Religia


Christianitas and Religia 28 gru 2011

Dziś święto małych męczenników – ofiar rzezi Heroda. Czcimy ich, choć ich ofiara nie była dobrowolna. Gdzie więc ich męczeństwo? Myślę, że w obiektywnej wartości śmierci, którą zasłonili Zbawiciela. Ich śmierć nie była daremna – ratowała tego, który sam jest Życiem (por. J 14,6). Również dziś budzi wiarę w sens każdej niewinnej śmierci, w jej moralną wartość – zasługującą na wieczną nagrodę. To szczególnie ważne w czasach panowania kontrkultury śmierci. Jej ofiary pokazują nam cenę odrzucenia obiektywnego ładu moralnego i „zmuszając” nas do reakcji – ratują innych. Dlatego obrońcom panującego bezładu zależy tak bardzo na milczeniu o tej „jednej sprawie”. Bo ta „jedna sprawa” jest jednocześnie ostatnią zasadą ładu chrześcijańskiego, w obronie której możliwa jest jeszcze szeroka mobilizacja sumień i opinii publicznej. Bo czy ci, którzy obłudnie (bo nawet na prawicy) prawicy katolickiej właśnie zarzucają personalistyczną obsesję i „politykę jednej sprawy”, sami są orędownikami szerokiej „agendy chrześcijańskiej”: chrześcijańskiego charakter państwa, szacunku dla świętości niedzieli, wolności Kościoła w świecie, trwałości rodziny, wolności od demoralizacji, zakazu publicznych bluźnierstw? Najchętniej bym o tym nie pisał po raz kolejny – ale niech to będzie takim niedobrowolnym aktem czci dla tych najmniejszych niedobrowolnych męczenników w dniu ich święta. A o co my sami możemy ich prosić dla siebie? O wytrwałość, po prostu – choćby nas mieli kompletnie zakrzyczeć kłamstwami o tej „jednej sprawie”, o której chcieliby słyszeć i myśleć jak najrzadziej.

Religia and Repliki 26 lis 2011

Niepojęta są drogi wyobraźni, której mistrzyniami są złość i uprzedzenia. W dawnym Rzymie – pod pretekstem pogańskich plotek o Eucharystii – wrogowie chrześcijaństwa traktowali jego wiernych jak ludożerców. Mój skromny apel o to, by muzykę sakralną wykonywać częściej zgodnie z jej pierwotnym przeznaczeniem – jako modlitwę ludu w trakcie liturgii, a nie tylko na koncertach – jeden z moich częstych e-komentatorów, pan Andrzej Libiszewski, potraktował jako zachętę do zakazu słuchania w domu Mszy h-moll Bacha (a może i chorału gregoriańskiego). Wprawdzie nie dowiedziałem się, jaki to zakaz miałbym postulować – kanoniczny, zagrożony ekskomuniką dla słuchających w domu, administracyjny – nakazujący rozwiązanie filharmonii, gdzie koncertowo wykonuje się msze muzyczne czy karny – grożący więzieniem za produkcję płyt z muzyką liturgiczną. Ale z licznych komentarzy pana Libiszewskiego i jego współkomentatorów wynikało jasno, że klasztorów, których mnisi nagrywają płyty z muzyką sakralną – nie zostawię w spokoju.

Choć wierzymy, że jarzmo, które przyjęliśmy, jest lekkie – mogę zrozumieć ludzi, którym wydaje się ciężkie i powody, dla których tak myślą. Wiem też, że są tysiące racji, by krytykować nas jako ludzi. Ale mam prośbę do tych, którzy to robią. Nie, nie o sprawiedliwość, bo zaraz się dowiem, że każdy rozumie ją inaczej, więc trudno. Zatrzymajcie się czasem na granicy zdrowego rozsądku, naprawdę, po tej jego stronie jest naprawdę bardzo dużo miejsca.

Christianitas and Religia 21 sie 2011

Tytuł książki-wywiadu Petera Seewalda – „Światłość świata” – nie odnosi się w istocie do Benedykta XVI (choć dla wielu z nas jest on po prostu światłem w tym świecie). Papież odnosi go – tak jak Ewangelia – po prostu do chrześcijan, do życia chrześcijańskiego. To ono, odrębne od świata – ma go jednocześnie naprawiać i ratować. Główne idee pontyfikatu Ojca Świętego – konsekwentna (a więc inspirująca zewnętrzną postawę) ortodoksja, prawda w Kościele, który walcząc o swoją świętość nie może ukrywać zła za instrumentalnie traktowaną koncepcją autorytetu, teocentryczny charakter liturgii – wszystkie noszą to samo egzystencjalne znamię katolickiego nonkonformizmu. Wszystkie wskazują na nadprzyrodzone źródło naszych zasad tutaj i nasz cel Tam. Papież mówi: „potrzebujemy czegoś w rodzaju wysp, gdzie żyje wiara w Boga, trwa wewnętrzna prostota chrześcijaństwa i stąd może ono promieniować na świat. Potrzebujemy oaz, arek Noego, do których człowiek będzie mógł uciec. Takimi schronami są przestrzenie liturgii” (rozdz. XVII). To nie jest jednak koncepcja rezygnacji, ale duchowej walki by chrześcijaństwo „zachować nieskalanym od tego świata” (Jk 1,27). Tylko takie chrześcijaństwo, wolne od konformizmu – będzie siłą duchową i moralną, kulturalną i społeczną, która będzie „promieniować na świat”, zmieniać rzeczywistość, odbudowywać Christianitas.

Oficjalny świat katolicki niechętnie identyfikuje się z tymi wyspami. Obawy przed falsyfikacją tryumfalistycznej wizji udanej symbiozy chrześcijaństwa i świata zbiegają się tu z lękiem przed „słabością” tych wysp lub przed walką, którą one muszą toczyć. Ale nie ma innej drogi: albo chrześcijaństwo będzie re-formować świat, albo świat zdeformuje chrześcijaństwo.

Religia 24 lip 2011

Nowa książka Pawła Milcarka to piękne świadectwo miłości – miłości do liturgii Kościoła. Świadectwo dobre, bo gruntowne. Emocjonalny świadek często niewiele wnosi, świadectwo naprawdę służące prawdzie wymaga wysiłku pamięci i umysłu. Książka więc bardzo dokładnie wyjaśnia znaczenie liturgii i przywiązania do liturgii. Ale nie jest to – bo nie może być – świadectwo beznamiętne. Istota uczestnictwa w liturgii katolickiej nie zawiera się w rozumiejącej wiedzy czy nawet w medytacji. Paweł Milcarek tłumaczy to sięgając do Romano Guardiniego, jednego z największych autorytetów nowoczesnego ruchu liturgicznego. Powtarza jego opowieść z połowy lat 60-tych o chwili, gdy poczuł fizycznie istotę liturgii „w katedrze w Palermo (…) była to świątynia wypełniona (…) bardzo zwykłymi ludźmi, sycylijskimi katolikami. Guardini [tam] zrozumiał, że uczestnictwo w liturgii polega na umiejętności patrzenia. Na umiejętności patrzenia na to, co się dzieje na ołtarzu i w jego okolicach. Albo patrzenia ku czemu zmierza to, co się dzieje przy ołtarzu”.

Cała książka jest jakby osobistym komentarzem autora do słów Zbawiciela „Chodźcie, a zobaczycie” (J 1,39). Uczestnictwo w liturgii zaczyna się chyba wtedy, gdy – tak jak pierwsi uczniowie – nie możemy się oprzeć temu wezwaniu.

Christianitas and Międzynarodowe and Polityka and Prawa człowieka and Religia 30 cze 2011

Przedwczoraj na Jasną Górę przybyła Narodowa Pielgrzymka Węgrów. Dziękowali – wraz ze swymi przywódcami państwowymi – za Opiekę Boga nad ich Ojczyzną w ciągu ostatnich lat i miesięcy. Pomyślna prezydencja w Unii Europejskiej nie jest jedynym i nie najważniejszym powodem: przede wszystkim mają Konstytucję o wyraźnie chrześcijańskim charakterze, odrzucającą balast komunizmu i potwierdzającą źródła współczesnej państwowości w Koronie Świętego Stefana, w wojnie o niepodległość z LP 1848-49 i w powstaniu’56 roku, potwierdzającą również, że Węgry chcą być państwem cywilizacji życia. Całej Europie powiedzieli, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, a Bóg ludziom powiedział to przez nich.

Dziś nasz Sejm rozpocznie prace nad społecznym projektem ustawy o ochronie życia. Gdy kierując Sejmem musiałem posłom przypominać o godności ich pracy i urzędu, powtarzałem, że ta Izba jest większa od nas wszystkich. Jutro raz jeszcze się o tym przekonamy. Sejm skieruje ustawę do dalszych prac, a wymierzony w prawo do życia wniosek skrajnej lewicy zostanie odrzucony. Gdybyśmy przed czterema laty zmienili polską Konstytucję (chodziło tam jedynie o potwierdzenie, że prawo do życia od poczęcia jest prawem człowieka, a propozycja poprawki konstytucyjnej – mimo dywersji – zyskała sześćdziesięcioprocentowe poparcie w Izbie) nie byłoby po drodze lubelskiej tragedii Agaty i jej dziecka, nie byłoby sprawy Alicji Tysiąc, nie byłoby wyroku na ks. Marka Gancarczyka i „Gościa Niedzielnego”, inaczej wyglądałaby debata wokół sprawy in vitro. Nie byłoby tych dramatów i wielu tragedii, których możemy się tylko domyślać. Oby jutrzejsze głosowanie – oczywisty znak Łaski, skoro dostajemy drugą szansę – skłoniło do namysłu nad odpowiedzialnością polityków i ich entuzjastów, którzy tak skwapliwie, bez chwili namysłu i litości wobec najsłabszych, powtarzali – „nie było szans”. Dziś te słowa nie będą padać w sejmowej debacie, a jutro swym głosowaniem Izba zada im ostatecznie kłam.

Christianitas and Religia 30 kwi 2011

Beatyfikacja Jana Pawła II to moment, po którym zarówno my powinniśmy więcej mówić do naszego zmarłego Papieża – jak i uważniej go słuchać. Benedykt XVI niedawno powiedział, że Jan Paweł II będzie cały czas do nas mówił poprzez Katechizm, encykliki, adhortacje, kazania i przemówienia. Cały czas będzie chciał nas nawrócić, wracając do zasadniczej zapowiedzi działania Ducha Świętego – do nawrócenia poprzez przekonanie świata o grzechu (por. J 16,8). Jan Paweł II nieprzypadkowo mówił o tym w Łagiewnikach – bo Miłosierdzie Boże spotyka się z człowiekiem, który uświadomi sobie wielkość Boga i własną moralną małość.

Zasadniczą ideą Jana Pawła II była bowiem nowa ewangelizacja – szczególnie narodów Europy. Choć sama idea została sformułowana w trakcie pontyfikatu – jej założenie było obecne w nauczaniu Jana Pawła II od samego początku, od Mszy inauguracyjnej, na której wezwał narody do otwarcia drzwi „zbawczej władzy Chrystusa”. Idea ta była bowiem nieodłącznie związana z faktem „milczącej apostazji” starych narodów chrześcijańskich, żyjących teraz tak jakby Boga nie było (por. Ecclesia in Europa, art. 9). Dlatego Papieżowi tak zależało na zewnętrznych objawach wiary – by stała się ona widoczna tam, gdzie na co dzień wydawała się zupełnie nieobecna. Przywrócenie narodom chrześcijańskim życia wiary, uczynienie wiary treścią życia i siłą zmieniającą życie – to były zasadnicze dążenia papieża-Polaka. W tym kontekście my, Polacy, powinniśmy szczególnie wracać do nauk z czwartej pielgrzymki do Ojczyzny, z RP 1991. Ówczesna katecheza – pokazująca Dekalog jako fundament, na którym należy odbudować niepodległą Polskę – stanowi ciągle testament do wypełnienia. Omawiając w niej kolejno dziesięć Przykazań Bożych i na koniec największe przykazanie – Jan Paweł II rysował pełny program cywilizacji chrześcijańskiej dla współczesnego świata. Choć był to program wielowymiarowy, Janowi Pawłowi II zarzucano, że przywiązuje nadmierne znaczenie do obrony jednej tylko z naturalnych wartości – niewinnego życia ludzkiego. Tymczasem opozycja, którą pokazał – cywilizacja życia vs. cywilizacja śmierci – świetnie wskazała najważniejszy wybór społeczny współczesnego świata chrześcijańskiego, tragedię najbardziej wzywającą do ludzkiej solidarności, a jednocześnie tę wartość wśród dóbr cywilizacji chrześcijańskiej, która jest ciągle najbardziej zrozumiała dla współczesnego świata. Jan Paweł II był bowiem papieżem katolickiego humanizmu, przekonania, że katolicyzm jest najpełniejszą gwarancją realizacji wartości ludzkich i że to właśnie może być wewnętrzną siłą ewangelizacji we współczesnym świecie.

Za życia Jan Paweł II musiał stoczyć konfrontację – ideową i społeczną – z komunizmem. Nie wydaje się, by była ona zakończona. Miejsce komunizmu – często jako jego bezpośrednia ideowa kontynuacja – zajęły bowiem nihilizm i konsumpcjonizm. Gdy jednak dla współczesnej kultury coraz częściej traci znaczenie wczorajsza antykomunistyczna walka o wolność i godność narodów i ludzi – tym bardziej trzeba przypominać jej sens, sens tak dobrze zawarty w nauczaniu Jana Pawła II. W ten sposób możemy ocalić jego zwycięstwo.

Jan Paweł II działał – podobnie jak Grzegorz Wielki – w zwrotnym okresie historii. Jako Wikariusz Chrystusa uważał za swój obowiązek wpłynąć na jej bieg. Nauczając zostawił Katechizm z jego nauką o „jedynej prawdziwej religii, która istnieje w Kościele katolickim i apostolskim” (art. 2105), potwierdzenie niewzruszonej nauki o charakterze kapłaństwa katolickiego w Ordinatio Sacerdotalis, przypomnienie artykułów wiary, bez których nie możemy jej w pełni zachować w Ad tuendam fidem.

Dziś będzie dalej szedł z nami i jak za życia – będzie wzywał nas do odpowiedzialności.

Religia 22 kwi 2011

Nie jest żadną moralną perwersją, wylewną sympatią do tych, którym sprawiedliwość każe się przeciwstawiać. Miłość nieprzyjaciół, która odłączałaby nas od ludzi, za których odpowiadamy – nie byłaby prawdziwą miłością nieprzyjaciół, może w ogóle nie byłaby miłością. Miłość nieprzyjaciół to część normalnego życia – nie znosi ani przywiązania, ani różnic, ani obowiązków, ani odpowiedzialności. Jak zauważył Max Scheler – wręcz zakłada, że w życiu musimy zderzyć się z wrogością. Czym więc jest?

Po pierwsze dostrzeżeniem ludzi w tych, którym musimy się przeciwstawić. Nie przeszkód, nie ślepych żywiołów, których najlepiej unikać – po prostu ludzi. Jeśli postępują źle, jeśli sprawiedliwość jest po naszej stronie – ich sytuacja powinna budzić żal. Ale jeśli rację są podzielone – mamy obowiązek walczyć o zwycięstwo racji, które uważamy za ważniejsze, mamy prawo oczekiwać ich uznania, nie mamy jednak prawa negować istnienia racji chronionych przez naszych oponentów. Rozpoznanie dobra obecnego również po drugiej stronie – „to właśnie miłość”. Miłość nieprzyjaciół rodzi się ze zwyczajnej empatii, współczucia, zrozumienia racji, a jeśli ich nie ma  – to przynajmniej uwarunkowań naszych przeciwników. To duch pokoju, który cieszy się ze zrozumienia nawet tam, gdzie nadal musi się toczyć walka. Dźwigając jej brzemię – najłatwiej zrozumieć tych, którzy są skazani na to samo.

Miłość nieprzyjaciół rodzi się z troski o to, by ci, którzy są przeciwko nam – rozumieli dobro, w które wierzymy, które chronimy. A konfrontacja, na którą w życiu jesteśmy tak często skazani? Jest może jedyną okazją do spotkania i rozmowy z tymi, z którymi inaczej byśmy się nigdy nie spotkali. Coraz częściej jedyną dla niej alternatywą jest przyjemna, usypiająca obojętność.

Christianitas and Religia 19 kwi 2011

Już sześć lat go mamy. Dziś rocznica wyboru Benedykta XVI. Deo gratias! Od sześciu lat Ojciec Święty bez przerwy pracuje, by Bóg był w centrum naszego życia. Teocentryzm jest główną ideą jego pontyfikatu. Stąd znaczenie, jakie przywiązuje do liturgii – źródła i szczytu życia chrześcijańskiego. Liturgii nie można sprowadzać do zgromadzenia chrześcijan i okazji do nauczania. Święta liturgia to przeżycie rzeczy najważniejszych: Odkupienia człowieka na Krzyżu, więc najważniejszego faktu w historii, i Chwały Bożej, której zadatek oglądamy już na tym świecie, a której zbawieni doświadczą w wieczności.

Bóg stojący w centrum naszego życia jest też źródłem jedności Kościoła, który założył. Rzeczywista jedność to jedność w Prawdzie, nie jedność „socjologiczna”. Temu służył dialog podjęty z Bractwem św. Piusa X oraz bulla Anglicanorum Coetibus, a może już jutro (o czym ostatnio słychać) dialog  i jedność z chrześcijanami z konserwatywnych wspólnot luterańskich (głównie ze Stanów Zjednoczonych).

Nasz Papież jest też ojcem całego świata chrześcijańskiego. Ojciec broni swoich – stąd realistyczne stanowisko Benedykta XVI wobec islamu, będącego dziś wielkim wyzwaniem dla całego Zachodu. Jego postawa jest jak echo wieków wiary – łączy szacunek dla kultury muzułmańskiej i realizm wobec jej konsekwencji moralno-społecznych, będących następstwem negacji Wcielenia i prawa miłości. Jako ojciec chrześcijańskiego świata Benedykt XVI prowadzi też dialog z niewierzącymi – ale przede wszystkim z tymi, którzy (jak  Marcello Pera czy Oriana Falacci) szukają dialogu, zrozumiawszy, że nie można kochać Zachodu odrzucając chrześcijaństwo. Z podobnzch względów obecny pontyfikat to intensyfikacja relacji katolicko-żydowskich, bo – jak mówi Papież – dla „głoszenia chrześcijańskiej wiary musi być bardzo istotne nowe, pełne miłości i zrozumienia bycie ze sobą Izraela i Kościoła, bycie we wzajemnym szacunku dla tego drugiego i dla własnego powołania”.

I wreszcie wymiar egzystencjalny: Benedykt XVI to papież nonkonformizmu. Nonkonformizmu chrześcijan, odrzucenia „chrześcijaństwa zaadaptowanego” do zdechrystianizowanego świata – ale również nonkonformizmu wobec wszelkich przejawów zła w życiu katolickim. Jest rzeczą naszej odpowiedzialności by ten Wielki Nonkonformista nie pozostał sam wśród swoich.

Historia and Religia 25 mar 2011

Dwadzieścia lat temu, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego w trzynastym roku pontyfikatu Jana Pawła II, zmarł abp Marcel Lefebvre. Czy bez niego w Katechizmie Jana Pawła II i w Veritatis splendor mogłyby się później znaleźć odniesienia do Quod aliquantum, Quanta cura, Libertas, Immortale Dei, Quas primas – aktów Magisterium wcześniej nie przywoływanych niemal w ogóle, a i ciągle bardzo rzadko? Czy bez niego możliwe byłyby Ad tuendam fidem i Dominus Iesus? A przede wszystkim Ecclesia Dei i Summorum pontificum? Bóg jedyny, który kieruje losami ludzi, wie – a my mamy obowiązek z pokorą i wdzięcznością stawiać sobie to pytanie.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w Pokoju!

Religia 12 gru 2010

Zbawiciel wyraźnie nam zapowiedział, że jako chrześcijanie będziemy „znienawidzeni przez wszystkich” (Łk 21,17). Ciągle nie mogę zrozumieć dlaczego tak wielu chrześcijan jest tym zaskoczonych.

Religia 16 paź 2010

Dziś w tradycyjnej liturgii jedno z moich ulubionych zaleceń Świętego Pawła. Apostoł wzywa nas byśmy przed walką włożyli „pancerz sprawiedliwości” (por. Ef 6,11). Bo gdy broni się trudnych racji moralnych, gdy trzeba wejść w konflikt z innymi ludźmi – najlepszą drogą do ochrony moralnej wartości sprawy, której bronimy, ale także – wspólnoty z bliźnimi, z którymi musimy walczyć, jest właśnie – sprawiedliwość. Zbawiciel na samym początku swej działalności publicznej powiedział Janowi Chrzcicielowi, że należy „wypełnić wszelką sprawiedliwość” (Mt 3,15). Wszelką, wobec każdego, w każdej sprawie, taki jest radykalizm Ewangelii, choć świat z reguły taką postawę uważa za mało „wyrazistą”. Dla świata radykalizmem jest jednostronność – a ta nawet jeśli natychmiast nie staje się niesprawiedliwa, do niesprawiedliwości najczęściej prowadzi.

Christianitas and Religia 25 sie 2010

Dziś mija sto lat od wydania przez świętego papieża Piusa X encykliki Notre charge apostolique. Papież potwierdził w niej aktualność cywilizacji chrześcijańskiej wobec pokus chrześcijaństwa zaadaptowanego do świata bez Boga. Św. Pius X pisał, że cywilizacji nie trzeba wymyślać od nowa, trzeba po prostu odbudować cywilizację chrześcijańską. Ostrzegał przed utopizmem chrześcijańskiej demokracji, pisząc, że skoro w społeczeństwie zawsze mogą pojawić się ludzie występni, władza państwowa musi być tym silniejsza – im groźniejszy jest egoizm złoczyńców. Przestrzegał  przed wypaczonym pojęciem godności ludzkiej, przeciwstawianym wierności i posłuszeństwu. „Czyż bowiem święci – pytał – najposłuszniejsi z ludzi, byli wynaturzonymi niewolnikami?”. Uczył chrześcijańskiej miłości społecznej, która polega na integralnym zaangażowaniu na rzecz moralnych, intelektualnych i materialnych potrzeb bliźnich. Pokazywał, że wszystko to budowali wielcy biskupi i władcy Christianitas.

Napisana u progu XX wieku „Notre charge apostolique” to wielki manifest nieprzedawnialności zasad cywilizacji chrześcijańskiej. Bo i święty Pius X był papieżem na wskroś nowoczesnym. Rozumiał, że w dechrystianizującym się świecie to nie rządy będą oparciem porządku społecznego. Bronił wszędzie silnej opinii katolickiej. Dlatego podtrzymał opór wobec zaboru Państwa Kościelnego przez Włochy sabaudzkie, popierał monarchistyczną opozycję we Francji, strajki szkolne w Wielkopolsce młodzieży walczącej o polskie nauczanie religii. Gdy rząd niemiecki chciał narzucić niemieckiego biskupa prymasowskiej stolicy w Gnieźnie – Papież powiedział: nigdy nie powołam tam Niemca! Jego najważniejszym polskim doradcą był prał. Adam Sapieha, późniejszy Książę-Kardynał, który udzieli święceń kapłańskich ks. Karolowi Wojtyle. Ks. Sapiehę święty papież tak lubił, że kiedyś podarował mu w prezencie pudełko najprzedniejszych cygar.

Religia 29 cze 2010

Dla odrodzenia cywilizacji chrześcijańskiej warto odbudować w naszej kulturze zmysł święta, zdolność świętowania. Wczoraj pisałem o wartości świąt, które są ciągle publicznie uznane. Ale nie ma lepszego społecznego dowodu, że na ich publicznym uznaniu nam zależy – niż waga przywiązywana do uroczystości, których w takim komforcie nie obchodzimy. O obiektywnym znaczeniu świątecznych dni nie decyduje zresztą konwencjonalne uznanie lepszej lub gorszej władzy, ale ranga w kalendarzu Kościoła. Dziś Święto niezwykłe (kanonicznie zresztą obowiązkowe, z oczywistą dyspensą dla pracujących) – uroczystość Apostołów Piotra i Pawła. Święto par excellence rzymskie – przywołujące początki i charakter Kościoła. Kościoła, który jest hierarchiczny, powierzony – jako całość – następcom Księcia Apostołów; rzymski – bo Papiestwo jest nieodłączone od Rzymu (Papieży można prześladować, wygnać, Rzym można okupować – ale Papieżem zawsze pozostanie Biskup Rzymu, choćby wygnano go jak Piusa VI); i wreszcie wspólnotowy – bo dar największej energii apostolskiej dał Bóg Pawłowi, którego powołał spoza pierwotnego grona Apostołów i którego – obok Piotra – postawił jako filar swego Kościoła.

Na mojej drodze Bóg postawił wielu Piotrów i Pawłów – Wszystkim serdecznie dziękuję za przyjaźń i życzę Wszystkiego Najlepszego!

Historia and Religia 5 cze 2010

Czegośmy pożądali – tegośmy doczekali. Po zwycięstwie Księdza Jerzego (męczeństwo dla chrześcijan jest zwycięstwem) przychodzi dzień ostatecznej chwały. I dzień pociechy dla nas – mamy nowego orędownika w Niebie, a pewnego dnia Polska może mieć nowego patrona. Ksiądz Jerzy w doskonały sposób połączył dwie miłości i dwa zaangażowania – na rzecz cywilizacji chrześcijańskiej i na rzecz niepodległości Polski, był człowiekiem Solidarności i obrońcą prawa do życia.

Od wielu lat jestem przekonany, że po beatyfikacji, którą dziś będziemy przeżywać – jego święto powinno stać się świętem narodowym. Jak przed Bogiem będzie reprezentował Polskę (bo będzie stał i orędował za nami), tak wobec przyszłych pokoleń może reprezentować wszystkie ofiary poniesione przez Polskę w drodze do obecnej niepodległości. Może przypominać, że choć wolna Polska, którą dziś mamy, nie powstała dzięki orężnej walce – powstała z krwi i poświęcenia, w której Polacy musieli najpierw pokonać własny strach i egoizm, by przeciwstawić się przemocy wobec Ojczyzny. Gaude Mater Polonia!

Religia 20 gru 2009

Kończy się Adwent, o którym nic nie pisałem, jakbym sam uległ przymusowi milczenia o Bogu (który tak gorliwie egzekwują zwolennicy „religii prywatnej”). A dziś przecież w liturgii prosimy, by Msza utwierdziła nas w służbie Bogu. Kościół oświetla to lekcją św. Apostoła Pawła (którą trudno czytać bez wzruszenia): Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę” (1 Kor 4, 4-5). Jan Paweł II w Evangelium Vitae (art. 71) mocno powtarza, że nieludzkie prawo nie może „w żadnym przypadku powoływać się na szacunek dla sumienia innych właśnie dlatego, że społeczeństwo ma prawo i obowiązek bronić się przed nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem wolności”. Arbitralne opinie nie mogą stać ponad dobrem wspólnym i sprawiedliwością, w przeciwnym wypadku wolność zamienia się w tyranię. Oczywiście, że walcząc o dobro wspólne z „nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem wolności” walczymy ze złem, ale to nie powód by zwalczać ludzi. Tylko Bóg zna wartość ludzkich czynów i możliwości każdego człowieka. Dlatego zawsze musimy pamiętać naukę św. Ignacego Loyoli, „że każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego, niż do jej potępienia”. A sama liturgia prowadzi nas ku Pokojowi, który w tym pełnym nieuniknionych konfliktów świecie niesie Boże Narodzenie.

Religia 16 sie 2009

W starym komentarzu do dzisiejszej Ewangelii tynieccy benedyktyni pisali: „Głuchota na słowo Boże i zupełna niezdolność mówienia do Boga i o Bogu – to jedno z najcięższych kalectw nowoczesnego człowieka…”. A ćwierć wieku później, w „Silence sur l’essentiel”, Jean Guitton napisze o nieznośnym milczeniu o Bogu, również współczesnego Chrześcijaństwa. Milczeniu, które przypomina Kościoły milczenia, zmuszone do milczenia w krajach opanowanych przez komunizm. To nowe milczenie nie jest jednak wymuszone przez przemoc, najwyżej przez to, co Jadwiga Staniszkis umownie określa jako przemoc strukturalną instytucji współczesnej cywilizacji. W tym wypadku chodzi jednak nie tylko o instytucje, ale o bardzo utrwaloną kulturę, która mówienie o Bogu przyjmuje jako rzecz nienaturalną, niepotrzebną, niezrozumiałą. Dla współczesnej kultury guittonowskie „milczenie o Bogu” to stan naturalny. Nie można jednak serio wyznawać naszego Credo (które w końcu wyznajemy w otwartych świątyniach podczas Mszy katechumenów) i godzić się na ten przymus milczenia. Najlepiej jednak przeciwstawiać się mu nie w teoretycznych rozprawach, ale wtedy, gdy domaga się tego sama rzeczywistość, wydarzenia, które w chrześcijaństwie mają rangę zobowiązania. Taką okazją był wczorajszy warszawski występ Madony (nie mam ochoty stosować pisowni, której używa). Czy jej działalność nie jest bluźnierstwem? Nie słyszałem by spokojnie, w posłusznym oczekiwaniu na werdykt samych argumentów, rozważyli ten problem nasi dzisiejsi doktorzy.

Christianitas and Religia 12 lip 2009

Większość pospiesznych komentatorów przeoczyła to, co stanowi najważniejszy motyw nowej encykliki Benedykta XVI. Choć Caritas in veritate mówi o problemach rozwoju i obecnego kryzysu ekonomicznego – perspektywa encykliki jest zdecydowania teocentryczna. W tym sensie Caritas in veritate przekracza współczesne tendencje do mówienia o sprawach społecznych „metajęzykiem”, zastępującym „niezrozumiałe” orędzie o Bogu – „zrozumiałą” argumentacją z dziedziny praw człowieka.

Benedykt XVI występuje w obronie „prawdziwego i właściwego miejsca dla Boga w świecie” (art. 4), miejsca „również w sferze publicznej, ze szczególnym odniesieniem do wymiaru kulturowego, społecznego, ekonomicznego, a zwłaszcza politycznego” (art. 56). Nie waha się o tym pisać w długim dokumencie poświęconym wyjściu z obecnego kryzysu, którego finansowy kryzys jest tylko objawem. Bo Ojciec Święty chce umocnić w nas wiarę (a nie ma ważniejszego zadania Następcy Piotra), że „Bóg obdarza nas siłą, by walczyć i cierpieć za miłość do dobra wspólnego, ponieważ On jest naszym Wszystkim, naszą największą nadzieją” (art. 78).

Owszem, realistycznie idzie śladem Jana Pawła II, który w swojej adhortacji-testamencie społecznym Ecclesia in Europa pisał (art. 19), że chrześcijaństwo w dzisiejszym świecie kształtuje społeczeństwo wtedy, gdy jego zasady są przyjmowane, ale również poprzez kontrowersje, gdy jego orędzie jest odrzucane.

Religia 28 cze 2009

To, co tak nazywamy, jest często po prostu uczuciem nieobecności Kogoś, kto powinien być – a wydaje się, że jest nieobecny. To poczucie samotności, takie samo – jak uczucie samotności wśród ludzi. Nie tyle brak Łaski wiary, co zmysłu wiary. Dziwactwa samotników nie zawsze świadczą o ich wrogości do bliźnich, czasami – paradoksalnie – o potrzebie ich obecności. Samotność niewierzących powinniśmy wypełniać (na ile możemy) naszą bliskością. A gdy nie jest możliwa nienarzucająca się obecność – przynajmniej modlitwą.

Religia 21 cze 2009

Nie jest – jak mógłby ktoś pomyśleć – niesolidarnością. Owszem, kto nie potrafi być przeciwnikiem, nie potrafi być również przyjacielem – bo broniąc przyjaciół często trzeba „stawać przeciw” po ich stronie. 

Miłość nieprzyjaciół jest naśladowaniem samego Boga, który stworzył nas wiedząc, że Go zamordujemy gdy będzie próbował nas ratować, a uratowani – ponownie Go zdradzimy. Tego pojąć nie można, ale naśladować można. A naśladując można się przybliżać do zrozumienia.

Christianitas and Religia 24 maj 2009

W dzisiejszej lekcji jedna z moich ulubionych nauk Świętego Piotra: „miłość  zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8), będąca jedną z zasad duchowości Christianitatis. Nikt rozsądny nie będzie twierdził, że historia cywilizacji chrześcijańskiej jest pozbawiona słabości czy błędów. Przypomniał to Jan Paweł II podczas jubileuszu roku 2000. Ale jest to cywilizacja zrodzona z miłości do Boga i Jego Objawienia. To właśnie historyczne Chrześcijaństwo przekazało nam wiarę chrześcijańską i uformowało życie chrześcijańskie. To Christianitas jest naszym domem, gdzie wychowywała nas Matka-Kościół, gdzie przeżyliśmy nasze bunty, gdzie dochodziła do dojrzałości nasza wiara. Cywilizację tę trzeba zachować i przekazać dla naszych dzieci, wnuków, dla następnych pokoleń. Bronić i rozwijać. Nie chodzi o maritainowską utopię Novae Christianitatis, ale o zwyczajny realizm widzący różnicę między wiekami ciemnymi a światłem wieku XIII, między zamętem chrześcijaństwa Renesansu a odrodzeniem katolicyzmu w czasach potrydenckich. Jak mówił Benedykt XVI z balkonu bazyliki Świętego Piotra w szczęśliwym dniu 19 kwietnia RP 2005: „Idźmy naprzód w radości Pana!”

Następna strona »