Pytanie Ojca Mądela


Pytanie Ojca Mądela 5 lip 2008

Dziś końcowy wpis w odpowiedzi na kwestię podniesioną przez Ojca Mądela. Ustawa o ochronie życia z RP 1993 to było wiele szczegółowych głosowań kolejnych przepisów  ustawy,  rozpatrujących (w formie poprawek) różne szczegółowe problemy, a nie jedno głosowanie całości projektu. Niestety, część posłów, którzy poparli całość ustawy – poparło ją dlatego, że wcześniej osobiście skutecznie wystąpili przeciw prawu do urodzenia dzieci chorych albo poczętych wskutek współżycia szkolnych par. W żadnym wypadku nie można powiedzieć – ot, tak – że ci posłowie „postąpili dobrze”, tak jak rzeczywiście postąpili dobrze ci, którzy we wszystkich szczegółowych głosowaniach konsekwentnie popierali prawo do życia. Dobrze, że ci pierwsi gotowi byli poprzeć chociaż taki zakres ochrony życia. Ale to nie usprawiedliwia tego, że osobiście, w konkretnych głosowaniach, odmówili całym kategoriom dzieci gwarancji prawa do urodzenia. A porządek moralny jest tu bardzo jasny – jest rzeczą dobrą, bardzo dobrą, działać na rzecz każdego rozszerzenia prawnej ochrony życia. Ale obowiązkiem każdego polityka jest osobiste, absolutne, jasne i znane wszystkim zaangażowanie w tę sprawę. To jest obowiązek niepodzielny i nieredukowalny, i dokładnie te cztery jego znamiona formułuje „Evangelium vitae” (art. 73). 

I drugie zastrzeżenie. Ojciec Mądel pisze, że celem właściwego zaangażowania na rzecz prawa do życia powinien być „kompromis przynajmniej trochę lepszy niż wcześniejsze prawo”, a nie „niekończąca się obstrukcja” (to ostatnie określenie to chyba przejęzyczenie, chodzi chyba raczej o kontestację). Otóż nie. Owszem, należy zmierzać do uzyskania tego, co możliwe w danym czasie, etapowość tego zaangażowania jest jak najbardziej właściwa. Powiem więcej – każdy polityk ma obowiązek myśleć, jakie konkretne postulaty cywilizacji życia można przeprowadzić w danych okolicznościach. Ale nigdy – ani w teorii, ani w praktyce – nie można zaakceptować ustawodawstwa aborcyjnego, nawet w złagodzonej wersji. Bo nigdy nie wolno akceptować niesprawiedliwości. Polityka cywilizacji życia jest równie niezbędna jak polityka wzrostu gospodarczego, zresztą obie się łączą. I nie można jej zastąpić czym innym, tak jak niepodległości Polski nie można było zastąpić ani rozwojem gospodarczym, ani zachowywaniem i upowszechnieniem kultury narodowej, ani maksymalizacją wpływów politycznych w państwach zaborczych. Wszystko to było dobre, ale nie uchylało konieczności pracy dla najważniejszego celu dobra wspólnego.  

Jan Paweł II uczył, że „niezbędnego sprzeciwu wobec zamachów na życie” nie zastąpią nawet pozytywne działania, realizowane w ramach ustawodawstwa państwa aborcyjnego. Mówił to wspólnie z kardynałem Ratzingerem o udziale katolików w systemie niemieckich konsultacji przedaborcyjnych. Taki bowiem „pozytywizm życia” – jeśli nie towarzyszy mu walka o publiczne uznanie prawa do życia – prowadzi najpierw do osłabienia owego „niezbędnego sprzeciwu”, a na koniec „niepostrzeżenie do coraz powszechniejszego ulegania permisywnej logice” (EV 74).

Pytanie Ojca Mądela 3 lip 2008

Wracam do kwestii postawionej przez Lorkanina, a wcześniej Ojca Krzysztofa Mądela SJ. W głosowaniu nad całością ustawy’93 wstrzymałem się od głosu, gdyż z jednej strony uważałem (podobnie do zacytowanej późniejszej opinii Prymasa Glempa), że dokonuje się ważny krok naprzód, z drugiej strony widziałem jasno, że ustawa ta otwiera drogę do takich zamachów na życie, jak ostatnio śmierć dziecka Agaty. Nałożyło się to też na debatę w Klubie ZChN, gdzie „pragmatycy” zapowiadali z góry, że poprą każdą wersję nowej ustawy o ochronie życia, a „fundamentaliści”, że zagłosują przeciw każdej niekompletnej – twierdząc, że nie tyle otworzy drogę do dalszych korzystnych zmian, co spetryfikuje stan ułomny. Osobiście oba stanowiska uważałem za skrajne. Zresztą, gdyby prace te toczyły się już po „Evangelium vitae”, zapewne zagłosowałbym za całością projektu ustawy. Tamto głosowanie jednak było nie tyle odmową poparcia ustawy, co votum separatum wobec wyraźnie ukształtowanej (w głosowaniu poprawek) większości, która wprawdzie (co zasługuje na pochwałę) uznała potrzebę pewnej ochrony życia (w czym również mieliśmy bardzo duży udział), ale odmówiła (czego nie można akceptować) prawno-karnej ochrony dzieciom chorym, poczętym wskutek oszustwa matrymonialnego czy – jak się okazuje – szkolnej swobody obyczajowej. O ciężarze tego dylematu świadczy to, że Jan Paweł II zakwalifikował go do kategorii „szczególnych problemów sumienia” (EV 73). Bowiem problemy sumienia polegają nie tylko na tym, że ludzie nie wiedzą, czy wolno im zrobić to, co wygodne, ale że – również – wzbraniają się zrobić coś wygodnego, ale zaprzeczającego temu, co uważają za obowiązek czy nakaz odpowiedzialności. 

Ojciec Mądel pisze, że „posłowie głosujący za polską ustawą z 7 stycznia 1993 postąpili dobrze”. W swych kategorycznych osądach moralnych ma wiele racji w stosunku do głosowania nad całością ustawy, ale już na pewno nie w ocenie działań wszystkich uczestników dramatu. Mam bowiem wrażenie, że swe oceny sformułował w oparciu o niepełną znajomość toczących się przed piętnastu laty prac i niepełną znajomość procedury parlamentarnej. Jest to jednak o tyle usprawiedliwione, że sama „Evengelium vitae” stanowi zupełnie pionierski dokument w zakresie politycznej etyki demokracji, w tym szczegółowej etyki prac parlamentarnych. Problem bowiem w tym, że zachowań posłów, którzy wtedy głosowali za ustawą, nie można ujmować w jedną wspólną kategorię. Nie było ani jednego głosowania, ani jednej polityki, ani jednej postawy. Ale w tej sprawie cdn.

Pytanie Ojca Mądela 30 cze 2008

Lorkanin poprosił mnie o komentarz do ważnej wypowiedzi ojca Krzysztofa Mądela SJ, który krytycznie ocenił postawę części polityków opowiadających się za prawem do życia. Chodzi o posłów, którzy piętnaście lat temu nie głosowali za całością ustawy wprowadzającej częściową ochronę życia nienarodzonych. Wypowiedź ojca Mądela jest ważna ze względów zarówno historycznych, jak i moralno-ustrojowych. Ojciec Mądel w swych – dość kategorycznych ocenach – wydaje się nie dostrzegać paradoksu tamtych prac. Wielu bowiem posłów, którzy nie udzielili poparcia końcowej wersji ustawy, zrobiło więcej dla jej uchwalenia niż wielu tych, którzy za tą końcową wersją głosowali. Nie byłoby bowiem tego głosowania i tej ustawy, gdyby nie upór polityków, którzy przez ponad trzy lata walczyli nie tylko z oporem aborcjonistów, ale z obstrukcją licznych środowisk centrowych, a nawet centroprawicowych, które blokowały podjęcie samych prac. Utarty wówczas obiegowy pogląd – „Sejm zajmuje się tylko aborcją” – był właśnie dziełem tamtych obstrukcyjnych działań, które starały się nie dopuścić do jakichkolwiek realnych prac ustawowych.

Dziękuję również za głos Antoniego, który zwrócił uwagę, że zasady, do których nawiązuje ojciec Mądel, zostały ostatecznie sformułowane już po przyjęciu ustawy, o której pisze. Sama bowiem encyklika „Evangelium vitae”, a w każdym razie jej art. 73, jest komentarzem do prac nad ustawowymi gwarancjami prawa do życia, które prowadziliśmy dwa lata wcześniej. Tak właśnie pięknie w tradycji katolickiej doświadczenie życia chrześcijańskiego splata się z porządkującym i wspierającym je Magisterium Kościoła. Historia dzieje się dalej – a ja temat postawiony przez ojca Mądela będę kontynuował jeszcze w tym tygodniu.