Nekropolis


Nekropolis 12 gru 2009

Choć była znaną malarką – zawsze powtarzała, że całe życie pozostała tylko córką, siostrą i matką: córką senatora Bohdana Wasiutyńskiego, siostrą Wojciecha Wasiutyńskiego, wybitnego emigracyjnego pisarza politycznego i matką Stanisława Latałło, alpinisty i aktora (twórcy głównej roli w „Iluminacji” Zanussiego). Pani Kasia Wasiutyńska-Latałło towarzyszyła nam sercem i radą na wszystkich politycznych drogach. Mówiła, że kto w rodzinie przejął się polityką – zachowuje to na całe życie. Była niezwykle dzielna. Opowiadała jak rodziła dziecko w górskiej wsi, przez którą przewalał się front: jak zaczynała rodzić we wsi byli jeszcze Niemcy, jak urodziła – już Sowieci. Była z nami w Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym (zaprojektowała logo partii), w Prawie i Sprawiedliwości, w Prawicy Rzeczypospolitej. Krótko zasiadała w Radzie Miasta Warszawy. Zmarła wczoraj wieczorem i bez niej Warszawa jest dziś bardziej pusta. 

Trzy dni wcześniej zmarł Piotrek Krzywicki, poseł Polski Plus. Byliśmy posłami w sąsiednich okręgach. Piotrek w dziesiątku spraw reprezentował Sejm przed Trybunałem Konstytucyjnym. Z sukcesem bronił ludzkich spraw, na przykład rodzinnych oszczędności przed opodatkowaniem. Był spokojnym, przez wszystkich lubianym, człowiekiem. Myślę, że również w Niebie Aniołowie i Święci będą Piotrulę nie tylko kochać, ale po prostu lubić. Bo nie można go było nie lubić. Ale ten spokojny, kochany człowiek – potrafił zachować się jednoznacznie. Autorytetem, na którego sądzie politycznym polegał, był Kazimierz Ujazdowski. Gdy Kazik uznał, że ustały wszelkie możliwości prowadzenia realnej polityki w PiS – Piotr natychmiast z nim opuścił tę partię. Mógł prowadzić o wiele spokojniejsze życie łódzkiego adwokata – wybrał służbę publiczną. I dzięki niemu, dla wszystkich, którzy go znali – życie publiczne było znacznie przyjemniejsze.

Nekropolis 22 cze 2009

W ciągu ledwie pół miesiąca odeszły z tego świata cztery ważne dla mnie osoby. Zmarła Ciocia Celina Małkowska, najstarsza siostra mojej Mamy. Całe życie spędziła w naszej wsi, na północnym Mazowszu. Przeżyła śmierć męża i jednego z synów. Żyła sprawami wiary i rodziny, specjalnie pojechała na drugi koniec Polski, nad niemiecką granicę, na święcenia kapłańskie mojego brata, choć jego Msza prymicyjna była dzień później znacznie bliżej, w Poznaniu. Teraz już – jak wierzę znając jej dobre życie – może uczestniczyć w Liturgii Niebieskiej. 

Zmarł Jerzy Wocial, z którym wiele razy rozmawialiśmy przez ostatnie dwadzieścia parę lat o życiu publicznym. Pierwszy raz w drugiej połowie lat 80-tych, w dyskusji redakcyjnej zorganizowanej przez „Powściągliwość i Pracę” z udziałem J.M.Rymkiewicza i Pawła Śpiewaka. Pan Jerzy wiele razy wyrażał solidarność z moimi poglądami; gdy odwiedziliśmy go kilka miesięcy przed śmiercią z Jarkiem Sellinem – wspominał jak w Lucieniu (podczas jednego ze spotkań intelektualistów u Prezydenta) dowiedział się o moim wystąpieniu z PiS; mówił mi o rozterce, jaką wtedy przeżył. Zdążyłem jeszcze przesłać do „Christianitas” jego artykuł, który mi po tej ostatniej rozmowie przekazał, o współczesnych moralistach europejskich.  

Parę dni temu zmarł, w czasie powypadkowego leczenia, Maciej Frankiewicz, wiceprezydent Poznania. Maćka poznałem w opozycji, na początku lat 80-tych. Ostatni raz go widziałem na cmentarzu powstańców Budapesztu, gdzie przypadkiem się spotkaliśmy, ja kierując delegacją Sejmu, Maciej – miasta Poznania, które uczestniczyło w węgierskich obchodach, manifestując wspólną pamięć Roku 1956. Teraz Maciej osierocił rodzinę, ale również przyjaciół, którzy zawsze na niego mogli liczyć.    

I ostatnia bolesna wiadomość. Zmarł po długiej walce z rakiem Andrzej Karkosz, nasz przyjaciel i mąż matki chrzestnej mojego syna. Andrzej był przedsiębiorcą i katolickim teologiem, dobrze łączył jedno i drugie. Przed śmiercią mówił mi (podobnie jak Jerzy Wocial), że gdy staje się na krawędzi doczesności wszystko zaczyna wyglądać inaczej –sprawami publicznymi interesował się jednak do końca, one pozostały dla niego wśród rzeczy ważnych. Osierocił dużą rodzinę, pozostawił po sobie dobrą pamięć i miłość wielu ludzi.

Nekropolis 14 lip 2008

Byłem zawsze przeciwnikiem politycznym profesora Geremka, począwszy od naszych pierwszych sporów o ślubowanie poselskie w Sejmie kontraktowym, czy bodaj pierwszej krytyki telewizyjnej, jaka go spotkała w bezpośredniej debacie z innym posłem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Jednocześnie pracowałem z nim razem w Komisji Spraw Zagranicznych i jej Prezydium (którym przewodniczył) i z przekonaniem mogę powiedzieć, że nie było do tej pory przewodniczącego tej Komisji, który jej znaczenie polityczne podniósłby tak wysoko. Nadał jej ton, dzięki któremu praca w niej była jednym z najbardziej satysfakcjonujących zajęć parlamentarnych. Nie pora dziś na przytaczanie wszystkich spraw, o które się tam spieraliśmy. Profesor był niezwykle ciekawym rozmówcą, stosując pewien tradycyjny podział, jeśli chodzi o stosunek do ludzi – zdecydowanie wolał tych (o ile wiem, również we własnej partii), którzy czytają książki. Był znakomitym mówcą. Kiedy, po przeprowadzonej przez prawicę zmianie władz, odszedł z Klubu OKP – cieszyłem się ze zmiany politycznej, ale naprawdę brakowało mi jego mów. Kiedy usłyszałem go ponownie, przemawiającego w imieniu Unii Demokratycznej, odetchnąłem, że Sejm staje się na nowo ciekawszy. Więcej już nie przemówi, Bóg nagle powołał go na swój sąd. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie!

Nekropolis 29 lut 2008

Należał do ludzi, którzy wywarli na moje życie największy wpływ, choć osobiście spotkałem go tylko dwa razy. Pierwszy raz na początku lat dziewięćdziesiątych, w jego klasztorze w Prowansji. Znałem Opata ze zdjęć, więc od razu poznałem go, gdy podawał gościom wodę do umycia rąk przed obiadem. Potem rozmawialiśmy o Kościele i o Polsce, której był bardzo ciekaw. Drugi raz dziesięć lat temu, na pielgrzymce wspólnot tradycyjnych do Rzymu. Odprawiał u Świętego Chryzogona Mszę dla pielgrzymów francuskojęzycznych. Dwa dni potem, po spotkaniu z Ojcem Świętym, udzielił błogosławieństwa Zosi i mnie.

Ale poznałem go wcześniej, przez lekturę „Jutra Chrześcijaństwa” przed prawie dwudziestu laty. Opat Gerard uczył, że piękno odbija blask Bożej Chwały. Widział je w świętej liturgii, w chrześcijańskim ładzie społecznym, w życiu rodzin. Wierzył w świętą nadzieję – pewność, że zadania, które Bóg przed nami postawił, możemy wypełnić; że życie chrześcijańskie nie jest nieosiągalnym ideałem, ale realnym powołaniem ludzi, ich wspólnot i narodów. Christianitas nie była dla niego wspomnieniem czasów średniowiecza. Widział ją wszędzie naokoło: w świadectwie uwięzionego Prymasa Wyszyńskiego, w powstaniu węgierskim’56, w epopei Algierii Francuskiej.  

Swój klasztor Świętej Magdaleny założył, by żyć według pierwotnej i wiernie praktykowanej tradycji benedyktyńskiej. Skupił wokół siebie grono młodszych uczniów, którzy pragnęli tego samego. Sam zaprojektował kościół w stylu romańsko-prowansalskim, tak jak wierzył – że „każdy klasztor jest obrazem Nieba”. Początkowo traktowany jako kontestator, przez Jana Pawła II został obdarzony godnością opata. Bóg pozwolił mu odpocząć przez ostatnie lata tak twórczego życia i być świadkiem opackiej benedykcji następcy – Ojca Ludwika-Marii de Geyer d’Orth OSB. Odszedł do Boga, ale piękno, któremu dał życie – zostało z nami na ziemi.

Nekropolis 16 gru 2007

Gdy byłem pierwszy raz w Rzymie przed dziewiętnastu laty, zabytki Rzymu chrześcijańskiego oglądałem z obowiązku. Wtedy interesował mnie przede wszystkim antyk. Rzym chrześcijański pokochałem i zrozumiałem (wstyd się przyznać) dopiero dziewięć lat temu, podczas pielgrzymki na dziesięciolecie papieskiego listu „Ecclesia Dei”. Odwiedzaliśmy z Zosią kościoły, modląc się przy grobach męczenników, których wspominamy w kanonie rzymskim. Byliśmy na audiencji u Ojca Świętego.  

Centralną Mszę pielgrzymkową odprawiał wtedy w bazylice Św. Ignacego kardynał Alfons Maria Stickler SDB. Było to prawdziwe doświadczenie Christianitatis. Wracając ze Mszy, otrzymaliśmy błogosławieństwo od Opata Gerarda z Le Barroux, z Katalończykami rozmawialiśmy o Ojcu Balmesie, spotykaliśmy pielgrzymów z Ameryki i Australii.  

Piszę o tym, bo kardynał Stickler w ubiegłym tygodniu odszedł do Boga. Przedwczoraj został pochowany. W liście kondolencyjnym do jego brata i trzech sióstr Ojciec Święty złożył hołd zasługom Kardynała dla Kościoła i kultury. Kardynał Stickler należał do pokolenia biskupów Jana Pawła II, kardynałem został w RP 1985. Przez wiele lat z zapałem bronił tradycyjnej liturgii. Propagował prace jej poświęcone. Udzielał wsparcia wiernym broniącym jej praw. I Bóg pozwolił mu ujrzeć owoce jego miłości i zaangażowania. Requiem aeternam dona ei Domine.