Polityka


Polityka 18 lis 2010

Wszystkich zachęcam do poparcia kandydatów Prawicy Rzeczypospolitej – na listach naszej partii, koalicyjnych (jak w Warszawie), porozumień samorządowych i społecznych, na listach innych ugrupowań gdzie kandydujemy. Chodzi o poparcie nie tylko głosem, ale i zachętą – wobec rodziny, przyjaciół, znajomych. Poparcie jest dla nas ważniejsze od pieniędzy. Pieniądze nie pomogły ani partii Borowskiego, ani Piskorskiego, ani nie pomagają tej, której nawet wymieniać nie chcę. Poparcie pozwala działać i przekonuje, że działanie przynosi owoce. Dlatego jest tak cenne. Za wszystkie głosy solidarności – z góry dziękuję!

Polityka 12 lis 2010

Mimo że art. 146 Konstytucji jednoznacznie nakłada na rząd obowiązek „prowadzenia polityki” Rzeczypospolitej – nasz niesfornie młodzieńczy premier się zbuntował i (za państwowe pieniądze – bo pieniądze PO pochodzą przede wszystkim z kasy państwa) w całej Polsce rozplakatował deklarację, że nie tylko polityki nie prowadzi, ale prowadzić nie chce. Do tej pory można było zakładać, że rząd Tuska nie prowadzi polityki (prorodzinnej, europejskiej czy  praw człowieka), bo nie wie jak. Teraz się okazuje, że „nierobienie polityki” to zupełnie świadomy wybór. Wybór w zasadzie (jeśli traktować serio Konstytucję i Donalda Tuska) zasługujący na Trybunał Stanu.

Oczywiście, może nie ma sensu komentowanie absurdalności haseł partii, która chyba żadnego ze swych haseł nie potraktowała poważnie. Jednak wmawianie Polakom, że Polska nie potrzebuje polityki – to rzecz bardzo poważna. To psucie demokracji – i psucie państwa.

Christianitas and Polityka 3 lis 2010

Polskę stać na większość prawicową, która zmieni polską politykę. Stać nas na przełamanie kryzysu demograficznego i politykę praw rodziny, na aktywny wpływ w Europie (oparty na idei solidarności i silnej opinii chrześcijańskiej), na naprawę systemu politycznego, na odbudowanie podstaw wzrostu gospodarczego. Tylko taka polityka ma sens. Polityka, która rezygnuje ze zmiany Polski, budując koalicję niezadowolonych i eksploatując uprzedzenia – jest zakłamana w samym założeniu. Politykę trzeba prowadzić w oparciu o jasno zdefiniowane przekonania i dla tych przekonań trzeba zbudować większość. Pracujemy w trudnych warunkach, ale nigdy nie zgodzę się, żeby prawicę chrześcijańsko-konserwatywną wepchnąć w skrajne tło, upiększające oportunizm partii walczących o władzę. Dominujące partie trzeba nakłonić do zmiany polityki, bo wszystko, co głosimy, nawet w czasach obecnego kryzysu,  ma mocne oparcie w wartościach wyznawanych przez miliony Polaków, jak również (!) deklarowanych przez polityków. Pozostaje pytanie czy wierzymy, że możemy je zmienić ze słów – w politykę. My wierzymy i dlatego politykę tratujemy poważnie.

Niektórzy mówią, że za poważnie:)

Polityka and Repliki 2 lis 2010

Burzę w szklance wody wywołała moja decyzja o odmowie patronatu nad Marszem organizowanym 11 listopada z udziałem m.in. ONR. Doczekałem się w tej sprawie agresywnego wystąpienia prezesa Młodzieży Wszechpolskiej, choć sam nie powiedziałem o tej organizacji niczego przykrego. Byłem gotów nawet patronować ich własnej inicjatywie, ale nie zgodziłem się na uczestnictwo w koalicji ad hoc, którą – jak się okazało – przy tej okazji budują. A co było przedmiotem tych agresywnych komentarzy? Krótka wypowiedź dla „Gazety Wyborczej”, w której zdefiniowałem swoje stanowisko po to (!) by nie definiowali go inni. I zawsze tak będę robił, bo na tym polega odpowiedzialność związana z kierowaniem ruchem politycznym. Oto cała owa wypowiedź na temat Marszu Niepodległości (i udziału w jego komitecie patronackim Artura Zawiszy):

„Zapraszała mnie Młodzież Wszechpolska, ale odmówiłem. — Wśród organizatorów jest kilka organizacji nobliwych, jak Związek Żołnierzy NSZ, ale są też organizacje skrajne, jak ONR. Robienie takiego konglomeratu grozi tym, że rocznica niepodległości może się mieszać z bardzo dziwnymi zachowaniami. Prawica Rzeczypospolitej nie bierze w tym udziału. Idea fajna, ale nie w  tym towarzystwie. — Artur Zawisza od czasu zaangażowania w partię Libertas i kampanii do Parlamentu Europejskiego nie bierze udziału w naszej działalności. — ONR był organizacją skrajną, miał program totalitarny. Nie jest to bliska mi tradycja”.

Ta wypowiedź jednym się nie spodoba (choć w większości wypadków nie rozumiem dlaczego), inni przyjmą ją z ulgą. W sprawach niejasnych trzeba zająć własne jasne stanowisko, nawet jeśli będzie atakowane. I tyle – a prawdziwą dyskusję zawsze chętnie podejmę, bo ta nigdy nie szkodzi życiu publicznemu.

Polityka 25 paź 2010

W niedawnym wpisie o drodze wyjścia z kryzysu pokazałem, jakie mechanizmy przezwyciężania konfliktów wypracowała polska i europejska tradycja parlamentarna. Pisząc o tym, że w wypadku eskalacji napięć wyjściem jest rząd zaufania społecznego – nie określałem jego prawdopodobieństwa, ale stwierdzałem, że taka jest norma porządku parlamentarnego. Wielu komentatorów „w Polityce” uznało tę analizę za naiwność. Moi „realistyczni” komentatorzy – jak widzę – wierzą, że propozycje partii dominujących pozwolą nam naprawić życie publiczne. Zapewne wierzą w powołanie komisji śledczej pod przewodnictwem polityka PiS, w wyniku czego Prezydent i premier zdecydują się odejść w siną dal z życia publicznego. To interesująca prognoza; „wierzących” poproszę o termin weryfikacji (może być odległy – cierpliwie poczekam).

Oczywiście, wiary tej nie podzielają wszyscy „nie-naiwni”. Są jeszcze ci, którzy wierzą w rozwiązanie lingwistyczne; że w wyniku tury prowadzonych przez Prezydenta „językoznawczych” konwersatoriów – do polskiej polityki wrócą szacunek, solidarność i zmysł racji stanu. Pozwolę sobie zachować sceptycyzm, bo w moim przekonaniu cały ten „język” to problem zastępczy. Od najgorszych wybryków Palikota – jeszcze gorsze było premedytowane założenie podważenia szacunku dla Głowy Państwa, niszczenie owej (jak definiował to pan Palikot) XIX-wiecznej koncepcji państwa (czyli szacunku dla instytucji Rzeczypospolitej), a przede wszystkim milczący polityczny patronat dla tej działalności.

Prawdziwy realizm nie polega na sprytnych kalkulacjach, łatwo neutralizowanych przez cudzy spryt. Prawdziwy realizm polega na rozpoznaniu dynamiki rzeczywistości i spraw, które wymagają reakcji. Obserwujemy proces destrukcji autorytetu państwa i rozkładu solidarności narodowej. Wiara w realizację dobra publicznego w ramach walki dziś dominujących partii to nie tylko naiwność, to groźna lekkomyślność, której koszty mogą być coraz większe.

Polityka 20 paź 2010

Gdy został zamordowany prezydent Gabriel Narutowicza, w obliczu (rozważającego odwet) oburzenia lewicy – został powołany ponadpartyjny rząd gen. Władysława Sikorskiego. Gdy we Francji dwanaście lat później policja strzelała do demonstrujących kombatantów, w obliczu (rozważającego odwet) oburzenia prawicy  – został powołany rząd autorytetów, na czele z b.prezydentem Gastonem Doumergue. Tradycja polityczna Zachodu zna metody wyprowadzania narodów z kryzysów politycznych. W Polsce, dziękować Bogu, nie ma kwestii odwetu, trwa natomiast pogłębiający się rozpad moralnych fundamentów Państwa: szacunku i solidarności.

Najrozsądniejszym wyjściem z tej sytuacji jest powołanie rządu zaufania społecznego, który (zajmując się jednocześnie walką z kryzysem finansów) podejmie pracę jeśli nad przywróceniem zaufania społecznego w życiu publicznym. W gruncie rzeczy (mówiłem o tym parę miesięcy temu w wywiadzie dla Jacka Nizinkiewicza) należało go powołać już po katastrofie smoleńskiej. Takiego rządu z pewnością nie będą chciały centrale dominujących partii (choć w jego skład powinni wejść ich politycy, zdolni do myślenia w kategoriach szacunku i solidarności). Kto powinien i mógłby podjąć działania na rzecz powołania takiego gabinetu i udzielić tym pracom wsparcia. Prezydent Rzeczypospolitej, odpowiedzialne media, opinia publiczna. Pytanie jednak – czy jesteśmy jeszcze zdolni do podejmowania takich narodowych przedsięwzięć?

Polityka and Prawa człowieka 19 paź 2010

Wszystkie projekty ustawodawstwa in vitro abstrahują od sprawy zasadniczej. Od faktu, że polskie prawo wyraźnie potwierdza człowieczeństwo każdego dziecka od momentu poczęcia (vide art. 2 ustawy o rzeczniku praw dziecka), że chroni jego zdrowie i życie środkami prawnokarnymi (art. 157a kodeksu karnego) i że – co więcej – nie jest to jakaś „interpretacja”, ale stanowisko jasno potwierdzone uchwałą Sejmu z 21 lipca RP 2006. Za uchwałą tą głosowali wtedy Bronisław Komorowski, Donald Tusk, Ewa Kopacz. Dlaczego jednak ci, którzy deklarują sprzeciw wobec skutków in vitro, nie sięgają po te jednoznaczne argumenty prawne (potwierdzone przez oponentów politycznych)? Czy dlatego, że chcą mieć („jako-katolicy”) jedynie poparcie zwolenników cywilizacji życia w społeczeństwie aborcyjnym (pardon, pluralistycznym)? Czyżby chodziło o to, by sprzeciwiać się in vitro tak – żeby się nie sprzeciwić skutecznie?

Międzynarodowe and Polityka 18 paź 2010

Kanclerz Angela Merkel ogłosiła – w obliczu islamizacji Niemiec – klęskę społeczeństwa wielokulturowego. Pokolenie „skutecznych” polityków, którzy oszołomieni „cudem gospodarczym” zaczynali je uruchamiać przed pół wiekiem, już nie żyje. Co będzie jeśli u nas orientacje narzucone przez liberalną klasę polityczną u progu niepodległości (obojętnej zgody na zapaść demograficzną, na pornografizację kultury masowej, na milczenie opinii chrześcijańskiej w Europie, najkrócej mówiąc – zastąpienia cywilizacji chrześcijańskiej przez państwo relatywistyczne) okażą się katastrofą społeczną w RP 2040? Kto wtedy będzie winien? Na pewno wszyscy, którzy dziś są równie „oszołomieni” przekazami dnia, jak niemieccy politycy swoim cudem gospodarczym, na pewno również ci, którzy rozumieją konsekwencje zmiany kulturowej – a nie chcą bronić dobra wspólnego, na pewno cała ta część opinii publicznej, która się na to zgadza. Jest jeszcze czas na zmiany – im szybciej je zaczniemy, tym większa szansa, że będą to zmiany polityczno-społeczne, a nie już tylko polityczno-retoryczne, jak w Niemczech.

Polityka 4 paź 2010

Stanisław Cat-Mackiewicz dokonał ciekawej obserwacji na temat schyłku monarchii Romanowych. Otóż uznał rozpanoszenie się zjawiska prowokacji, uruchamiania przez policję polityczną coraz to nowych ruchów rewolucyjnych w celu sterowania procesem rewolucji, za przejaw moralnej dekadencji państwa rosyjskiego. Nie tylko moralnej degeneracji – właśnie dekadencji, moralnej schizofrenii, podobnej jak u cenzorów, którzy wieczorami zachwycali się książkami, które potępiali rano.

Nie wiem czy ruch Palikota jest „chytrą” inwencją premiera Tuska i władz Platformy Obywatelskiej. Jeśli tak – świadczyłoby to o coraz dalej postępującej nieodpowiedzialności tej formacji. Nie można igrać z rozpętywaniem nienawiści antykatolickiej, ani żadnej innej. Niestety, hipotezę o co najmniej sympatii obecnej władzy do ruchu „kolegi Janusza” uprawdopodobniają wczorajsze kurtuazyjne komentarze rzecznika rządu Pawła Grasia, który iście streicherowskie obelgi Palikota zakwalifikował ze spokojem, bez odrobiny nawet potępienia, jako po prostu „antyklerykalizm”.

Niestety, podobną nieodpowiedzialność i dekadencję widać w działaniach PiS-owskiej opozycji. Ludzi, dla których ważna jest cywilizacja życia, wypowiedź ministra Jacka Rostowskiego, który w imię szacunku dla życia nienarodzonych wystąpił przeciw in vitro  – może tylko cieszyć. Minister Rostowski nie musiał odwoływać się do prawa do życia, żeby zakomunikować swoje stanowisko. Mógł po prostu – jako minister finansów – powiedzieć, że nie ma pieniędzy na finansowanie tej praktyki. Natomiast jak skomentował jego wypowiedź rzecznik opozycji Mariusz Błaszczak? Czy wyraził satysfakcję, że minister finansów podziela stanowisko PiS? A może wyraził ostrożne wątpliwości co do intencji ministra? Nie, po prostu uznał tę wypowiedź za symetryczny odpowiednik ruchu Palikota.

Znamieniem politycznej dekadencji jest sprowadzenie polityki do walki o władzę. Ostatnie ludzkie znamię, jakie ją wtedy cechuje, to emocje polityków. Choć są to z reguły tylko namiętności władzy.

Polityka and Prawa człowieka and Repliki 30 wrz 2010

Awantura wokół minister Radziszewskiej zażegnana. Tym lepiej. Potwierdzono mikroprawo do wychowania wolnego od ideologii homoseksualnej, przynajmniej w szkołach prywatnych. Punkt, w którym walec się zatrzymał, pokazuje, jakich dewastacji już dokonał. Przy okazji „sprawy Radziszewskiej” oponentom cywilizacji chrześcijańskiej udało się przepchnąć consensus społeczny bardzo w lewo i wylansować na heroinę opinii katolickiej polityk, która nie tylko przed trzema laty odegrała wybitną rolę w zablokowaniu potwierdzenia w Konstytucji prawa do życia, ale dziś otwarcie twierdzi, że zdeklarowani homoseksualiści mają prawo uczyć w szkołach publicznych. Stanowisko minister Radziszewskiej, oparte na bezkrytycznej akceptacji zaleceń Unii Europejskiej, jest tu w jawnej rozbieżności z etyką katolicką, która mówi, że nie istnieje prawo do homoseksualizmu, a zatem nie może stanowić on uzasadnienia rewindykacji prawnych (por. art. 13 deklaracji Omossesualità Kongregacji Nauki Wiary z RP 1992). Ograniczenia możliwości wykonywania pewnych zawodów (wojsko, szkolnictwo, sport młodzieżowy) nie tylko nie stanowi naruszenia praw człowieka, ale ich wypełnienie, ponieważ państwo musi chronić dobro wspólne, a więc prawa wszystkich (por. art. 12). Tej mojej uwagi zresztą nie należy traktować jako opinii „z autorytetu”, bo o racjach wychowawczych rozmawiałem wczoraj przez prawie godzinę w audycji Janka Pospieszalskiego. Wskazuję jedynie, że stanowisko Elżbiety Radziszewskiej (wbrew opinii o „katolickich przekonaniach” Pani Minister) jest z autorytetem etyki katolickiej bardzo rozbieżne. Nawiasem mówiąc – nie wiem, jakie jest stanowisko minister Radziszewskiej w ścisłym znaczeniu tego słowa, bo właśnie ona argumentuje z autorytetu dyrektyw unijnych. Minister mówi właściwie, że stanowiska nie ma żadnego – musi jedynie, jako minister równouprawnienia, godzić sprzeczne opinie funkcjonujące w społeczeństwie. Elżbiecie Radziszewskiej równość ludzi miesza się z równością opinii, a to już niebezpieczny poślizg logiczny. Ja pozostaję na stanowisku, że nikogo nie wolno okradać, a nie że należy zagwarantować „równość opinii” okradzionego i złodzieja.

Polityka 27 wrz 2010

Na konferencji prasowej po sobotnim posiedzeniu Rady Politycznej PiS Jarosław Kaczyński powiedział (cytuję za „Naszym Dziennikiem”), że proces konsolidacji prawicy nie jest w stu procentach zakończony, gdyż pozostała jeszcze partia Marka Jurka, która nie przejawia na razie tendencji, aby wejść do Prawa i Sprawiedliwości”.

Premier Kaczyński myli w tym stanowisku dwie rzeczy: konsolidację prawicy i konsolidację PiS. Do konsolidacji swojej partii i środowisk z nią współpracujących każdy ma prawo. Nie będę komentował decyzji polityków Polski Plus: jeśli nie muszę oceniać przyjaciół, to nie oceniam. Mogli z nami zakładać Prawicę, mogli nie opuszczać PiS po wyborach – to ich wybory.

Natomiast prawica chrześcijańsko-konserwatywna jest Polsce potrzebna, co potwierdziła zarówno seria decyzji PiS w ciągu ostatnich trzech lat (milcząca akceptacja ograniczenia prawa do życia w czasie „sprawy Agaty”, przyjęcie i szybkie uruchomienie z PO traktatu lizbońskiego, zapowiedź zgody na zmianę art. 227 Konstytucji, umożliwiającego likwidację waluty narodowej, niebronienie Ojca Świętego w czasie antypapieskiej kampanii w Europie i w kraju, w tym niereagowanie na wypowiedzi – tak, tak – marszałka Bronisława Komorowskiego, obrona państwa partyjnego). Do tego dochodzą różnice strukturalne – my walczymy o republikański charakter demokracji, PiS mówi o obronie demokracji, a popiera (i wykorzystuje – odrzucając współpracę z Prawicą) skrajnie niesprawiedliwy system finansowania partii.

Samodzielna prawica chrześcijańsko-konserwatywna jest Polsce niezbędna, ale oczywiście współpraca na prawo od centrum też byłaby potrzebna. Dlatego – kierując się solidarnością, której sami tak mało doświadczyliśmy – poparłem Jarosława Kaczyńskiego zaraz po ogłoszeniu wyników pierwszej tury wyborów (i potem w licznych wystąpieniach w mediach przed drugą turą wyborów). Mimo to ze strony PiS nie spotkaliśmy się z żadną wolą porozumienia. Wątłe rozmowy na temat wspólnego startu w wyborach w okręgu podwarszawskim i w Radomiu (gdzie mieliśmy w wyborach do PE duże poparcie społeczne) zostały przez PiS przerwane. Spór publiczny zamiast bezpośredniego dialogu – to nie nasz wybór. Podejrzewam zresztą, że nawet ta próba dialogu zostanie przez bezkrytycznych zwolenników PiS potraktowana jako „atak”. Nic dziwnego – skoro konsolidacja prawicy ma polegać na samorozwiązaniu Prawicy.

Międzynarodowe and Polityka 2 wrz 2010

Dwa wydarzenia nie do przyjęcia w ciągu dwóch dni: bojkot wizyty Prezydenta przez najważniejszych posłów PiS w Parlamencie Europejskim oraz urządzone przez MSZ spotkanie polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych. Moje stanowisko nie jest żadnym szukaniem via media, po prostu nie mogę zaakceptować ani jednego, ani drugiego. Oba te akty – rządu i opozycji – są bowiem wyrazem lekceważenia dla Państwa.

Nie zmienimy Prezydenta przez pięć lat i w interesie Polski jest by miał na zewnątrz mocną pozycję. Nie wykluczam w sytuacjach wyjątkowych powinności mocnej kontestacji, ale wtedy gdy zasadnicze prawa i interesy Państwa byłyby zagrożone. Kontestacja Prezydenta ze względu na „poglądy” czy „uczucia” to jedynie potwierdzenie, że radykalna centroprawica jest częścią tego samego liberalnego świata, za opozycję wobec którego chce uchodzić wśród części wyborców.

Jeszcze gorszą rzeczą jest urządzanie spotkania polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem. Ambasadorowie nie są politykami, którzy mają wyrabiać sobie osobiste poglądy i prezentować je w debacie publicznej. Są reprezentantami Państwa Polskiego wobec innych państw. Czy mają w reprezentacji Rzeczypospolitej na zewnątrz traktować opinie rosyjskiego ministra jako składową polskiej racji stanu? I co w ogóle można na zewnątrz myśleć o państwie, które wbrew wszelkim regułom dyplomacji dokonuje aktów, w których pozorna kurtuazja zamienia się w serwilizm.

Pora na powrót do zasad elementarnych – szacunku dla Państwa, szacunku dla naszych interesów, szacunku dla samych siebie.

Polityka 21 sie 2010

Odejście z wojska gen. Michnowicza to symptom zjawiska jeszcze groźniejszego niż samo niedofinansowanie Armii. Nieobniżalnego progu wydatków 1,95 % na obronę należy twardo bronić, a wydatki obronne – optymalizować. Jednak fundamentalny kryzys przeżywa samo państwo. Nie istnieje porozumienie między rządem i opozycją co do koniecznych, wyjętych z pola konfliktu politycznego, kierunków walki z kryzysem finansowym. Instytucje państwowe, które powinny być poza polem sporu partyjnego, są w jego ogniu. Politycy nie szanujący się nawzajem – swoim zachowaniem podważają szacunek dla państwa. Państwo nie ma realnej reprezentacji, stojącej ponad sporem partyjnym. Prezydent, który od początku urzędowania angażuje się w spór z opozycją, nie będzie jej budował (o ile nie podejmie innej polityki). Wszystko to jest „skutecznością” brutalnej walki o władzę dominujących sił politycznych, z których jedna ma niedowład zmysłu państwa, a druga myśli w kategoriach „państwo to ja”. Polsce potrzebny jest zasadniczy przełom polityczny – dla którego jedyną alternatywą jest postępujący rozkład polityki państwa i życia publicznego. Nawiasem mówiąc – każdy kto czytał Konopczyńskiego wie, że w czasach saskich życie polityczne („kto kogo”) było niezwykle ciekawe. Tylko Polska nie prowadziła żadnej polityki.

Polityka 18 sie 2010

Przepraszam za długie milczenie. Wczoraj występowałem w Polsat News z minister Julią Piterą, która oświadczyła mi, że nie można używać określenia podwyżka cen w stosunku do podwyżki VAT. Nie zgodziliśmy się, bo uważam, że nie tylko można, ale trzeba nazywać rzeczy po imieniu, niezależnie od tego jak ładną nazwę dla brzydkich rzeczy wymyśli liberalna propaganda. Tym bardziej, że premier oświadczył, iż następna podwyżka podatków będzie znowu podwyżką VAT. Donald Tusk zastrzegł oczywiście, że na pewno nie będzie konieczna. I można mu wierzyć – tak jak można wierzyć, że podwyżka VAT nie oznacza podwyżki cen.

Udzieliłem też ostatnio wypowiedzi portalowi money.pl, który opublikował dane pokazujące skutki obniżenia podatków dla rodzin wychowujących dzieci, przeprowadzonej dzięki Prawicy Rzeczypospolitej przed trzema laty. Wtedy rodziny z dwójką dzieci oddawały budżetowi 27 % swoich pensji, dziś oddają 20 %. Dotyczy to ogromnej ilości rodzin 2+2, w wypadku większych rodzin skutki są głębsze. I to jest miara skuteczności naszej polityki. Pamiętać trzeba jednak i o tym, że o ile w polityce od słów ważniejsze są czyny, jest rzecz od czynów jeszcze ważniejsza: ich konsekwencje. Podatki płacone przez rodziny w Polsce należą do najwyższych w Europie, a przyrost naturalny do najniższych. Polskę trzeba zmieniać, ale zmienić ją możemy tylko wtedy, gdy w polityce zasady i odpowiedzialność zastąpią narracje mistrzów wyborczej iluzji.

Polityka 29 lip 2010

W „Rzeczpospolitej” ważny tekst Igora Janke, z ponurymi konkluzjami: „Po trzech miesiącach [od 10 kwietnia wróciliśmy] do punktu wyjścia. Mamy wojnę o to, kto kogo bardziej upokorzy, a nie o to, kto zrealizuje swoją wizję państwa. Wojnę pustą, wyniszczającą polską politykę i życie publiczne, a na dodatek nieposuwającą żadnej ze spraw do przodu. Wojnę, którą rozpoczęła Platforma Obywatelska, ale którą dziarsko podjął PiS”.

To prawda, choć jest to po prostu przewidywalny rezultat polaryzacji życia publicznego, dzięki której dwaj dominujący kandydaci otrzymali w pierwszej turze (z góry pewna była zarówno ich dominacja, jak i druga tura) 78 % głosów, a z destrukcyjną, nie wnoszącą żadnej alternatywy, korektą postkomunistyczną – prawie 92 %. W kampanii wyborczej wielokrotnie powtarzałem, że prezydent zaangażowany w walkę o władzę dwóch dominujących, zwalczających się partii nie będzie miał warunków, by dobrze wypełnić swój urząd, by w pełni zrealizować narodową rację stanu ponad partykularyzmem wyborczej walki. Stanie się stroną – albo biegunem – wzmacniającym i ogniskującym konflikt.

Igor Janke słusznie martwi się również palikotyzacją mediów. (Trudno bowiem mówić o palikotyzacji życia publicznego, bo palikotyzacja jest wirusem niszczącym życie publiczne). „Przejmujący jest dla mnie widok – pisze Igor Janke – maszerującego przez Sejm Palikota i pędzącej za nim bezmyślnej – właśnie tak koledzy dziennikarze: bezmyślnej – sfory młodych mężczyzn i kobiet z mikrofonami w rękach, którzy z jego warg gotowi są spijać każde słówko”. Słusznie!

Jest tylko jedno pytanie: ilu jest wydawców i szefów redakcji, którzy akceptowaliby decyzje tych młodych mężczyzn i kobiet z mikrofonami w rękach” odmawiających, w imię szacunku dla naszego Państwa, relacjonowania wybryków Palikota? Odpowiedź pozwoli wręcz procentowo określić zarówno poziom zdrowia polskiego życia publicznego, jak i głębsze przyczyny jego choroby.

Christianitas and Polityka 23 lip 2010

• Miałem ostatnio interesującą debatę o uniwersalizmie na… twitterze. Nie będę jej tu relacjonował. Najkrócej mówiąc chodziło o to czy uniwersalne jest to, czego nikt nie odrzuca (z czego wynikałoby, że uniwersalny nie jest zakaz bicia żon, co islam dopuszcza) – czy to, co wszystkich obowiązuje, bo wynika z natury ludzkiej (w wymiarze osobowym i życia społecznego)? Nie wznawiając w tym miejscu debaty chcę podać tylko jeden ciekawy przyczynek w kontekście podstawowego dla sprawy aspektu.

• Wiara w Boga – źródło uniwersalizmu – łączy chrześcijan, Żydów, muzułmanów, w nią wpisuje się cała tradycja klasyczna. Niewątpliwie akceptacja naturalnej cnoty pobożności łączy nas też z wierzącymi poganami (szczególnie z czasów przedchrześcijańskich). Wiarę w Boga odrzucają tylko ateiści, którzy chcą tej własnej perspektywie podporządkować całe społeczeństwo, a nawet kulturę – domagając się społecznego uznania wiary w Boga za niewiarygodną hipotezę.

• Politykiem budzącym najmniej zaufania w polskim społeczeństwie jest Janusz Palikot. Wg najnowszych badań CBOS nie ufa mu 54 % Polaków. W kategorii średnich ocen (można wystawiać oceny od +5 do -5) ma również rekordową ocenę -1,52. Jedynie w dwóch grupach społecznych Palikot ma przewagę zaufania nad nieufnością: wśród młodzieży 18-24 lat (czyli środowiska ciągle pozostającego w stanie inkulturacji) oraz wśród Polaków niepraktykujących żadnej religii. Czyż więc popularność Palikota w tej drugiej grupie (tak mocno kontrastująca z nastrojami całego społeczeństwa) nie jest drobnym świadectwem tego, że najoczywistsze normy społeczne (tak często kontestowane przez Palikota) są najsłabiej bronione tam, gdzie odrzuca się religię jako taką?

Bilans kampanii RP 2010 and Polityka 2 lip 2010

Na twitterze jeden ze zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, marcinek_sz, „[wkurza] się, że [jego] głos uznano już za pewnik i że można teraz spokojnie wychwalać Gierka. Ale polityka to sztuka zdobycia i utrzymania władzy”. Otóż nie! Polityka to kwestia odpowiedzialności. Bardzo się myli każdy, kto myśli, że jedynym skutkiem „skuteczności” strategii Jarosława Kaczyńskiego będzie zdobycie przez niego władzy. Metody w drodze do władzy generują własne skutki i kształtują rzeczywistą „skuteczność”. Makiawelizm zakładający, że można się łatwo otrzepać z używanych metod jest albo naiwny, albo zakłamany. Nie mówiąc o tym, że polityka, której głównym wymiarem staje się walka o władzę sprowadza odpowiedzialność obywatelską do dopingowania i kibicowania ambicjom polityków. Powtórzę, polityka to kwestia odpowiedzialności. Dlatego pojutrze będę głosował na Jarosława Kaczyńskiego. Nie ze względu na jego „sztukę zdobycia” czy tym bardziej „utrzymania władzy”, ale dokonując wyboru między nim a Bronisławem Komorowskim, po to, by zapobiec poszerzeniu nieodpowiedzialnych rządów POp-liberalnych. W wyborach należy oddać swój głos na kandydata, a nie kandydatowi. Pojutrze wybierzemy, a za 70 godzin będziemy znali, następnego Prezydenta Rzeczypospolitej. I wtedy własnym głosem trzeba nadal budować prawicę chrześcijańską i konserwatywną, patriotyczną i antykomunistyczną (bo po tych wyborach – niezależnie od wyniku – antykomunizm nabierze nowej aktualności).

Christianitas and Polityka and Prawa człowieka 25 cze 2010

Nasi Biskupi w ubiegłym tygodniu wezwali „w kontekście wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (…) do obrony obecności znaku zbawienia – krzyża – w przestrzeni publicznej w krajach Europy”. Na ten apel można odpowiedzieć – TAK lub NIE. Tak – to poparcie przed ETPC stanowiska Włoch, tak jak zjednoczone i sprzymierzone z nami kraje – Litwa, Rumunia, Bułgaria, Grecja. Mimo apelu polskich Biskupów – rząd Donalda Tuska nie stanął po stronie Krzyża i broniących go państw Europy. Mimo, że wyrok Trybunału Strasburskiego został negatywnie oceniony przez polski Sejm – jasnego stanowiska rządu nie domaga się marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Nie domaga się go również przywódca opozycji – Jarosław Kaczyński. Tymczasem tu już nie trzeba tylko wymagać od Europy – bo w Europie podnoszą się głosy państw i reprezentujących je rządów. Tu trzeba domagać się jasnego stanowiska od polskiego rządu i polskiej opozycji. Czasu stracono już dość, bo Europejski Trybunał Praw Człowieka podejmie w tej sprawie decyzję już w najbliższą środę. Najbliższe dni będą więc dla obu kandydatów ważnym testem: wyborcze strategie nie mogą brać góry nad obowiązkiem obrony wartości podstawowych i budowaniem Europy (moralnie) bezpiecznej dla niepodległej Polski.

Polityka 18 cze 2010

Była to kampania wyjątkowo trudna – trzeba była ją prowadzić w warunkach wstrząsu, który utrudniał debatę o przyszłości. W najtrudniejszym momencie postanowiłem ją kontynuować, by nie pozwolić na eliminację prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej z polskiego życia publicznego. Chciałem by była to kampania odpowiedzialności i solidarności, prowadzona z szacunkiem wobec kontrkandydatów. Dziękuję Wszystkim, którzy razem ze mną pracowali i na różne sposoby wsparli moją kampanię. Zbliżają się jej zasadnicze rozstrzygnięcia. Mamy szanse (choć próbowano nam je odebrać) i na trzecie miejsce, i na wynik potwierdzający poparcie dla wartości i spraw, dla których pracujemy. Tego właśnie będzie dotyczyć pierwsza tura wyborów. Przede wszystkim jednak trzeba przeszkodzić radykalnej lewicy SLD w zajęciu pozycji rozstrzygającej trzeciej siły polskiej polityki. A do tego prowadzą nieodpowiedzialne apele „konsolidacyjne”, odciągające wyborców chrześcijańsko-konserwatywnych od głosowania w pierwszej turze według przekonań. Rozstrzygnie solidarność i z góry za nią dziękuję. Zachęcam Wszystkich do oddania w niedzielę głosów za Polską opartą na wartościach cywilizacji chrześcijańskiej. Nikt za nas nie udzieli jej poparcia. A 4 lipca wybierzemy Prezydenta, z którym będzie można zrealizować politykę, której chcemy dla naszego kraju.

Zaczyna się cisza wyborcza, więc proszę o nieumieszczanie komentarzy pod tym wpisem: tak będzie najprościej – a debatę podejmiemy zaraz po zakończeniu wyborów.

Polityka 10 cze 2010

Według zgodnej wymowy sondaży w drugiej turze wyborów wystąpią Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski. Mają taką przewagę poparcia, że stawką są tu przede wszystkim względy prestiżowe – 33 czy 36, 38 czy 41 etc. Głosowanie na nich w pierwszej turze niczego – w sensie wyniku wyborów – nie zmieni. Znaczenie polityczne będzie miał dopiero wybór spomiędzy nich Prezydenta RP 4 lipca. Oczywiście ci, którzy uznają ich politykę za optymalną – powinni na nich głosować. Ale głos oddany na jednego z tych kandydatów bez przekonania, z racji pragmatycznych, by wpłynąć na ostateczny wynik wyborów, będzie głosem straconym. W pierwszej turze rozstrzyga się coś zupełnie innego. Przede wszystkim – kto będzie trzecią siłą polskiej polityki. Rzecz zasadnicza – bo przez dwadzieścia lat niepodległości wszystkie rządy miały charakter koalicyjny. Na chwilę obecną – głosując w pierwszej turze na Kaczyńskiego lub Komorowskiego – zgadzamy się, by był nią Grzegorz Napieralski i radykalna lewica. Rządzą dziś w mediach – ich wpływ w państwie ulegnie utrwaleniu. Będę wywierać wpływ na politykę PiS i PO – jak w tej chwili (w przeddzień wyboru prof. Belki na Prezesa NBP). Nie można się na to biernie zgadzać i wiem, że możemy to zmienić. Ostatni sondaż CBOS pokazuje, że 7 % Polaków popierających innych kandydatów – rozważa głosowanie na mnie. W tym – co szósty zwolennik Jarosława Kaczyńskiego. Czy warto, by dla prestiżu pomagali w utrwaleniu pozycji SLD w państwie?

Zresztą nie tylko dla prestiżu. Jarosław Kaczyński wielokrotnie powtarzał, że nie chce żadnej partii „na prawo od PiS”. Dlaczego? Bo chce mieć wolną rękę do takich działań i zaniechań – jak opisane w poprzednim wpisie na blogu. Chce być wolny od powinności wspierania cywilizacji życia, opinii chrześcijańskiej w Europie, praw rodziny. Tymczasem w każdej z tych spraw obecność prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej w naszym życiu publicznym jest konieczna. Niestety, głosowanie na kandydatów dominujących partii – jest jednocześnie głosowaniem za eliminacją prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. W tych wyborach bronię jej obecności w polskiej polityce – ale przede wszystkim walczę o jej wpływ na przyszłość Polski.

« Poprzednia stronaNastępna strona »