Religia


Religia 20 grudnia 2009

Kończy się Adwent, o którym nic nie pisałem, jakbym sam uległ przymusowi milczenia o Bogu (który tak gorliwie egzekwują zwolennicy „religii prywatnej”). A dziś przecież w liturgii prosimy, by Msza utwierdziła nas w służbie Bogu. Kościół oświetla to lekcją św. Apostoła Pawła (którą trudno czytać bez wzruszenia): Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę” (1 Kor 4, 4-5). Jan Paweł II w Evangelium Vitae (art. 71) mocno powtarza, że nieludzkie prawo nie może „w żadnym przypadku powoływać się na szacunek dla sumienia innych właśnie dlatego, że społeczeństwo ma prawo i obowiązek bronić się przed nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem wolności”. Arbitralne opinie nie mogą stać ponad dobrem wspólnym i sprawiedliwością, w przeciwnym wypadku wolność zamienia się w tyranię. Oczywiście, że walcząc o dobro wspólne z „nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem wolności” walczymy ze złem, ale to nie powód by zwalczać ludzi. Tylko Bóg zna wartość ludzkich czynów i możliwości każdego człowieka. Dlatego zawsze musimy pamiętać naukę św. Ignacego Loyoli, „że każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego, niż do jej potępienia”. A sama liturgia prowadzi nas ku Pokojowi, który w tym pełnym nieuniknionych konfliktów świecie niesie Boże Narodzenie.

Religia 16 sierpnia 2009

W starym komentarzu do dzisiejszej Ewangelii tynieccy benedyktyni pisali: „Głuchota na słowo Boże i zupełna niezdolność mówienia do Boga i o Bogu – to jedno z najcięższych kalectw nowoczesnego człowieka…”. A ćwierć wieku później, w „Silence sur l’essentiel”, Jean Guitton napisze o nieznośnym milczeniu o Bogu, również współczesnego Chrześcijaństwa. Milczeniu, które przypomina Kościoły milczenia, zmuszone do milczenia w krajach opanowanych przez komunizm. To nowe milczenie nie jest jednak wymuszone przez przemoc, najwyżej przez to, co Jadwiga Staniszkis umownie określa jako przemoc strukturalną instytucji współczesnej cywilizacji. W tym wypadku chodzi jednak nie tylko o instytucje, ale o bardzo utrwaloną kulturę, która mówienie o Bogu przyjmuje jako rzecz nienaturalną, niepotrzebną, niezrozumiałą. Dla współczesnej kultury guittonowskie „milczenie o Bogu” to stan naturalny. Nie można jednak serio wyznawać naszego Credo (które w końcu wyznajemy w otwartych świątyniach podczas Mszy katechumenów) i godzić się na ten przymus milczenia. Najlepiej jednak przeciwstawiać się mu nie w teoretycznych rozprawach, ale wtedy, gdy domaga się tego sama rzeczywistość, wydarzenia, które w chrześcijaństwie mają rangę zobowiązania. Taką okazją był wczorajszy warszawski występ Madony (nie mam ochoty stosować pisowni, której używa). Czy jej działalność nie jest bluźnierstwem? Nie słyszałem by spokojnie, w posłusznym oczekiwaniu na werdykt samych argumentów, rozważyli ten problem nasi dzisiejsi doktorzy.

Christianitas and Religia 12 lipca 2009

Większość pospiesznych komentatorów przeoczyła to, co stanowi najważniejszy motyw nowej encykliki Benedykta XVI. Choć Caritas in veritate mówi o problemach rozwoju i obecnego kryzysu ekonomicznego – perspektywa encykliki jest zdecydowania teocentryczna. W tym sensie Caritas in veritate przekracza współczesne tendencje do mówienia o sprawach społecznych „metajęzykiem”, zastępującym „niezrozumiałe” orędzie o Bogu – „zrozumiałą” argumentacją z dziedziny praw człowieka.

Benedykt XVI występuje w obronie „prawdziwego i właściwego miejsca dla Boga w świecie” (art. 4), miejsca „również w sferze publicznej, ze szczególnym odniesieniem do wymiaru kulturowego, społecznego, ekonomicznego, a zwłaszcza politycznego” (art. 56). Nie waha się o tym pisać w długim dokumencie poświęconym wyjściu z obecnego kryzysu, którego finansowy kryzys jest tylko objawem. Bo Ojciec Święty chce umocnić w nas wiarę (a nie ma ważniejszego zadania Następcy Piotra), że „Bóg obdarza nas siłą, by walczyć i cierpieć za miłość do dobra wspólnego, ponieważ On jest naszym Wszystkim, naszą największą nadzieją” (art. 78).

Owszem, realistycznie idzie śladem Jana Pawła II, który w swojej adhortacji-testamencie społecznym Ecclesia in Europa pisał (art. 19), że chrześcijaństwo w dzisiejszym świecie kształtuje społeczeństwo wtedy, gdy jego zasady są przyjmowane, ale również poprzez kontrowersje, gdy jego orędzie jest odrzucane.

Religia 28 czerwca 2009

To, co tak nazywamy, jest często po prostu uczuciem nieobecności Kogoś, kto powinien być – a wydaje się, że jest nieobecny. To poczucie samotności, takie samo – jak uczucie samotności wśród ludzi. Nie tyle brak Łaski wiary, co zmysłu wiary. Dziwactwa samotników nie zawsze świadczą o ich wrogości do bliźnich, czasami – paradoksalnie – o potrzebie ich obecności. Samotność niewierzących powinniśmy wypełniać (na ile możemy) naszą bliskością. A gdy nie jest możliwa nienarzucająca się obecność – przynajmniej modlitwą.

Religia 21 czerwca 2009

Nie jest – jak mógłby ktoś pomyśleć – niesolidarnością. Owszem, kto nie potrafi być przeciwnikiem, nie potrafi być również przyjacielem – bo broniąc przyjaciół często trzeba „stawać przeciw” po ich stronie. 

Miłość nieprzyjaciół jest naśladowaniem samego Boga, który stworzył nas wiedząc, że Go zamordujemy gdy będzie próbował nas ratować, a uratowani – ponownie Go zdradzimy. Tego pojąć nie można, ale naśladować można. A naśladując można się przybliżać do zrozumienia.

Christianitas and Religia 24 maja 2009

W dzisiejszej lekcji jedna z moich ulubionych nauk Świętego Piotra: „miłość  zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8), będąca jedną z zasad duchowości Christianitatis. Nikt rozsądny nie będzie twierdził, że historia cywilizacji chrześcijańskiej jest pozbawiona słabości czy błędów. Przypomniał to Jan Paweł II podczas jubileuszu roku 2000. Ale jest to cywilizacja zrodzona z miłości do Boga i Jego Objawienia. To właśnie historyczne Chrześcijaństwo przekazało nam wiarę chrześcijańską i uformowało życie chrześcijańskie. To Christianitas jest naszym domem, gdzie wychowywała nas Matka-Kościół, gdzie przeżyliśmy nasze bunty, gdzie dochodziła do dojrzałości nasza wiara. Cywilizację tę trzeba zachować i przekazać dla naszych dzieci, wnuków, dla następnych pokoleń. Bronić i rozwijać. Nie chodzi o maritainowską utopię Novae Christianitatis, ale o zwyczajny realizm widzący różnicę między wiekami ciemnymi a światłem wieku XIII, między zamętem chrześcijaństwa Renesansu a odrodzeniem katolicyzmu w czasach potrydenckich. Jak mówił Benedykt XVI z balkonu bazyliki Świętego Piotra w szczęśliwym dniu 19 kwietnia RP 2005: „Idźmy naprzód w radości Pana!”

Blog and Religia 11 kwietnia 2009

Pan był człowiekiem, więc umarł. Był Bogiem, więc nie mógł umrzeć – zmartwychwstał i żyje. Zostałby z nami, jak powiedział, ale wówczas i my zostalibyśmy – bez Nadziei – na tym padole przemijania i cierpienia. Przygotował nam przyszłość nieskończenie lepszą od tej nieskończenie dobrej, jaką byłoby życie z Nim na tej ziemi. Będziemy żyć z Nim w nowych ciałach na Nowej Ziemi, życiem, które nie przemija. 

Nam chrześcijanom zarzucają często, że nie widać po nas Radości, którą głosimy. To prawda, nie ma się co spierać. Ale jak wyrazić radość z rzeczy, wobec których normalni ludzie (jakimi jesteśmy) muszą oniemieć? 

Dziś w nocy będziemy przeżywać doświadczenie cudu, którego eksplozja rozsadza historię. Niech więc Radość tej Nocy będzie udziałem nas wszystkich, i niech udział w niej mają również ci, którzy nie przeżywają jej w wierze. Szczęśliwych Świąt!

Prawa człowieka and Historia and Religia 29 marca 2009

Krzysztof apodyktycznie orzeka, że „Pius IX niesłusznie potępił wolność słowa, sumienia i wyznania, tylko dlatego, że ruchy antykatolickie źle z niej korzystały”. Każda uczciwa analiza Quanta cura i Syllabusa (szczególnie historyczna) potwierdzi, że bł. Pius IX nie potępił owych swobód jako takich, ale ich absolutyzację. Wystarczy skonfrontować to z postawami najbardziej prawowiernych katolików tamtych czasów, którzy we Francji walczyli o powszechne prawo wyborcze, a w Niemczech o wolność polityczną jako taką. Katechizm Jana Pawła II w art. 1740 – kontynuując tradycję Syllabusa – mówi jasno, że „wolność nie daje nam prawa do mówienia i czynienia wszystkiego”. W istocie rzeczy prawdę tę potwierdza Ebenezer, jednak w sposób nadzwyczaj selektywny. 

Jednak tak dziś, jak i wtedy, pod hasłami wolności – odbiera się ludziom wolność. Nic dziwnego, bo od czasów Arystotelesa wiemy, że nadmiar wolności jednego ogranicza wolność innego. Wolność – jako zasada życia społecznego – zawsze wymaga pewnego kompromisu. Potwierdza to katolicka nauka o tolerancji.  

A dziś „wolność” homoseksualistów prowadzi do ograniczenia wolności słowa, nawet w głoszeniu elementarnych (przyjmowanych również poza Kościołem Katolickim) zasad etyki chrześcijańskiej (vide casus pastora Greena). W imię „wolności” dąży się do legalizacji pedofilii, w sensie legalizacji części uwiedzeń dziś jeszcze uznanych za kryminalne. W imię absolutnej wolności zgromadzeń odbiera się samorządom wolność ochrony moralności publicznej. Dziś wolność właśnie, nasza wolność, wymaga odwagi skonfrontowania się z moralnym szantażem powołującym się na „wolność” przeciw jej fundamentom – prawdzie i sprawiedliwości.  

Krzysztof napisał też parę słów o „polityce Watykanu”. Temat na serię wpisów i wielodniową dyskusję. Ale wskażę jeden przyczynek. Nie było w Europie urzędującego polityka bardziej życzliwego sprawie wolności Polski niż bł. Pius IX. Zaświadczył to C.K.Norwid w Encyklice oblężonego. Mam oczy, więc czytając widzę autentyzm poglądów Krzysztofa. Ale świętym papieżom (i sprawdzonym przyjaciołom Polski) naprawdę należy się trochę więcej życzliwego namysłu. Dialog zaczyna się od chęci zrozumienia poglądów, z którymi się nie zgadzamy.

Międzynarodowe and Historia and Religia 28 lutego 2009

Znana wypowiedź bp. Richarda Williamsona mnie i moich przyjaciół zabolała jako Polaków i chrześcijan. Spotkała się też z potępieniem Rzymu i środowisk tradycjonalistycznych, by wymienić tylko reakcję bp. Bernarda Fellay czy ks. Philippa Laguérie. Sam bp Williamson – po upomnieniach – przeprosił za swą wypowiedź „tych, którzy przeżyli niesprawiedliwości popełnione przez Trzecią Rzeszę i rodziny jej ofiar” i „przed Bogiem prosił wszystkich szczerze zgorszonych jego słowami o przebaczenie”.     

W tym samym czasie umknęła uwadze mediów inna wypowiedź zawierająca radykalną rewizję moralnej oceny drugiej wojny światowej. Rabin Szlomo Awiner zaapelował do Izraelczyków o nieodwiedzanie obozu w Auschwitz, aby nie finansować Polaków, narodu, który – według niego – podczas wojny kolaborował z hitlerowcami, a polskie podziemie zajmowało się zabijaniem zbiegów z obozów koncentracyjnych. Wypowiedź ta znieważa pamięć Polski Walczącej, ofiarę tysięcy ludzi, którzy w polu i w katowniach gestapo i NKWD oddali życie nie tylko dla Polski, ale również dla wolności świata. Znieważa zwyklych Polaków, którzy oddali życie ratując Żydów, jak rodzina Ulmów. Opór, jaki Polska już w RP 1939 stawiła Niemcom, zapobiegł podbiciu Europy przez Hitlera, co (samo w sobie) zapobiegło całkowitej Zagładzie i uratowało życie tysięcy ludzi, którzy zginęliby, gdyby Niemcy wygrały wojnę.  Rabbi Awiner – jako Francuz z pochodzenia – powinien o tym pamiętać.  

Oczywiście, wypowiedź rabbiego Awinera należy widzieć we właściwych proporcjach: nie należy jej ani wyolbrzymiać, ani pomniejszać. Rabin Szlomo Awiner głosi do lat poglądy skrajne (na przykład domagając się usunięcia przedstawicieli muzułmańskiej mniejszości z parlamentu izraelskiego albo przekonując żołnierzy, że podczas działań zbrojnych nie powinni nadmiernie przejmować się ochroną cywilów) i są to poglądy odrzucane w społeczeństwie izraelskim. Ale jego wypowiedzi znieważające Polskę, a wygłaszał je już wcześniej, nie spotkały się ze słyszalnym potępieniem. Co więcej – rabbi Awiner jest czołowym autorytetem religijnych syjonistów, którzy regularnie biorą udział w rządach izraelskich. To najpierw od ich przywódców, potem od innych przedstawicieli izraelskiego życia publicznego i judaizmu należałoby oczekiwać odcięcia się od jego poglądów.

Blog and Religia 21 lutego 2009

fidelowi jestem winien jeszcze jedną odpowiedź - na zarzut, który mi uczynił z powodu felietonu na temat uchylenia ekskomunik biskupów Bractwa Świętego Piusa X. Po pierwsze – niedziela nie jest dniem na zajmowanie się codziennymi obowiązkami. Niedziela jest dla Boga. Nie wykluczam nadzwyczajnej potrzeby napisania w niedzielę o rzeczach politycznych (i raz chyba w niedzielę napisałem), ale dotyczyć to musi potrzeb naprawdę nadzwyczajnych i oczywistych. W niedzielę więc piszę z zasady o sprawach wiary i Kościoła. Piszę, bo traktuję to jako rozmowę „pod kościołem” – z braćmi i tymi, którzy pod kościół przyjdą. Za to niedzielne pisanie byłem na różnych forach atakowany, za co dziękuję – bo to dowód, że nie piszę dla pochwał. Zmieniać tego też nie zamierzam, bo najskuteczniejszym sposobem na przeciwstawienie się milczeniu o Bogu, jest mówienie o Bogu, wierze i Kościele. Zło (milczenie) – dobrem (mową) trzeba zwyciężać. Oczywiście, mam na myśli mowę pokorną, bo inna łamie Drugie Przykazanie. Jak mi idzie to chodzenie po linie między przepaściami nieuszanowań i zaniechań – nie potrafię bezstronnie ocenić, w każdym razie uważam, że okazją do realnej praktyki pokory jest chętne, a przynajmniej cierpliwe, przyjmowanie krytyk. I tak się staram je przyjmować. A do spraw politycznych wracam od jutra – bo po pierwsze Rzeczpospolita jest rzeczą wielką, po drugie – najważniejsze w codzienności są obowiązki stanu.

Blog and Religia 14 lutego 2009

Przedpoście to dobra pora, by wrócić do dyskusji po odwołaniu ekskomunik wobec biskupów Bractwa Świętego Piusa X. Chodzi mi przede wszystkim o dość „programowy” komentarz Krzysztofa sprzed bodaj trzech tygodni. Wydaje mi się, że niezbyt konsekwentnie łączy on uznanie dla zasady dialogu, z odrzucaniem go wobec Bractwa Świętego Piusa X w sytuacji (i to jest istotne dla problemu!), gdy kard. Gagnon, który badał tę sprawę dla Jana Pawła II powiedział, że nawet jeśli abp Lefebvre nie miał racji (la raison), to miał sporo racji (des raisons). Mniej więcej to samo po święceniach w ’88 roku powiedział obecny Papież do biskupów chilijskich. Skoro są nawet cząstkowe racje – jak można je odrzucać, czy choćby pozostawiać bez dialogu? 

jednej z wypowiedzi Krzysztof trafnie zauważa potrzebę precyzji w dyskusji. Powtórzę więc jeszcze raz – cały potężny korpus nauki społecznej, dotyczący religii, państwa i społeczeństwa – zawarty w przykładowo przeze mnie podanych encyklikach  Quanta cura, Immortale Dei, Vehementer, Quas primas broniony jest głównie (zgadzam się, że nie tylko, bo sam to przecież od lat robię) przez Bractwo Świętego Piusa X. I problem polega dziś nie na tym, że ich interpretacje są nieomylne (sam mam wątpliwości czy dostatecznie akcentują np. naukę zawartą w art. 103 Mistici Corporis), ale na tym, że wielu współczesnych teoretyków uprawia dziś katolicką naukę społeczną tak jakby tamtego nauczania w ogóle nie było. Tak jak ciągle spotyka się liturgistów, którzy o życiu Kościoła wypowiadają się tak, jak by nie było Summorum pontificum Czas leczy rany, ale leczyć je muszą również ludzie.  

Religia 27 stycznia 2009

Wyraziwszy moją radość z powodu uchylenia ekskomunik dla biskupów Bractwa Świętego Piusa X mogę teraz, nie zepsuwszy nastroju chwili, napisać więcej o wypowiedzi bp. Richarda Williamsona. Poglądy, jakie wygłosił, muszą zaboleć przede wszystkim nas, Polaków. Bo Polska była miejscem, gdzie mieszkało najwięcej Żydów do czasów zagłady. Wypowiedź bp. Williamsona zawiera implicite twierdzenie, że ponad 90 % z nich przeżyło wojnę. Zadaje kłam nie tylko powszechnej pamięci naszych rodziców i dziadków, ale również – jak trafnie zauważył profesor Bartyzel – prawdzie o obozach śmierci ujawnionej już podczas wojny dzięki bohaterstwu takich ludzi jak rtm. Witold Pilecki.  

Duch Ewangelii to duch współczucia – wypowiedź bp. Williamsona zobowiązuje więc do reakcji samo Bractwo Świętego Piusa X. Prawda naturalna nie wymaga Objawienia, a naturalna sprawiedliwość jest niezbędną podstawą świadectwa chrześcijańskiego. Łatwiej o tym mówić dziś, niż w czasach ekskomuniki.

To wszystko natomiast nie może w niczym podważyc wartości decyzji Ojca Świętego, by umocnić więź katolicką z Bractwem Świętego Piusa X. Tak jak więzi katolickiej z ukraińskimi katolikami nie mogą osłabić wypowiedzi tego czy innego duchownego bagatelizującego cierpienia zadane Polakom przez UPA, albo dążeń Rzymu do zbliżenia rosyjskiego prawosławia do jedności Kościoła nie mogą torpedować skrajne (antyrzymskie, antyzachodnie czy antysemickie) wypowiedzi tego czy innego rosyjsko-prawosławnego biskupa. Jedność (aktualna czy potencjalna) Kościoła, o którą w takim wypadku zawsze chodzi – to jedność duchowa i pokój duchowy milionów ludzi. A tam, gdzie nie ma pokoju – trudno rozmawiać o prawdzie.

PS. Już po napisaniu tego felietonu dowiedziałem się, że superior generalny Bractwa Świętego Piusa X bp Bernrad Fellay napisał do Ojca Świętego „prosimy o przebaczenie Papieża i wszystkich ludzi dobrej woli”  i zakazał bp. Williamsonowi wypowiedzi publicznych. Mam wrażenie, że Jan Paweł II uśmiecha się patrząc na nas z okna w Domu Ojca.

Religia 24 stycznia 2009

Ojciec Święty odwołał ekskomuniki biskupów Bractwa Świętego Piusa X. Obłożeni nimi biskupi dźwigali to brzemię przeszło dwadzieścia lat. Wraz z nimi ich księża i wierni. Dwadzieścia lat temu, krótko po wydaniu ekskomuniki, kardynał Józef Ratzinger powiedział do biskupów chilijskich, że sprawa abp. Lefebvra to dla dzisiejszego Kościoła egzamin z dialogu. Łatwo bowiem prowadzić dialog z tymi, którzy atakują przeszłość, której bronić nie chcemy, a nawet chętnie się od niej odetniemy. Taki dialog jest bardzo funkcjonalny względem i tak wcześniej dokonanych wyborów. Trudniej prowadzić dialog z tymi, którzy atakują nas osobiście. Niedawno bp Tissier de Mallerais zaatakował bezpośrednio teologię i dzieło życia Benedykta XVI. W świetle tego najlepiej ocenić można ten akt miłości do Kościoła i braci, jakiego dokonał Papież.

Czym jest ta decyzja dla Kościoła? Przede wszystkim szansą, by po przywróceniu tradycyjnej liturgii i wyraźnym potwierdzeniu prawdy katolicyzmu (w Katechizmie Jana Pawła II, w Dominus Iesus i Ad tuendam fidem) podjąć pracę na odbudową tradycyjnego nauczania społecznego, z jego nowoczesnymi podstawami zawartymi Quanta cura, Immortale Dei, Vehementer, Quas primas. Tego nauczania broniło ostatnimi czasy przede wszystkim Bractwo Świętego Piusa X. Nie chodzi o to, by ich interpretacje nauki Kościoła były nieomylne. Rzecz w tym, że swym głosem kierują nas wszystkich tam, gdzie trzeba szukać prawdy – do wiecznego Rzymu.

Christianitas and Religia 1 listopada 2008

Swoją pierwszą encyklikę – „Summi pontificatus” –  papież Pius XII wydał zaraz po wybuchu wojny. Hitler ze Stalinem wymazali Polskę z mapy Europy; dla nich Rzeczpospolita była „pokracznym bękartem” Traktatu Wersalskiego, jeszcze jedną anomalią świata, w którym sprawiedliwość miała zastąpić siłę. Dla Piusa XII, który naszej Ojczyźnie poświęcił w „Summi pontificatus” osobny fragment, Polska była szczególnie „drogim narodem”, krajem „niezłomnej wierności dla Kościoła” i zasług dla „chrześcijańskiej kultury i cywilizacji”, narodem, który „ma prawo do ludzkiego i braterskiego współczucia całej ludzkości”. Papież w imię „zasad sprawiedliwości i prawdziwie trwałego pokoju” domagał się niepodległości Polski. Jak echo tych słów zabrzmiały czterdzieści lat później, w Warszawie, słowa jego następcy: „nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie”. Tej myśli Pius XII pozostanie wierny również po zakończeniu wojny, bo Watykan będzie jednym z niewielu państw zachowujących uznanie dyplomatyczne dla reprezentującego sprawę niepodległości legalnego rządu polskiego na wygnaniu.  

Pod koniec życia Pius XII udzielił moralnego wsparcia powstaniu węgierskiemu. Liczył na reakcję Zachodu. Z melancholią przypominał, że w „czasach, gdy religia była żywym dziedzictwem dla naszych przodków, ludzie traktowali jako krucjatę każdą walkę, do której zmuszała ich niesprawiedliwość nieprzyjaciół”. Niestety, do krucjaty w obronie Węgier rozjeżdżanych przez sowieckie czołgi nikt się nie kwapił. Bez sensu jest zakładać, że gdyby Papież zażądał tego wprost – amerykańskie wojska z Niemiec ruszyłyby na pomoc węgierskim powstańcom. 

Pius XII był świadkiem obłędu, który doprowadził ludzkość do mordu, tyranii i totalnej wojny. Robił wszystko (niektórzy mogą uważać, że nawet za wiele), by jej uniknąć. Już w październiku 39’roku napisał, że dla świata przyszła „godzina ciemności”. Te zapisane przez ewangelistę Łukasza słowa Zbawiciela oznaczają Wielki Piątek, czas męki, bezsilności, czasowego tryumfu zła. A Pius XII powtarzał uparcie, że jedyną nadzieją ludzkości jest Bóg, jednocześnie ucząc, jak mu służyć w każdej dziedzinie życia. Był świadkiem prawdy, którą głosił Adam Mickiewicz: cywilizacja prawdziwie ludzka musi być chrześcijańska. Nie uległ pokusie, by zastąpić ją czym innym. Dlatego atakowany jest po dziś dzień. 

Więcej w bieżącym numerze „Gościa Niedzielnego”. W niedzielę o 10.55 będę występował w „Kawie na ławę” w TVN.

Christianitas and Historia and Religia 27 października 2008

Jest czas zwycięstw i czas oporu. Taka jest natura życia. Myślałem o tym w ciągu weekendu. W sobotę najpierw uczestniczyłem w sesji IPN na temat „nurtu narodowego opozycji demokratycznej”. Słuchałem referatów o naszej działalności w Ruchu Młodej Polski i w studenckim Związku Pro Patria. Istotnie, zarówno uczestniczyliśmy w oporze antykomunistycznym, jak i przygotowywaliśmy przyszłość, odbudowując prawicę – na (ówczesne) dziś, by pracować dla niepodległości i dla Polski katolickiej, jak i na jutro – by prawica rekonstruowana prawie od podstaw stała się realnym czynnikiem polityki polskiej. W dyskusji panelowej (uczestniczyli również Paweł Milcarek, Antoni Macierewicz i Krzysztof Kawęcki) profesor Maciej Giertych tłumaczył, że trzydzieści lat temu należało się troszczyć, żeby przez opozycję nie oddziaływały na Polskę (przeciwne Związkowi Sowieckiemu) czynniki zagraniczne. Tymi obawami tłumaczył swoją ówczesną politykę. Ja mówiłem, że należało się troszczyć, żeby przede wszystkim polityka polska, a w niej prawica, była, by wykorzystać szansę zmian dla Polski. 

Wieczorem miałem okazję rozmawiać z profesorem Miguelem Ayuso, najważniejszym dziś autorytetem intelektualnym hiszpańskiej prawicy katolickiej. Don Miguel mówił o barierach rozwoju prawicy katolickiej u nich – my po prawie dwudziestu latach niepodległości jesteśmy zupełnie gdzie indziej.   

A w niedzielę byliśmy na warszawskiej prymicji ks. Grzegorza Śniadocha IBP, pierwszego polskiego kapłana wyświęconego w tradycjonalistycznym Instytucie Dobrego Pasterza. Kościół Świętego Benona był pełen. Duchowieństwo w prezbiterium bez wyjątku młode. Jak mówił Jan Paweł II w Sejmie: „Ale nam się wydarzyło!”

Po 21.00 (poniedziałek) występuję w TVN-24.

Christianitas and Religia 12 października 2008

Na dziś proponuję mój tekst z „Gościa Niedzielnego” o nonkonformizmie katolickim; i jego realizmie. Oczywiście – z życzeniami Dobrej Niedzieli!

Religia 30 sierpnia 2008

Na tę niedzielę obiecany wpis o trzech Papieżach. Podczas przedostatniej audiencji środowej Benedykt XVI przypomniał świętego papieża Piusa X, nawiązując jednocześnie do pielgrzymki, którą Jan Paweł II odbył dwadzieścia trzy lata temu do miejsca urodzin Giuseppe Sarto. Ojciec Święty powiedział wtedy, że św. Pius X „walczył i cierpiał za wolność Kościoła, i potrafił dla tej wolności poświęcić przywileje i honory, potrafił stawić czoła niezrozumieniu i szyderstwom, bo uważał, że wolność Kościoła to ostateczna gwarancja całości i spójności wiary”. 

Postawiłem napisać o tym, bo ta krótka charakterystyka, przedstawiona przez Jana Pawła II i Benedykta XVI, niezwykle ciekawie pokazuje nić przewodnią pontyfikatu św. Piusa X. Sprawą wolności była bowiem nie tylko nieugięta obrona suwerenności Stolicy Apostolskiej i praw Kościoła we Francji po ustawodawstwie laickim z RP 1905. Sprawą wolności była również walka Kościoła z modernizmem teologicznym, który antycypował presję współczesnej kultury na wiarę, presję wspieraną przez władze, uniwersytety i media. 

A sam św. Pius X miał rzeczywiście charakter kontestatora. Bo kto inny mógłby na groźby wywłaszczenia odpowiedzieć, że „dobro Kościoła jest ważniejsze od dóbr Kościoła”, a wobec żądań pogodzenia się z pozbawieniem Papieża suwerenności – że jeżeli to ma być warunek udziału katolików we włoskiej polityce, to katolicy nie będą ani głosować, ani kandydować. I przestrzegał z darem proroczym przed chrześcijańską demokracją, pisząc, że „cywilizacji nie trzeba wymyślać ani budować jej od podstaw z niczego, bo cywilizacja była i jest – to cywilizacja chrześcijańska, państwo katolickie”.

Prawa człowieka and Religia 27 czerwca 2008

Pytanie o to, czy minister Kopacz zaciągnęła karę ekskomuniki stało się faktem publicznym, więc wymaga publicznego stanowiska. Najpierw jednak trzeba zacząć od zasadniczych zastrzeżeń: (1) orzekanie ekskomuniki należy do władzy duchownej (co nie zdejmuje z wiernych powinności troski o prawo Kościoła), (2) entuzjazmować należy się pokojem, a nie siłą użytą w jego obronie. Nikomu nie życzę ekskomuniki. Pani minister Kopacz życzę – powiem to otwarcie – nawrócenia, bo zarówno pomoc w zabiciu dziecka jest oczywistym złem, jak i koncepcja autonomii sumienia, którą prezentuje Ewa Kopacz, jest zupełnie fałszywa. Sumienie – sanktuarium Boga w sercu człowieka albo droga rozpoznawania dobra powszechnego – jest osobiste, ale nie prywatne. Sumienie, które nie widzi powodu wykładania własnych racji, dowodzi raczej, że ich po prostu nie ma. Do tej pory formułowałem to znacznie oględniej, ale zawziętość minister Kopacz domaga się postawienia sprawy jasno.  

Sama ekskomunika nie jest zemstą, ale karą leczącą. Jest rodzajem ostrzeżenia: „człowieku, jesteś śmiertelnie, a do tego zakaźnie, chory; musisz natychmiast się leczyć, bo umrzesz i ty, i inni przez ciebie.” Ekskomunikę wydaje Kościół wtedy, gdy zwyczajny udział w życiu Kościoła człowiekowi w jakimś sensie szkodzi, ale również – przez przykład – szkodzi innym. Rezygnacja z władzy ekskomuniki byłaby – w życiu Kościoła – rezygnacją z troski o zbawienie dusz. Gdyby było inaczej – nie byłoby tej kary w Kodeksie Jana Pawła II. 

Inicjatywa czytelników „Frondy” być może jest radykalna, ale nie zasługuje na lekceważące komentarze. Bo chodzi w niej o to, by władze Kościoła serio traktowały naukę i prawo Kościoła; by ewidentne naruszenia chrześcijańskiej sprawiedliwości nie były zbywane wzruszeniem ramion: katechizm katechizmem, a pluralizm pluralizmem. A tu konkretnie chodzi nie o abstrakcyjny spór poglądów, ale o sytuację, gdy maleńki, bezbronny człowiek zginął zaszczuty na oczach całej opinii publicznej.  

Znacznie bliżsi prawdy są wierni stawiający kwestię ekskomuniki niż autorytety uważające, że sama kwestia jest absurdalna. Już bowiem ze Starego Testamentu wiemy, że bezkarność zła bezcześci ziemię. Publiczne lekceważenie nauki Kościoła – bezcześci Kościół.

Christianitas and Historia and Religia 3 maja 2008

Majowe święta mamy w tym roku bogatsze niż zwykle. Dzięki wczesnej Wielkanocy uświetnia je Wniebowstąpienie Pańskie. Po ludzku trochę smutne, jak dla Apostołów. Kończy się czas wielkanocny, wkrótce już przestaniemy śpiewać Regina Coeli. Pociesza nas świadomość obietnicy Pana: „nie zostawię was sierotami” (J 14,18). Nadchodzą Zielone Świątki, a z nimi – czas Kościoła Walczącego na ziemi, skwarne lato Christianitatis.  

Rzadko się dziś pamięta (dlaczego?), że zanim papież Pius XII ustanowił uroczystość Świętego Józefa Robotnika, Pius XI – jakby przygotowując ten akt liturgiczny – w Divini Redemptoris oddał pod Opiekę Świętego Józefa cały katolicki opór wobec komunizmu. Rzecz bardziej aktualna niż się myśli. Nie tylko ze względu na Olimpiadę w Pekinie i wizytę sekretarza Napieralskiego w państwie Zapatero. Niestety, o tym, że opór ten jest ciągle aktualny pisał parę lat temu, w przedmowie do nowego wydania „Wprowadzenia w chrześcijaństwo”, nasz obecny papież: „rok 1989 oznaczał nieoczekiwany kres reżymów komunistycznych w Europie, po których pozostało smutne dziedzictwo spustoszonej ziemi i spustoszonych dusz. Jeśli ktoś oczekiwał, że znów wybiła godzina chrześcijańskiej wiary, to musiał się poczuć rozczarowany (…), w tym historycznym momencie chrześcijaństwo bez większego powodzenia próbowało się prezentować jako epokowa alternatywa. Marksistowska wizja ziemskiego zbawienia (…) nie abdykowała również po szoku, jakim był rok 1989.” 

I wreszcie Święto Królowej Polski. Chwalimy się często pierwszą pisaną konstytucją w Europie, jakby Brytyjczycy musieli się wstydzić, że mają tylko Wielką Kartę Swobód, Habeas Corpus i inne prawa i zwyczaje, którym przypisują rangę konstytucyjną. Rzecz nie w spisaniu Konstytucji, ale w świetnym połączeniu jej nowoczesnej formy (uporządkowany ład monarchii parlamentarnej) z niezmienną tradycją (katolicki charakter państwa). To dlatego papież Pius VI, który potępił Rewolucję Francuską, naszej Konstytucji Majowej wyraził najwyższe uznanie. W tym sensie 3 Maja stanowił nie tylko testament niepodległości, ale i drogowskaz dla Europy w czasach pooświeceniowego zamętu.   

A w planie politycznym (codziennych zadań życia narodowego) zawsze najważniejsza będzie prośba, którą dziś wszyscy kierujemy do Boga: aby religia nieustannie cieszyła się wolnością, a Ojczyzna rozwijała się w pokoju. Byśmy tę modlitwę zanosili jak najlepiej do Pana – nie tylko słowami, ale czynami – tego Wszystkim Czytelnikom serdecznie dziś życzę.

Religia 27 kwietnia 2008

W piątek w Jarosławiu zgłosiłem swoją kandydaturę do Senatu w czerwcowych wyborach podkarpackich. Niestety, nie mogłem napisać o tym wczoraj, a więcej napiszę jutro. Dziś niedziela. 

W ingresowym kazaniu abp. Głódzia najważniejsze wczoraj były uwagi o konieczności kształtowania przez Polskę współpracy europejskiej, o konieczności chrześcijańskiego zaangażowania w Europie. Odmowa akceptacji niechrześcijańskiej polityki Unii to nie odrzucenie Europy. Te słowa wpisują się wprost w to, co o Europie mówił wielokrotnie Jan Paweł II, szczególnie na Agrykoli w Warszawie, przed siedemnastu laty. Dobrze, że słowa te padły, bo potwierdzają moralną konieczność (politycznych właśnie) działań, by Europa odnalazła swoje powołanie. 

Po Mszy ingresowej zaskoczył mnie poziom zdziczenia dziennikarskiego. Reporter Polsatu zaatakował mnie tyradą zarzutów wobec nowego metropolity gdańskiego, ukwiecając to gazetowymi porównaniami z metropolitą odchodzącym, i zachęcając mnie do włączenia się w tej połajanki – po wybranej stronie. Młody człowiek dostał zadanie, szukał mocnych wypowiedzi i nawet nie przyszło mu do głowy, że to, co w innych okolicznościach dałoby się zakwalifikować jako „ostre” pytanie – po Mszy świętej jest (delikatnie mówiąc)  barbarzyństwem. Oczywiście stanowczo mu „podziękowałem”. Co ciekawe, reporterka TVN-24 zapytała o refleksje na temat uroczystości, a potem taktownie (bo ogólnie) przywołała przedingresowe krytyki – i to już dawało pole do rozmowy. 

I jeszcze jedna uwaga niedzielna. Dziś w tradycyjnym lekcjonarzu Apostoł Jakub uczy, że prawdziwe chrześcijaństwo polega na niepoddawaniu się wpływom świata; te słowa jakby potwierdzają sens nauki wczorajszego kazania. Ale Święty Jakub przypomina i drugi składnik prawdziwej pobożności – opiekę nad sierotami i wdowami (por. Jk 1,27). A to zawsze musi nam dźwięczeć w sercu, gdy angażujemy się w wielkie spory – nawet contra mundum.

Next Page »