Podkarpacie


Podkarpacie and Polityka 20 cze 2008

Zamknąłem kampanię tak jak zacząłem: w Jarosławiu. A była to długa i dobra kampania. Pierwszy raz występowałem w wyborach jednomandatowych, z ich jasną konfrontacją postaw i przekonań. Utrudniło ją tylko jedno – moi kontrkandydaci, a szczególnie Stanisław Zając, deklamując o „silnej prawicy” uciekali przed jakąkolwiek debatą. Nie tylko zresztą bezpośrednią. Bo również pośrednio nie usłyszałem odpowiedzi na moje pytania: o przyszłość waluty narodowej i o ważność Traktatu Lizbońskiego. Łatwiej odbywać spacery z Prezydentem, niż przekonywać go do czegokolwiek. 

Dlaczego zaangażowałem się w sprawę obrony narodowego pieniądza? Bo to kwestia otwarta, którą trzeba będzie rozstrzygać, a chodzi o instrument ochrony poziomu życia rodzin, konkurencyjności przedsiębiorstw i (przy odpowiedniej polityce kursowej) zachęcania młodych z emigracji do powrotu do kraju. Mimo tego zaangażowania od czasu do czasu czytałem wśród naszych komentarzy bzdury nienawistników, że milczę o sprawie euro. Nie do zdarcia jest formacja, która potrzebuje wrogów, a nie zwolenników swoich poglądów. A jak trzeba – wrogów wymyśla. 

Za to wśród wyborców zwolenników znalazłem bardzo wielu. Wyborcy będą w niedzielę wykonywać swoją władzę. Ale już teraz widać jasno, że kampania potwierdziła poparcie społeczne dla prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. Wszystkim Przyjaciołom, których życzliwości doświadczyłem (również wśród czytelników tego bloga) serdecznie dziękuję.

Podkarpacie and Polityka 9 cze 2008

Podsumowując ostatni nalot dywanowy na Podkarpacie anonimowy strateg PiS mówi w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”, że jeden z dwóch celów tej kampanii to „ostatecznie pokonać Jurka”. A na Podkarpaciu PiS dużo mówi o jedności prawicy, choć – jak widać – jej realizacja ma polegać na jedności przez eliminację. Dobrowolnych amatorów takiej jedności chyba wielu by nie było, ale jedność pod groźbą eliminacji to brzmi już poważniej; jak „propozycja nie do odrzucenia”.

Ja w tej kampanii nie walczę ani z PiS, ani z PO, ale o przywrócenie zasad, przekonań i odwagi cywilnej w polskiej polityce. A to służyć będzie wszystkim. Najbardziej natomiast mój sukces przyda się politykom PiS deklarującym przekonania prawicowo-katolickie, jak Stanisław Zając. Bo powołując się na mój wynik będą mogli skuteczniej twierdzić w partii, że ich poglądy mają mocny i bezpośredni mandat społeczny. Dziś są potrzebni tylko do „ostatecznego pokonania” samodzielnej prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. A robiąc to uzyskują obietnice awansów, nie domagając się żadnego wpływu na politykę PiS jako taką. Niestety, Rada Polityczna PiS nie przyniosła żadnej odpowiedzi na Apel o rzeczywiste zaangażowanie w realizację niedawno ogłoszonych katolickich postulatów cywilizacji życia i praw rodziny.

Oczywiście walczę również o potwierdzenie mandatu społecznego prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. Nie o zanegowanie mandatu radykalnej centroprawicy typu PC, bo przecież jest wielu ludzi o takich poglądach. Im jednak trzeba udowodnić w praktyce, że bez prawicy katolickiej większości na prawo od centrum zbudować się nie da. Stawką zresztą nie jest nasza pozycja polityczna, ale wpływ naszych poglądów na politykę kraju.

Podkarpacie and Polityka 6 cze 2008

Siłą naszej kampanii jest przede wszystkim poświęcenie ludzi. Nie jesteśmy aparatem mobilizującym politycznych klientów, nie mamy wielkich pieniędzy, które zastąpią dobrowolną pracę. Nasza kampania rozwija się dzięki wspólnocie poglądów ludzi, którzy ją prowadzą, dzięki temu, że bardzo wielu Polaków chce odzyskać wiarę w sens polityki. 

Na spotkaniu w Dubiecku mówiłem o potrzebie obrony wiejskiego szkolnictwa, zagrożonego zapaścią demograficzną. Wiejskie szkoły, z ich bibliotekami i nauczycielami, to równocześnie placówki kultury, wsparcie dla rodzin i czynnik zdrowej struktury społecznej. 

Mówiliśmy też o zniesieniu abonamentu radiowo-telewizyjnego, który może być zastąpiony akcyzą od reklam w mediach komercyjnych. To stary projekt, aprobowany przez prywatnych nadawców. Zapewnia jednocześnie pewność dochodów, zwolnienie z obciążeń nie tylko słabszych grup, ale wszystkich odbiorców, a przede wszystkim przyszłość mediów publicznych. Choć teraźniejszość jest odstręczająca. W Telewizji Urbańskiego jest miejsce dla Urbana i Gadzinowskiego, ale nie ma dla Marszu Życia i Rodziny. Tego po prostu bronić się nie da. Jak potrwa to dłużej – prezes Urbański doprowadzi do prywatyzacji upadłościowej nowego typu: przez bankructwo autorytetu. Ja tego nie chcę, więc apelowałem do Prezydenta o podjęcie prac na rzecz nowej umowy medialnej, która pozwoli na zakończenie wojny o zabór publicznych RTV. 

W Żurawicy zapewniłem uczestników spotkania, że jestem jedynym kandydatem, który może zobowiązać się do prowadzenia aktywnej polityki w obronie waluty narodowej przeciw euro. Wieczorem w siedzibie przemyskiego ROP rozmawialiśmy jeszcze o wsparciu polskich środowisk i instytucji na Ukrainie. A na Podkarpacie naloty non stop. Wczoraj wicepremier Schetyna, dziś wicemarszałek Niesiołowski. A jutro w Przemyślu desant na całe Podkarpacie: Nelly Rokicina, Jacek Kurski, Adam Lipiński, Krzysztof Jasiński, Krzysztof Putra i inni. Jak widać – my z wolontariuszami, oni ze spadochroniarzami.

Podkarpacie and Prawa człowieka 5 cze 2008

Dziś prowadziłem kampanię w Jarosławskiem, w Rokietnicy i w Radymnie. Przypomniałem zasadę, że każdym rokowaniom w Unii Europejskiej musi towarzyszyć domaganie się równości w zakresie rolnictwa (100 % dopłat bezpośrednich) i otwarcia rynków pracy. Oczywiście, wyjaśniłem zaniepokojonym rozmówcom, że przede wszystkim jestem zwolennikiem polityki na rzecz przedsiębiorczości krajowej (niski kurs złotego, wspierający eksport i zachęcający do inwestowania zarobionych za granicą pieniędzy w kraju, oraz tani kredyt, odrzucenie euro), ale skoro młodzi Polacy są za granicą (a mogą tam wyjechać w każdej chwili) powinni wiedzieć, że Polska efektywnie broni ich praw.

Mówiłem też o brutalnej kampanii antyrodzinnej podjętej przez rząd PO pod pretekstem walki z przemocą rodzinną. Liberalni urzędnicy niechcący ujawnili swoje intencje. Na plakacie z zaciśniętą pięścią z błyszczącą obrączką widnieje apel: „jeżeli jesteś ofiarą lub świadkiem przemocy w rodzinie…”. Charakterystyczne, że nie piszą o przemocy ani wobec kobiet, ani wobec dzieci. Jak widać nie bardzo ich obchodzi przemoc w konkubinatach i przemoc rówieśnicza. Zdarzają się patologie życia rodzinnego. Zachęciłem wszystkich, by natychmiast reagować na odgłosy przemocy za ścianą. Ale nie zmienia to faktu, że to rodzina jest najbezpieczniejszym środowiskiem dla dziecka, a brak wzajemnych zobowiązań rodziców sam w sobie narusza prawa ich dzieci. Podobnie jak prawa dzieci podważają wszelkie ataki na rodzinę. 

Oczywiście, dzisiejsza opozycja nie jest alternatywą moralną, skoro w ubiegłym roku władze PiS kazały swoim posłom wycofać z Sejmu ustawę o zakazie pornografii. Mimo, że subkultura pornografii to kolejne źródło przemocy domowej.

Podkarpacie 4 cze 2008

Przejechałem wczoraj granicę od Medyki po Budomierz. Schengen otworzyło granicę ze Słowacją, ale zaryglowało z Ukrainą. Od usprawnienie działania granicy, począwszy od pracy konsulatu we Lwowie, zależy wykorzystanie gospodarczych szans pogranicza. Tymczasem granica stoi. Najgorzej w Korczowej – sześciokilometrowy korek ciężarówek. Korek również w Medyce. Ludzie na przejściu dla pieszych wczoraj wyjątkowo zadowoleni, bo na odprawie pracowały cztery osoby, więc przechodzenie szło sprawnie. Ale sytuacja, w której mieszkańcy Lubaczowskiego muszą jechać 100 km do Medyki, by pieszo przejść na Ukrainę, jest całkowicie nienaturalna.

Pilnie potrzebne są i nowe przejścia, i rozbudowa dotychczas działających, i ich lepsza obsługa. Tych spraw trzeba pilnować na bieżąco. Jak również sprawnej budowy przejść w Malhowicach i w Budomierzu. Obiecałem to mieszkańcom Narola (na północnym krańcu okręgu).

W Narolu mówiłem też, że trzeba skończyć z państwem partyjnym. Polacy muszą przestać być zależni od partyjnych nominacji i rekomendacji. Gdziekolwiek bowiem jeżdżę – widzę i słyszę ludzi, którzy się boją lokalnych bossów partyjnych. Partie, które z powołania powinny być ciałami pośredniczącymi, umożliwiającymi Polakom udział w życiu politycznym, stają się feudalnymi aparatami reglamentacji przywilejów, paraliżującymi życie publiczne. Dwie rzeczy, które trzeba zrobić – zniesienie przymusowego finansowania partii politycznych i wprowadzenie wyborów większościowych (zniesienie głosowania na listy) – mają poparcie wręcz powszechne. Ludzie pytają tylko – czy partyjne centrale na to pozwolą. Ta granica możliwości naprawy Polski i jej polityki to jeszcze jedna, którą trzeba otworzyć.

Podkarpacie 3 cze 2008

Pierwszy nalot Podkarpacie już przeżyło, teraz trwają rozliczenia kosztów przelotu. PiS i PO nawzajem zarzucają sobie centralną ingerencję w kampanię wyborczą. Przylot Prezydenta na Podkarpacie na czytanie dzieciom bajek i grill u Stanisława Zająca PO podlicza na ponad 60 tys. zł. Wizyta premiera Tuska celem otwarcia boiska w Izdebkach i poparcia Macieja Lewickiego kosztować miała sześć razy mniej. Znowu jest świetny temat do poważnej debaty politycznej. A kandydaci najbardziej powołujący się na swoją „lokalność” – Maciej Lewicki i Stanisław Zając – jakoś nie protestują przeciw warszawskiej ingerencji w ich kampanie. Smacznego!

A co za kulisami? Nie wiadomo. Zapewne Stanisław Zając wykorzystał wizytę Lecha Kaczyńskiego na Podkarpaciu do przekonywania go do potrzeby moratorium ONZ chroniącego nienarodzonych. Poseł Zając zaznacza, że nie chce o tym mówić podczas kampanii wyborczej. Ale to nie znaczy, że po cichu nie przekonuje bez przerwy Prezydenta i kierownictwa PiS. Może oni coś dobrego powiedzą.

A o merytorycznej – w założeniu – wizycie Donalda Tuska też w sumie niewiele wiadomo. Nie wiadomo, co premier merytorycznie obiecał zrobić, by za dwadzieścia lat, kiedy rodzice uczniów z Izdebek będą mieć wnuki – gimnazjum ciągle miało uczniów, którzy będą mogli grać na otwartym w niedzielę boisku. Ani co obiecał ludziom troszczącym się o bliższą przyszłość – by powstała najważniejsza droga na Euro’2012 – autostrada z Wrocławia, aglomeracji górnośląskiej i Krakowa przez Podkarpacie do Lwowa i Kijowa. Polskie Euro daleko – wybory podkarpackie blisko.

Christianitas and Podkarpacie 30 maj 2008

W Zjeździe uczestniczyłem na zaproszenie władz Regionu. Mówiłem o sukcesie obniżenia PIT dla rodzin, o niewielkim wydłużeniu urlopów macierzyńskich w poprzedniej kadencji, które domaga się dalszych działań, o lepszej ochronie pracy kobiet wracających z urlopów macierzyńskich, a także o niepowodzeniu zapewnienia prawa do święta we wszystkie niedziele. Podziękowałem Solidarności za tę ostatnią inicjatywę, bez której nie uzyskalibyśmy nawet tych kilkunastu dni w pełni gwarantujących prawo do święta i odpoczynku.

Zachęcałem też Solidarność do twórczego myślenia o swej roli w przyszłości: na polu praw rodziny, współpracy z zagranicznymi związkami w ochronie praw Polaków pracujących w krajach Unii, wreszcie przy kontroli prywatyzacyjnych pomysłów rządu PO. Wątków stricte wyborczych unikałem świadomie, uzależniając ich podjęcie od życzeń gospodarzy.

Niestety, goszczący również na Zjeździe poseł Andrzej Ćwierz z PiS nie zachował takiego umiaru. Przemawiając w imieniu Stanisława Zająca namiętnie zaatakował moją kandydaturę do Senatu w imię „jedności prawicy”. I ta „agresywna jedność” stanowiła właściwie główny wątek merytoryczny jego wystąpienia.

Poproszony na zakończenie Zjazdu o zabranie głosu, odpowiedziałem Andrzejowi (którego początkom działalności w PiS patronowałem), że jedność powinniśmy zachować przede wszystkim w realizacji bezdyskusyjnych zobowiązań społecznych: na przykład prawa do wolności świąt czy prawa rodzin do niższych podatków bezpośrednich. W tych sprawach nie powinno być żadnej samowoli partyjnych central. Ich realizacja nie może podlegać zawieszeniu ze względu na partyjne strategie. Tymczasem posłowie PiS (w tym Andrzej Ćwierz i Stanisław Zając) głosowali przeciw wyłączeniu handlu we wszystkie niedziele, przeciw wielkiej uldze PIT na dzieci czy przeciw domaganiu się szacunku dla życia chrześcijańskiego w traktacie europejskim. Problem nie polega zresztą na sprawach już przegłosowanych. Rzecz w tym, że w ich dyskursie politycznym siła partii, która dała im mandaty, jest sprawą najważniejszą. Niestety, ważniejszą w praktyce od praw rodziny czy zasad cywilizacji chrześcijańskiej.

Podkarpacie and Polityka 24 maj 2008

Afera Stachowicza każe zapytać: ilu ich jeszcze jest? Członków SB działających w strukturach wolnej Polski? Ludwik Dorn pod koniec swego urzędowania w MSW powiedział, że czas zacząć ich stamtąd usuwać; a fragmentaryczne dane, które do mnie docierały, świadczą, że nie jest to kwestia sporadycznych przypadków. 

Mówiłem o tym wczoraj, podczas kampanii w Bieszczadach – w Ustrzykach Dolnych i Czarnej. Przypomniałem pierwotne założenia ustawy antyubeckiej, które ogłosiłem w styczniu ubiegłego roku: (1) uznanie SB za antypolską organizację działającą przeciwko niepodległości Polski oraz prawom obywatelskim, (2) ujawnienie pełnych zasobów kadrowych SB ze zaktualizowanymi nazwiskami (czego praktycznym celem jest ochrona życia społecznego przed politycznymi czy gospodarczymi wpływami byłych funkcjonariuszy SB), (3) natychmiastowe odebranie im przywilejów emerytalnych, (4) nałożenie na funkcjonariuszy SB – pod odpowiedzialnością karną – obowiązku pełnego zeznania w prokuraturze Instytutu Pamięci Narodowej o wiedzy na temat działalności SB. 

Najlepiej, gdyby swego autorytetu dla ponadpartyjnej promocji ustawy antyubeckiej użył Prezydent. Jeżeli jednak nadal będzie trwało milczenie w tych sprawach bądź jeżeli „dezubekizacja” pominie któreś z wymienionych założeń – zgłoszę w Senacie całość, bądź konieczne elementy, tej ustawy. Nie można czekać na następnego Stachowicza.

Kultura and Podkarpacie 16 maj 2008

Tak się złożyło, że w dniu narodowego święta – uroczystości Świętego Andrzeja Boboli –  drogi kampanii zaniosły mnie na jego rodzinną Ziemię Sanocką. W Sanoku odwiedziłem miejscowe Muzeum i siedzibę „Solidarności”. Rozmawialiśmy m.in. o działalności sanockiej podstrefy Euro-Parku Mielec. Na spotkaniu z dziennikarzami w Muzeum mówiłem o potrzebie promocji podkarpackich instytucji kultury, przypominając wsparcie, którego udzielałem Muzeum Krośnieńskiemu. Muzeum Sanockie zabiega o rozbudowę i o lepsze finansowanie, gdyż status placówki powiatowej skazuje je na sytuację zupełnie nieodpowiadającą jego randze kulturalnej, przede wszystkim ze względu na świetne zbiory ikon. 

Korzystając z okazji obejrzałem ponownie Galerię Beksińskiego. Czym są wszystkie ludzkie zmartwienia przy rozpaczy, która przebija z tego malarstwa? Patrząc na te obrazy raz jeszcze pomyślałem o Andrzeju Boboli i nadziei poświadczonej przez jego męczeństwo. Ale jak ją ludziom przekazać? 

Wszystkim dziękuję za słowa wyborczej zachęty. Zdjęcia będą na e-stronie kampanii, którą niedługo otwieram. OZON-owi wyjaśniam, że zmniejszanie podatków dla rodzin, choć wpływa na rodzicielstwo, przede wszystkim jest aktem zwykłej sprawiedliwości wobec rodzin wychowujących już dzieci i uznania, że ma to społeczne (a nie tylko prywatne) znaczenie.

Podkarpacie 15 maj 2008

Na spotkanie w Jaśle, współorganizowane przez grono działaczy niepełnosprawnych, przyszła młodzież, radni, dziennikarze. Mówiłem o solidarności, której sprawdzianem jest stosunek do najsłabszych. Zapowiedziałem, że dalsze zmniejszenia podatków dla rodzin muszą zagwarantować rodzicom podwójną ulgę na dzieci niepełnosprawne, bez limitu wieku, jeżeli będą wymagały stałej opieki. A także za konsekwentnym egzekwowaniem standartów integracji w komunikacji i w instytucjach użyteczności publicznej.    

Rozmawialiśmy też o traktacie lizbońskim. Pochwaliłem oczywiście posłów, którzy nie poparli go w Sejmie, ale zwróciłem uwagę, że nic nie zrobili ani latem i jesienią ubiegłego roku by traktat ten nie został zawarty, ani żeby teraz zapobiec pospiesznemu przyjęciu ustawy ratyfikacyjnej. I nigdy nie krytykowali zawarcia tego traktatu. Obchodziło ich tylko by nie byli z nim za bardzo kojarzeni. Tymczasem polityka to ciągły proces, głosowania go tylko konkludują. Dlatego już dziś zapowiedziałem zdecydowaną obronę waluty narodowej, zarówno ze względu na poziom życia naszych rodzin, jak – przede wszystkim – jako instrumentu konkurencyjności naszych przedsiębiorstw. 

Zwolennikom kandydującego z PiS Stanisława Zająca – przedstawiającym mnie jako kandydata z zewnątrz – musiałem przypomnieć, że nic takiego nie mówili, gdy prowadziłem w Krośnieńskiem kampanię Staszka bądź gdy w Jaśle udzielałem wsparcia obecnej burmistrz Marii Kurowskiej. Choć, zaznaczyłem, żadnej odpowiedzialności nie ponoszę za koalicje, które już po swym wyborze zawarła.

Podkarpacie 14 maj 2008

Na dzisiejszej konferencji prasowej w Rzeszowie wystąpiłem po raz pierwszy jako oficjalny kandydat. Zapowiedziałem kampanię na rzecz polityki zasad, przekonań i odwagi cywilnej, by dowieść politykom, że może mieć poparcie społeczne i być skuteczna. Nie trzeba tego udowadniać ludziom, bo skutki naszej polityki odczuwają właśnie teraz przygotowując się do odebrania nadpłat z PIT. To Prawica Rzeczypospolitej wywalczyła wielką ulgę prorodzinną, w konfrontacji z poprzednim rządem, który chciał ją zmniejszyć o połowę. Skuteczność polityki zasad trzeba udowodnić politykom, bo im najczęściej brakuje odwagi cywilnej. 

Mówiłem też o polityce obecnego rządu, którego działania są groźne dla Podkarpacia. Brak polityki prorodzinnej uderza najbardziej we wschodnią część kraju, również zmiany w ustawie samorządowej – zarezerwowanie statusu metropolii dla miast od Wisły na zachód degraduje Polskę wschodnią. Zmiany w ustawie medialnej grożą przyszłości takich ośrodków opinii jako TV Rzeszów czy Radio Rzeszów. Mam nadzieję, że zwolennicy tej polityki będą mieli odwagę jej bronić. Na razie wolą straszyć Podkarpacie desantem „spadochroniarzy”, co z upodobaniem powtarzają dziennikarze. Redaktora Radia Rzeszów, który o to pytał, uspokoiłem, że kandydaci, między którymi rozstrzygnie się wynik wyborów – Maciej Lewicki, Stanisław Zając i ja – są ludźmi z podkarpackim doświadczeniem politycznym. To, co naprawdę grozi tym wyborom – to nie jacyś spadochroniarze, ale naloty dywanowe polityków, którzy zewsząd przylecą na pomoc kandydatom wyznaczonym przez centrale wielkich partii – PO i PiS. Przylecą i rzucą – partyjne pieniądze z budżetu w Warszawie.

Podkarpacie and Traktat Reformujący 10 maj 2008

Wczoraj zarejestrowaliśmy moją kandydaturę do Senatu w Krośnie. Jestem drugim zgłoszonym kandydatem, wcześniej zarejestrował się dr Maciej Lewicki z Platformy. Moją kandydaturę poparło swoimi podpisami ponad sześć tysięcy osób.    

Spotkałem się również w Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu z Pawłem Zalewskim, poprzednim przewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, na debacie o traktacie lizbońskim i przyszłości polskiej polityki europejskiej. Paweł Zalewski przekonywał, że „mleko się rozlało”, nie jesteśmy ani przed negocjacjami, ani w trakcie – ale po przyjęciu traktatu, który teraz należy ratyfikować. Ja oddzieliłem plan przeszłości (potępienie źle wynegocjowanego i pochopnie popartego ustawą sejmową traktatu) od przyszłości – a tu przypomniałem mój apel do Prezydenta o niedokonywanie ratyfikacji przed referendum irlandzkim, więc przed połową czerwca. Na pytanie prowadzącego debatę dr. Zająca o konsekwencje traktatu dla obywateli wymieniłem dla przykładu trzy: (1) słabsze oparcie dla kontynuacji Wspólnej Polityki Rolnej, która jest ważnym oparciem dla naszych rolników (a niestety coraz częściej podnoszą się w Unii głosy o potrzebie jej radykalnego ograniczenia), (2) podział budżetu Unii już za jedenaście lat (a więc związane z tym możliwości poprawy warunków życia), wreszcie (3) zagrożenie praw wychowawczych rodziców, gdyż wprowadzana właśnie w Hiszpanii edukacja cywilna znakomicie pokazuje, co może oznaczać zapisana w art. 10 traktatu dyspozycja zwalczania wszelkiej dyskryminacji ze względu na orientację seksualną.  

Mówiliśmy też o bliskiej przyszłości rozwiązywania praktycznych problemów związanych z udziałem w strefie Schengen, i to bynajmniej nie likwidacji resztek urządzeń granicznych na granicy słowackiej. O tym też – praktycznych możliwościach ulepszenia ruchu na granicy ukraińskiej – mówiłem na niedawnym spotkaniu w Lubaczowie.