Nekropolis


Nekropolis 22 lut 2011

Zmarł ojciec Andrzej Rębacz CSsR (1936-2011), nasz przyjaciel. Pracował w Konferencji Episkopatu, zajmując się duszpasterstwem rodzin i obroną nienarodzonych. Bronił ładu moralnego po prostu swoim życiem, żył tym – co było jego pracą. W kwestiach moralnych wypowiadał się kategorycznie – nie przez abstrakcyjny „rygoryzm”, ale przez świadomość tego, czym jest zło dla jego ofiar, ale również dla tych, którzy je popełniają. Choć nie pasjonował go zgiełk życia publicznego (a może właśnie dlatego) udzielił mi moralnego i publicznego wsparcia przed wyborami prezydenckimi. Był z nami, gdy tworzyliśmy komitet Pro Dono Vitae. Był po prostu człowiekiem, na którego można liczyć. Dziś proszę z przyjaciółmi Boga, by wynagrodził mu trudy dobrego życia.

Nekropolis 18 sty 2011

Zmarł Restytut Staniewicz (1929-2011). U niego w mieszkaniu, pełniącym funkcję biura (Punktu Konsultacyjno-Informacyjnego) Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, rozpoczynałem swoją działalność opozycyjną przeszło trzydzieści dwa lata temu. Dzięki niemu poznałem przyjaciół z Ruchu Młodej Polski. Pomógł nam nawiązać współpracę, choć nie podzielał naszych poglądów. Całe życie uważał się bowiem – jak rodzice, przede wszystkim Mama – za człowieka lewicy niepodległościowej. Jego Ojciec, profesor Witold Staniewicz, był jednym z przywódców demokratów wileńskich, konsekwentnych federalistów. W LP 1926-30 był ministrem reform rolnych. Odszedł z rządu, protestując przeciw aresztowaniom przywódców opozycji, dwa lata później złożył mandat poselski w proteście przeciw ograniczeniu autonomii uczelni wyższych. Restytut opowiadał, że ojciec po wojnie (najpierw był więźniem politycznym, potem rektorem Akademii Rolniczej w Poznaniu) przeżył głębokie nawrócenie, w ogromnym stopniu pod wpływem Prymasa Wyszyńskiego. Te tradycje formowały jego syna. Łącząc oba etapy ideowej drogi ojca Restytut Staniewicz zaangażował się we współpracę z „Więzią” w latach 60-tych. Potem w niepodległościową działalność w Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Poglądy ideowe były dla Restytuta bardzo ważne – jeszcze ważniejszy był wybór tożsamości kulturowej. Uważał się (jak Józef Mackiewicz czy Czesław Miłosz) za obywatela Wielkiego Księstwa Litewskiego. Z pasją opowiadał o każdym młodym człowieku ze Wschodu, który potwierdzał żywotność tradycji, którą kochał. Brałem to – jak wielu przyjaciół – trochę za fantazje kresowego Rzeckiego, póki sam parę lat temu w Mińsku nie spotkałem młodych Polaków „stamtąd” uważających się za „Litwinów Wielkiego Księstwa”. Restytut był dzieckiem Kresów choć prawie całe życie przeżył w Poznaniu. Kochał rozmowy, opowieści, dyskusje. Lgnął do ludzi, choć często był bardzo samotny. Oby w świętych obcowaniu Bóg ofiarował mu wieczną obfitość ludzkich przyjaźni.

Nekropolis 19 paź 2010

Łódzka zbrodnia to najpierw tragedia konkretnych ludzi i konkretnych rodzin. Powinniśmy je stale mieć przed oczyma, swoją postawą starając się przekazać im nasze współczucie i wsparcie. Śmierć ich bliskich pozostawi na trwałe w ich życiu ranę. Oby Bóg sprawił, że będzie się goić!

Zbrodnia ta to również kolejna klęska polskiego życia publicznego, następstwo postępującego rozpadu solidarności i szacunku w życiu publicznym. Solidarności wobec innych Polaków (którzy mają prawo do własnej reprezentacji) i braku szacunku należnego instytucjom państwa oraz tym, którzy – zgodnie z prawem Rzeczypospolitej – otrzymali mandat do ich reprezentacji. Nigdy nie jest za późno na zadośćuczynienie. Może być dyskretne, ale musi być wyraźne i proporcjonalne. To jedyna droga do choćby częściowego rozładowania potencjału zła, jakim napełniła polskie życie publiczne żądza władzy, zastępowanie zasad dążeniem do popularności, pasja naginania innych do własnej woli, przy totalnej nieskuteczności w naginaniu – siebie do nakazów sumienia i przyzwoitości.

Nekropolis 12 gru 2009

Choć była znaną malarką – zawsze powtarzała, że całe życie pozostała tylko córką, siostrą i matką: córką senatora Bohdana Wasiutyńskiego, siostrą Wojciecha Wasiutyńskiego, wybitnego emigracyjnego pisarza politycznego i matką Stanisława Latałło, alpinisty i aktora (twórcy głównej roli w „Iluminacji” Zanussiego). Pani Kasia Wasiutyńska-Latałło towarzyszyła nam sercem i radą na wszystkich politycznych drogach. Mówiła, że kto w rodzinie przejął się polityką – zachowuje to na całe życie. Była niezwykle dzielna. Opowiadała jak rodziła dziecko w górskiej wsi, przez którą przewalał się front: jak zaczynała rodzić we wsi byli jeszcze Niemcy, jak urodziła – już Sowieci. Była z nami w Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym (zaprojektowała logo partii), w Prawie i Sprawiedliwości, w Prawicy Rzeczypospolitej. Krótko zasiadała w Radzie Miasta Warszawy. Zmarła wczoraj wieczorem i bez niej Warszawa jest dziś bardziej pusta. 

Trzy dni wcześniej zmarł Piotrek Krzywicki, poseł Polski Plus. Byliśmy posłami w sąsiednich okręgach. Piotrek w dziesiątku spraw reprezentował Sejm przed Trybunałem Konstytucyjnym. Z sukcesem bronił ludzkich spraw, na przykład rodzinnych oszczędności przed opodatkowaniem. Był spokojnym, przez wszystkich lubianym, człowiekiem. Myślę, że również w Niebie Aniołowie i Święci będą Piotrulę nie tylko kochać, ale po prostu lubić. Bo nie można go było nie lubić. Ale ten spokojny, kochany człowiek – potrafił zachować się jednoznacznie. Autorytetem, na którego sądzie politycznym polegał, był Kazimierz Ujazdowski. Gdy Kazik uznał, że ustały wszelkie możliwości prowadzenia realnej polityki w PiS – Piotr natychmiast z nim opuścił tę partię. Mógł prowadzić o wiele spokojniejsze życie łódzkiego adwokata – wybrał służbę publiczną. I dzięki niemu, dla wszystkich, którzy go znali – życie publiczne było znacznie przyjemniejsze.

Nekropolis 22 cze 2009

W ciągu ledwie pół miesiąca odeszły z tego świata cztery ważne dla mnie osoby. Zmarła Ciocia Celina Małkowska, najstarsza siostra mojej Mamy. Całe życie spędziła w naszej wsi, na północnym Mazowszu. Przeżyła śmierć męża i jednego z synów. Żyła sprawami wiary i rodziny, specjalnie pojechała na drugi koniec Polski, nad niemiecką granicę, na święcenia kapłańskie mojego brata, choć jego Msza prymicyjna była dzień później znacznie bliżej, w Poznaniu. Teraz już – jak wierzę znając jej dobre życie – może uczestniczyć w Liturgii Niebieskiej. 

Zmarł Jerzy Wocial, z którym wiele razy rozmawialiśmy przez ostatnie dwadzieścia parę lat o życiu publicznym. Pierwszy raz w drugiej połowie lat 80-tych, w dyskusji redakcyjnej zorganizowanej przez „Powściągliwość i Pracę” z udziałem J.M.Rymkiewicza i Pawła Śpiewaka. Pan Jerzy wiele razy wyrażał solidarność z moimi poglądami; gdy odwiedziliśmy go kilka miesięcy przed śmiercią z Jarkiem Sellinem – wspominał jak w Lucieniu (podczas jednego ze spotkań intelektualistów u Prezydenta) dowiedział się o moim wystąpieniu z PiS; mówił mi o rozterce, jaką wtedy przeżył. Zdążyłem jeszcze przesłać do „Christianitas” jego artykuł, który mi po tej ostatniej rozmowie przekazał, o współczesnych moralistach europejskich.  

Parę dni temu zmarł, w czasie powypadkowego leczenia, Maciej Frankiewicz, wiceprezydent Poznania. Maćka poznałem w opozycji, na początku lat 80-tych. Ostatni raz go widziałem na cmentarzu powstańców Budapesztu, gdzie przypadkiem się spotkaliśmy, ja kierując delegacją Sejmu, Maciej – miasta Poznania, które uczestniczyło w węgierskich obchodach, manifestując wspólną pamięć Roku 1956. Teraz Maciej osierocił rodzinę, ale również przyjaciół, którzy zawsze na niego mogli liczyć.    

I ostatnia bolesna wiadomość. Zmarł po długiej walce z rakiem Andrzej Karkosz, nasz przyjaciel i mąż matki chrzestnej mojego syna. Andrzej był przedsiębiorcą i katolickim teologiem, dobrze łączył jedno i drugie. Przed śmiercią mówił mi (podobnie jak Jerzy Wocial), że gdy staje się na krawędzi doczesności wszystko zaczyna wyglądać inaczej –sprawami publicznymi interesował się jednak do końca, one pozostały dla niego wśród rzeczy ważnych. Osierocił dużą rodzinę, pozostawił po sobie dobrą pamięć i miłość wielu ludzi.

Nekropolis 14 lip 2008

Byłem zawsze przeciwnikiem politycznym profesora Geremka, począwszy od naszych pierwszych sporów o ślubowanie poselskie w Sejmie kontraktowym, czy bodaj pierwszej krytyki telewizyjnej, jaka go spotkała w bezpośredniej debacie z innym posłem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Jednocześnie pracowałem z nim razem w Komisji Spraw Zagranicznych i jej Prezydium (którym przewodniczył) i z przekonaniem mogę powiedzieć, że nie było do tej pory przewodniczącego tej Komisji, który jej znaczenie polityczne podniósłby tak wysoko. Nadał jej ton, dzięki któremu praca w niej była jednym z najbardziej satysfakcjonujących zajęć parlamentarnych. Nie pora dziś na przytaczanie wszystkich spraw, o które się tam spieraliśmy. Profesor był niezwykle ciekawym rozmówcą, stosując pewien tradycyjny podział, jeśli chodzi o stosunek do ludzi – zdecydowanie wolał tych (o ile wiem, również we własnej partii), którzy czytają książki. Był znakomitym mówcą. Kiedy, po przeprowadzonej przez prawicę zmianie władz, odszedł z Klubu OKP – cieszyłem się ze zmiany politycznej, ale naprawdę brakowało mi jego mów. Kiedy usłyszałem go ponownie, przemawiającego w imieniu Unii Demokratycznej, odetchnąłem, że Sejm staje się na nowo ciekawszy. Więcej już nie przemówi, Bóg nagle powołał go na swój sąd. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie!

Nekropolis 29 lut 2008

Należał do ludzi, którzy wywarli na moje życie największy wpływ, choć osobiście spotkałem go tylko dwa razy. Pierwszy raz na początku lat dziewięćdziesiątych, w jego klasztorze w Prowansji. Znałem Opata ze zdjęć, więc od razu poznałem go, gdy podawał gościom wodę do umycia rąk przed obiadem. Potem rozmawialiśmy o Kościele i o Polsce, której był bardzo ciekaw. Drugi raz dziesięć lat temu, na pielgrzymce wspólnot tradycyjnych do Rzymu. Odprawiał u Świętego Chryzogona Mszę dla pielgrzymów francuskojęzycznych. Dwa dni potem, po spotkaniu z Ojcem Świętym, udzielił błogosławieństwa Zosi i mnie.

Ale poznałem go wcześniej, przez lekturę „Jutra Chrześcijaństwa” przed prawie dwudziestu laty. Opat Gerard uczył, że piękno odbija blask Bożej Chwały. Widział je w świętej liturgii, w chrześcijańskim ładzie społecznym, w życiu rodzin. Wierzył w świętą nadzieję – pewność, że zadania, które Bóg przed nami postawił, możemy wypełnić; że życie chrześcijańskie nie jest nieosiągalnym ideałem, ale realnym powołaniem ludzi, ich wspólnot i narodów. Christianitas nie była dla niego wspomnieniem czasów średniowiecza. Widział ją wszędzie naokoło: w świadectwie uwięzionego Prymasa Wyszyńskiego, w powstaniu węgierskim’56, w epopei Algierii Francuskiej.  

Swój klasztor Świętej Magdaleny założył, by żyć według pierwotnej i wiernie praktykowanej tradycji benedyktyńskiej. Skupił wokół siebie grono młodszych uczniów, którzy pragnęli tego samego. Sam zaprojektował kościół w stylu romańsko-prowansalskim, tak jak wierzył – że „każdy klasztor jest obrazem Nieba”. Początkowo traktowany jako kontestator, przez Jana Pawła II został obdarzony godnością opata. Bóg pozwolił mu odpocząć przez ostatnie lata tak twórczego życia i być świadkiem opackiej benedykcji następcy – Ojca Ludwika-Marii de Geyer d’Orth OSB. Odszedł do Boga, ale piękno, któremu dał życie – zostało z nami na ziemi.

Nekropolis 16 gru 2007

Gdy byłem pierwszy raz w Rzymie przed dziewiętnastu laty, zabytki Rzymu chrześcijańskiego oglądałem z obowiązku. Wtedy interesował mnie przede wszystkim antyk. Rzym chrześcijański pokochałem i zrozumiałem (wstyd się przyznać) dopiero dziewięć lat temu, podczas pielgrzymki na dziesięciolecie papieskiego listu „Ecclesia Dei”. Odwiedzaliśmy z Zosią kościoły, modląc się przy grobach męczenników, których wspominamy w kanonie rzymskim. Byliśmy na audiencji u Ojca Świętego.  

Centralną Mszę pielgrzymkową odprawiał wtedy w bazylice Św. Ignacego kardynał Alfons Maria Stickler SDB. Było to prawdziwe doświadczenie Christianitatis. Wracając ze Mszy, otrzymaliśmy błogosławieństwo od Opata Gerarda z Le Barroux, z Katalończykami rozmawialiśmy o Ojcu Balmesie, spotykaliśmy pielgrzymów z Ameryki i Australii.  

Piszę o tym, bo kardynał Stickler w ubiegłym tygodniu odszedł do Boga. Przedwczoraj został pochowany. W liście kondolencyjnym do jego brata i trzech sióstr Ojciec Święty złożył hołd zasługom Kardynała dla Kościoła i kultury. Kardynał Stickler należał do pokolenia biskupów Jana Pawła II, kardynałem został w RP 1985. Przez wiele lat z zapałem bronił tradycyjnej liturgii. Propagował prace jej poświęcone. Udzielał wsparcia wiernym broniącym jej praw. I Bóg pozwolił mu ujrzeć owoce jego miłości i zaangażowania. Requiem aeternam dona ei Domine.