Repliki


Repliki 20 lis 2007

Bogusław skierował do mnie wszelkie możliwe pretensje, zamiast napisać jasno, czy należy okazywać szacunek legalnej władzy swoich przeciwników politycznych czy nie. Zresztą również kilku innych Czytelników przekonuje mnie, że PO w swej polityce postępowała często nie fair. Do tego naprawdę mnie nie trzeba przekonywać, bo ja sam byłem przez tę partię, kierując Izbą, wielokrotnie niesprawiedliwie atakowany. Ale nie znajduję w tym powodu do zachowywania się tak, jakby ich władza była moralną uzurpacją.

Są sytuacje, gdy również władzy wybranej należy przypomnieć, że prawidłowa desygnacja to jeszcze nie wszystko w państwie prawa. I że wybór może dać władzę i mandat prawny, ale niekoniecznie moralny. Sam wobec prezydenta Kwaśniewskiego zachowywałem się z największą rezerwą. Ale on zdobył swą władzę dzięki nienaprawieniu oczywistych krzywd narodu z czasów PRL, poprzez odwoływanie się do mentalności PRL-owskiej (słynne „Wróć komuno!” na jego wiecach’95) i wreszcie naruszył prawa podstawowe Rzeczypospolitej, o czym pisałem. Niczego takiego właśnie (a nie niczego przeciw czy wbrew PiS albo Prawicy!) Tusk nie zrobił.

Poza tym dobre obyczaje mają po prostu dydaktyczną funkcję społeczną – one również budują i naprawiają Państwo.

Religia and Repliki 4 lis 2007

Parę uwag w związku z wpisami Leliwity, o sprawach ogólnych, nie o jego atakach osobistych, bo na to szkoda niedzieli. Dziwi mnie to, że Leliwita, tak radykalnie wypowiadający się w kwestiach liturgicznych, nie słyszał o reformie z RP 1965. Była to pierwsza reforma po Soborze Watykańskim II, wprowadzająca poważne zmiany w porządku Mszy. Prał. Gamber podkreśla natomiast, że można ją było traktować jako ostateczną, bo dekret wprowadzający ją mówił o niej jako o realizacji postanowień Soboru. Po tej reformie, która w Ordo Missae przede wszystkim skróciła modlitwy przedołtarzowe i zniosła ostatnią ewangelię, ale również rozszerzyła używanie języków narodowych – Pallottinum wydało w masowym nakładzie mszaliki dla wiernych, z których jeden zachowałem i o nim napisałem. Choć był wydany po pierwszej reformie, można było z niego poznać większość modlitw tradycyjnego Ordo, z Kanonem i modlitwami Ofiarowania na czele. 

Główną reformą bł. Jana XXIII było natomiast wprowadzenie do Kanonu imienia Świętego Józefa. Choć wywołało to wtedy pewne kontrowersje, nie ulega chyba dla nikogo wątpliwości, że szczegółowe reformy tego typu mieszczą się w tym, co Kardynał Ratzinger określał jako rozwój organiczny liturgii. Nie wiem, co w tej reformie tak poruszyło Leliwitę. Dziś może bardziej niż kiedyś trzeba nam orędownictwa Patrona Rodzin. 

Leliwicie i zulusowi sugerowałbym, by więcej pisać o wartościach (przede wszystkim duchowych, bez umniejszania jurydycznych) Mszy tradycyjnej, a nie tylko o swoich złościach i frustracjach. To naprawdę nie służy sprawie. A Leliwicie wyjaśniam, że ani nigdy nie administrowałem Pałacem Staszica, ani w jakikolwiek inny sposób nie zajmowałem się działalnością pracujących tam instytucji.

Repliki 10 paź 2007

Napiszę niedługo o tym więcej, ale prawdziwą skuteczność mierzy się skutkami społecznymi, nie władzą. Zresztą również władzę publiczną mierzy się zdolnością zmieniania rzeczywistości, a nie stanowiskami czy uzależnianiem ludzi.

Deklaracje Pana Rafała Brody w sprawie ochrony życia jako racji stanu i prawdzie chrześcijaństwa budzą mój najwyższy szacunek i sympatię. Jednak jego tezy na temat skuteczności w polityce są mało odkrywcze, a sądy szczegółowe trudno mi uznać za sprawiedliwe.

Można dopatrywać się wyższej mądrości politycznej w wycofaniu ustawy o zakazie pornografii albo w teorii, że partia, która chce zdobyć 30 % głosów, nie może mieć jednego zdania w sprawie – zacytuję Pana Brodę – najważniejszej, z której wywodzi się to wszystko, co winno być uznane za rację stanu. Ja jednak widzę w tym po prostu oportunizm.

Wiele razy mówiłem, że cenię Jarosława Kaczyńskiego. Jednak bardziej tego, który „niósł sztandar przed armią, której nie było” po roku ’97, niż tego, który najpierw potrafił skutecznie zrobić Wałęsę prezydentem, potem skutecznie go zwalczać, a w międzyczasie budować pozycję swojej partii na izolowaniu ZChN (który przyjmując na siebie falę nienawiści antykatolickiej skutecznie pracował dla cywilizacji życia). Po prostu do tego niesienia sztandaru potrzeba więcej siły, a to również jest miara skuteczności.

Religia and Repliki 23 wrz 2007

Dziś Kościół, w rzymskim Mszale tradycyjnym, przypomina nam Największe Przykazanie. A Św. Paweł wskazuje pokorę (por. Ef 4,3) jako jedną ze stacji na drodze do jego wypełnienia.

Ostatnio, w sposób zwyczajny dla kondycji polityka, okazję do pokory dał mi Ebenezer, twierdząc, że założyłem ten blog i zajmuję uwagę Czytelnikom, bo kandyduję do Senatu. Wyjaśniałem już, że kandyduję do Senatu, bo nie kandyduję do Sejmu, więc (idąc za myślą Ebenezera) założyłem blog, bo nie kandyduję do Sejmu. Przyznam, że sylogizm ten ujawnia ziarno prawdy. Decyzja odejścia z Krainy Gadających Nakręconych Głów, głoszących chwałę swoich partii, daje lepszą perspektywę do prezentacji własnego stanowiska politycznego, jak również jego źródeł, racji i odniesień.

A bardziej serio – Ebenezer może pisać tak jak myśli być może wielu. Szkoda, że – nie dla niego, ale dla wyznawców tego bardzo rozpowszechnionego poglądu – nie do pojęcia jest, że wypowiedź może mieć sens nie instrumentalny (osiągnąć coś przez to, co się mówi) i również nie podmiotowy (zademonstrować swoją oryginalność); że celem wypowiedzi publicznej może być po prostu komunikacja, porozumienie, jedność. A jedność to kolejna stacja, na którą kieruje dziś Apostoł Narodów (por. Ef 4,4).

Dzięki za wszystkie uwagi ogólne i bieżące. W tygodniu będę się starał na nie odpowiadać.

Repliki 22 wrz 2007

Lady Thatcher pisze w swoich „Latach na Downing Street” o prawicowych zwolennikach idei wolnej woli, „którzy uważają, że dzieci nie zasługują na uwagę w ramach systemu podatkowego i zasiłków bardziej niż artykuły trwałego użytku”. A sama deklaruje pogląd, że „podatek, który ktoś zapłacił od swojego dochodu, powinien obejmować także zobowiązania tej osoby względem rodziny”.

Żelazna Dama broniła tego stanowiska, bo była konserwatystką. Cel, jaki sobie stawiała, definiowała krótko: „ożywienie gospodarki i ducha narodu brytyjskiego”. Przekonywała, że „nie należy obawiać się państwa narodowego”, bo tylko państwa narodów mogą budować ich skuteczną współpracę. Jeżeli jednak państwa „będą dążyły do wyparcia tego narodowego elementu, z pewnością zakończy się to ich upadkiem, gdyż nie będzie nikogo, kto poczuwałby się do najmniejszych ofiar w imię obrony swego kraju”.

Nagłego wybuchu odpowiedzialności budżetowej po zmniejszeniu podatków dla rodzin nie zwiastowały jakiekolwiek rozterki o przychodową stronę budżetu podczas żadnej z wcześniejszych debat na temat ograniczenia fiskalizmu. Jeżeli się mylę – chętnie zobaczę analogiczne przykłady. Rzecz stanowi ciekawe zagadnienie dla psychologa społecznego. Mam wrażenie, że przez chwilę pokazało się skrywane zazwyczaj źródło naszego kryzysu. Czy chcemy być jeszcze narodem?

Repliki 21 wrz 2007

Zdawałoby się, że obniżenie podatków to pierwszy artykuł liberalnego Credo. Chyba jednak tylko dla niektórych – liberałów bądź podatników. Rafał Ziemkiewicz, publicysta odważny i trzeźwy, przypuścił frontalny atak na podjęte z inicjatywy Prawicy Rzeczypospolitej zmniejszenie podatków dla rodzin wychowujących dzieci. Nie mogę pojąć dlaczego Ziemkiewicz zmniejszenie podatków nazywa „rozdawaniem pieniędzy”. Wynika z tego, że przez pobór dziś obowiązujących podatków państwo nabyło trwały tytuł własności do części naszych dochodów. Naszych i naszych dzieci, skoro obniżenie podatków to łaskawa cesja tego, co moralnie i prawnie należy nie do zarabiających, ale do państwa.

Nie wyobrażam sobie, by Rafał Ziemkiewicz z podobną pasją potępiał „rozdawanie pieniędzy”, jakim – w ramach uruchomionej przez niego nie-logiki – jest na przykład uliniowienie podatków. Przecież obniżenie stawek to też poważne zmniejszenie przychodów budżetu.

Przechodząc na plan ekonomii – do tej pory liberałowie z reguły twierdzili, że zmniejszenie podatków zawsze się opłaca, bo prowadzi do zwiększenia dochodu narodowego, więc również stopniowego wzrostu dochodów państwa. Czemu zawieszają swoje poglądy, gdy chodzi o rodziny?

Polityka and Repliki 18 wrz 2007

Kilka odpowiedzi na opinie Czytelników. W żadnym sondażu, nawet najbardziej optymistycznym dla PiS, partia rządząca nie ma większości absolutnej, również względnej, tworzonej wspólnie z PSL. Nawet w takim układzie prognozowana „większość” nie przekracza 200 mandatów. W tej sytuacji mówienie o „wygraniu wyborów” to zwykła demagogia. PiS wygrał wybory, jest największą partią w Sejmie – i uznał, że nie jest w stanie rządzić. Zwycięstwo wyborcze (rozumiane w kategoriach państwowych) to coś znacznie poważniejszego niż zdobycie sporej ilości mandatów. Ewentualne utworzenie rządu z tymi, których przedstawia się nie jako konkurentów, ale zasadniczych przeciwników – będzie potwierdzeniem wyborczego niepowodzenia, a nie zwycięstwa. Jedyną szansą większości kontynuującej zwrot polityczny’2005 jest sukces Ligi Prawicy (oczywiście na miarę współkomponującą większość parlamentarną). To – w przeciwieństwie do większości absolutnej PiS – jest możliwe. W tej prostej arytmetyce politycznej i myśleniu w kategoriach solidarności nie ma nic tajemniczego. Większość prawicowo-ludowa nie przesądza jeszcze powstania takiego rządu. Ale otwiera taką szansę i poprawia kontrolę parlamentarną nad każdym rządem.

Janek pisze, że ceni nas za prawicowo-katolickie poglądy. Pyta jednak, czy nie lepiej było zostać w PiS? Otóż nie, przywrócenie samodzielności ruchu katolicko-konserwatywnego stało się konieczne w momencie, gdy PiS wielokrotnie odrzucił misję reprezentanta opinii katolickiej w Polsce. Dotyczyło to nie tylko konstytucyjnej ochrony życia, ale również prawnej ochrony świątecznego charakteru niedziel, zakazu pornografii czy rewindykowania szacunku Unii Europejskiej dla życia chrześcijańskiego w Europie. Na rzecz tych spraw trzeba prowadzić politykę, co wymaga zdolności dialogu i stopniowości działań. Ale trzeba mieć świadomość, że chodzi o obronę praw, które implikują obowiązki Państwa, a nie prywatnych opinii. Żeby tę politykę prowadzić, trzeba zapewnić jej polityczną samodzielność wobec opinii publicznej, a nie względną tolerancję Jarosława Kaczyńskiego.

Polityka and Repliki 17 wrz 2007

Tomasz Terlikowski poświęcił porozumieniu Ligi Prawicy Rzeczypospolitej artykuł o „desperacji wyborczej”, która ma być wspólnym mianownikiem prawicowej listy do Sejmu. Nie bardzo rozumiem, dlaczego start w wyborach miałby być aktem desperackim. Do tej pory wydawało mi się, że to rzecz zupełnie normalna w naszej zachodniej, republikańskiej kulturze. Czyżby jednak na wybitnego rusycystę-teologa tak podziałała Chomiakowowska koncepcja „wolności od polityki” – że zaangażowanie polityczne traktuje jako akt wyjątkowo dramatyczny?

Terlikowski proponuje prawicy konserwatywnej działalność przede wszystkim kulturalną. Tylko kto wtedy (poprzestanę na najoczywistszym i najświeższym przykładzie) doprowadziłby do zwolnienia z podatków bezpośrednich miliony Polaków, z rodzin płacących wysokie podatki pośrednie i świadczących codziennie opiekę swoim dzieciom? Jestem dumny, że mam udział w tej decyzji i wiem, że bez nas Sejm by jej nie podjął. I cieszę się, że nie jest już tylko pięknym projektem, na temat którego można urządzać budujące seminaria.

Najbardziej rozbawiło mnie, że Tomasz Terlikowski kieruje zarzut desperacji również do mnie. Do tej pory zarzucano mi raczej upartą determinację, by kandydować do Senatu. Istotnie, nie po to występowałem z PiS, by się pchać na jakąś inną listę partyjną. A porozumienie Prawicy, LPR i UPR wsparłem, bo stwarza szansę na Sejm stojący po stronie interesu narodowego, praw rodziny i upowszechnienia własności.

Dziś też usłyszałem, że Jarosław Kaczyński grozi, że bez wygranej PiS dojdzie do „narodowej zguby”, czyli koalicji PO-LiD. Ta wyborcza desperacja mi się podoba. Świadczy o przypływie moralnego realizmu. Ale to, kto – PiS czy PO – dostanie znowu o dwadzieścia mandatów więcej, nie ma żadnego wpływu na to, czy powstanie koalicja postkomunistyczno-liberalna. Ani jeden sondaż nie prognozuje, że PiS będzie w stanie zapobiec jej samodzielnie (czy nawet z pomocą PSL). Sytuację przyszłego Sejmu może zmienić tylko jednoczesny sukces PiS i Ligi Prawicy – i to jest tak naprawdę stawką zawartego prawicowego porozumienia w odpowiedzi na wybory przegłosowane przez PO-PiS wspólnie z postkomunistami. Tomasza Terlikowskiego zachęcam do refleksji, co za desperacja popchnęła te potęgi polityczne do tak dramatycznego aktu.

Polityka and Repliki 11 wrz 2007

Jacek Karnowski w „Sygnałach dnia” zapytał Premiera o przebieg Komitetu Politycznego, na którym złożyłem rezygnację z udziału we władzach i członkostwa Prawa i Sprawiedliwości. Opis tego zdarzenia w moim „Dzienniku” (pełny tekst w „Christianitas”) jest całkowicie dokładny (było przy tym zresztą sporo osób), natomiast eksponowanie tych właśnie najbardziej znanych fragmentów to wybór „Życia Warszawy” i mediów, które to podjęły. Premier zaprzecza mojej relacji – może był tak wzburzony, że nie pamięta, może nie chce pamiętać (uczucie zasadne, do którego ma prawo). Nieważne, piszę o tym dla porządku i sprawę uważam za zamkniętą. Bezpośrednim powodem mojego odejścia z PiS – na tym właśnie Komitecie i trzy kwadranse po wspomnianym wydarzeniu i długiej jeszcze rozmowie – było kategoryczne żądanie Jarosława Kaczyńskiego, by nie wypowiadać się na Radzie Politycznej w ogóle na temat prac nad konstytucyjnymi gwarancjami prawa do życia. Było, minęło, jest Polska – poglądy PiS mają mandat społeczny, nasze też. Racje zobowiązują do działania.

Deklaracja wyborcza, którą wczoraj podpisali przedstawiciele Prawicy, LPR i UPR otwiera szansę na prawicowo-ludową większość parlamentarną, dzięki czemu i rząd (niezależnie od ostatecznego kształtu), i Parlament może lepiej bronić interesu publicznego. Liga Prawicy Rzeczypospolitej będzie działać skutecznie, jeżeli będzie się kierować solidarnością narodową, nastawiać na zbudowanie dobrej większości parlamentarnej, stawiać bardzo zdecydowanie priorytety narodowe – ale odrzucać agresję, obrażanie zarówno konkurentów (którzy nie są przeciwnikami!), jak i oponentów. Tego będę oczekiwał od naszych partnerów.

Polityka and Repliki 31 sie 2007

Polityka w cieniu aresztowań. W przeciwieństwie do lewicowo-liberalnej opozycji nie zakładam z góry ich bezzasadności. Problem nie polega jednak na tym, czy aresztowani popełnili przestępstwa czy nie. Wiele śledztw byłoby niemożliwych bez zeznań przestępców. Pytanie dlaczego b.komendant Kornatowski nie musiał być aresztowany choćby w poniedziałek, a musiał być prawie natychmiast po tym, jak w Sejmie padł wniosek o jego wysłuchanie w Komisji Służb Specjalnych (miał tam przekazać swoją relację w sprawie zarzutów o podsłuchy i inwigilację polityków i dziennikarzy, co miało służyć weryfikacji rewelacji b.ministra Kaczmarka). Jeśli rząd nie chce by przypisywano mu uniemożliwianie prac kontrolnych Sejmu, powinien jak najszybciej tą nagłą konieczność aresztowań wyjaśnić. To realna alternatywa dla stawiania rządu przed Komisją Śledczą w roli oskarżonego.

Wieczorem mogłem odpocząć od polityki policyjnej na meczu GKS Bełchatów z Dniepropietrowskiem. Złośliwi powiedzą, że zaczęło się ładnie, a skończyło – jak zawsze. Niesłusznie. Piłkarze Lenczyka – będąc debiutantami w Pucharze UEFA – pokazali, że potrafią się włączyć do międzynarodowej rywalizacji, i po ładnej grze przegrali, strzelając dwie bramki. Następnym razem będzie lepiej.

W dzisiejszej prasie trochę komentarzy po zapowiedzi publikacji mojego dziennika z czasów kierowania Sejmem we wczorajszym „Życiu Warszawy”. Młody rzecznik rządu mówi, że celem publikacji dziennika jest „dramatyczne” zwrócenie uwagi na działalność Prawicy Rzeczypospolitej. Szkoda, że minister Dziedziczak nie rozumie, że polityka to walka o sprawy, a nie tylko szukanie rozgłosu. Widać praca w Centrum Informacyjnym Rządu nie jest najlepszą szkołą dla młodego polityka. W podobnej tonacji pisze też „Dziennik”, tym razem stawiając zarzut, ze politycy w ogóle piszą. Oczywiście, powinni tylko się kłócić, robić konferencje i produkować newsy – aby dziennikarze mogli rozszyfrowywać ich misterne gry.

Otóż celem publikacji moich codziennych notatek, które są już dostępne w „Christianitas”, jest przedstawienie, szczególnie opinii konserwatywnej, przebiegu największego dramatu od ’92 roku, jakim było zmarnowanie szansy na potwierdzenie w Konstytucji Rzeczypospolitej wyboru cywilizacji życia. Nikt o tym czytać nie musi, ale można – bo polityka ma konsekwencje historyczne, wagę społeczną i warto znać jej racje. I jeszcze jedno sprostowanie do „Gazety Wyborczej”. Przedrukowując fragment dziennika za „Życiem Warszawy” wpuściła chochlika pisząc, że za poprawką konstytucyjną głosowało 60 posłów. Takiego wyniku nie nazywałbym bardzo wysokim poparciem. Głosowało 60 procent posłów, dokładnie 269. „Gazeta” pomyliła się o ponad 200 głosów.

« Poprzednia strona