Prawa człowieka


Christianitas and Polityka and Prawa człowieka 6 wrz 2011

W czasie ostatniego głosowania w Sejmie wypełzło z sali głosowań na ulicę małe, bardzo brzydkie kłamstwo. Wszyscy je mogli zobaczyć, ale było tak brzydkie, że wielu „porządnych ludzi” odwróciło oczy, by go nie widzieć. Bo co z nim właściwie zrobić? Przez parę lat powtarzano w kontekście projektu zmiany Konstytucji sprzed czterech lat (a wielu „porządnych ludzi” w dobrej wierze to przyjmowało), że prawny szacunek dla życia każdego człowieka przed urodzeniem to postulat nierealny. „To nie miało żadnych szans” – ile razy słyszałem to w rozmowach i czytałem (ciągle to można przeczytać) w e-debatach? I nagle, nie poprzez analizę historyczną (przypominanie 1/3 Sejmu wnioskującej o zmianę konstytucyjną, 72 % posłów głosujących za podjęciem prac, sprawozdania przyjętego przez Komisję Stefaniuka), ale tym razem drogą eksperymentalną znowu się okazało, że to postulat realny – choć bardzo niewygodny dla głodnych władzy i zatraconych w zachłanności wyborczej partyjnych central. To głosowanie można było wygrać – w Polsce, nie na Węgrzech. Wystarczyłaby odpowiedzialna obecność posłów PiS. Dyscyplina, taka na przykład, jaką wprowadzono w grudniu, gdy PiS bronił dochodów, które otrzymuje z budżetu państwa. Albo po prostu wnioski z niedawnego głosowania nad prawem prywatnym międzynarodowym (uznanie przez Polskę tzw. małżeństw homoseksualnych zawieranych za granicą).

Dlaczego jednak PiS nie musiał wprowadzać dyscypliny obecności swoich posłów – czy w inny sposób dbać o ich udział w głosowaniu? To sprawa może jeszcze gorsza niż sama absencja poszczególnych nieodpowiedzialnych polityków. Ci spośród liderów opinii katolickiej, którzy popierają PiS (można by tu wyliczyć długą listę nazwisk) – wcale nie żądają od Jarosława Kaczyńskiego poważnego zaangażowania na rzecz cywilizacji chrześcijańskiej. Prezes PiS wiedział, że wystarczy głosowanie obecnych na sali – wystarczy „satysfakcja moralna” i „wyraźna różnica z PO”, i nikt nie będzie przeprowadzał przyziemnej, politycznej analizy, która wydaje się nawet niestosowna, gdy chodzi o „wartości” (przepraszam za gorzką ironię). Prezes PiS wiedział, że nie musi walczyć o wygraną – bo skala, sposób zaangażowania, krótko mówiąc brak polityki na rzecz prawa do życia – nie wpłynie na poparcie jego partii ze strony wspierających ją liderów opinii katolickiej. Nawet jeśli będą zawiedzeni – szybko zapomną. Pozostanie zresztą satysfakcja moralna, bo przecież PO…

Nie piszę niczego nowego, kiedyś już ten mechanizm pokazałem. Wtedy chodziło o traktat lizboński. Rzecz ma bowiem charakter strukturalny. Dotyczy po prostu pytania: czy chcemy mieć własną reprezentację polityczną?

Christianitas and Polityka and Prawa człowieka 1 wrz 2011

Większość PO-SLD pięcioma głosami odrzuciła ustawę potwierdzającą nienaruszalność prawa do życia. Człowiek jest istotą społeczną, potrzebującą władzy publicznej i organizacji społecznej dla swej ochrony. Państwo zaś potrzebuje polityki. Poddajmy więc wczorajsze głosowanie analizie politycznej. Czy ci, którzy głosowali za życiem (a zapewne będą to przedstawiali jako wystarczający dowód wystarczającego zaangażowania) – zrobili wszystko by wygrać? Pytam, bo cywilizacja życia ma prawo do swej polityki, nie tylko do deklamacji o „wartościach”.

Dlaczego nie było dziesięciu posłów PiS, mimo, że klub ten słynie z dyscypliny, również dyscypliny obecności w sprawach, które uznaje za politycznie ważne? Czyżby w sprawie prawa do życia liczyła się tylko polaryzacja – a nie wygrana – z PO? Pytanie jest tym ważniejsze, że to co najmniej drugi w ostatnim czasie przypadek lekceważenia przez PiS podstawowych spraw ładu moralnego. W głosowaniu, które otworzyło furtkę do uznawania w naszym kraju „małżeństw” homoseksualnych udzielanych za granicą (ostatnio gromko przypominanej w kontekście „PSL-owskich” wypowiedzi posła Hofmana) absencja w PiS była większa niż w PO i SLD razem wziętych. Tamto głosowanie też można było bez trudu wygrać, jak wczorajsze.

I kwestia druga. Gdy przed czterema laty pracowaliśmy nad zmianą Konstytucji – do końca za potwierdzeniem prawa do życia (w kwestii konstytucyjnej, więc trudniejszej) głosowało dwudziestu czterech posłów PO. Wtedy osobiście angażowałem się w przekonywanie wszystkich klubów i poszczególnych polityków. Tamto poparcie w dzisiejszym głosowaniu wystarczyłoby do wygrania sprawy, niezależnie od PiS-owskiej absencji. Wczoraj posłów PO głosujących za życiem było tylko piętnastu. Czyżby „umiar” przywódców dzisiejszego PiS był mniej przekonujący niż przypisywany nam „radykalizm”?

PiS w sprawach podstawowych głosuje poprawnie (w zakresie, w jakim w ogóle chce głosować). Nie prowadzi jednak polityki na rzecz cywilizacji chrześcijańskiej. To dlatego wczoraj we „Frondzie” powiedziałem, że niezarejestrowanie list Prawicy Rzeczypospolitej w większości okręgów kraju osłabia prawicę katolicką jako taką. A wczorajze głosowanie najlepiej ilustruje racje naszej kampanii. Pokazuje bowiem zarówno potrzebę PiS w dzisiejszej polityce polskiej, jego absolutną niewystarczalność i niezbędność prawicy chrześcijańsko-konserwatwnej – bez której będziemy może oburzać się na rzeczywistość, ale nie będziemy jej konsekwentnie zmieniać. Niepowodzenie rejestracji wszystkich list w kraju to oczywiście nasza i moja odpowiedzialność, ale przynajmniej podjęliśmy wyzwanie, zrealizowaliśmy je jak mogliśmy i – choć teraz jest trudniej – będziemy walczyć nadal. To lepsze od chowania głowy w piasek i od polityki wizerunkowych krętactw.

Christianitas and Międzynarodowe and Polityka and Prawa człowieka and Religia 30 cze 2011

Przedwczoraj na Jasną Górę przybyła Narodowa Pielgrzymka Węgrów. Dziękowali – wraz ze swymi przywódcami państwowymi – za Opiekę Boga nad ich Ojczyzną w ciągu ostatnich lat i miesięcy. Pomyślna prezydencja w Unii Europejskiej nie jest jedynym i nie najważniejszym powodem: przede wszystkim mają Konstytucję o wyraźnie chrześcijańskim charakterze, odrzucającą balast komunizmu i potwierdzającą źródła współczesnej państwowości w Koronie Świętego Stefana, w wojnie o niepodległość z LP 1848-49 i w powstaniu’56 roku, potwierdzającą również, że Węgry chcą być państwem cywilizacji życia. Całej Europie powiedzieli, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, a Bóg ludziom powiedział to przez nich.

Dziś nasz Sejm rozpocznie prace nad społecznym projektem ustawy o ochronie życia. Gdy kierując Sejmem musiałem posłom przypominać o godności ich pracy i urzędu, powtarzałem, że ta Izba jest większa od nas wszystkich. Jutro raz jeszcze się o tym przekonamy. Sejm skieruje ustawę do dalszych prac, a wymierzony w prawo do życia wniosek skrajnej lewicy zostanie odrzucony. Gdybyśmy przed czterema laty zmienili polską Konstytucję (chodziło tam jedynie o potwierdzenie, że prawo do życia od poczęcia jest prawem człowieka, a propozycja poprawki konstytucyjnej – mimo dywersji – zyskała sześćdziesięcioprocentowe poparcie w Izbie) nie byłoby po drodze lubelskiej tragedii Agaty i jej dziecka, nie byłoby sprawy Alicji Tysiąc, nie byłoby wyroku na ks. Marka Gancarczyka i „Gościa Niedzielnego”, inaczej wyglądałaby debata wokół sprawy in vitro. Nie byłoby tych dramatów i wielu tragedii, których możemy się tylko domyślać. Oby jutrzejsze głosowanie – oczywisty znak Łaski, skoro dostajemy drugą szansę – skłoniło do namysłu nad odpowiedzialnością polityków i ich entuzjastów, którzy tak skwapliwie, bez chwili namysłu i litości wobec najsłabszych, powtarzali – „nie było szans”. Dziś te słowa nie będą padać w sejmowej debacie, a jutro swym głosowaniem Izba zada im ostatecznie kłam.

Historia and Prawa człowieka 30 kwi 2011

Wczoraj, w piątek wielkanocny, minęła czwarta rocznica storpedowania w Sejmie zmian konstytucyjnych, które miały potwierdzić, że Polska chce być państwem cywilizacji życia, chce być wierna dziedzictwu Jana Pawła II. Na drugi dzień, w białą sobotę, w drugą rocznicę śmierci Papieża – ówczesny premier zakazał partii rządzącej dyskusji na ten temat. Nawet dziś, w sposób zupełnie nieprowokowany, część zwolenników PiS chce sprawę tą w e-dyskusjach zagłuszyć absurdalną tezą, że zmiana konstytucyjna, poparta przez 80 % członków nadzwyczajnej komisji sejmowej, a na forum Sejmu przez 60 % posłów, nie miała szans. Niestety, te głosy dowodzą zupełnego braku refleksji moralnej i potrzeby naprawy spowodowanego zła. Bo na co rzekomo nie było szans? Na to, że premier Kaczyński nie będzie porozumiewał się (za pośrednictwem obecnej minister Radziszewskiej) z liberalnym kierownictwem PO (bo jeśli chciał – mógł porozumiewać się z mniejszością PO głosującą za życiem)? Na to, że PiS i PO nie będą razem zgłaszać wniosków o poszerzenie składu komisji nadzwyczajnej o nowych posłów z SLD? Na to, że przewodnicząca komisji z PiS, Jadwiga Wiśniewska, nie będzie uparcie przedłużać jej prac i odkładać przedłożenia gotowego sprawozdania? Na to, że ta sama przewodnicząca Wiśniewska nie będzie krytykować prac własnej komisji w TVN-24 (tak, tak) wespół z pp. Radziszewską i Senyszyn? Na to, że po uroczystym zapewnieniu premiera na komitecie politycznym partii rządzącej o poparciu dla zmian w art. 30 – nie pojawią się już dezorganizujące debatę „poprawki prezydenckie”?

To już historia – zmienić trzeba i można przyszłość. Nie oczekuję spektakularnych gestów, ale zwyczajnej zmiany postawy – postępowania innego niż wczoraj. Przez te cztery lata nic takiego nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie, przy „sprawie Agaty” rząd obniżył faktyczny poziom ochrony życia przy biernej akceptacji ze strony PiS. Zadziałał znowu układ pragmatyczny. Podobnie było w wielu innych sprawach. Zmiany postaw nie przyniosła również ubiegłoroczna tragedia, po której wydawało się, że sumienie odzyska swą siłę w życiu publicznym. A przecież, w ostatecznym rachunku, właśnie to jest najważniejsze.

Międzynarodowe and Polityka and Prawa człowieka 16 mar 2011

Krytyka potrzebuje kryteriów. W momencie, gdy rozwój gospodarczy wymaga zachowania polskiej waluty narodowej (więc również współpracy na forum europejskim państw, które ją zachowują) minister Sikorski mówił o Pakcie na rzecz Euro i porzuceniu złotego, bo trzeba „siedzieć przy stole”, gdzie siedzą inni. W chwili, gdy Europie potrzebna jest silna opinia chrześcijańska w Europie (wewnątrz i na zewnątrz) nie zarysował (prócz słusznego wskazania na sprawy białoruskie) żadnych zasad polskiej polityki praw człowieka. Wspomniał wprawdzie o współpracy ze Stolicą Apostolską i innymi państwami na rzecz ochrony praw chrześcijan na świecie, ale była to jedynie formalna wzmianka. W jego przemówieniu nie było żadnej oceny orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, godzącego w wolność religii czy prawo do życia (a przecież mamy instrument reakcji w postaci nominacji sędziowskich i uzgadniania opinii z państwami pozytywnie nastawionymi do zasad cywilizacji chrześcijańskiej).

Niestety, w sprawach tych zabrakło głosu opozycji. Mariusz Błaszczak trafnie zwrócił uwagę na porażki rządu w sprawach gazociągu bałtyckiego czy reprezentacji ilościowej w europejskiej dyplomacji (od których  jeszcze ważniejszy jest aspekt „jakościowy” – charakter obsad w kluczowych dla Polski stolicach). Nie było w jego wystąpieniu żadnej mocnej reakcji na powrót do idei wejścia do strefy euro. A to właśnie w tym kontekście PiS miał obowiązek o tym mówić, bo w takich konkretnych okolicznościach weryfikuje się wiarygodność wiecowych aluzji. Nie mówił o opinii chrześcijańskiej w Europie, ani słowem nie odniósł się do afery ETPC: ponownego zgłoszenia przez rząd Tuska wcześniejszych kandydatów rządu Millera do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i prawników otwarcie przeciwnych podstawowym rozwiązaniom polskiego prawa w dziedzinie ochrony życia. Jeszcze bardziej dziwić może uparte milczenie PiS w sprawie niewystąpienia Polski po stronie państw broniących Krzyża przed Trybunałem Strasburskim.

Pozostaje generalne pytanie: gdzie jest opozycja?

Christianitas and Prawa człowieka 21 lut 2011

Wczoraj pod Ambasadą Tunezyjską zgromadziło się trzydzieści kilka osób, by pomodlić się za ks. Marka Rybińskiego, zamordowanego w ubiegłym tygodniu. Polski rząd ma obowiązek wystąpić o udział w śledztwie, dokładnie monitorować jego przebieg, doprowadzić do ukarania sprawców. Choć bowiem nie znamy okoliczności zbrodni – jedno jest pewne: Ksiądz Marek zginął w trakcie swojej misyjnej służby. Opowiadał, że wyjeżdżając z kraju po prostu się bał, czuł się jakby jechał na wojnę. Na miejscu (pracując w kierownictwie szkoły, do której chodziły tylko muzułmańskie dzieci) stawiał sobie wielokrotnie pytanie o sens misji w kraju, gdzie nie wolno nawracać. Ale odpowiedź znalazł w woli Jana Pawła II, który chciał, żeby ta placówka trwała, żeby Tunezyjczycy widzieli Kościół Katolicki. Pokochał Tunezję i jej oddał życie, oddając je Bogu. Jak trafnie zauważył sam (!) Samuel Huntington (może to przynajmniej zainteresuje naszą polityczną i dziennikarską radykalną centroprawicę) „najbardziej skutecznymi protagonistami kultury zachodniej nie są bynajmniej neoklasyczni ekonomiści, rycerze demokratycznej krucjaty czy urzędnicy wielonarodowych korporacji, lecz chrześcijańscy misjonarze”. Cisza wokół tego wyjątkowego i tragicznego wydarzenia to nie tylko znak obojętności, to również – parafrazując Jadwigę Staniszkis – forma „strukturalnej presji”. Mimo tej głuchej presji, mimo milczenia Ministerstwa Spraw Zagranicznych, mediów, środowisk politycznych – my nie będziemy ani milczeć, ani zgadzać się na to milczenie.

Międzynarodowe and Prawa człowieka 19 lut 2011

Ojciec Marek Rybiński SDB, polski misjonarz w Tunezji, został zamordowany. Miał 34 lata. Władze tunezyjskie („zważywszy na formę morderstwa”) zakładają, że sprawcami byli terroryści. Zaapelowały do wszystkich przywódców duchownych i społecznych o potępienie zbrodni. Ambasador RP w Tunisie, Krzysztof Olendzki, mówił o wcześniejszych pogróżkach wobec polskich misjonarzy oraz (również ze względu na formę morderstwa) o przypuszczalnych motywach religijnych. Mimo to przedstawiciele naszego MSZ twierdzą, że „był to przypadek indywidualny o charakterze kryminalnym”. Nie można z góry przesądzać motywów i charakteru zbrodni – ale przede wszystkim nie można jej banalizować. Musimy jako państwo wystąpić jak najszybciej do władz tunezyjskich o udział w toczącym się śledztwie. Obecne władze Rzeczypospolitej stają po raz kolejny przed egzaminem zdolności do obrony Polaków. Zresztą nie tylko władze, również opozycja. Bo ta w państwie jest po to, by pilnować czy rząd wypełnia swoje obowiązki i reagować gdy tego nie robi.

Prawa człowieka 28 sty 2011

Kraj jest wstrząśnięty pałucką aferą Sebastiana Sz., „przyjaciela” matki, który zakatował jej dziecko. To kolejne memento, byśmy zastanowili się nad zależnością między życiem w rodzinie – a bezpieczeństwem dziecka. Państwo uparcie nazywające każdą przemoc domową – przemocą w rodzinie, nie chce widzieć przemocy i okrucieństwa w związkach programowo nietrwałych. Albo przypadkowych. Tymczasem 80 % przypadków przemocy wobec dzieci ma miejsce tam, gdzie dziecko nie przebywa w domu z obojgiem naturalnych rodziców.

Nie chodzi tu o stronę formalną, „samą ceremonię ślubu”. Małżeństwo jest – jak się to ładnie określa – przymierzem osób, zakłada więc wzajemne powinności (również w prawie cywilnym). Jeśli ktoś nie bierze ich serio – mimo najpiękniejszych ceremonii żadne małżeństwo nie dojdzie do skutku, po prostu nie będzie ważne. Natomiast w interesie społeczeństwa jest, by ludzie wobec siebie i dzieci, które przyjdą na świat, te powinności podejmowali. By rodzin było więcej, a nie mniej. Zależność między prawem, kulturą i stanem rodziny – to temat dla ustaleń socjologów. Wnioski – dla prawodawców.

Oczywiście, zjawisko „wolnych związków” jest dziś mocno utrwalone i polityczne zaklęcia nie przywrócą społecznej pozycji rodziny, jaką miała w poprzednim czy jeszcze wcześniejszym pokoleniu. Rzeczywistość trzeba przyjmować do wiadomości. Ale pora skończyć z polityką, która od tolerancji i wyrozumiałości przeszła do obojętności i akceptacji, wyznając chorą neutralność, dla której ze społecznego punktu widzenia wszystko jedno czy ludzie zakładają rodziny czy żyją inaczej.

Niektórzy twierdzą, że konkubinat to nowa forma rodziny. Mam wątpliwości – albo to jest pozorny konkubinat (a ludzie naprawdę traktują to jako stały, odpowiedzialny również wobec dzieci, związek), albo najwyżej bardzo ułomna rodzina. Bo można sobie wyobrazić „małżeństwo na próbę”, ale „dzieci na próbę”? Ale nawet zakładając, że „wolny związek” to też rodzina, warto chyba badać jaka jest zależność między takim „typem rodziny”, a bezpieczeństwem dzieci.

Polityka and Prawa człowieka 19 paź 2010

Wszystkie projekty ustawodawstwa in vitro abstrahują od sprawy zasadniczej. Od faktu, że polskie prawo wyraźnie potwierdza człowieczeństwo każdego dziecka od momentu poczęcia (vide art. 2 ustawy o rzeczniku praw dziecka), że chroni jego zdrowie i życie środkami prawnokarnymi (art. 157a kodeksu karnego) i że – co więcej – nie jest to jakaś „interpretacja”, ale stanowisko jasno potwierdzone uchwałą Sejmu z 21 lipca RP 2006. Za uchwałą tą głosowali wtedy Bronisław Komorowski, Donald Tusk, Ewa Kopacz. Dlaczego jednak ci, którzy deklarują sprzeciw wobec skutków in vitro, nie sięgają po te jednoznaczne argumenty prawne (potwierdzone przez oponentów politycznych)? Czy dlatego, że chcą mieć („jako-katolicy”) jedynie poparcie zwolenników cywilizacji życia w społeczeństwie aborcyjnym (pardon, pluralistycznym)? Czyżby chodziło o to, by sprzeciwiać się in vitro tak – żeby się nie sprzeciwić skutecznie?

Prawa człowieka 6 paź 2010

Liberalne media orzekły, że po Noblu dla Roberta Edwardsa należy zmienić stosunek do zapłodnienia in vitro. Oczywiście, po Noblu dla Gabriela Garcíi Márqueza należało już dawno zmienić stosunek do Fidela Castro. Tym bardziej, że po Noblu dla Elfriede Jelinek należy zmienić stosunek do komunizmu, a po Noblu dla Jasera Arafata – do terroryzmu arabskiego w Izraelu.

A gdyby nasze liberalne media miały trochę więcej kultury ogólnej, już dawno by zażądały, by w związku z Noblem dla Gustava Stresemanna zmienić ocenę Locarno w polskich podręcznikach szkolnych.

Polityka and Prawa człowieka and Repliki 30 wrz 2010

Awantura wokół minister Radziszewskiej zażegnana. Tym lepiej. Potwierdzono mikroprawo do wychowania wolnego od ideologii homoseksualnej, przynajmniej w szkołach prywatnych. Punkt, w którym walec się zatrzymał, pokazuje, jakich dewastacji już dokonał. Przy okazji „sprawy Radziszewskiej” oponentom cywilizacji chrześcijańskiej udało się przepchnąć consensus społeczny bardzo w lewo i wylansować na heroinę opinii katolickiej polityk, która nie tylko przed trzema laty odegrała wybitną rolę w zablokowaniu potwierdzenia w Konstytucji prawa do życia, ale dziś otwarcie twierdzi, że zdeklarowani homoseksualiści mają prawo uczyć w szkołach publicznych. Stanowisko minister Radziszewskiej, oparte na bezkrytycznej akceptacji zaleceń Unii Europejskiej, jest tu w jawnej rozbieżności z etyką katolicką, która mówi, że nie istnieje prawo do homoseksualizmu, a zatem nie może stanowić on uzasadnienia rewindykacji prawnych (por. art. 13 deklaracji Omossesualità Kongregacji Nauki Wiary z RP 1992). Ograniczenia możliwości wykonywania pewnych zawodów (wojsko, szkolnictwo, sport młodzieżowy) nie tylko nie stanowi naruszenia praw człowieka, ale ich wypełnienie, ponieważ państwo musi chronić dobro wspólne, a więc prawa wszystkich (por. art. 12). Tej mojej uwagi zresztą nie należy traktować jako opinii „z autorytetu”, bo o racjach wychowawczych rozmawiałem wczoraj przez prawie godzinę w audycji Janka Pospieszalskiego. Wskazuję jedynie, że stanowisko Elżbiety Radziszewskiej (wbrew opinii o „katolickich przekonaniach” Pani Minister) jest z autorytetem etyki katolickiej bardzo rozbieżne. Nawiasem mówiąc – nie wiem, jakie jest stanowisko minister Radziszewskiej w ścisłym znaczeniu tego słowa, bo właśnie ona argumentuje z autorytetu dyrektyw unijnych. Minister mówi właściwie, że stanowiska nie ma żadnego – musi jedynie, jako minister równouprawnienia, godzić sprzeczne opinie funkcjonujące w społeczeństwie. Elżbiecie Radziszewskiej równość ludzi miesza się z równością opinii, a to już niebezpieczny poślizg logiczny. Ja pozostaję na stanowisku, że nikogo nie wolno okradać, a nie że należy zagwarantować „równość opinii” okradzionego i złodzieja.

Prawa człowieka and Repliki 24 wrz 2010

Gdy zwróciłem ostatnio uwagę, że Amnesty International zaczyna uznawać zabójstwa prenatalne za prawo człowieka – na twitterze zareagowała niezależna dziennikarka Justyna Frankel, że „zarodek, genetycznie rzecz ujmując w pewnym okresie tak ludzki, jak i świni czy szympansa…”, a na moją delikatną uwagę, by  tej ciekawej teorii nie udowadniała in vitro – odpowiedziała „nie od razu można rozpoznać cechy morfologiczne dla danego gatunku, polecam publikacje genetyków w tej materii”.

Mimo osobliwości, poglądy pani Frankel zasługują na odpowiedź, ze względu na ich konsekwencję i samą panią Frankel. Paradoksalnie, pozaustrojowe zapłodnienie in vitro – mimo naganności moralnej – stanowi znakomitą demonstrację rzeczywistych początków życia ludzkiego. Jeżeli dziecku pozwoli się żyć i rosnąć (zamiast je zamrozić, a potem wyrzucić) jego życie będzie się zwyczajnie (choć fizycznie słabiej) rozwijać. Bo nie twierdzi chyba pani Frankel, że z pozaustrojowo poczętego dziecka może wyrosnąć kot albo żyrafa? Ani też chyba, że z dowolnego gatunkowo zarodka, wszczepionego matce zastępczej, może rozwinąć się dziecko. Dywagacje makabryczne? Owszem, pokazujące bieg logiki kwestionowania człowieczeństwa najmniejszych, tylko dlatego, że w fazie zarodkowej wyglądają inaczej jak w płodowej, a w płodowej – nieco inaczej niż po urodzeniu.

Wyprowadzanie przesadnych wniosków z wyglądu bywa bardzo niebezpieczne. Dla bliźnich. Jak dla tego dziecka, które zastrzelił pewien znany prokurator za Gierka (a dziś znany – przynajmniej wśród swoich – adwokat). Zastrzelił dziecko, bo wziął je za psa. Rzeczywiście, było bardzo małe, od psa niewiele większe.

Prawa człowieka and Repliki 31 lip 2010

Azrael głosi „prawo do dziecka, jeżeli nauka, prawo i miłość rodziców na to pozwala. Jeżeli politycy realizują te postulaty, akceptowane przez WIĘKSZOŚĆ społeczeństwa – jestem za”. Ale co wtedy, gdy większość społeczeństwa będzie akceptować kupowanie dzieci w krajach ubogich i gdy wszyscy będą zadowoleni: rodzice kupujący, rodzice sprzedający, wraz z promessą na zadowolenie kupowanego dziecka? Dziś prawo tego zakazuje odwołując się do niezbywalnych praw dziecka, których nie mogą uchylić ani rodzice, ani większość – a więc do normy różnej od kryterium decydowania o dziecku, proponowanego przez Azraela. Czy ta realistyczna hipoteza (bo odnosząca się do zjawiska, które istnieje) nie zmusza do moralnego namysłu? Z tym namysłem jest właśnie najgorzej, bo Azrael odwołując się do argumentów populistyczno-emocjonalnych odmawia po prostu debaty na temat konkretnych aspektów in vitro. Na moją uwagę, że przecież wie „na czym polegają zastrzeżenia wobec in vitro” odpowiada stanowczo i – jak na twitter – wcale nie krótko: „Zastrzeżenia jakie Pan ma, wynikające z doktryny KK nie powinny przekładać się na regulacje prawne. Jeżeli Pańskie zastrzeżenia będą normą, będą ograniczały prawa obywateli. Dlatego nie są one do przyjęcia”. W debacie na temat in vitro nie powoływałem się na „doktrynę KK”, po prostu na prawo do życia. Ściśle biorąc – na prawo do życia dzieci poczętych in vitro. Bo to nas różni z Azraelem: mnie interesują dzieci poczęte in vitro, Azraela również, ale tylko w zakresie, w którym „prawo do dziecka (…) i miłość rodziców na to pozwala”. Czy dziecko jest człowiekiem zależnie od cudzych oczekiwań, czy nie ma własnych niezbywalnych praw? Na te pytania nie usłyszymy odpowiedzi, ponieważ koncept „doktryny KK”, bardzo sprawny wytrych Azraela, zwalnia nie tylko z dyskusji, ale i z namysłu. A użyć go można wszędzie – wchodzi nawet tam, gdzie nie pasuje.

Prawa człowieka and Repliki 30 lip 2010

Na twitterze podjąłem dyskusję ze znanym lewicowym felietonistą Azraelem Kubackim na temat in vitro. Piszę podjąłem, bo właściwie zaczęła się od reakcji Azraela Kubackiego na moją uwagę, że „skutecznością” ostatnich wyborów jest to, że „SLD już dyktuje politykę rządowi, m.in. ws. in vitro”. Oczywiście – tweet ma swoją specyfikę, ale po pierwsze – nawet po lakońsku można wyrażać poglądy ogólne, po drugie właśnie dlatego warto ją przenieść na bloga, o czym mojego dyskutanta uprzedziłem.

Istotą poglądów Azraela (to nie poufałość; pod tym pseudonimem mój polemista występuje w mediach i internecie) jest unicestwienie wszelkiego obiektywnego porządku normatywnego. Gdy Azrael pisze o „cierpieniach i oczekiwaniach dziesiątek tysięcy par” pisze o rzeczywistości, która domaga się badań naukowych, namysłu politycznego i reakcji, więc podjęcia wszelkich dostępnych (materialnie i moralnie) działań – ale która nie usprawiedliwia wszystkiego! Przemoc rewolucyjna z reguły usprawiedliwiała popełnianą przez siebie niesprawiedliwość „cierpieniami i oczekiwaniami dziesiątek tysięcy”, tymczasem tak naprawdę uzurpowała reprezentację i instrumentalnie wykorzystywała niedolę ludzi w służbie żądzy władzy, a nierzadko materialnych interesów. Czy na przykład mieszkaniowe „cierpienia i oczekiwania dziesiątek tysięcy par” mogłyby usprawiedliwiać wywłaszczenia? Może zamiast szukać takich dróg na skróty – warto zastanowić się nad działaniami nie naruszającymi sprawiedliwości? Można nie przypisywać prawu własności wartości absolutnej, ale czy można je unieważniać i unicestwiać za każdym razem, gdy politycy zdecydują się uprawomocnić swe działania „cierpieniami i oczekiwaniami dziesiątek tysięcy”? A wracając do uzurpacji reprezentacji i instrumentalnego wykorzystywania niedoli, umysł tak krytyczny jak Azrael nie powinien w swej analizie abstrahować od interesów firm przeprowadzających zabiegi in vitro, dążących do uzyskania finansowania przez państwo swej działalności, rozszerzenia praktyki in vitro i zwiększenia swoich dochodów. Można usprawiedliwiać działanie grup interesu, ale nie jest rzeczą intelektualnie przyzwoitą udawać, że ich nie ma. Moje felietony mają swój format, więc cdn.

Christianitas and Prawa człowieka 28 cze 2010

Ludzie razem w ogóle (i naród konkretnie) powinni i mają prawo wyznawać wiarę publicznie. Wiarę w ogóle należy wyznawać. Odkupienie nie jest legendą – ale do każdego chrześcijanina należy wybór czy będziemy Je traktować jako ocalenie przyniesione wszystkim ludziom czy jako prywatnie inspirujący mit. Sensem obecności krzyża w życiu publicznym jest właśnie – zaraz po wdzięczności wobec Zbawiciela – potwierdzenie tej prawdy. Wprowadzanie w tej sferze zakazów jest po prostu ograniczaniem ludzkiej wolności. Co ciekawe – atakowany jest krzyż, bo ciągle (mimo wszystkich kompleksów katolików) reprezentuje wiarę. Religijne ceremonie intronizacyjne, jak w Wielkiej Brytanii czy innych protestanckich monarchiach Unii Europejskiej, są tolerowane – bo przez ogromną część własnych społeczeństw traktowane są umownie, jako zwyczaj.

Warto zastanowić się co oznacza (w konsekwencjach) idea deportacji chrześcijaństwa w sferę czysto prywatną. Jak mądrze zauważyła Jeanne Smits, znana francusko-holenderska publicystka katolicka, po usunięciu krzyży ze szkół przyjdzie pora na usunięcie świąt chrześcijańskich z kalendarza państwowego. Niestety, doświadczenie uczy, że antyutopie spełniają się raczej prędzej, niż później.

A swoją drogą ciekawe: czy nasi polemiści proponują usunięcie półksiężyca z tureckiego sztandaru narodowego – jako element negocjacji na temat wstąpienia Turcji do Unii Europejskiej? Pewnie tak. Chrześcijaństwo jest o wiele skromniejsze: nam wystarczają kryteria kopenhaskie, a konkretnie w sferze religii zapewnienie publicznych praw Kościołowi, swoboda pracy seminariów duchownych, bezpieczeństwo księży. Prawo miłości jest dobrą szkołą tolerancji.

Christianitas and Polityka and Prawa człowieka 25 cze 2010

Nasi Biskupi w ubiegłym tygodniu wezwali „w kontekście wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (…) do obrony obecności znaku zbawienia – krzyża – w przestrzeni publicznej w krajach Europy”. Na ten apel można odpowiedzieć – TAK lub NIE. Tak – to poparcie przed ETPC stanowiska Włoch, tak jak zjednoczone i sprzymierzone z nami kraje – Litwa, Rumunia, Bułgaria, Grecja. Mimo apelu polskich Biskupów – rząd Donalda Tuska nie stanął po stronie Krzyża i broniących go państw Europy. Mimo, że wyrok Trybunału Strasburskiego został negatywnie oceniony przez polski Sejm – jasnego stanowiska rządu nie domaga się marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Nie domaga się go również przywódca opozycji – Jarosław Kaczyński. Tymczasem tu już nie trzeba tylko wymagać od Europy – bo w Europie podnoszą się głosy państw i reprezentujących je rządów. Tu trzeba domagać się jasnego stanowiska od polskiego rządu i polskiej opozycji. Czasu stracono już dość, bo Europejski Trybunał Praw Człowieka podejmie w tej sprawie decyzję już w najbliższą środę. Najbliższe dni będą więc dla obu kandydatów ważnym testem: wyborcze strategie nie mogą brać góry nad obowiązkiem obrony wartości podstawowych i budowaniem Europy (moralnie) bezpiecznej dla niepodległej Polski.

Polityka and Prawa człowieka and Trybunał Konstytucyjny 23 lut 2010

Jutro Trybunał Konstytucyjny ma dokonać ostatecznej oceny zmniejszenia ubeckich przywilejów emerytalnych. Na pierwszym posiedzeniu Trybunał nie był w stanie podjąć w tej sprawie żadnej decyzji, ponieważ połowa sędziów uznawała, że pieniądze pobierane za działalność w bandach UB-SB to prawa słusznie nabyte. Ustawa zmniejszająca te przywileje idzie i tak znacznie bliżej, niż założenia projektowanej przeze mnie (jeszcze gdy byłem wiceprezesem PiS) ustawy antyubeckiej. Zakładała nałożenie na wszystkich, którzy działali w UB-SB, obowiązku złożenia pełnego zeznania Prokuraturze IPN na temat całej posiadanej wiedzy na temat działalności aparatu bezpieczeństwa PRL (łącznie z ujawnieniem własnej agentury), pod rygorami odpowiedzialności karnej. Zakładała także uznanie działalności UB-SB za skierowaną przeciw niepodległości Polski i zniesienie jakichkolwiek uzurpowanych na tej podstawie „praw”. 

Jutro od sędziów Trybunału Konstytucyjnego dowiemy się nie tylko co będzie z przywilejami ubeckimi, ale czym w świetle Konstytucji z RP 1997 był PRL w swych najbardziej antypolskich funkcjach. Poprzednie posiedzenie jasno pokazało jak niejasne jest stanowisko Konstytucji w tej kwestii. Teraz więc Trybunał Konstytucyjny nie tylko osądzi przywileje ubeckie, zweryfikuje również doktrynę państwową zawartą w obecnej ustawie zasadniczej.

Christianitas and Prawa człowieka 8 gru 2009

Przyjęcie przez Sejm uchwały w sprawie ochrony wolności wyznania i promocji wartości będących wspólnym dziedzictwem narodów Europy” musi cieszyć, szczególnie ze względu na 89 % większość, jaką została przegłosowana. Ta większość potwierdza katolickość naszego kraju. To głosowanie pokazuje jak silna może być opinia chrześcijańska, jeżeli nie jest demobilizowana nieodpowiedzialnymi wypowiedziami polityków, dekomponującymi społeczne uznanie dla najważniejszych wartości i rozładowującymi niezbędny nacisk opinii publicznej. Parlamentarne 89 % to znacznie szersza większość niż w mediach; tam może nie było zbyt wielu „przeciw”, ale nie brakował „wstrzymujących się od głosu”. Dobrze, że Sejm ocenił „krytycznie wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka kwestionujący podstawy prawne obecności krzyży w klasach szkolnych”. Nie zmienia to faktu, że jeśli nie ma to być krok pozorny, uspokajający opinię publiczną – muszą za nim pójść następne. Bo Trybunał Strasburski (dzięki, Panie Marcinie, za zwrócenie uwagi, że Starsburg ma polską formę) nie zmieni swego orzecznictwa. Już jest tam wszczęta sprawa przeciw Irlandii, z powodu zakazu prenatalnego dzieciobójstwa i „zmuszania” chętnych do podróży aborcyjnych. Nawiasem mówiąc – warto pamiętać, że do wyrażenia zgody na te podróże Irlandia została zmuszona w trakcie negocjacji Maastricht, a teraz okazuje się, że to co wczoraj było kompromisem w ramach Unii Europejskiej – jutro okaże się przestępstwem w ramach Rady Europy.  

Nie można udawać, że żyjemy gdzie indziej. Prawica Rzeczypospolitej proponuje już dziś odrzucenie jurysdykcji Trybunału Strasburskiego. Oczywiście, jak zawsze, jesteśmy gotowi do dialogu, byle serio. Bo jeśli nie odrzucenie – to co? 

Nie piszę dziś na tematy stricte polityczne, tylko o sprawie krzyża. Bo przecież dziś Święto Naszej Pani, więc świętujmy ku Jej czci, zostawiając polityce resztę tygodnia.

Prawa człowieka 26 lis 2009

Warto dziś przypomnieć skąd biorą się problemy takie, jak ten nie tyle otwarty – co ujawniony – przez wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przeciw krzyżom w szkołach. Jurysdykcję Trybunału Strasbourgskiego nasze państwo przyjęło przed siedemnastu laty. W imieniu Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego apelowałem wtedy do Sejmu o odpowiedzialność. Niestety, „klasa polityczna” była zjednoczona od SLD po PC. Najlepiej streściła to Unia Demokratyczna: poddanie naszego kraju władzy Trybunału Strasbourgskiego uznała za egzamin z praw człowieka. Egzamin polskiego Kościoła i Solidarności okazywał się niewystarczający. Komuniści zaś wcale nie ukrywali, że będą ratyfikowaną konwencję wykorzystywać przeciw dekomunizacji życia publicznego, co w naszych czasach potwierdziło szerokie strasbourgskie orzecznictwo antylustracyjne. Pytałem więc niekomunistyczną większość sejmową „dlaczego bardziej ufamy instytucjom międzynarodowym, jako gwarantowi naszych praw, niż instytucjom Rzeczypospolitej, które wybieramy, kontrolujemy i formujemy opierając się na podziale wzajemnie się równoważących władz”? Ostrzegałem, że możemy bezsilnie przyglądać się zmienianiu znaczenia przyjętych dokumentów. Apelowałem więc o  „bardzo szczegółową, bardzo gruntowną analizę działania i orzecznictwa tych instytucji, analizę tego, do jakiego stopnia norma ideologiczna może deformować właśnie nadzór literalnego zapisu [zawartych w Konwencji] praw.” 

Dziś już pora wypowiedzieć uznanie dla Trybunału, który zapomniał, że nie można praw człowieka obracać przeciw Bogu, życiu ludzkiemu i wolności narodów. Jurysdykcję Trybunału Strasbourgskiego trzeba odrzucić stanowczo, spokojnie, rzeczowo. Jeśli dziś nie mamy władzy zdolnej to zrobić – trzeba Rzeczypospolitej dać taką, która naprawdę będzie bronić ludzi i ich realnych praw (a więcej w bieżącym numerze tygodnika „Niedziela”).

Prawa człowieka 6 paź 2009

Najgroźniejszym elementem (ustnego) uzasadnienia wyroku było podważenie praw człowieka należnych nienarodzonym. Pani sędzia Solecka oficjalnie uznała sprawę początku życia ludzkiego za otwartą i sporną. Tym samym podważyła obowiązujące dziś prawo, bo sprawa ta prawnie jest bezsporna.  Z faktu, że w różnych sytuacjach i różnych okresach życia (również w stosunku do osób urodzonych) prawo przewiduje różne zakresy ochrony, nie wynika, że w jakimkolwiek uchyla prawo do życia. Sąd jednak uznał, że ideologia aborcyjna ma prawo do zawieszającego weta w stosunku do praw Rzeczypospolitej. 

Sąd uznał też sugestie pani Tysiąc i jej obrońcy, że mała Julia Tysiąc nie zostałaby zabita w wyniku aborcji, o którą zabiegała jej matka, więc że żyłaby dziś niezależnie od tego czy jej matka spełniłaby zamiary, o których utrudnianie oskarżyła Państwo Polskie. Mimo, że pani Tysiąc na procesie po raz kolejny potwierdziła, że chciała aborcji, w której jej przeszkodzono – jej adwokat pytał pozwanego ks. Marka Gancarczyka skąd wiedział, że Julia była dzieckiem niechcianym. Chcianym do czego? Do aborcji? Absurd dosięgnął szczytu, bo że tam się wspina – widać było już wcześniej. (Więcej w aktualnym – jeszcze – numerze „Niedzieli”).

Następna strona »