostatnio euro – kryzys ogarnął całą Słowację.  

Jedna uwaga pod adresem fidela. Nie ma żadnych gwarancji, że narodowa polityka pieniężna będzie dobra. Jej narodowy charakter jest tylko szansą na narodową odpowiedzialność, podczas gdy szansa, że Unia Europejska będzie prowadzić politykę solidarności jest bardzo iluzoryczna. Solidarność jest wyzwaniem dla Europy, nie znamieniem jej polityki, szczególnie w kryzysie.  Niemcy w dziedzinie pomocy publicznej, zatrudnienia, rolnictwa czy polityki energetycznej nie przejmują się cudzymi potrzebami, nawet, gdy zobowiązują je do tego zasady powszechnie obowiązujące w Unii. Będziemy konsekwentnie powtarzać, że władza i inicjatywa państw narodowych jest koniecznym warunkiem, a nie antytezą współpracy europejskiej.

Euro 17 mar 2009

Czytelników bloga przepraszam za przedłużone milczenie, spowodowane między innymi pracami wokół niedawnego Zjazdu Prawicy Rzeczypospolitej, o którym jeszcze napiszę. Tymczasem są sprawy pilniejsze.  

W rządzie powstał niewiarygodny pomysł likwidacji złotego i zastąpienia go euro – w drodze zwykłej decyzji ustawowej, bez zmiany Konstytucji. Rząd powołuje się na tezy prawników, sugerujących, że art. 227 Konstytucji Rzeczypospolitej przestał obowiązywać (lub nabrał nowego sensu) w wyniku przystąpienia do Unii Europejskiej. Na razie nie ujawniają, które jeszcze artykuły ustawy zasadniczej przestały obowiązywać lub mają znacznie, o którym wiedzą dziś tylko kreatywni konstytucjonaliści. Mimo otwarcie proklamowanej gotowości użycia władzy przeciw istniejącemu porządkowi konstytucyjnemu – opozycja jedynie sprzeciwiła się tezie o możliwości likwidacji narodowej waluty bez zmiany Konstytucji, ale bynajmniej nie zażądała odpowiedzialności politycznej Ludwika Koteckiego, pełnomocnika rządu ds. wprowadzenia euro, który ten plan osobiście ogłosił. Nie słychać też o jakimkolwiek oficjalnym stanowisku Prezydenta w obronie Konstytucji. Dlaczego? Czyżby straszak wprowadzenia euro po prostu decyzją rządu, zatwierdzoną zwykłą większością Parlamentu, miał być użytecznym instrumentem do uzasadnienia tezy o konieczności referendum i zwolnieniu PiS z obowiązku konstytucyjnej obrony złotego? Bo skoro „podzieleni” są nawet konstytucjonaliści…

Euro and Międzynarodowe and Polityka 2 mar 2009

Unia Europejska odrzuciła węgierski plan pomocy dla Europy Środkowej. Trudno się dziwić, skoro zgłaszał go premier Gyurcsany, który – w sprawach finansowych – oszukiwał własne społeczeństwo. Dziwić mogą inne rzeczy. Przewodniczący José Manuel Barroso oświadczył, że kraje takie, jak Polska i Czechy „mają obowiązek” przyjąć euro, ponieważ się do tego zobowiązały. To samo bez przerwy mówi Donald Tusk. Szkoda, że ani Barroso, ani Tusk nie powiedzieli – korzystając z okazji szczytu – o obowiązkach wynikających z powszechnych zasad Unii. Na przykład, że Niemcy i Austria mają obowiązek otworzyć granice dla środkowoeuropejskich pracowników w imię fundamentalnej zasady wolnego przepływu pracy w Unii. Albo, że w imię zasad uczciwej konkurencji, Unia Europejska ma obowiązek zrównać wysokość dopłat rolnych w Polsce i w zachodniej Europie. Dobrze, że premier Tusk występuje przeciw protekcjonizmowi projektowanemu, szkoda, że woli milczeć o aktualnym.

A jeśli chodzi o przewodniczącego Barroso, który tak łatwo deklamuje o „obowiązkach” Polski i Czech, choć tak trudno mu mówić o obowiązkach Niemiec, Francji i własnej Komisji – usprawiedliwia go trochę jedna okoliczność, którą już wiele pokoleń temu ujawnił generał Robert Lee: że „obowiązek” bywa najtrudniejszym słowem w języku angielskim. Jak widać – od prawie stu pięćdziesięciu lat nic się nie zmieniło.

Blog and Euro and Polityka 27 lut 2009

Szczyt prezydencko-rządowy pokazał dokąd zmierzają wypadki. Sprawa przypomina negocjacje traktatu lizbońskiego. Miała być obrona pozycji Polski do krwi ostatniej („albo śmierć”), skończyło się na uzgodnieniu, że zachowamy swoją pozycję jeszcze na czas jednej unijnej projekcji budżetowej. Teraz znowu negocjacje trwają, tym razem wewnętrzne. Euro-2011 upadło, padają kolejne daty. Prezydenta ucieszyła propozycja Donalda Tuska, by Polska zachowała narodową walutę jeszcze przez całe pięć lat. A dziś minister Michał Kamiński zapewnił, że nie ma w tej sprawie poważnych różnic między Lechem a Jarosławem Kaczyńskim. Gdyby Wyspiański żył, pewnie by pił: „powietrze czuć sukcesem!”. 

Pan Marcin Masny (pozdrowienia) pytał mnie skąd wiadomo o udziale ludzi Samoobrony w Libertasie. Stąd, skąd wiedzą wszyscy – z mediów i od świadków. Media podały, że na spotkaniu organizowanym przez b.wiceministra Daniela Pawłowca (z którego sympatycznego skądinąd zaproszenia nie skorzystałem) znalazły się, ku zaskoczeniu wielu uczestników, czołowe postaci tej formacji. Jeden z dyskutantów na moim spotkaniu w Katowicach zwrócił mi uwagę, że to nie byli już politycy Samoobrony, ale dysydenci. Może i dysydenci. To jednak wystarcza, by się zorientować jakiego charakteru nabiera Libertas, niezależnie od niuansów organizacyjnych czy skomplikowanych relacji między Andrzejem Lepperem a Krzysztofem Filipkiem. 

Euro and Polityka 24 lut 2009

Przywódcy PiS – Przemysław Gosiewski i Joachim Brudziński – twardo powtarzają postulat referendum w sprawie euro. Godna zastanowienia jest ta nagła miłość rzeczników państwa partyjnego do demokracji bezpośredniej. Może warto by jej uruchamianie zacząć od referendum na temat przymusowego poboru pieniędzy od podatników na konkurujące o władzę partie polityczne? Stawiam to retoryczne pytanie, by sceptykom wykazać, że w sprawie, którą PiS przeżywa jako naprawdę ważną, nie będzie postulował referendum, ale będzie używał swego mandatu społecznego.  

Inaczej euro. Zaczyna się kolejna wyborcza ustawka, po której będą siniaki i sporo zniszczeń dookoła, ale – jeśli wszystko pójdzie dobrze – wszyscy uczestnicy bijatyki będą zadowoleni. PO będzie zadowolona jeśli w referendum przepchnie euro. Zademonstruje, że skutecznie płynie w głównym nurcie polityki unijnej. PiS – jeśli za zachowniem narodowej waluty padnie ponad 40 % głosów – też będzie zadowolony, bo to potwierdzi jego pozycję, porównywalną (po ujęciu PSL i SLD) z PO, ale przede wszystkim monopolistyczną na prawicy.  

A euro? Dla PiS efektywna opozycja wobec euro to kłopot, bo to wymaga nie hałaśliwych gestów, ale naprawdę konsekwentnej polskiej polityki europejskiej – a to może nieść koszty i międzynarodowe, i te dla partii władzy najważniejsze – wyborcze. Trzeba się na przykład zderzyć z mediami, a PiS może urządzać bojkoty w sprawie swoich interesów partyjnych, ale nie w obronie poglądów jako takich (na przykład bezstronności w sprawie euro).  Politycznie to zwyczajny cynizm i nie piszę tego w sensie moralistycznym. Uważam, że sensowne poparcie polityczne może być adresowane tylko do tych, którym zależy nie tyle na poparciu, co na osiągnięciu społecznych celów, które deklarują. A w wypadku narodowego pieniądza – to bardzo proste. Póki w Sejmie nie ma 307 posłów zdecydowanych na jego zniesienie – można go najspokojniej w świecie skutecznie bronić, przypominając innym partiom (i ich wyborcom) o odpowiedzialności za jego zniesienie. I tego należy się trzymać.