Choć była znaną malarką – zawsze powtarzała, że całe życie pozostała tylko córką, siostrą i matką: córką senatora Bohdana Wasiutyńskiego, siostrą Wojciecha Wasiutyńskiego, wybitnego emigracyjnego pisarza politycznego i matką Stanisława Latałło, alpinisty i aktora (twórcy głównej roli w „Iluminacji” Zanussiego). Pani Kasia Wasiutyńska-Latałło towarzyszyła nam sercem i radą na wszystkich politycznych drogach. Mówiła, że kto w rodzinie przejął się polityką – zachowuje to na całe życie. Była niezwykle dzielna. Opowiadała jak rodziła dziecko w górskiej wsi, przez którą przewalał się front: jak zaczynała rodzić we wsi byli jeszcze Niemcy, jak urodziła – już Sowieci. Była z nami w Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym (zaprojektowała logo partii), w Prawie i Sprawiedliwości, w Prawicy Rzeczypospolitej. Krótko zasiadała w Radzie Miasta Warszawy. Zmarła wczoraj wieczorem i bez niej Warszawa jest dziś bardziej pusta.
Trzy dni wcześniej zmarł Piotrek Krzywicki, poseł Polski Plus. Byliśmy posłami w sąsiednich okręgach. Piotrek w dziesiątku spraw reprezentował Sejm przed Trybunałem Konstytucyjnym. Z sukcesem bronił ludzkich spraw, na przykład rodzinnych oszczędności przed opodatkowaniem. Był spokojnym, przez wszystkich lubianym, człowiekiem. Myślę, że również w Niebie Aniołowie i Święci będą Piotrulę nie tylko kochać, ale po prostu lubić. Bo nie można go było nie lubić. Ale ten spokojny, kochany człowiek – potrafił zachować się jednoznacznie. Autorytetem, na którego sądzie politycznym polegał, był Kazimierz Ujazdowski. Gdy Kazik uznał, że ustały wszelkie możliwości prowadzenia realnej polityki w PiS – Piotr natychmiast z nim opuścił tę partię. Mógł prowadzić o wiele spokojniejsze życie łódzkiego adwokata – wybrał służbę publiczną. I dzięki niemu, dla wszystkich, którzy go znali – życie publiczne było znacznie przyjemniejsze.