Niepojęta są drogi wyobraźni, której mistrzyniami są złość i uprzedzenia. W dawnym Rzymie – pod pretekstem pogańskich plotek o Eucharystii – wrogowie chrześcijaństwa traktowali jego wiernych jak ludożerców. Mój skromny apel o to, by muzykę sakralną wykonywać częściej zgodnie z jej pierwotnym przeznaczeniem – jako modlitwę ludu w trakcie liturgii, a nie tylko na koncertach – jeden z moich częstych e-komentatorów, pan Andrzej Libiszewski, potraktował jako zachętę do zakazu słuchania w domu Mszy h-moll Bacha (a może i chorału gregoriańskiego). Wprawdzie nie dowiedziałem się, jaki to zakaz miałbym postulować – kanoniczny, zagrożony ekskomuniką dla słuchających w domu, administracyjny – nakazujący rozwiązanie filharmonii, gdzie koncertowo wykonuje się msze muzyczne czy karny – grożący więzieniem za produkcję płyt z muzyką liturgiczną. Ale z licznych komentarzy pana Libiszewskiego i jego współkomentatorów wynikało jasno, że klasztorów, których mnisi nagrywają płyty z muzyką sakralną – nie zostawię w spokoju.
Choć wierzymy, że jarzmo, które przyjęliśmy, jest lekkie – mogę zrozumieć ludzi, którym wydaje się ciężkie i powody, dla których tak myślą. Wiem też, że są tysiące racji, by krytykować nas jako ludzi. Ale mam prośbę do tych, którzy to robią. Nie, nie o sprawiedliwość, bo zaraz się dowiem, że każdy rozumie ją inaczej, więc trudno. Zatrzymajcie się czasem na granicy zdrowego rozsądku, naprawdę, po tej jego stronie jest naprawdę bardzo dużo miejsca.