Polityka


Międzynarodowe and Polityka 2 wrz 2010

Dwa wydarzenia nie do przyjęcia w ciągu dwóch dni: bojkot wizyty Prezydenta przez najważniejszych posłów PiS w Parlamencie Europejskim oraz urządzone przez MSZ spotkanie polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych. Moje stanowisko nie jest żadnym szukaniem via media, po prostu nie mogę zaakceptować ani jednego, ani drugiego. Oba te akty – rządu i opozycji – są bowiem wyrazem lekceważenia dla Państwa.

Nie zmienimy Prezydenta przez pięć lat i w interesie Polski jest by miał na zewnątrz mocną pozycję. Nie wykluczam w sytuacjach wyjątkowych powinności mocnej kontestacji, ale wtedy gdy zasadnicze prawa i interesy Państwa byłyby zagrożone. Kontestacja Prezydenta ze względu na „poglądy” czy „uczucia” to jedynie potwierdzenie, że radykalna centroprawica jest częścią tego samego liberalnego świata, za opozycję wobec którego chce uchodzić wśród części wyborców.

Jeszcze gorszą rzeczą jest urządzanie spotkania polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem. Ambasadorowie nie są politykami, którzy mają wyrabiać sobie osobiste poglądy i prezentować je w debacie publicznej. Są reprezentantami Państwa Polskiego wobec innych państw. Czy mają w reprezentacji Rzeczypospolitej na zewnątrz traktować opinie rosyjskiego ministra jako składową polskiej racji stanu? I co w ogóle można na zewnątrz myśleć o państwie, które wbrew wszelkim regułom dyplomacji dokonuje aktów, w których pozorna kurtuazja zamienia się w serwilizm.

Pora na powrót do zasad elementarnych – szacunku dla Państwa, szacunku dla naszych interesów, szacunku dla samych siebie.

Polityka 21 sie 2010

Odejście z wojska gen. Michnowicza to symptom zjawiska jeszcze groźniejszego niż samo niedofinansowanie Armii. Nieobniżalnego progu wydatków 1,95 % na obronę należy twardo bronić, a wydatki obronne – optymalizować. Jednak fundamentalny kryzys przeżywa samo państwo. Nie istnieje porozumienie między rządem i opozycją co do koniecznych, wyjętych z pola konfliktu politycznego, kierunków walki z kryzysem finansowym. Instytucje państwowe, które powinny być poza polem sporu partyjnego, są w jego ogniu. Politycy nie szanujący się nawzajem – swoim zachowaniem podważają szacunek dla państwa. Państwo nie ma realnej reprezentacji, stojącej ponad sporem partyjnym. Prezydent, który od początku urzędowania angażuje się w spór z opozycją, nie będzie jej budował (o ile nie podejmie innej polityki). Wszystko to jest „skutecznością” brutalnej walki o władzę dominujących sił politycznych, z których jedna ma niedowład zmysłu państwa, a druga myśli w kategoriach „państwo to ja”. Polsce potrzebny jest zasadniczy przełom polityczny – dla którego jedyną alternatywą jest postępujący rozkład polityki państwa i życia publicznego. Nawiasem mówiąc – każdy kto czytał Konopczyńskiego wie, że w czasach saskich życie polityczne („kto kogo”) było niezwykle ciekawe. Tylko Polska nie prowadziła żadnej polityki.

Polityka 18 sie 2010

Przepraszam za długie milczenie. Wczoraj występowałem w Polsat News z minister Julią Piterą, która oświadczyła mi, że nie można używać określenia podwyżka cen w stosunku do podwyżki VAT. Nie zgodziliśmy się, bo uważam, że nie tylko można, ale trzeba nazywać rzeczy po imieniu, niezależnie od tego jak ładną nazwę dla brzydkich rzeczy wymyśli liberalna propaganda. Tym bardziej, że premier oświadczył, iż następna podwyżka podatków będzie znowu podwyżką VAT. Donald Tusk zastrzegł oczywiście, że na pewno nie będzie konieczna. I można mu wierzyć – tak jak można wierzyć, że podwyżka VAT nie oznacza podwyżki cen.

Udzieliłem też ostatnio wypowiedzi portalowi money.pl, który opublikował dane pokazujące skutki obniżenia podatków dla rodzin wychowujących dzieci, przeprowadzonej dzięki Prawicy Rzeczypospolitej przed trzema laty. Wtedy rodziny z dwójką dzieci oddawały budżetowi 27 % swoich pensji, dziś oddają 20 %. Dotyczy to ogromnej ilości rodzin 2+2, w wypadku większych rodzin skutki są głębsze. I to jest miara skuteczności naszej polityki. Pamiętać trzeba jednak i o tym, że o ile w polityce od słów ważniejsze są czyny, jest rzecz od czynów jeszcze ważniejsza: ich konsekwencje. Podatki płacone przez rodziny w Polsce należą do najwyższych w Europie, a przyrost naturalny do najniższych. Polskę trzeba zmieniać, ale zmienić ją możemy tylko wtedy, gdy w polityce zasady i odpowiedzialność zastąpią narracje mistrzów wyborczej iluzji.

Polityka 29 lip 2010

W „Rzeczpospolitej” ważny tekst Igora Janke, z ponurymi konkluzjami: „Po trzech miesiącach [od 10 kwietnia wróciliśmy] do punktu wyjścia. Mamy wojnę o to, kto kogo bardziej upokorzy, a nie o to, kto zrealizuje swoją wizję państwa. Wojnę pustą, wyniszczającą polską politykę i życie publiczne, a na dodatek nieposuwającą żadnej ze spraw do przodu. Wojnę, którą rozpoczęła Platforma Obywatelska, ale którą dziarsko podjął PiS”.

To prawda, choć jest to po prostu przewidywalny rezultat polaryzacji życia publicznego, dzięki której dwaj dominujący kandydaci otrzymali w pierwszej turze (z góry pewna była zarówno ich dominacja, jak i druga tura) 78 % głosów, a z destrukcyjną, nie wnoszącą żadnej alternatywy, korektą postkomunistyczną – prawie 92 %. W kampanii wyborczej wielokrotnie powtarzałem, że prezydent zaangażowany w walkę o władzę dwóch dominujących, zwalczających się partii nie będzie miał warunków, by dobrze wypełnić swój urząd, by w pełni zrealizować narodową rację stanu ponad partykularyzmem wyborczej walki. Stanie się stroną – albo biegunem – wzmacniającym i ogniskującym konflikt.

Igor Janke słusznie martwi się również palikotyzacją mediów. (Trudno bowiem mówić o palikotyzacji życia publicznego, bo palikotyzacja jest wirusem niszczącym życie publiczne). „Przejmujący jest dla mnie widok – pisze Igor Janke – maszerującego przez Sejm Palikota i pędzącej za nim bezmyślnej – właśnie tak koledzy dziennikarze: bezmyślnej – sfory młodych mężczyzn i kobiet z mikrofonami w rękach, którzy z jego warg gotowi są spijać każde słówko”. Słusznie!

Jest tylko jedno pytanie: ilu jest wydawców i szefów redakcji, którzy akceptowaliby decyzje tych młodych mężczyzn i kobiet z mikrofonami w rękach” odmawiających, w imię szacunku dla naszego Państwa, relacjonowania wybryków Palikota? Odpowiedź pozwoli wręcz procentowo określić zarówno poziom zdrowia polskiego życia publicznego, jak i głębsze przyczyny jego choroby.

Christianitas and Polityka 23 lip 2010

• Miałem ostatnio interesującą debatę o uniwersalizmie na… twitterze. Nie będę jej tu relacjonował. Najkrócej mówiąc chodziło o to czy uniwersalne jest to, czego nikt nie odrzuca (z czego wynikałoby, że uniwersalny nie jest zakaz bicia żon, co islam dopuszcza) – czy to, co wszystkich obowiązuje, bo wynika z natury ludzkiej (w wymiarze osobowym i życia społecznego)? Nie wznawiając w tym miejscu debaty chcę podać tylko jeden ciekawy przyczynek w kontekście podstawowego dla sprawy aspektu.

• Wiara w Boga – źródło uniwersalizmu – łączy chrześcijan, Żydów, muzułmanów, w nią wpisuje się cała tradycja klasyczna. Niewątpliwie akceptacja naturalnej cnoty pobożności łączy nas też z wierzącymi poganami (szczególnie z czasów przedchrześcijańskich). Wiarę w Boga odrzucają tylko ateiści, którzy chcą tej własnej perspektywie podporządkować całe społeczeństwo, a nawet kulturę – domagając się społecznego uznania wiary w Boga za niewiarygodną hipotezę.

• Politykiem budzącym najmniej zaufania w polskim społeczeństwie jest Janusz Palikot. Wg najnowszych badań CBOS nie ufa mu 54 % Polaków. W kategorii średnich ocen (można wystawiać oceny od +5 do -5) ma również rekordową ocenę -1,52. Jedynie w dwóch grupach społecznych Palikot ma przewagę zaufania nad nieufnością: wśród młodzieży 18-24 lat (czyli środowiska ciągle pozostającego w stanie inkulturacji) oraz wśród Polaków niepraktykujących żadnej religii. Czyż więc popularność Palikota w tej drugiej grupie (tak mocno kontrastująca z nastrojami całego społeczeństwa) nie jest drobnym świadectwem tego, że najoczywistsze normy społeczne (tak często kontestowane przez Palikota) są najsłabiej bronione tam, gdzie odrzuca się religię jako taką?

Bilans kampanii RP 2010 and Polityka 2 lip 2010

Na twitterze jeden ze zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, marcinek_sz, „[wkurza] się, że [jego] głos uznano już za pewnik i że można teraz spokojnie wychwalać Gierka. Ale polityka to sztuka zdobycia i utrzymania władzy”. Otóż nie! Polityka to kwestia odpowiedzialności. Bardzo się myli każdy, kto myśli, że jedynym skutkiem „skuteczności” strategii Jarosława Kaczyńskiego będzie zdobycie przez niego władzy. Metody w drodze do władzy generują własne skutki i kształtują rzeczywistą „skuteczność”. Makiawelizm zakładający, że można się łatwo otrzepać z używanych metod jest albo naiwny, albo zakłamany. Nie mówiąc o tym, że polityka, której głównym wymiarem staje się walka o władzę sprowadza odpowiedzialność obywatelską do dopingowania i kibicowania ambicjom polityków. Powtórzę, polityka to kwestia odpowiedzialności. Dlatego pojutrze będę głosował na Jarosława Kaczyńskiego. Nie ze względu na jego „sztukę zdobycia” czy tym bardziej „utrzymania władzy”, ale dokonując wyboru między nim a Bronisławem Komorowskim, po to, by zapobiec poszerzeniu nieodpowiedzialnych rządów POp-liberalnych. W wyborach należy oddać swój głos na kandydata, a nie kandydatowi. Pojutrze wybierzemy, a za 70 godzin będziemy znali, następnego Prezydenta Rzeczypospolitej. I wtedy własnym głosem trzeba nadal budować prawicę chrześcijańską i konserwatywną, patriotyczną i antykomunistyczną (bo po tych wyborach – niezależnie od wyniku – antykomunizm nabierze nowej aktualności).

Christianitas and Polityka and Prawa człowieka 25 cze 2010

Nasi Biskupi w ubiegłym tygodniu wezwali „w kontekście wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (…) do obrony obecności znaku zbawienia – krzyża – w przestrzeni publicznej w krajach Europy”. Na ten apel można odpowiedzieć – TAK lub NIE. Tak – to poparcie przed ETPC stanowiska Włoch, tak jak zjednoczone i sprzymierzone z nami kraje – Litwa, Rumunia, Bułgaria, Grecja. Mimo apelu polskich Biskupów – rząd Donalda Tuska nie stanął po stronie Krzyża i broniących go państw Europy. Mimo, że wyrok Trybunału Strasburskiego został negatywnie oceniony przez polski Sejm – jasnego stanowiska rządu nie domaga się marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Nie domaga się go również przywódca opozycji – Jarosław Kaczyński. Tymczasem tu już nie trzeba tylko wymagać od Europy – bo w Europie podnoszą się głosy państw i reprezentujących je rządów. Tu trzeba domagać się jasnego stanowiska od polskiego rządu i polskiej opozycji. Czasu stracono już dość, bo Europejski Trybunał Praw Człowieka podejmie w tej sprawie decyzję już w najbliższą środę. Najbliższe dni będą więc dla obu kandydatów ważnym testem: wyborcze strategie nie mogą brać góry nad obowiązkiem obrony wartości podstawowych i budowaniem Europy (moralnie) bezpiecznej dla niepodległej Polski.

Polityka 18 cze 2010

Była to kampania wyjątkowo trudna – trzeba była ją prowadzić w warunkach wstrząsu, który utrudniał debatę o przyszłości. W najtrudniejszym momencie postanowiłem ją kontynuować, by nie pozwolić na eliminację prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej z polskiego życia publicznego. Chciałem by była to kampania odpowiedzialności i solidarności, prowadzona z szacunkiem wobec kontrkandydatów. Dziękuję Wszystkim, którzy razem ze mną pracowali i na różne sposoby wsparli moją kampanię. Zbliżają się jej zasadnicze rozstrzygnięcia. Mamy szanse (choć próbowano nam je odebrać) i na trzecie miejsce, i na wynik potwierdzający poparcie dla wartości i spraw, dla których pracujemy. Tego właśnie będzie dotyczyć pierwsza tura wyborów. Przede wszystkim jednak trzeba przeszkodzić radykalnej lewicy SLD w zajęciu pozycji rozstrzygającej trzeciej siły polskiej polityki. A do tego prowadzą nieodpowiedzialne apele „konsolidacyjne”, odciągające wyborców chrześcijańsko-konserwatywnych od głosowania w pierwszej turze według przekonań. Rozstrzygnie solidarność i z góry za nią dziękuję. Zachęcam Wszystkich do oddania w niedzielę głosów za Polską opartą na wartościach cywilizacji chrześcijańskiej. Nikt za nas nie udzieli jej poparcia. A 4 lipca wybierzemy Prezydenta, z którym będzie można zrealizować politykę, której chcemy dla naszego kraju.

Zaczyna się cisza wyborcza, więc proszę o nieumieszczanie komentarzy pod tym wpisem: tak będzie najprościej – a debatę podejmiemy zaraz po zakończeniu wyborów.

Polityka 10 cze 2010

Według zgodnej wymowy sondaży w drugiej turze wyborów wystąpią Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski. Mają taką przewagę poparcia, że stawką są tu przede wszystkim względy prestiżowe – 33 czy 36, 38 czy 41 etc. Głosowanie na nich w pierwszej turze niczego – w sensie wyniku wyborów – nie zmieni. Znaczenie polityczne będzie miał dopiero wybór spomiędzy nich Prezydenta RP 4 lipca. Oczywiście ci, którzy uznają ich politykę za optymalną – powinni na nich głosować. Ale głos oddany na jednego z tych kandydatów bez przekonania, z racji pragmatycznych, by wpłynąć na ostateczny wynik wyborów, będzie głosem straconym. W pierwszej turze rozstrzyga się coś zupełnie innego. Przede wszystkim – kto będzie trzecią siłą polskiej polityki. Rzecz zasadnicza – bo przez dwadzieścia lat niepodległości wszystkie rządy miały charakter koalicyjny. Na chwilę obecną – głosując w pierwszej turze na Kaczyńskiego lub Komorowskiego – zgadzamy się, by był nią Grzegorz Napieralski i radykalna lewica. Rządzą dziś w mediach – ich wpływ w państwie ulegnie utrwaleniu. Będę wywierać wpływ na politykę PiS i PO – jak w tej chwili (w przeddzień wyboru prof. Belki na Prezesa NBP). Nie można się na to biernie zgadzać i wiem, że możemy to zmienić. Ostatni sondaż CBOS pokazuje, że 7 % Polaków popierających innych kandydatów – rozważa głosowanie na mnie. W tym – co szósty zwolennik Jarosława Kaczyńskiego. Czy warto, by dla prestiżu pomagali w utrwaleniu pozycji SLD w państwie?

Zresztą nie tylko dla prestiżu. Jarosław Kaczyński wielokrotnie powtarzał, że nie chce żadnej partii „na prawo od PiS”. Dlaczego? Bo chce mieć wolną rękę do takich działań i zaniechań – jak opisane w poprzednim wpisie na blogu. Chce być wolny od powinności wspierania cywilizacji życia, opinii chrześcijańskiej w Europie, praw rodziny. Tymczasem w każdej z tych spraw obecność prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej w naszym życiu publicznym jest konieczna. Niestety, głosowanie na kandydatów dominujących partii – jest jednocześnie głosowaniem za eliminacją prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. W tych wyborach bronię jej obecności w polskiej polityce – ale przede wszystkim walczę o jej wpływ na przyszłość Polski.

Międzynarodowe and Polityka 9 cze 2010

Adam Bielan od dwóch tygodni uparcie twierdzi, że są wybory i PiS nie chce niczym się ode mnie różnić. Powtarza – i nic z tego nie wynika. Szkoda.

Wczoraj Pani Zofia Romaszewska, kandydat partii Jarosława Kaczyńskiego na Rzecznika Praw Obywatelskich, poparła nadanie statusu prawnego związkom homoseksualnym. Pani Senator – kandydując na urząd rzecznika praw – najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że polityczny ruch homoseksualny jest zagrożeniem, a nie wyrazem praw człowieka. Przyjęcie paradygmatu, według którego homoseksualizm to zachowanie moralnie uprawnione i zasługujące na poparcie społeczeństwa – to otwarta droga do uprawomocnienia wszystkich innych rewindykacji, w tym promocji homoseksualizmu w szkołach, adopcji sierot, represji prawnych wobec moralnej dezaprobaty homoseksualizmu („homofobii”). A to – nie w teorii, ale w praktyce wielu państw – godzi w wolność rodziny, prawa dzieci, wolność słowa.

Rząd Donalda Tuska nie poparł – w przeciwieństwie do takich państw Unii Europejskiej jak Litwa, Rumunia, Bułgaria, Grecja – sprzeciwu Włoch wobec wyroku Trybunału Strasburskiego przeciw krzyżom w szkolnych salach. Partia Jarosława Kaczyńskiego milczy. Zgodnie z przewidywaniami budowa opinii chrześcijańskiej na forum Unii Europejskiej (a nawet solidarność państw „nowej Europy”) nie wchodzi w zakres „asertywnej polityki zagranicznej”.

Media and Polityka 14 maj 2010

Wczoraj w TVP Joanna Lichocka najpierw dziwiła się racjom mojej kampanii, gdy jednak spokojnie zacząłem  je wykładać – odpowiedziała: Jarosław Kaczyński wzywa do zgody, a Pan go krytykuje. Odniosłem wrażenie, że orędzie zgody prezesa PiS na Salonie24 (adresowane ku PO) wg Joanny Lichockiej zobowiązuje mnie do przerwania kampanii prezydenckiej, a Prawicę do zaniechania samodzielnej działalności. Ja natomiast uważam, że duch zgody, którego potrzebuje polityka polska (orędzie Jarosława Kaczyńskiego przyjmuję z sympatią i dobrą wiarą) zobowiązuje polityków do wzajemnego szacunku i życzliwości, słuchania argumentów i przyjmowania ich – gdy tak nakazuje dobro wspólne (nawet kosztem dobra wyborczego). I nie jest (chyba) zadaniem telewizji publicznej eliminowanie kandydatów z wyborów i niewygodnych racji z życia publicznego.

Polityka 5 maj 2010

To, co miało być niemożliwe, jest już jak najbardziej rzeczywiste. Zebraliśmy ponad 200 tys. podpisów. Bez zawodowego aparatu biur poselskich, bez wsparcia mediów, mimo zawiści i apeli o zaniechanie działalności publicznej. Po prostu dzięki odpowiedzialności ludzi, którzy chcą pracować dla cywilizacji chrześcijańskiej, dla silnej Polski chroniącej dobrych i słabych, dla przywrócenia w życiu publicznym wartości przekonań – a więc szacunku dla sumienia każdego Polaka, który gotów jest coś poświęcić (czas, pieniądze, spokój, uwagę) dla innych. Mamy podpisy. Od jutra walczymy o głosy – o nasz głos.

Euro and Polityka 4 maj 2010

Znakomita wiadomość z kampanii: Andrzej Olechowski najwyraźniej przeciwko euro! Wczoraj zaapelował o niezmienianie Konstytucji, więc również art. 227 – gwarantującego nam zachowanie narodowej waluty i narodowej polityki pieniężnej. Zaskakująca deklaracja Andrzeja Olechowskiego to znak, że w kampanii wszystko jest możliwe. Czekam na kolejne głosy kandydatów popierających nietykalność art. 227 i zachowanie waluty narodowej.

Polityka 4 maj 2010

Opowiadając z pamięci historię wyborczą III RP błędnie podałem wynik premiera Jana Olszewskiego w wyborach 1995. Otóż dostał on niemal siedem procent głosów,  nie siedem-set tysięcy (6,9 % w tamtych wyborach oznaczało 1,22 mln. głosów). Za pomyłkę przepraszam.

Polityka 1 maj 2010

Międzynarodowe and Polityka 30 kwi 2010

Nie widziałem filmu „Solidarni 2010”, ale wczoraj wieczorem obejrzałem znakomity program Janka Pospieszalskiego, po którym można zrozumieć sens telewizji jako medium mogącego poprzez obraz pokazać więcej niż jesteśmy w stanie przeczytać w tekście. Wczorajsze „Warto rozmawiać” zobrazowało bowiem całą nędzę polityki obecnego rządu, który nie ubiegając się o prowadzenie – po prostu zrezygnował z prowadzenia śledztwa w sprawie śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej wraz z głównymi dowódcami Wojska Polskiego i niemal setką innych osób. Ubieganie się o przeprowadzenie tego śledztwa Donald Tusk uznał za działanie w duchu zimnej wojny. Premier – o czym otwarcie powiedział – postanowił nie podejmować działań, które Rosja by źle odebrała. Nie wiadomo czego tu więcej: złej woli czy niekompetencji, niechęci do bronienia Polski czy nieumiejętności formułowania jej najprostszych interesów? Doktryna niebronienia Polski, niebronienia praw i interesów Rzeczypospolitej, osiągnęła dno, a raczej rozbija się na naszych oczach o smoleńską ziemię. 

W czasie wyborów europejskich partia Donalda Tuska za główny cel polskiej polityki w Unii Europejskiej uznała objęcie na dwa i pół roku stanowiska przewodniczącego Parlamentu Europejskiego przez profesora Jerzego Buzka. Pewnie więc profesor Buzek powinien doprowadzić teraz do międzynarodowego śledztwa i wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Polityka 26 kwi 2010

To już szósty dzień naszej akcji podpisowej, więc prawie półmetek. Zewsząd przychodzą wiadomości od ludzi, którzy z ogromnym poświęceniem zbierają podpisy. Jeżeli utrzymamy dobre tempo pracy, powinniśmy przeprowadzić rejestrację z dużym zapasem głosów, a wszystkim złośliwym komentatorom pokażemy, że jest ciągle bezinteresowna Polska. Wszystkim dziękuję za wsparcie, pozdrawiam z drogi!

formularz do zbierania podpisów

Polityka 24 kwi 2010

To tylko pierwszy krok – nie możemy zwalniać tempa pracy. Dziękuję Wszystkim, którzy z wielkim poświęceniem zbierają nasze podpisy – wczoraj spotkałem się z uczestnikami naszej akcji w Poznaniu, dziś – w Radomiu. Nasza akcja potwierdza, że w Polsce istnieje realny ruch chrześcijańsko-konserwatywny, który działa na rzecz nadania właściwego kierunku polskiej polityce i bez którego (to dedykuję Wszystkim, którzy zgadzają się z nami w mniejszym stopniu) polska opinia publiczna byłaby po prostu znacznie słabsza.  I powtórzę jeszcze raz – obecny czas, tragedia, która dotknęła cały naród, wymaga solidarności, a nie wykluczenia. Możemy nasze państwo uczynić bardziej Rzecząpospolitą, a debatę publiczną trwale „przekierować” na sprawy, od których zależy przyszłość Polski, mniej na walki partyjne. Apele kierujmy do Wszystkich – albo nie kierujmy ich w ogóle.

Polityka 21 kwi 2010

Szanowny Panie Pośle,  

Z uwagą, ale z przykrością, przeczytałem Pana apel o zrezygnowanie ze startu w wyborach prezydenckich i wsparcie kandydata”, którego wybierze Pana partia. Miałem nadzieję, że świadomość nadzwyczajnego charakteru sytuacji kraju – o czym Pan pisze – sprawi, że tego rodzaju „apeli” będzie mniej. Polska dziś oczekuje od polityków narodowej solidarności, a nie wzajemnego wykluczania, monopolizowania opinii publicznej, demobilizowania odpowiedzialności Polaków. Chciałbym, żeby wszyscy, którzy wierzą – tak jak Pan i ja –  w Polskę silną, sprawiedliwą i bezpieczną, solidarnie współpracowali na jej rzecz. Jestem przekonany, że przyszłość Polski silnej, sprawiedliwej, bezpiecznej zależy od urzeczywistniania zasad cywilizacji życia, praw rodziny, od realizacji tych zasad na forum europejskim. Jestem również przekonany, że nie uzdrowimy naszego życia państwowego bez naprawy instytucji politycznych. Chcę takiej polityki dla naszego kraju, więc uważam, że zasady te muszą być stale reprezentowane w naszym życiu publicznym. Dlatego dwa miesiące temu podjąłem decyzję o kandydowaniu w wyborach prezydenckich.    

Wiem, że dramat, który przeżyliśmy jako naród, ma dla Pana partii konsekwencje szczególne, więc spokojnie czekam na wskazanie jej kandydata w wyborach prezydenckich. Chcę szukać z nim porozumienia w czasie wyborów i po wyborach. Ale nie służą temu demonstracje takie jak Pańska. Jestem przekonany o Pana osobistej uczciwości i prawości, więc uważam, że Pańskie wystąpienie to tylko chwilowy odruch polityczny, odruch nawrotu do myślenia i obyczajów, które jeszcze niedawno dominowały w naszej polityce, ale od których powinniśmy jak najszybciej odejść. 

Proszę przyjąć, Panie Pośle, wyrazy mojego szacunku i przyjaźni – 

Marek Jurek

Polityka 21 kwi 2010

Proces wyborczy ruszył. Musimy, w nadzwyczajnych okolicznościach, w ciągu piętnastu dni, zebrać 100 tysięcy podpisów dla zarejestrowania kandydatury. Serdecznie proszę Wszystkich o pomoc. Pobierajcie i drukujcie listy do zbierania podpisów, nie zapominajcie, że podpis (dla weryfikacji przez Państwową Komisję Wyborczą) musi być potwierdzony numerem PESEL, przekazujcie kolejne formularze rodzinie, przyjaciołom, kolegom. Nie zapomnijcie również ich potwierdzić własnym podpisem jako zbierający. I przekazujcie formularze mojemu komitetowi wyborczemu – nawet jeśli obok wypełnionych do końca, inne pozostaną niepełne. Liczy się każdy podpis – i pokażmy razem, że liczy się nasz głos!

Następna strona »