Historia


Historia and Repliki 26 lis 2011

W Katolickim Radiu Podlasie mówiłem – w trakcie rozmowy z Grzegorzem Skwarkiem na temat Solidarnej Polski – o lojalnym zachowaniu w okresie naszego odejścia z PiS i po utworzeniu Prawicy Rzeczypospolitej Zbyszka Ziobro i Tadeusza Cymańskiego. Oczywiście dotyczy to również na przykład Marzeny Wróbel. Nadawanie jednak temu czysto ludzkiemu świadectwu sensu partyjnego i obejmowanie nim na przykład (i szczególnie) Jacka Kurskiego (a takie interpretacje pojawiły się, niestety, w mediach) nie ma żadnego uzasadnienia ani w faktach, ani w treści mojego wywiadu. Oczywiście to sprostowanie nie ma również żadnego ubocznego sensu poza szacunkiem dla prawdy wydarzeń.

Historia and Międzynarodowe and Polityka 23 sie 2011

Dziś rocznica paktu Ribbentrop-Mołotow. Warto pamiętać, że jego zawarcie stanowiło nie tylko szok dla europejskiej opinii publicznej (najradykalniejsi antyfaszyści i antykomuniści postanowili zawiesić swoje poglądy), ale przede wszystkim zwrot w polityce niemieckiej. Hitler po latach polityki antykominternowskiej wracał do stałej linii wytyczonej przez niemiecką demokrację, przez Republikę Weimarską – wytrwale dążącą do zwróconego przeciw Polsce porozumienia z Rosją komunistyczną. W tej sprawie w niemieckiej polityce istniał niemal zupełny consensus – od komunistów po „niemiecko-narodowych” konserwatystów. Najazd na nasz kraj i rozbiór Rzeczypospolitej był konsekwencją polityki, której pragnęła niemiecka opinia publiczna. Układ ten stanowił początek pozbawienia Polski niepodległości na pół wieku.

Prawica Rzeczypospolitej przed dwoma laty zaproponowała doktrynalne ujęcie polskiej polityki, co przekazałem wówczas prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i marszałkowi Bronisławowi Komorowskiemu: „Polska ma prawo, by współpraca Niemiec i Rosji nigdy nie przybierała form, które uważamy za zagrożenie dla bezpieczeństwa i witalnych interesów Rzeczypospolitej, i Polska będzie zabiegać o poparcie tego stanowiska na forum polityki europejskiej”. To stanowisko powinniśmy wytrwale prezentować na forum międzynarodowym, zabiegając najpierw o poparcie dla niego w Europie środkowej (szczególnie państw bałtyckich), potem by inne państwa Europy przyjęły ją do wiadomości, na koniec – by wpływało na politykę Unii, w takich konkretnych sprawach jak gazociąg bałtycki, współpraca wywiadów Niemiec i Rosji, czy „wyrozumiałość” niemieckiej dyplomacji dla najazdu Rosji na Gruzję.

Jeżeli nasza polityka ma być rozumiana za granicą – musi być ujęta w stałe, zrozumiałe założenia. Musi jasno komunikować innym państwom, czego od nich oczekujemy. Choć czasem trzeba ją formułować w momentach kryzysów, najlepiej ją definiować w okresach stabilizacji. Nie może być polegać na chwilowych erupcjach emocji, po których zapada konformistyczne milczenie. Polityka polska tak prowadzona, nawet jeśli nie zawsze będzie przyjmowana, będzie miała zdolność wpływania na stanowisko innych państw, zachowa wewnętrzną ciągłość, konsekwencję, która jest najpewniejszą drogą do osiągnięcia trwałych rezultatów.

Historia 15 lip 2011

150 lat temu zmarł książę Adam Czartoryski, przywódca Wielkiej Emigracji, dla tych, którzy za nim szli – król „de facto”. Był największym polskim politykiem XIX wieku. Doprowadził do potwierdzenia praw naszego narodu na Kongresie Wiedeńskim, co stworzyło prawne oparcie dla walki o niepodległość i prawa Polski przez następne dziesiątki lat. Stanął na czele powstania, którego nie chciał, i mimo jego klęski potrafił zapewnić obecność sprawy polskiej w polityce europejskiej. Swego syna ożenił z wnuczką króla Francuzów. Choć był dzieckiem czasów Oświecenia – pracował dla Europy chrześcijańskiej i był oparciem dla opuszczonego błogosławionego Piusa IX. Dzięki niemu i Zakonowi Zmartwychwstańców, którym się opiekował, powstał Bułgarski Kościół Greko-katolicki. Na wygnaniu służył solidarności Polaków głosząc zasadę „najpierw być”. Był prawdziwym ojcem polskiej kultury.

Pracując dla Polski w czasach niedoli przez półtora wieku nie doczekał się pomników. Dziś Prawica Rzeczypospolitej oddała hołd jego pamięci, powtórzyliśmy apel do Parlamentu o ogłoszenie Roku Księcia Adama i zadeklarowaliśmy wierność jego zasadom.

Historia and Międzynarodowe 23 maj 2011

Panią Steinbach można ignorować, ale doktryny wypędzenia nie można. W polskiej polityce – nie tylko „oficjalnej”, również tej równolegle toczącej się w mediach – dzieje się dokładnie odwrotnie. Tymczasem Polska powinna jednoznacznie domagać się od Niemiec wycofania się z głoszenia tej doktryny i powrotu po pojęć umów poczdamskich. Ofiary przesiedleń mają prawo do współczucia, ale ich potomkowie nie mają prawa do oskarżeń. Bo – jak trafnie powiedział wicekanclerz Fischer – Niemcy Niemcom zgotowali ten los.

Polska – najlepiej poprzez uchwałę Sejmu popartą przez wszystkie partie – powinna wezwać Republikę Federalną do porzucenia tej doktryny oraz wstrzymania poparcia politycznego i finansowego dla organizacji, które ją głoszą. A co dalej? Po każdej wizycie kanclerza, a nawet ministra na zjeździe „wypędzonych” powinniśmy nie tylko oficjalnie protestować przeciw działaniom szkodzącym porozumieniu polsko-niemieckiemu, ale przenosić debatę na forum europejskie (łącznie z przypominaniem udziału b. członków NSDAP w początkach politycznego ruchu przesiedleńców). I wypełnianie tych obowiązków pamięci nie powinno w niczym naruszać naszej bieżącej polityki. Powinniśmy nasze interesy z Niemcami prowadzić równolegle, tak samo jak Niemcy – które mówią nam o współpracy, niezależnie od wizyt kanclerz Merkel na Zjazdach Wypędzonych i poparcia la jego przewodniczącej.

Historia and Prawa człowieka 30 kwi 2011

Wczoraj, w piątek wielkanocny, minęła czwarta rocznica storpedowania w Sejmie zmian konstytucyjnych, które miały potwierdzić, że Polska chce być państwem cywilizacji życia, chce być wierna dziedzictwu Jana Pawła II. Na drugi dzień, w białą sobotę, w drugą rocznicę śmierci Papieża – ówczesny premier zakazał partii rządzącej dyskusji na ten temat. Nawet dziś, w sposób zupełnie nieprowokowany, część zwolenników PiS chce sprawę tą w e-dyskusjach zagłuszyć absurdalną tezą, że zmiana konstytucyjna, poparta przez 80 % członków nadzwyczajnej komisji sejmowej, a na forum Sejmu przez 60 % posłów, nie miała szans. Niestety, te głosy dowodzą zupełnego braku refleksji moralnej i potrzeby naprawy spowodowanego zła. Bo na co rzekomo nie było szans? Na to, że premier Kaczyński nie będzie porozumiewał się (za pośrednictwem obecnej minister Radziszewskiej) z liberalnym kierownictwem PO (bo jeśli chciał – mógł porozumiewać się z mniejszością PO głosującą za życiem)? Na to, że PiS i PO nie będą razem zgłaszać wniosków o poszerzenie składu komisji nadzwyczajnej o nowych posłów z SLD? Na to, że przewodnicząca komisji z PiS, Jadwiga Wiśniewska, nie będzie uparcie przedłużać jej prac i odkładać przedłożenia gotowego sprawozdania? Na to, że ta sama przewodnicząca Wiśniewska nie będzie krytykować prac własnej komisji w TVN-24 (tak, tak) wespół z pp. Radziszewską i Senyszyn? Na to, że po uroczystym zapewnieniu premiera na komitecie politycznym partii rządzącej o poparciu dla zmian w art. 30 – nie pojawią się już dezorganizujące debatę „poprawki prezydenckie”?

To już historia – zmienić trzeba i można przyszłość. Nie oczekuję spektakularnych gestów, ale zwyczajnej zmiany postawy – postępowania innego niż wczoraj. Przez te cztery lata nic takiego nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie, przy „sprawie Agaty” rząd obniżył faktyczny poziom ochrony życia przy biernej akceptacji ze strony PiS. Zadziałał znowu układ pragmatyczny. Podobnie było w wielu innych sprawach. Zmiany postaw nie przyniosła również ubiegłoroczna tragedia, po której wydawało się, że sumienie odzyska swą siłę w życiu publicznym. A przecież, w ostatecznym rachunku, właśnie to jest najważniejsze.

Historia and Międzynarodowe and Polityka 13 kwi 2011

Główny doradca prezydenta Komorowskiego ds. międzynarodowych, prof. Roman Kuźniar, ogłosił, że Katyń nie był ludobójstwem. Teza jest absurdalna – bo zbrodnia katyńska miała na celu zniszczenie części narodu polskiego, więc sama w sobie stanowiła uderzenie w normę sformułowaną w art. II Konwencji ws. zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Po wtóre była ludobójstwem jako element planowanego wyniszczenia całego życia polskiego na terytorium Rzeczypospolitej okupowanym przez ZSSR (cztery deportacje z ich setkami tysięcy ofiar były oczywistym aktem ludobójstwa). Niszczenie życia polskiego uderzyło zresztą również w mniejszości narodowe – przede wszystkim Żydów, ale również Ukraińców.

Swoją drogą notorycznie zgadzamy się na zabieg fragmentacji zbrodni komunistycznych, zapominając, że fragmentacja właśnie jest podstawowym zabiegiem dezinformacji. Tymczasem nie należy ani odrywać zbrodni wobec Polski od całości zbrodni sowieckiego komunizmu, ani Katynia od całej Golgoty Wschodu. Ale zostawmy dygresję – normy Konwencji z RP 1948 są bardzo jasne.

Prof. Kuźniar nie jest już akademickim uczonym, który może beztrosko publicznie rozważać rozmaite tezy i hipotezy. Podjął się pracy, która oznacza istotny udział we władzy Prezydenta Rzeczypospolitej. Jego wypowiedzi mają charakter publiczny. Trudno sobie wyobrazić podobną dezynwolturę w wypowiedziach oficjalnych doradców prezydenta Rosji czy kanclerza Niemiec. Wypowiedź prof. Kuźniara stanowi potwierdzenie redukcjonistycznych tez w polityce rosyjskiej. To określa jego praktyczną odpowiedzialność. Prezydent ma jeden sposób by zaprzeczyć słowom swojego doradcy – odwołać go.

Historia and Międzynarodowe 11 kwi 2011

Nie wiadomo czy (materialnie) zmiana katyńskich tablic i (formalnie) skreślenie słów o ludobójstwie polskich oficerów to po prostu rosyjska prowokacja czy element walki o władzę w Rosji. Wobec tej drugiej hipotezy należy być bardzo ostrożnym. Sprawcy prowokacji zakładają zapewne, że polska władza skompromituje się faktycznym brakiem reakcji, a wzburzenie opozycji pozwoli jeszcze bardziej podzielić opinię publiczną i osłabić pozycję Polski na forum międzynarodowym. Jak temu zapobiec? Najwłaściwszą reakcją Prezydenta powinno być odwołanie wizyty – w konwencji „po usunięciu słów o ludobójstwie ze smoleńskiej tablicy wizyta stała się niemożliwa”.

Jeśli jednak prezydent Komorowski mimo tej prowokacji pojechał do Rosji – powinien bardzo mocno zareagować na miejscu. Powinien zdecydowanie potępić negacjonizm i redukcjonizm wobec sowieckiego ludobójstwa i powiedzieć, że z wielkim zaniepokojeniem obserwujemy utrwalanie się tych zjawisk w Rosji. Jest to problem dla przyszłości Rosji (kraju, który pierwszy padł ofiarą komunizmu) i dla opinii międzynarodowej. Międzynarodowy charakter powinna mieć reakcja na prosowiecki negacjonizm i redukcjonizm. Polska będzie podejmować takie działania na forum Rady Europy i Unii Europejskiej, i liczymy tu na współpracę wszystkich środowisk w Rosji walczących o prawdę o złu, które sowiecki komunizm wyrządził ich narodowi i światu.

Oczywiście, za deklaracją powinny pójść czyny na forum europejskim, począwszy od zgłoszenia rezolucji w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy i Parlamencie Europejskim (i ich aktywnego politycznego wsparcia przez polską dyplomację). Tak powinno działać nasze państwo. Najskuteczniejszą odpowiedzią na próby międzynarodowej izolacji Polski – jest działanie na rzecz izolacji tych, którzy podejmują działania przeciw interesom i godności naszego kraju.

To tylko projekt. Tendencje obecnej polityki idą zupełnie gdzie indziej – ku dalszemu osłabieniu naszego państwa.

Historia and Repliki 27 mar 2011

Dobrze, jeśli debata polityczna ma szersze konteksty, tym bardziej jeśli pomagają zrozumieć jej przedmiot. Nie rozumiem jednak dlaczego dziś w „Siódmym dniu tygodnia” Radia Zet prof. Tomasz Nałęcz kwestionował elementarne historyczne fakty. W dniu zabójstwa prezydenta Narutowicza został przez marszałka Rataja powołany nowy, ponadpartyjny rząd Władysława Sikorskiego i był to gabinet kryzysowy, zorientowany przede wszystkim na przywrócenie pokoju społecznego. Na czele rządu stanął prawicowy, „niebelwederski” generał, a stanowiska ministrów objęli zarówno piłsudczycy (gen. Sosnkowski, prof. Makowski), jak i politycy prawicy (konserwatyści oraz prof. Władysław Grabski). W pokoleniu naszych pradziadków Polacy potrafili ze sobą współpracować nawet w momentach narodowych tragedii, wielu obecnym politykom nawet trudno to zrozumieć.

Historia and Religia 25 mar 2011

Dwadzieścia lat temu, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego w trzynastym roku pontyfikatu Jana Pawła II, zmarł abp Marcel Lefebvre. Czy bez niego w Katechizmie Jana Pawła II i w Veritatis splendor mogłyby się później znaleźć odniesienia do Quod aliquantum, Quanta cura, Libertas, Immortale Dei, Quas primas – aktów Magisterium wcześniej nie przywoływanych niemal w ogóle, a i ciągle bardzo rzadko? Czy bez niego możliwe byłyby Ad tuendam fidem i Dominus Iesus? A przede wszystkim Ecclesia Dei i Summorum pontificum? Bóg jedyny, który kieruje losami ludzi, wie – a my mamy obowiązek z pokorą i wdzięcznością stawiać sobie to pytanie.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w Pokoju!

Historia 7 lut 2011

Życie człowieka jest tylko fragmentem  jego czasu, a mijające stulecie urodzin pozwala dobrze przyjrzeć się zarówno historycznym  przesłankom działalności męża stanu, jak i ocenić trwałość jego dorobku. Jaki więc był wiek Reagana? Przede wszystkim był to czas walki Ameryki przeciw hegemonii nad Europą – najpierw Niemiec, potem Związku Sowieckiego. Przez cały ten czas Europa była w centrum polityki amerykańskiej (bo nawet doktryna powstrzymywania realizowana na wszystkich kontynentach służyła odstraszeniu ZSSR od podjęcia ekspansji w Europie). Ronald Reagan zakończył tę konfrontację. Zwycięstwo Stanów Zjednoczonych w zimnej wojnie przyniosło Europie bezpieczeństwo, Europie środkowej – wolność, narodom Europy wschodniej – szanse na własną państwowość.

Był to też wiek nowego uniwersalizmu amerykańskiego. Stolica Apostolska nie traktowała go – mimo różnic –  jako konkurencji dla Christianitas, raczej jako wsparcie. Benedykt XV uważał, że program zawarty w 14 punktach prezydenta Wilsona jest zbieżny z jego wizją pokoju w Europie. Papież uważał, że potrzebny jest nowy porządek oparty na szacunku dla praw narodów i zaangażowaniu wspólnoty międzynarodowej w skuteczne rozwiązywanie i zapobieganie konfliktom państw. Obaj uważali niepodległość Polski za konieczny element zmian powojennych. Gdy Franklin Delano Roosvelt podejmie potem walkę z Niemcami w Europie, Pius XII wstrzyma bezpośrednią krytykę Związku Sowieckiego, by nie utrudniać walki sprzymierzonych z Hitlerem. Również antykomunistyczna ofensywa Ronalda Reagana dwa pokolenia później spotka się z solidarnością Jana Pawła II.

Wiek Reagana mija, jednak życiu wszystko ma kontynuację. Realizm nakazuje widzieć zarówno przemijanie, jak i kontynuację dotychczasowych tendencji. W wieku XXI problemy Europy nie będą dominować polityki globalnej (więc również interesów Ameryki). Jak będzie to kształtować polską geopolitykę? Jednym z największych osiągnięć polityki Reagana (zrealizowanych już przez jego wiceprezydenta, gdy przejął po nim następstwo) jest rozpad Związku Sowieckiego, niepodległość narodów Europy środkowej, nowe państwa na Wschodzie. Konsolidacja tego obszaru (drugiego politycznego płuca Europy) powinna wypełniać „przestrzeń polityczną”, która będzie powstawać wraz z przesuwaniem się interesów Ameryki poza Europę. Dziś Europa środkowa ma instrumenty by nakłaniać całą Europę do działań na rzecz własnego bezpieczeństwa, a także do zachowywania solidarności atlantyckiej. W Europie środkowej jest to wyzwanie przede wszystkim dla polityki naszego kraju. Wiek Ronalda Reagana sprawił, że możemy je podjąć.

Christianitas and Historia 9 gru 2010

Benedykt XV w czasie pierwszej wojny światowej zabiegał nie tylko o wstrzymanie walk, ale również o zatrzymanie eskalacji konfliktu. Przede wszystkim chciał powstrzymać Włochy od wejścia do wojny. Zaproponował arbitraż włosko-austriacki, zachęcając Cesarstwo do cesji Trydentu na rzecz Włoch, a Włochy – do zachowania neutralności. Franciszek Józef odmówił. Jego stryjeczny wnuk i następca, bł. cesarz Karol, stracił tron, unia austro-węgierska upadła, Austria straciła na rzecz Włoch nie tylko Trydent, ale również Południowy Tyrol, a po dwudziestu latach sama padła ofiarą Anschlussu. A potem…

Warto choć chwilę zastanowić się nad tym, co mówi Papież.

Bilans kampanii RP 2010 and Historia and Repliki 6 lip 2010

Pan Rafał Broda w swej odpowiedzi na moje uwagi przyznaje się do „osobistego, a więc bardzo subiektywnego uczulenia”, które każe mu wszystkie moje wypowiedzi oceniać „dokładnie pod kątem szkodliwości dla J.Kaczyńskiego”. Jednocześnie nie przytacza żadnych wypowiedzi napastliwych, niesprawiedliwych czy tym bardziej nieprawdziwych. Przeciwnie, sam potwierdza, że w swoich wypowiedziach publicznych „uprzejmie, łagodnym słowem przekonywał[em] do swoich poglądów, zawsze podkreślając, że poglądy JK są odmienne”. Profesor Broda twierdzi natomiast, że PO krytykowałem „tylko w kontekście rzekomej zbieżności celów PiS i PO”. Czy za zaniechania rządu po katastrofie smoleńskiej? Czy w sprawie afery hazardowej? Czy gdy broniłem konstytucyjnych kompetencji Prezydenta w sporach z rządem Donalda Tuska? Rozumiem, że Profesor Broda uznał stanowisko w tych (i wielu innych) sprawach za nieistotne „pod kątem szkodliwości dla J.Kaczyńskiego”, więc za nieistotne w ogóle. Na taką metodologię nic nie poradzę, podobnie jak na brak jakichkolwiek rzeczowych argumentów popierających tezę, że przed pierwszą turą wyborów „we wszystkich swoich wystąpieniach atakował[em] prawie wyłącznie J.Kaczyńskiego i PiS”.

Bezradność wobec argumentów Profesor nadrabia charakterystyczną w takiej sytuacji „argumentacją” ad hominem, w której jednak widoczne są ślady szlachetnego zakłopotania stanowiskiem Jarosława Kaczyńskiego wobec postkomunizmu. Pan Rafał Broda wyraża nadzieję, że „może Pan Marek Jurek publicznie wytłumaczy swoje wsparcie dla wyboru gen. W.Jaruzelskiego na pierwszego prezydenta RP w 1989 roku”. Jaruzelski nie został nigdy wybrany na Prezydenta RP, został Prezydentem PRL. Nie wspierałem jego „wyboru”, nie brałem w nim w ogóle udziału. W Obywatelskim Klubie Parlamentarnym mocno i publicznie domagałem się wystawienia naszego kontrkandydata. Jego niewystawienie skomentowałem w publicznym piśmie. O sprawie tej nie tylko mówiłem wiele razy publicznie, ale pisałem również na tym blogu. Nie tylko przypisywanie mi „wsparcia” jest insynuacją, również formułka „może publicznie wytłumaczy”. „Argument” ten mnie nie zaskakuje – parę dni temu podobny, w podobnym kontekście, z podobnych ust, padł w jednej ze stacji radiowych.

Tylko co to wszystko (od początku do końca) ma wspólnego z prawdą?

Bilans kampanii RP 2010 and Historia 22 cze 2010

Jeszcze uwaga historyczna obiecana Agnieszce. Zasiłki porodowe („becikowe”) w potrójnej formie (powszechno-budżetowe, socjalne, samorządowe) obowiązują w tej skali, bo jako marszałek Sejmu w okresie Kazimierza Marcinkiewicza zdecydowałem, że propozycje poselskie poddane zostaną pracom jednocześnie z propozycjami rządowymi. Dzięki tej decyzji o równoległości prac (wbrew oczekiwaniom mojego PiS-owskiego Premiera) zasiłki porodowe mają charakter o wiele szerszy niż w minimalistycznym założeniu rządu Marcinkiewicza. Tak to wyglądało – choć, niestety, w demokracji medialnej nie tyle jest ważne, co kto robi, ale z czym się kojarzy. Proszę, Pani Agnieszko, serdecznie pozdrowić Znajomych.

Wczoraj w programie „Teraz My” zaapelowałem do kandydatów na Prezydenta, by nie szukali poparcia SLD pana Napieralskiego, ale zwrócili się o poparcie (1) do Polaków, którzy nie głosowali w pierwszej turze oraz (2) nawzajem do swoich wyborców, którzy nie akceptują zwiększania wpływu radykalnej lewicy na politykę państwa. Dziś SLD staje się nie tylko arbitrem drugiej tury, ale w ogóle jedyną siłą oprócz PO i PiS. To w ogromnym stopniu rezultat decyzji tych, którzy dla ulżenia swoim emocjom politycznym poszli w pierwszej turze drogą dwupartyjnej polaryzacji polskiego życia publicznego.

Historia and Religia 5 cze 2010

Czegośmy pożądali – tegośmy doczekali. Po zwycięstwie Księdza Jerzego (męczeństwo dla chrześcijan jest zwycięstwem) przychodzi dzień ostatecznej chwały. I dzień pociechy dla nas – mamy nowego orędownika w Niebie, a pewnego dnia Polska może mieć nowego patrona. Ksiądz Jerzy w doskonały sposób połączył dwie miłości i dwa zaangażowania – na rzecz cywilizacji chrześcijańskiej i na rzecz niepodległości Polski, był człowiekiem Solidarności i obrońcą prawa do życia.

Od wielu lat jestem przekonany, że po beatyfikacji, którą dziś będziemy przeżywać – jego święto powinno stać się świętem narodowym. Jak przed Bogiem będzie reprezentował Polskę (bo będzie stał i orędował za nami), tak wobec przyszłych pokoleń może reprezentować wszystkie ofiary poniesione przez Polskę w drodze do obecnej niepodległości. Może przypominać, że choć wolna Polska, którą dziś mamy, nie powstała dzięki orężnej walce – powstała z krwi i poświęcenia, w której Polacy musieli najpierw pokonać własny strach i egoizm, by przeciwstawić się przemocy wobec Ojczyzny. Gaude Mater Polonia!

Historia 10 maj 2010

Tego dnia Polska była samotna. Gdy nasi wojenni sprzymierzeńcy świętowali koniec wojny, polski wicepremier, trzech ministrów, dowódcy wojskowi z gen. Okulickim na czele, parlamentarzyści siedzieli w sowieckim więzieniu w Moskwie. Naszemu rządowi na wygnaniu pozostało uznanie dyplomatyczne Stolicy Apostolskiej i kilku katolickich krajów. Symboliczny grób premiera Jankowskiego na wojskowych Powązkach, gdzie wczoraj składałem kwiaty, też był samotny. Oby z roku na roku coraz więcej spośród nas pamiętało. Oby Europa pamiętała. Narody i cywilizacje, które tracą przeszłość – tracą przyszłość.

Historia 10 kwi 2010

Wszyscy jesteśmy osieroceni. Straciliśmy Prezydenta, zginęła Jego Żona, całe grono ludzi wykonujących urzędy publiczne Rzeczypospolitej, krewni i potomkowie ofiar Katynia. Sam straciłem wielu przyjaciół lub serdecznych kolegów, myślę cały czas o ich Rodzicach, Dzieciach, Małżonkach. Przekonaliśmy się jak kruche jest ludzkie życia, ale przekonaliśmy się również jak kruche jest Państwo – niezbędny wymiar życia narodów i życia po ludzku, niezbędna materialna postać Ojczyzny. Módlmy się więc za dusze ofiar katastrofy smoleńskiej, o wsparcie dla ich bliskich, za Polskę – i tym bardziej otoczmy solidarnością Rzeczpospolitą. Musimy być razem. Skoro Bóg dopuścił na nas to doświadczenie – próbujmy wyprowadzić z niego sens (choć ostatecznie sens tego wydarzenia poznamy dopiero na tamtym świecie). Oby ta ofiara – złożona przez ludzi reprezentujących Rzeczpospolitą i naród, w drodze, by wypełnić obowiązek pamięci – była zbawiennym wstrząsem wydobywającym nas z obojętności wobec naszego Państwa, z lekceważenia stałych politycznych powinności. Oby dała nam ducha ofiary, bez której nie ma służby publicznej.

Historia and Międzynarodowe 8 kwi 2010

W interesie Polski i świata jest by Rosja identyfikowała się z duchowymi i politycznymi przeciwnikami komunizmu, z ofiarami poniesionymi w walce z komunizmem od czasów wojny domowej, a nie z władzą sowiecką. Od władz Rosji należy przede wszystkim oczekiwać jasnego potępienia komunizmu – a nie „moralnej reformy” komunistycznego dziedzictwa. Dziś jesteśmy jeszcze od tego daleko. Brak potępienia komunizmu jest znakiem neosowieckiego charakteru rosyjskiej polityki, a jej neosowiecki charakter zawsze będzie zarzewiem problemów dla sąsiadów i otoczenia międzynarodowego.  

Wczorajsze obchody stanowiły oczywiście krok w dobrą stronę i postęp w wypełnieniu obowiązków pamięci. Język współczucia zawsze jest odejściem od komunistycznej bezduszności. Ale była to empatia ograniczona. Putin potępił zbrodnię katyńską, ale nie najazd na Polskę i prześladowania, które dotknęły setek tysięcy Polaków. A mówiąc o rosyjskich ofiarach „stalinizmu” przywołał pomordowanych oficerów Monarchii, którzy wstąpili do Armii Czerwonej, ale nie poświęcenie setek tysięcy Rosjan, którzy zginęli w walce z komunizmem. Komunizm potrafi ubolewać nad losem swych niewinnych ofiar, nigdy nie wybaczy ani przeciwnikom, którzy z nim walczyli zbrojnie. 

Wymóg potępienia komunizmu nie oznacza zresztą zamrożenia bieżących stosunków, które należy rozwijać według kryteriów rzeczowych. Stanowi po prostu konieczne kryterium oceny historii, wymóg moralnego ładu życia międzynarodowego i obowiązek pamięci w polityce wobec Rosji i na forum europejskim.

Historia and Międzynarodowe and Polityka 23 sty 2010

Wyniesienie do godności Bohatera Ukrainy Stepana Bandery to najzupełniej suwerenny akt Wiktora Juszczenko. To jego testament prezydencki przed odejściem z urzędu.

Stepan Bandera był niewątpliwie odważnym człowiekiem i poświadczył to życiem. Większą część wojny spędził w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, ale w tym czasie założona przez niego Służba Bezpieczeństwa OUN, a potem założona przez jego zwolenników Ukraińska Armia Powstańcza przeprowadziły ludobójstwo polskiej ludności na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. To nie było bardziej od innych krwawe ogniwo w łańcuchu przemocy, ale realizacja założeń teoretycznych OUN. Biuletyn Krajowej Egzekutywy OUN już kilka lat przed wojną głosił, że „nacjonalizm ukraiński nie liczy się z żadnymi ogólnoludzkimi przepisami solidarności, sprawiedliwości, miłosierdzia, humanitaryzmu” i że „każda droga, która prowadzi do najwyższego celu, jest naszą drogą, bez względu na to, czy u innych nazywać się będzie bohaterstwem czy podłością”.

Nie oczekuję od Ukraińców, że na polsko-ukraińską historię będą patrzyli z naszej perspektywy. Oczekuję, że na naszą historię będziemy potrafili razem patrzeć krytycznie i po chrześcijańsku. Przeciwnikami Polski byli i hetman Skoropadski, i twórca ukraińskiego konserwatyzmu Wacław Lipiński, i również (w planie politycznym) Sługa Boży metropolita Szeptycki. Ale to nie ich wybiera na patronów nowej Ukrainy Wiktor Juszczenko, w swym suwerennym akcie prezydenta nie podlegającego już wyborom.

Prezydent Lech Kaczyński wiedząc o renesansie ideologii banderowskiej na Ukrainie tym bardziej powinien był domagać się jasnego potępienia ludobójstwa popełnionego na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Zdecydował się od tego odstąpić, uwzględniając w swej polityce ukraińskiej wrażliwość banderowską. I dziś w osobie Stepana Bandery uhonorowana jest nie tylko słuszna walka nacjonalistów ukraińskich ze Związkiem Sowieckim, ale również niepotępione i nierozliczone moralnie masowe zbrodnie.

Christianitas and Historia and Polityka 31 gru 2009

Najważniejszym politycznym wydarzeniem mijającego roku jest wejście w życie Traktatu Lizbońskiego. Rozwiewa się mit „wielkiego rozszerzenia” – zaczyna się rzeczywistość „wielkiego przyłączenia”. Odpowiedzialność za przyjęcie tego traktatu łączy PO i PiS i jest tym większa, że obie partie uruchomiając już wiosną ubiegłego roku proces ratyfikacyjny jeszcze bardziej osłabiły pozycję polityczną Polski. W efekcie Irlandia i Czechy – które łącznie liczą przeszło dwa razy mniej mieszkańców niż Polska – uzyskały więcej od nas gwarancji dla swych zasadniczych (i nie tylko materialnych) interesów.  

Wejściu w życie traktatu lizbońskiego towarzyszy światowy kryzys ekonomiczny. Uderzył w Polskę spadkiem zatrudnienia i eksportu, ale jeśli nasza gospodarka broni się przed kryzysem lepiej od innych, to (po pierwsze) dzięki zachowaniu narodowej waluty, po drugie – dzięki zwiększeniu możliwości nabywczych rodzin wychowujących dzieci (wskutek obniżenia podatków w LP 2006-07).  

RP 2009 przyniósł narastający atak na cywilizację chrześcijańską w Europie. Tym ważniejsze były w tym kontekście kroki podjęte przez Ojca Świętego na rzecz jedności Kościoła – odwołanie ekskomunik dla biskupów Bractwa św. Piusa X oraz konstytucja Anglicanorum coetibus, otwierająca tradycyjnym anglikanom drogę do życia w jedności katolickiej. Decyzje Papieża to umocnienie wspólnoty ze wszystkimi, z którymi łączy nas wspólne Credo – ale również wzmocnienie jedności wszystkich chcących bronić cywilizacji chrześcijańskiej. 

Zwiastunem korzystnej zmiany w polskiej polityce może być spadek poparcia dla rządu Tuska w następstwie ujawnienia afery hazardowej. Spora część opinii publicznej zaczyna wreszcie widzieć, co wyziera spoza fasadowej wizji ułatwionego życia, prezentowanej przez pop-liberalizm Platformy Obywatelskiej (więcej w dzisiejszym numerze „Naszego Dziennika”).

Historia and Międzynarodowe and Polityka 11 lis 2009

Patriotyzm kojarzy się nam dziś głównie kultywowaniem pamięci i obchodzeniem rocznic. Rzucone przez Wojciecha Wasiutyńskiego hasło „być sobą” (od którego zaczynają się „Źródła niepodległości”) to na pewno podstawa patriotyzmu. Podstawa – ale tylko podstawa. Patriotyzm coraz rzadziej kojarzy się nam z państwem, mimo, że niepodległe państwo jest największym darem Boga dla naszego pokolenia. Państwo Polskie zawsze będzie potrzebne Polakom do zachowania i rozwoju naszego życia narodowego, potrzebne będzie Europie dla zachowania naszej cywilizacji, potrzebne będzie Europie środkowej jako zwornik geopolitycznego bezpieczeństwa. Nie ma – i nigdy nie było – sprzeczności między państwami narodowymi a współpracą międzynarodową. O tym znaczeniu państwa przypomniał ostatnio Ojciec Święty w „Caritas in veritate”, szczególnie w art.art. 24 i 41. Papież pisze tam, że w naszej epoce państwo musi stawić czoło wyzwaniom, jakie niesie finansowo-gospodarcza globalizacja. „Ten nowy kontekst zmodyfikował polityczną władzę państw [więc] należałoby sobie życzyć, aby bardziej wzrastała uwaga i uczestnictwo w res publica ze strony obywateli.”  Współczesność nie eliminuje „roli państw, a raczej angażuje rządy do głębszej wzajemnej współpracy. (…) W odniesieniu do rozwiązania obecnego kryzysu, rola państwa wydaje się wzrastać, odzyskując wiele ze swych kompetencji. Istnieją ponadto narody, w których budowanie lub odbudowywanie państwa jest nadal kluczowym elementem ich rozwoju.”  Nie wiem czy dostatecznie usłyszeliśmy tę naukę. Bo dla Polski – jak dla innych narodów uwolnionych z komunizmu – państwo jest najzupełniej „kluczowym elementem rozwoju”. Jan Paweł II mówił, że bez Polski niepodległej nie ma sprawiedliwej Europy. Dziś słowa te odbijają się echem – bez szacunku dla interesów niepodległej Polski nie istnieje żadna solidarność europejska.

Następna strona »