Prawa człowieka


Prawa człowieka 3 paź 2009

Istnieje wiele kwestii spornych we współczesnym społeczeństwie. Bp José Guerra Campos powiedział był kiedyś, że istotą kryzysu Zachodu jest absolutyzacja wartości względnych (na przykład – prawo do dobrego samopoczucia) i relatywizacja absolutnych (na przykład – sprawiedliwość). 

Kwestią sporną stała się na przykład – od czasu napływu milionów muzułmańskich imigrantów do zachodniej Europy – monogamia, więc zakaz bigami. Dla nas to może czysta abstrakcja, ale na przykład we Francji poligamia to realny problem społeczny w prawodawstwie dotyczącym łączenia rodzin.  

Sporna staje się odpowiedzialność państwa za zdrowie publiczne, bo – na przykład – sporne stało się przekonanie o szkodliwości narkotyków lekkich i zakaz (a tym bardziej karalność) ich sprzedaży. W Holandii są już legalne.  

Wiele jest kwestii spornych, ale spór w sprawie zasad – angażując moralną i polityczną odpowiedzialność obywateli demokratycznego państwa – nie uchyla sam przez się obowiązywalności prawa. Sędzia Solecka może wątpić w jego słuszność. Może próbować je zmienić – pisząc jako prywatny prawnik naukowe czy publicystyczne artykuły albo kandydując do Sejmu. Musiałaby jednak zdecydować się na inną rolę społeczną. Chyba nawet powinna, jeśli głęboko nie zgadza się z prawodawstwem Rzeczypospolitej. Ale jako sędzia wykonujący władzę sądowniczą – ma obowiązek prawo stosować. Wykonuje bowiem władzę państwa, a nie – władzę nad państwem. Na tym właśnie polegają zasady rządów prawa i podziału władz. (Więcej w bieżącym numerze „Gościa Niedzielnego”).

Christianitas and Prawa człowieka 7 sie 2009

Pewnie trudno w to uwierzyć, ale tylko w ostatnich tygodniach przyszły wiadomości o zbrodniach nienawiści antychrześcijańskiej w Korei Północnej, w Nigerii, w Pakistanie, w Indiach i na Kubie. Morduje się księży, działaczy katolickich lub prostych, biednych, ale wytrwałych w wierze, ludzi.   

Jak im pomóc? Pomóc im może Bóg, o co my mamy obowiązek Go prosić; Papież nas o to prosił w intencjach misyjnych na ten miesiąc. Ale modlitwa, która zadowala się sobą, jest obłudą.   

Pomóc czynnie powinno im całe Chrześcijaństwo, a szczególnie Zachód. Jak? To właśnie pytanie o sztukę polityki. Od rządów należy oczekiwać przede wszystkim odpowiedzialności i wytrwałości w realizacji wybranych strategii solidarności; demonstracje są potrzebne dopiero wtedy, gdy wyczerpią się wszystkie inne środki. Zresztą demonstracje to dziedzina akcji społecznej. Ale na naszych ulicach częściej widzimy manifestacje w obronie tybetańskich buddystów czy czeczeńskich muzułmanów, niż chrześcijan, którzy (niezależnie od tego czy o tym pamiętamy) są po prostu naszymi braćmi.    

Bóg zawsze nagradza dobro. Warto o tym przypomnieć tym, dla których w polityce liczy się tylko korzyść. Bo często ich właśnie musimy nakłaniać do podjęcia jakiejkolwiek pomocy. Dla Polski umieszczenie solidarności chrześcijańskiej na czele agendy polityki praw człowieka to – poza wszystkim – znakomita okazja do zbudowania naszej czytelnej tożsamości politycznej i pozycji moralnej w Unii Europejskiej. A dla Unii Europejskiej – do zbudowania swojej wewnętrznej tożsamości i zewnętrznej soft power w świecie. Zrozumieć to powinien każdy, prócz ludzi i środowisk całkowicie wyobcowanych z cywilizacji chrześcijańskiej, i prócz tych, którzy nie mają odwagi samodzielnie myśleć.

Historia and Prawa człowieka 22 lip 2009

Kilka lat temu próbowaliśmy ustanowić w Sejmie 22 lipca – Dniem Pamięci Ofiar Komunizmu. Na pomysł ten wpadłem lata temu, gdy ks. Witold Andrzejewski w dniu, kiedy komuniści świętowali 40-lecie PRL, odprawił w katedrze gorzowskiej Mszę świętą w intencji ich ofiar. Ten dzień bowiem, wybrany przez komunistów dla poniżania naszego narodu, mający zastąpić 3 Maja i 11 Listopada – powinien pozostać w pamięci Polaków byśmy nigdy nie zapomnieli o tych, którzy mieli udział w cierpieniach Ojczyzny, o barbarzyństwie systemu, który zanegował religię, narodową tradycję i rodzinę, choć w naszym kraju przybrał formę marionetkowych rządów kolaboracyjnych. 22 lipca powinien bowiem przypominać i naszą polską kolaborację, stawiając każdego z nas przed pytaniem – czy gdybyś dostał drugą szansę chciałbyś dzielić cierpienia Polski, czy robić karierę kosztem Polski? Dzień ten miał mieć również wymiar uniwersalny – przypominając ofiary poniesione przez narody walczące z komunizmem, a przede wszystkim cierpienia narodów ciągle żyjących pod jego władzą – w Chinach, Wietnamie, Korei, na Kubie. 

Projekt Dnia Pamięci Ofiar Komunizmu wtedy upadł, zablokowany przez PO i PSL, które twierdziły, że taka data obraża samą ideę. Zupełnie inaczej odczytała to „Trybuna”, widząc w ustanowieniu Dnia definitywne, symboliczne napiętnowanie PRL. Zareagowali gwałtownie, bo banalizacja PRL była od początku zasadniczym motywem ideowej strategii postkomunistów i podstawą ich politycznych sukcesów. Tym bardziej proklamacja Dnia Pamięci Ofiar Komunizmu jest ciągle zadaniem do wykonania.

Christianitas and Prawa człowieka 18 lip 2009

Joanna Najfeld, należąca do najuczciwszych i najodważniejszych polskich publicystów, ma proces z powodu swojej dziennikarskiej walki w obronie cywilizacji życia. Skarży ją Wanda Nowicka, obrażona uwagami na temat swojej aborcjonistycznej działalności. Pani Nowicka od lat – czyniąc prawo z tzw. aborcji – zaprzecza prawom człowieka przysługującym dzieciom poczętym. Nie zadowala się jednak głoszeniem swych skrajnych poglądów, ale sonduje możliwość użycia władzy państwowej przeciw tym, którzy bronią najsłabszych. Atakując Joannę Najfeld aborcjoniści chcą nie tylko zastraszyć i zamknąć usta swoim oponentom, ale po prostu ograniczyć możliwość obrony życia w debacie publicznej. To stwarza realną groźbę obniżenia jeszcze bardziej poziomu obrony życia w naszym kraju. Bo nie ostanie się prawo, którego obrońcom zaknebluje się usta. 

Jan Paweł II (w art. 24 Evangelium Vitae) pisał, że wskutek natarczywego oddziaływania wielu środków społecznego przekazu dochodzi do zatarcia granicy między dobrem a złem w kwestii prawa do życia. W tej dramatycznej sytuacji naszej kultury masowej Joanna Najfeld – przez swe zaangażowanie – broni honoru całego polskiego dziennikarstwa. W swej walce nie może zostać sama. Wszyscy musimy jasno stanąć po jej stronie.  

Szczegóły sprawy na www.mamproces.pl

Prawa człowieka 29 cze 2009

Czesław Kiszczak ma dwa procesy o prześladowania religijne, w obu oskarżenie wiąże się z możliwością kary więzienia. Chodzi o policjantów (milicjantów) zwolnionych ze służby za praktyki katolickie.  Okolicznością obciążającą jednego z nich (funkcjonariusza „drogówki”) było dodatkowo powinowactwo z księżmi, krewnymi żony. Drugiego namawiano, żeby po prostu sam się zwolnił (jak widać resort bezpieczeństwa miał dobrą wolę i chciał unikać prześladowań).  

Sprawa stanowi drobną ilustrację komunistycznej codzienności i najbardziej powszechnej formy ucisku narodowego w tamtych czasach. Rzecz jest nietypowa, bo chodzi o MO – jednak podobne praktyki były powszechne na przykład w szkołach, albo w ogóle w wypadku osób mogących awansować zawodowo – praktycznie w każdej dziedzinie życia. Różnica polegała jedynie na tym, że w jednych sferach nie tolerowano życia katolickiego w ogóle, w innych – „ostentacji”, czyli normalnej, publicznej, praktyki.  

Do tej pory był to niemal temat tabu. O wczorajszej dyskryminacji naszych rodziców większość z nas milczała jak o czymś wstydliwym – stracić pracę nic wielkiego, a żyć strachu przed utratą pracy – nic chlubnego. Zdrajcy i prześladowcy czuli się więc bezpiecznie. Teraz pojawia się realna szansa na sprawiedliwość. Zdziwiło mnie jedynie, gdy w jednej z radiowych stacji katolickich usłyszałem Antoniego Dudka, historyka poważnego, wypowiadającego się z lekceważeniem o przedmiocie toczącego się procesu. Niestety, to pokazuje nie tylko niezrozumienie totalitarnej natury komunizmu, ale również jak bardzo – broniąc życia chrześcijańskiego – jesteśmy ciągle sami.

Prawa człowieka 10 cze 2009

Brytyjski ambasador Ric Todd zaprosił na spotkanie – z okazji planowanej demonstracji homoseksualnej w Warszawie – polskich działaczy politycznego ruchu homoseksualnego. Chce w ten sposób zamanifestować swoje przekonania w dziedzinie praw człowieka. Biorąc pod uwagę funkcję – zapewne również przekonania rządu brytyjskiego. W Wielkiej Brytanii homofilia czyni postępy. Na te pozycje przechodzi również Partia Konserwatywna – partner naszego PiS w ramach nowej grupy w Parlamencie Europejskim. Stara się nadążyć za socjalistami, pod których rządami – jak widać – poparcie dla homoseksualizmu nabiera wymiaru międzynarodowego.   

Zostawmy zgorszenie Jackowi Kurskiemu. Może wykorzysta to w następnym orędziu Prezydenta. Potem będzie można przeprosić rząd brytyjski i w ten sposób zintensyfikować nasze stosunki. Gorsząc się i wydziwiając Europy nie zmienimy. Potrzebna jest przemyślana i właściwa reakcja. A tą może być po pierwsze przypomnienie na forum europejskim stanowiska polskiego Sejmu, który utożsamiając się z judeochrześcijańskim dziedzictwem moralnym Europy” odrzucił przed trzema laty politykę walki z “homofobią”, po drugie – równie publiczne poparcie przez ambasadora Rzeczypospolitej brytyjskiego ruchu pro life. My też powinniśmy manifestować nasze zaangażowanie na rzecz praw człowieka. To rola rządu, ale w wypadku jego zaniechań – również Prezydenta i opozycji. Wszyscy wyborcy popierający cywilizację życia, którzy głosowali na PiS, będą się wkrótce mogli przekonać, czy nie stracili swego głosu. Wyborcy Prawicy swój głos ciągle mają. Nasze postulaty poważnej, realistycznej polityki praw człowieka stawiam właśnie w ich imieniu.

Prawa człowieka and Wybory europejskie 3 cze 2009

Dziś aż dwa procesy o wolność słowa.  

W Katowicach wytoczony przez Alicję Tysiąc ks. Markowi Gancarczykowi, redaktorowi „Gościa Niedzielnego”. Ksiądz Marek jest oskarżony o naruszenie „czci, dobrego imienia oraz prywatności” Pani Tysiąc. Jego wina polega po prostu na tym, że pisał o sprawie procesów wytaczanych przez Panią Tysiąc w sprawie nieopuszczenia w Polsce do pozbawienia życia jej nienarodzonego, a dziś żyjącego, dziecka. Gdy pozwoliła mediom użyć swego życia osobistego do proaborcyjnej kampanii – jej prywatność nie była naruszona. Co więcej – sprawa stała się najdosłowniej publiczna gdy Pani Tysiąc doprowadziła do wyroku przeciw Polsce w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Gdy zajął w tej sprawie stanowisko katolicki tygodnik – Pani Tysiąc przypomniała sobie i o prywatności, i o granicach wolności. 

W Warszawie proces wytoczony przez Krystiana Legierskiego Prawicy Rzeczypospolitej o to, że na małym spotkaniu wyborczym w Kartuzach nasi kandydaci stwierdzili, że homoseksualizm jest chorobą. Ta sprawa jest o tyle ciekawa, że dotyczy nie tyle deklaracji, co sądów wypowiedzianych po prostu w rozmowie (rzecz jest do obejrzenia na YouTubie) na małym spotkaniu. Co więcej – nasi kandydaci odpowiadali na pytania i opinie uporczywie przedstawiane przez jedną z uczestniczek spotkania, bardzo polemiczną wobec Prawicy. Dziś rzecznicy otwartego społeczeństwa przypominają nam o obowiązku milczenia. Jak widać – niedługo upomnieć się będzie trzeba już nie o wolności wypowiedzi, ale o prawo do rozmowy w ogóle. 

Toczy się walka o wartości naszej cywilizacji i ustrojową orientację naszego państwa. Prawica Rzeczypospolitej jest na pierwszej linii tej walki. A politycy PO-PiS zajmują się sobą…

Historia and Prawa człowieka and Religia 29 mar 2009

Krzysztof apodyktycznie orzeka, że „Pius IX niesłusznie potępił wolność słowa, sumienia i wyznania, tylko dlatego, że ruchy antykatolickie źle z niej korzystały”. Każda uczciwa analiza Quanta cura i Syllabusa (szczególnie historyczna) potwierdzi, że bł. Pius IX nie potępił owych swobód jako takich, ale ich absolutyzację. Wystarczy skonfrontować to z postawami najbardziej prawowiernych katolików tamtych czasów, którzy we Francji walczyli o powszechne prawo wyborcze, a w Niemczech o wolność polityczną jako taką. Katechizm Jana Pawła II w art. 1740 – kontynuując tradycję Syllabusa – mówi jasno, że „wolność nie daje nam prawa do mówienia i czynienia wszystkiego”. W istocie rzeczy prawdę tę potwierdza Ebenezer, jednak w sposób nadzwyczaj selektywny. 

Jednak tak dziś, jak i wtedy, pod hasłami wolności – odbiera się ludziom wolność. Nic dziwnego, bo od czasów Arystotelesa wiemy, że nadmiar wolności jednego ogranicza wolność innego. Wolność – jako zasada życia społecznego – zawsze wymaga pewnego kompromisu. Potwierdza to katolicka nauka o tolerancji.  

A dziś „wolność” homoseksualistów prowadzi do ograniczenia wolności słowa, nawet w głoszeniu elementarnych (przyjmowanych również poza Kościołem Katolickim) zasad etyki chrześcijańskiej (vide casus pastora Greena). W imię „wolności” dąży się do legalizacji pedofilii, w sensie legalizacji części uwiedzeń dziś jeszcze uznanych za kryminalne. W imię absolutnej wolności zgromadzeń odbiera się samorządom wolność ochrony moralności publicznej. Dziś wolność właśnie, nasza wolność, wymaga odwagi skonfrontowania się z moralnym szantażem powołującym się na „wolność” przeciw jej fundamentom – prawdzie i sprawiedliwości.  

Krzysztof napisał też parę słów o „polityce Watykanu”. Temat na serię wpisów i wielodniową dyskusję. Ale wskażę jeden przyczynek. Nie było w Europie urzędującego polityka bardziej życzliwego sprawie wolności Polski niż bł. Pius IX. Zaświadczył to C.K.Norwid w Encyklice oblężonego. Mam oczy, więc czytając widzę autentyzm poglądów Krzysztofa. Ale świętym papieżom (i sprawdzonym przyjaciołom Polski) naprawdę należy się trochę więcej życzliwego namysłu. Dialog zaczyna się od chęci zrozumienia poglądów, z którymi się nie zgadzamy.

Polityka and Prawa człowieka 23 mar 2009

Rząd PO chce usunąć z ustawy radiowo-telewizyjnej spoczywający na mediach publicznych obowiązek szacunku dla wartości chrześcijańskich. Ma on być zastąpiony zasadą „niedyskryminacji”, czyli szacunku dla wartości jakichkolwiek. Pomysłu rządu Tuska nie można rozpatrywać w oderwaniu od apelu o debatę nad propozycją wprowadzenia eutanazji. Obowiązek niedyskryminacji zagwarantuje telewizyjną pełnoprawność poglądom zwolenników eutanazji czy „małżeństw” lub adopcji homoseksualnych. Zresztą to nic nowego, bo PO wprowadziła do Trybunału Konstytucyjnego prof. Rzeplińskiego, który odmowę udzielania w warszawskich ambasadach „małżeństw homoseksualnych” uznał za łamanie praw człowieka.

Polityka PO to mieszanina cynizmu i nieodpowiedzialności. Cynizmu tych, którzy chcą odwrócić uwagę społeczeństwa od ciężarów gospodarczego kryzysu, lecz również nieodpowiedzialności tych, którzy każdą poprawną politycznie bzdurę są gotowi popierać bez chwili zastanowienia nad jej realnymi skutkami.

Christianitas and Prawa człowieka 9 gru 2008

Stolica Apostolska odmawia poparcia rezolucji ONZ o powszechnym zniesieniu karalności homoseksualizmu. Odrzucenie moralnego szantażu wymaga odwagi, bo im łatwiej jest przeinaczyć stanowisko – tym trudniej je podjąć. Jednak Rzym Benedykta XVI nie kieruje się w tym wypadku wyrachowanym pragnieniem uznania, ale odpowiedzialnością, bez której nie ma miłości. W nauce Kościoła nic tu się nie zmienia. Kościół współczuje homoseksualistom, wspiera ich w naprawie życia, od wszystkich oczekuje wobec nich ludzkiej życzliwości. Ale jednocześnie Rzym jest wierny zasadzie wyłożonej w deklaracji Kongregacji Nauki Wiary Omosessualità, która jasno uczy(art. 10), że „nie istnieje prawo do homoseksualizmu”. A skoro nie istnieje – współczucie ludziom nie może prowadzić do poddania tego rodzaju aktów szczególnej ochronie prawnej. Tym bardziej, że (jak z kapitalnym realizmem zauważył abp Celestino Migliore) teoria „prawa do homoseksualizmu” to podstawa do represji wobec tych, którzy owo prawo odrzucają, na przykład poprzez moralną krytykę homoseksualizmu. To nie teoria: w Parlamencie Europejskim trwa w tej chwili debata nad sprawozdaniem postulującym karanie przywódców politycznych i religijnych, którzy potępiają homoseksualizm. W Strasbourgu można tylko protestować. Ale Rzym powiedział, więc sprawa… zaczęta. Tylko czy Polska poprze Rzym Benedykta XVI?

Prawa człowieka 28 lis 2008

Najważniejsza nie jest – wbrew nazwie – probówka. Problem polega na tym, że tu chodzi o ludzkie życie. Życie, które się zaczyna, ale które ma szanse na dalszy rozwój tylko za cenę zniszczenia życia innych ludzi, których rozwój się przerwie. W tym wypadku to rzecz zupełnie oczywista, nawet bardziej niż w wypadku tzw. aborcji. Bo in vitro chodzi o życie jako wartość, o doprowadzenie życia do urodzenia, tyle że nie każdego. Chodzi o wartość, tyle, że nie taką, którą uznajemy, ale o której sami decydujemy. Życia nie można jednak przekazywać na zasadzie selekcji; taka procedura – w której z kilku żyjących osób wybieramy jedną – jest po prostu nieludzka. Żeby bronić metody in vitro – trzeba zanegować ludzki charakter życia, które się niszczy. Aborcjoniści są w tej sprawie konsekwentni. Ale za kogo uważa owe „zarodki” premier Tusk? Obiecał je chronić – w miarę możności. Niestety, zapowiadając, że nie będzie kierował się tu żadną ortodoksją, rozumianą jako płynące z zewnątrz nakazy i zakazy. Wytyczną będą mu jedynie szczęście i oczekiwania wyborców. Mało brakowało, a obiecałby im, że będą jako bogowie.

Polityka and Prawa człowieka 13 paź 2008

Trwa „afera przelotowa”. Minister obrony zapowiedział niewpuszczenie Prezydenta Rzeczypospolitej na pokład rządowego samolotu. Trudno w tej sprawie mówić o jakiejkolwiek symetrii win, bo po stronie Prezydenta leżeć może najwyżej nie dość zabiegów o utrzymanie dialogu i ustalenie modus cooperandi z obozem rządowym. Ale premier Tusk i jego obóz nie mają na tym polu żadnych zasług. I wszystko pozostałe obarcza ich odpowiedzialność. Nie potrafią uszanować zwierzchniej władzy Prezydenta, reprezentującego konstytucyjnie Rzeczpospolitą. Ignorują art. 133 Konstytucji, dający Prezydentowi wyłączną kompetencję w dziedzinie zawierania umów międzynarodowych (nawet jeśli ich ratyfikacja wymaga częściowo zgody Parlamentu). Sprowadzają demokrację wyłącznie do poziomu demagogicznej gry o władzę. Ale – abstrahując od „afery przelotowej” – sprawy czekają. Dlatego dziś zwróciłem się – tym razem poprzez list otwarty – do Prezydenta i premiera zarówno o jedność działania w kluczowych sprawach interesu narodowego (obrona jednomyślności kluczowych decyzji Unii, obrona stoczni, podniesienie – a raczej urealnienie – kwot emisji dwutlenku węgla, konsekwentna pomoc polityczna dla Gruzji), jak również o poparcie na forum Unii interwencji dyplomatycznych dla zahamowania antychrześcijańskiej przemocy w Indiach. Ta sprawa wymaga wyłącznie konsekwentnej reakcji polityczno-dyplomatycznej. To niewiele. To, że do tej pory nawet na tyle nie było stać Unii, podważa jej zdolność wspólnego działania na polu międzynarodowym, nie tylko w imperialnych ramach Traktatu Lizbońskiego, ale nawet w oparciu o dzisiejsze zasady współpracy europejskiej. Solidarność – jako odpowiedzialność za zbiorowe bezpieczeństwo – jest niepodzielna. Nasi przedstawiciele mogą to dobitnie poświadczyć już w tym tygodniu. Ale na razie zajmują się czymś zupełnie innym. 

Ok. 21.15 występuję dziś (w poniedziałek) w TVN-24.

Christianitas and Prawa człowieka 26 sie 2008

Życie wraca do normy. Ostatniego dnia Olimpiady aresztowano bp. Zia Zhiguo, 73-letniego ordynariusza Zhengding w prowincji Hebei. Biskupa wywieziono w nieznanym kierunku. Wcześniej bp Zia był jedenastokrotnie aresztowany i spędził łącznie osiemnaście lat w więzieniu. Ostatnio przebywał w areszcie domowym, władze uniemożliwiały mu kontakty zewnętrzne, łącznie z koniecznymi konsultacjami lekarskimi. Bp Zia jest znany nie tylko ze „zwyczajnej” pracy duszpasterskiej, ale również z działalności charytatywnej, w ramach której opiekował się setką upośledzonych osieroconych dzieci. 

W ciągu ostatniego roku zmarł po ośmiu latach więzienia bp Han Din Xiang z Yong Nian. Okoliczności jego śmierci są do tej pory niejasne, tym bardziej że komunistyczne władze kazały go pochować natychmiast po zgonie. Nie wiadomo co dzieje się z aresztowanymi w ostatnich latach biskupami Su Zhimin z Baoding i Shi Enxiang z Yixian. 

Myślałem, że dzisiejszy świąteczny wpis poświęcę jakiemuś bardziej przyjemnemu tematowi, tym bardziej że Antonio skarży się na mój humor. Może w najbliższym świątecznym felietonie napiszę o przypomnieniu św. Piusa X podczas jednej z ostatnich audiencji Ojca Świętego. O tym, co dzieje się w Chinach, trudno pisać z olimpijskim spokojem, ale trzeba za każdym razem, gdy tylko przychodzą wieści z tamtejszego Kościoła. Zresztą, choć świata to nie obchodzi, my wierzymy – jak napisał Benedykt XVI w liście do chińskich katolików – że męczeństwo i cierpienie dadzą chińskiemu Kościołowi nowe życie.

Prawa człowieka 25 sie 2008

Cezary Michalski ma pretensje do całego świata, który przyjechał do Pekinu i obserwował Olimpiadę „milczący, z podkulonym ogonem”, zafascynowany „tym, co w Chinach jest realnym osiągnięciem cywilizacyjnym, ale także chińskimi wsiami patiomkinowskimi, fasadą, żywymi obrazami etc.”.  

Gdy jednak apelowaliśmy, by wolność prześladowanych chrześcijan stała się polskim wpisem do międzynarodowej agendy praw człowieka, byśmy sprawiedliwość i solidarność w polityce międzynarodowej zaczęli traktować serio, bo „skuteczne państwo w służbie – wygodnego życia” to za mało na tym nie bardzo doskonałym świecie – Pluszowy Rambo krzyczał, że domagamy się męczeństwa, burzymy mu spokój i chcemy go z powrotem wysłać do Wietnamu. A on nie chce! Nie chce! 

Dziwiło mnie to trochę, bo pogromca obrońców zygot groził jednak, że będzie młotem na krzywdzicieli unerwionych płodów. Ale widocznie doniesienia Kongresu USA na temat gwałtów aborcyjnych w Chinach Rambo potraktował jako jeszcze jeden trik polityków, którzy oszukali jego i jego pokolenie. 

W końcu jednak pociągnęło wilka do lasu. Dramat Lhasy przypomniał mu przygody w wietnamskiej dżungli, samotnych Buddów czekających w pluszowym gąszczu na ostateczną zagładę, po prostu – smak przygody. Szkoda, że Rambo nie rozumie, że w Chinach też budują „skuteczne państwo w służbie – wygodnego życia”, tylko w trochę innej wersji. A inność chyba należałoby uszanować?

Polityka and Prawa człowieka 26 lip 2008

Dakota Południowa, uchwalając zwykłą ustawę nakładającą obowiązek informowania w szpitalach o człowieczeństwie dziecka poczętego (pisze o tym dzisiejszy „Nasz Dziennik”), spowodowała na swoim terytorium likwidację wszystkich gabinetów śmierci. Oto przykład skutecznej polityki cywilizacji życia. Szpital za szpitalem, przepis za przepisem, kraj za krajem, aż po międzynarodowe regulacje praw człowieka. Nasi posłowie mogą (w drodze rezolucji) – o co zabiegam od początku roku – spowodować, by nasz kraj wystąpił w ONZ o międzynarodowe potępienie zbrodni aborcji. Partyjne centrale manewrują, co zrobić, żeby nic nie zrobić. Wczoraj, podczas debaty o odwołaniu minister Kopacz, wyegzekwowały od swych posłów haniebne milczenie w sprawie dziecka Agaty. Kibice sejmowej bijatyki mogą zgodnie zaśpiewać „Nic się nie stało, PO-PiS-ie, nic się nie stało!” 

Tymczasem potrzeba niewiele: małej, międzypartyjnej inicjatywy posłów. Wystarczy piętnastu posłów PiS, PO, PSL (są jeszcze niezależni), którzy nie oglądając się na swoje partyjne centrale zgłoszą międzypartyjny projekt uchwały i naprawdę w konkretnej sprawie „zjednoczą prawicę” rozrzuconą po różnych partiach. Tym samym utrudnią centralom stawianie sprawy w kategoriach walk i kalkulacji partyjnych. I wezwą Sejm do decyzji, której trudno będzie przeszkodzić. W końcu za rządów Belki ustanowiliśmy Narodowy Dzień Życia, a w poprzedniej kadencji mieliśmy 82 % głosów za odmową finansowania przez Polskę eksperymentów na dzieciach w embrionalnej fazie życia oraz 60 % głosów za zmianą Konstytucji. Dlaczego dziś, w najbardziej chrześcijańskiej Izbie od odzyskania niepodległości (najwięcej posłów prosiło Boga o pomoc w ślubowaniu poselskim), nie mielibyśmy tej sprawy wygrać? Trzeba tylko mieć odwagę postawić kwestię. 

Profesor Tadeusz Styczeń napisał, że prawa nienarodzonych są miarą demokracji. Dziś ta sprawa staje się również testem polskiego parlamentaryzmu. Czy mamy jeszcze posłów zdolnych do samodzielnej inicjatywy i poczuwających się do odpowiedzialności za przyszłość Polski, gotowych pracować dla świata bezpiecznego dla naszej wolności? Jak pisał Ronald Cartland: „Wolność każdego obywatela zależy od tego, czy członkowie Izby mają wolność słowa i prawo do niezależnych opinii”. Powtórzę jeszcze raz: niech działają licząc na Boga. W końcu to Jego prosili o pomoc w wypełnieniu mandatu, a nie Przemka Gosiewskiego i Sławka Nowaka.

Prawa człowieka 17 lip 2008

Z ogromnym przygnębieniem przeczytałem długi wniosek PiS o votum nieufności dla minister Kopacz. Czego tam nie ma? Bo jest gabinet cieni PO, Beata Sawicka, ubezpieczenia komplementarne i suplementarne, koszyk świadczeń gwarantowanych, Biały Szczyt, Białe Miasteczko, a nawet liczne sondaże opinii społecznej. Nie ma tylko dziecka Agaty. 

Zapyta ktoś, jakie to ma znacznie, skoro i tak zapewne minister Kopacz nie zostanie odwołana. Otóż to! Votum nieufności wobec rządu dysponującego silną większością parlamentarną ma przede wszystkim znaczenie dla opinii publicznej, kształtuje ocenę rządu i oczekiwania społeczne. Milczenie o tragedii Agaty i jej dziecka wygląda jak przyzwolenie na to, co ich spotkało. A biorąc pod uwagę, że minister Kopacz była źle oceniana w samym rządzie – ten wniosek może raczej pomóc jej utrzymać stanowisko, przynajmniej przez pewien czas. Inaczej niż wniosek, w którym upomniano by się o życie dziecka. Przeciw takiemu wnioskowi trudno byłoby głosować wielu posłom PO i PSL, bo takie uzasadnienie odwoływałby się nie do walki PO-PiS o władzę, ale do wspólnoty zasad, deklarowanych przez wielu posłów, niezależnie od stosunku do rządu. Ale może PiS właśnie chce mieć takiego ministra? 

Gdy Lech Kaczyński został prezydentem Warszawy, jeden z reporterów zapytał go o opinię na temat jego następcy parlamentarnego, posła Andrzeja Lissa. Prezydent odpowiedział lakonicznie: „To jest człowiek z kategorii wiernych”. Posłowie, którzy podpisali wniosek milczący zarówno o dziecku Agaty, jak i o zaniechaniu sprawdzenia, czy młoda matka nie padła ofiarą molestowania aborcyjnego, też należą „do kategorii wiernych”. Wiernych wywodom Jarosława Kaczyńskiego o „zgwałconej czternastolatce”.

Prawa człowieka and Religia 27 cze 2008

Pytanie o to, czy minister Kopacz zaciągnęła karę ekskomuniki stało się faktem publicznym, więc wymaga publicznego stanowiska. Najpierw jednak trzeba zacząć od zasadniczych zastrzeżeń: (1) orzekanie ekskomuniki należy do władzy duchownej (co nie zdejmuje z wiernych powinności troski o prawo Kościoła), (2) entuzjazmować należy się pokojem, a nie siłą użytą w jego obronie. Nikomu nie życzę ekskomuniki. Pani minister Kopacz życzę – powiem to otwarcie – nawrócenia, bo zarówno pomoc w zabiciu dziecka jest oczywistym złem, jak i koncepcja autonomii sumienia, którą prezentuje Ewa Kopacz, jest zupełnie fałszywa. Sumienie – sanktuarium Boga w sercu człowieka albo droga rozpoznawania dobra powszechnego – jest osobiste, ale nie prywatne. Sumienie, które nie widzi powodu wykładania własnych racji, dowodzi raczej, że ich po prostu nie ma. Do tej pory formułowałem to znacznie oględniej, ale zawziętość minister Kopacz domaga się postawienia sprawy jasno.  

Sama ekskomunika nie jest zemstą, ale karą leczącą. Jest rodzajem ostrzeżenia: „człowieku, jesteś śmiertelnie, a do tego zakaźnie, chory; musisz natychmiast się leczyć, bo umrzesz i ty, i inni przez ciebie.” Ekskomunikę wydaje Kościół wtedy, gdy zwyczajny udział w życiu Kościoła człowiekowi w jakimś sensie szkodzi, ale również – przez przykład – szkodzi innym. Rezygnacja z władzy ekskomuniki byłaby – w życiu Kościoła – rezygnacją z troski o zbawienie dusz. Gdyby było inaczej – nie byłoby tej kary w Kodeksie Jana Pawła II. 

Inicjatywa czytelników „Frondy” być może jest radykalna, ale nie zasługuje na lekceważące komentarze. Bo chodzi w niej o to, by władze Kościoła serio traktowały naukę i prawo Kościoła; by ewidentne naruszenia chrześcijańskiej sprawiedliwości nie były zbywane wzruszeniem ramion: katechizm katechizmem, a pluralizm pluralizmem. A tu konkretnie chodzi nie o abstrakcyjny spór poglądów, ale o sytuację, gdy maleńki, bezbronny człowiek zginął zaszczuty na oczach całej opinii publicznej.  

Znacznie bliżsi prawdy są wierni stawiający kwestię ekskomuniki niż autorytety uważające, że sama kwestia jest absurdalna. Już bowiem ze Starego Testamentu wiemy, że bezkarność zła bezcześci ziemię. Publiczne lekceważenie nauki Kościoła – bezcześci Kościół.

Prawa człowieka 26 cze 2008

Wczorajsze „Konfrontacje” w „Polsacie” miały być poświęcone sprawie ekskomuniki minister Kopacz. Niestety, dyskusja poszła w innym kierunku, śladem początkowego wywiadu Doroty Gawryluk z minister zdrowia. W wywiadzie tym pani Kopacz przedstawiła się jako bezkompromisowy obrońca prawa – na co musiałem zareagować, bo po pierwsze prawo nie zobowiązywało jej do pomocy w zabiciu dziecka, po drugie – nawet jeżeli kierowała się błędnym rozeznaniem, ciekawe, że akurat takie prawo sobie upodobała. W ogóle, pani Kopacz, jak na liberała, ma bardzo mało wątpliwości. Bo najoczywistszym łamaniem prawa o ochronie życia jest przestępczość aborcyjna, którą obóz PO nie tylko się nie emocjonuje, ale wręcz patrzy na nią z obojętną tolerancją. A drugim – przymus aborcyjny, bo przecież powszechnie wiadomo, że Agata była ofiarą presji ze strony najbliższych. Minister powinna była raczej zwrócić uwagę wszystkich zainteresowanych, że zachodzi możliwość wymuszenia zgody na zabicie dziecka – może więc dojść do podwójnego przestępstwa. Nic o takich staraniach  o zachowanie prawa ze strony pani Kopacz nie wiadomo. Abstrahując w tym momencie od faktu, że casus niekaralności nie oznacza prawa do czegokolwiek, nawet ów casus niekaralności zabicia dziecka poczętego w wyniku przestępstwa nigdy nie dotyczył – w założeniach jakiegokolwiek ustawodawcy – dzieci nieletnich dziewcząt, poczętych w wyniku seksu ze szkolnymi kolegami. Ten nowy krwawy purytanizm, krzyczący, że seks nieletnich to po prostu przestępstwo, to zupełnie świeża inwencja „Gazety Wyborczej”, bez żadnego związku z debatą na temat zakresu ochrony życia w ciągu ostatnich kilkunastu lat. A do całej sprawy wywołanej żądaniem ekskomuniki – wrócę w najbliższych dniach.

Prawa człowieka 18 cze 2008

Nie wiem czy dziecko małej Agaty jeszcze żyje czy nie. Chcę ciągle wierzyć, że tak. Przez wiele dni milczałem w tej sprawie, przede wszystkim dlatego, że osoby opiekujące się Agatą na bieżąco informowały mnie co się dzieje oraz że publiczna debata, gdzie dziewczyna i jej dziecko traktowani byliby jako egzemplifikacja problemu, jest ostatnią rzeczą potrzebną dziewczynce i jej maleństwu. W międzyczasie Iza (moja żona) podpisała list wsparcia dla Agaty i obrońców jej dziecka, o czym nawet nie wiedziałem, bo do domu podczas kampanii wpadam rzadko.  

Dziś rano znów rozmawiałem z osobami bliskimi sprawie. I zdawało się, że wszystko będzie dobrze, że dziecko przeżyje do poniedziałku, a potem będzie bezpieczne. Ale po jedenastej przyszła wiadomość, że dziecko Agaty zostało zabite w Gdańsku. Jeśli tak – bo może jednak nie – to stałoby się coś tak podłego, że trudno o tym pisać każde kolejne zdanie. A wszystko zaczęło się od neodulszczyzny, która wczoraj żądała by państwo i szkoła zrozumiały, że młodzi „kochają się ze sobą” już w podstawówce, a potem nagle zaczęła grzmieć, że owe „kochanie” to „czyn zabroniony” i przestępstwo. Jest przestępstwo, więc musi być i kara. A że nie można karać za seks, bo koniec końców to najwyższe spełnienie „wolności”, więc ukarać zawsze można dziecko – najsłabszą, milczącą ofiarę dyrygentów rewolucji obyczajowej.

Podkarpacie and Prawa człowieka 5 cze 2008

Dziś prowadziłem kampanię w Jarosławskiem, w Rokietnicy i w Radymnie. Przypomniałem zasadę, że każdym rokowaniom w Unii Europejskiej musi towarzyszyć domaganie się równości w zakresie rolnictwa (100 % dopłat bezpośrednich) i otwarcia rynków pracy. Oczywiście, wyjaśniłem zaniepokojonym rozmówcom, że przede wszystkim jestem zwolennikiem polityki na rzecz przedsiębiorczości krajowej (niski kurs złotego, wspierający eksport i zachęcający do inwestowania zarobionych za granicą pieniędzy w kraju, oraz tani kredyt, odrzucenie euro), ale skoro młodzi Polacy są za granicą (a mogą tam wyjechać w każdej chwili) powinni wiedzieć, że Polska efektywnie broni ich praw.

Mówiłem też o brutalnej kampanii antyrodzinnej podjętej przez rząd PO pod pretekstem walki z przemocą rodzinną. Liberalni urzędnicy niechcący ujawnili swoje intencje. Na plakacie z zaciśniętą pięścią z błyszczącą obrączką widnieje apel: „jeżeli jesteś ofiarą lub świadkiem przemocy w rodzinie…”. Charakterystyczne, że nie piszą o przemocy ani wobec kobiet, ani wobec dzieci. Jak widać nie bardzo ich obchodzi przemoc w konkubinatach i przemoc rówieśnicza. Zdarzają się patologie życia rodzinnego. Zachęciłem wszystkich, by natychmiast reagować na odgłosy przemocy za ścianą. Ale nie zmienia to faktu, że to rodzina jest najbezpieczniejszym środowiskiem dla dziecka, a brak wzajemnych zobowiązań rodziców sam w sobie narusza prawa ich dzieci. Podobnie jak prawa dzieci podważają wszelkie ataki na rodzinę. 

Oczywiście, dzisiejsza opozycja nie jest alternatywą moralną, skoro w ubiegłym roku władze PiS kazały swoim posłom wycofać z Sejmu ustawę o zakazie pornografii. Mimo, że subkultura pornografii to kolejne źródło przemocy domowej.

« Poprzednia stronaNastępna strona »