Bilans RP 2010


Bilans RP 2010 and Christianitas 5 sty 2011

Nie zdążyłem zamknąć bilansu ubiegłego roku przed Sylwestrem. Pozostała sprawa, które nie zaczęła się i nie skończyła w RP 2010. W Europie trwa spór cywilizacyjny. Z reguły nazywamy to dekadencją, Jan Paweł II w Ecclesia in Europa (art. 9) mówił o „milczącej apostazji” narodów Zachodu. Ale prócz dekadencji jest opór, prócz apostazji – wierność. Szczególnie znamienny w minionym roku był formalny protest jednej czwartej państw Unii Europejskiej (z Włochami i Litwą na czele) przeciw nakazowi usuwania krzyży ze szkolnych sal, wynikającemu z werdyktu Trybunału Strasburskiego w sprawie Lautsi. Połowa z protestujących to kraje katolickie, połowa (z Rumunią i Bułgarią) to prawosławne. Pełnomocnikiem protestu jest amerykański prawnik Joseph Weiler, ortodoksyjny Żyd. Poseł Konrad Szymański z Parlamentu Europejskiego napisał, że brak Polski w tym gronie to wstyd. Szkoda, że czegoś podobnego nie powiedziała jego partia i szkoda, że Konrad o tym nie powiedział swojej partii. W końcu – jak mówi filozofia klasyczna – partie to ciała pośredniczące, dzięki którym głos jednostki słychać w społeczeństwie.

Cywilizacja chrześcijańska ma prawo do swojej polityki i ma prawo do naszej polityki. Aby polityka ta była skuteczna – musi być świadoma tego, co dzieje się w świecie, a o czym wiedzieli już de Maistre i Tocqueville: rewolucja to nie akt, Rewolucja to konsekwentna destrukcja cywilizacji chrześcijańskiej trwająca od dziesiątków lat. Motorem tego procesu są zasady – to co Madiran nazwał prawami człowieka żyjącego bez Boga. I przeciwstawić się mu skutecznie można tylko w oparciu o zasady: Dekalogu, dobra wspólnego, sprawiedliwości, rzeczywistych praw ludzi. Dobrze zrozumiał to Viktor Orban, który w zmianach konstytucyjnych, które proponuje – chce przywrócić państwu węgierskiemu chrześcijański charakter. I znowu możemy tylko spuścić oczy. Jedynym politykiem, który komunistycznym Chinom głośno mówił o konieczności normalizacji stosunków ze Stolicą Apostolską był protestant, prezydent G.W.Bush. Jedynym premierem, który broni zasad cywilizacji życia (więc społecznego testamentu Jana Pawła II) jest protestancki premier Węgier.

Za nas – jak zawsze – mówi Papież. I mówił w Westminsterze: o potędze rozumu moralnego i obłędzie zaprogramowanej dechrystianizacji. A politycy na stojąco bili brawo. Przez swego Wikariusza to Bóg ciągle do nas mówi: nie lękajcie się!

Bilans RP 2010 31 gru 2010

Jednym z najważniejszych (choć szybko pominiętych) wydarzeń roku jest wejście do władz województwa śląskiego autonomistów. Autonomistów, których lider uważa Ślązaków za mniejszość narodową. Pan Janusz Gorzelik ma ładną opozycyjną kartę, legitymowaną przez jego dzisiejszych przeciwników. Nie zmienia to faktu, że w życiu Śląska staje się swego rodzaju Anty-Korfantym. Wojciech Korfanty połączył śląskość i polskość, Jerzy Gorzelik chce je rozdzielić. Korfanty dokonał „rewolucji wyborczej”, doprowadzając do głosowania Polaków na „polski margines” zamiast na wielkie niemieckie Centrum. Jerzy Gorzelik, przekonując wielu mieszkańców Górnego Śląska do głosowania na listę autonomistyczną, dokonał analogicznego zwrotu w przeciwnym kierunku.

W dwudziestoleciu międzywojennym autonomia Górnego Śląska miała gwarantować polsko-niemieckie współżycie w tym regionie. Zostało to przekreślone przez politykę Niemiec (które nigdy nie uznały granicy z Drugą Rzecząpospolitą) oraz przez separatyzm niemieckich mniejszości żyjących poza granicami Rzeszy. Dziś problemem nie jest zakres decentralizacji w Polsce, ale wprowadzanie w świat władzy ruchu definiowanego w wyraźnej opozycji do polskości. Autonomiści zawdzięczają wyborczy sukces sobie, ale udział we władzy – przede wszystkim decyzjom premiera Tuska i posła Tomczykiewicza (lidera PO na Górnym Śląsku). Przywódcy PO podjęli tę decyzję mimo przeciwnych głosów postaci tak ważnych dla ich partii, jak Prezydent, profesor Buzek, nie mówiąc o opozycji wewnątrz reprezentacji PO w Sejmiku Śląskim. Na jednym z największych narodowych sukcesów XX wieku, jakim było odbudowanie jedności Górnego Śląska z Polską po trwającej od początku XIV wieku separacji – dzisiejszy polski rząd zrobił małą, ale wyraźną, kreskę. Pan Jerzy Gorzelik w Zarządzie województwa śląskiego dostał władzę realną: będzie odpowiadać za kulturę, edukację i współpracę międzynarodową.

Bilans RP 2010 30 gru 2010

Jak powiedział Palikot – w czasach (!) gdy był piewcą obecnej władzy – premier Donald Tusk „jest pierwszym politykiem, który nie zadaje sobie pytania, co po nim zostanie. Bo czy coś musi pozostać?”. Reakcją na kryzys finansów publicznych było podniesienie podatków dla rodzin (bo taki charakter ma VAT, pozornie liniowy podatek, którego ukryta progresja rośnie wraz z ilością dzieci wychowywanych w rodzinie), a także sięgnięcie do funduszu rezerwy demograficznej. Premier wprawdzie zapowiedział, że jednopunktowa podwyżka VAT ma charakter incydentalny, ale już dziś panuje powszechne przekonanie, że ten jeden punkt to tylko pierwszy punkt planów fisklanych obecnego rządu. Ani przez chwilę rząd nie myślał, że może warto wyjść poza poprawność polityczną i na przykład znieść ulgi podatkowe dla użytkowników antykoncepcji albo zlikwidować przywileje emerytalne dla umundurowanych funkcjonariuszy propagandy PRL, tzw. oficerów politycznych LWP. Zamiast montażu oszczędności podjęto działania kosztem sfery dla przyszłości najważniejszej – przełamania kryzysu demograficznego.

Niemcy, państwo dominujące w Unii Europejskiej, na kryzys na obrzeżach strefy euro zareagowało pomysłem Lizbony II – wprowadzenia kontroli władz unijnych nad budżetami narodowymi. Wiadomo, że pierwszym jej kierunkiem będzie ograniczenie polityki prorodzinnej w krajach poddanych kontroli. Rząd Tuska od razu ten projekt poparł, do tego stopnia, że odciął się od propozycji Włoch swego rodzaju Nicei II, stworzenia nieformalnego forum sześciu wielkich państw Unii (z udziałem Polski).

A na koniec Prezydent przyniósł noworoczny prezent do Sejmu: wniosek o zmianę art. 227 Konstytucji i otwarcia furtki do likwidacji waluty narodowej. Oto akt naprawdę suwerenny: najzupełniej niezależny od okoliczności, argumentów, konsekwencji…

Bilans RP 2010 29 gru 2010

Gdy premier Miller podawał się przed przeszło sześciu laty do dymisji – wydawało się, że to koniec postkomunizmu. Wybory’2005 i wyniki PiS, PO, LPR w pełni to potwierdzały. Ten rok przyniósł jednak nagły powrót radykalnej lewicy, a właściwie jej reaktywację przez partie dominujące. Grzegorz Napieralski stał się zwycięzcą pierwszej tury wyborów i jedynym arbitrem w walce PO i PiS. Zanim do tego doszło – była koalicja medialna PiS z SLD. W lutym pisałem w liście otwartym do Jarosława Kaczyńskiego: „Z postkomunistami nie zrealizuje Pan żadnego dobra Polski! W najlepszym przypadku może zostać Pan oszukany, co skompromituje mit skuteczności, którym usprawiedliwia Pan swoją politykę”. Myliłem się tylko w jednym: mitu „skuteczności” w oczach jego wyznawców nic nie skompromituje, bo miarą tej „skuteczności” jest dzianie się, „bycie w grze”, a nie skutki społeczne.

Postkomunistyczna lewica wykorzystała natomiast wpływy w TVP w 100 %. Zresztą nie tylko do celów wyborczych; skandalem bez echa była specjalny program w TVP Info na 22 lipca, symboliczną datę ustanowienia przez Sowietów rządów kolaboracyjnych w Polsce. Po wyborach prezydenckich doszło do odwrócenia sojuszy, a teraz właśnie trwają w Krajowej Radzie RTV targi o zakres wpływów PO i SLD w telewizji publicznej.

Pozycja SLD wzrosła nie tylko w mediach. Na Kongresie PiS o zbliżenie z radykalną lewicą apelował Adam Hofman. Dwa tygodnie temu ten najwybitniejszy (obok Marcina Dubienieckiego) rzecznik konwergencji PiS-SLD został rzecznikiem Prawa i Sprawiedliwości.

Bilans RP 2010 28 gru 2010

Zamiast podniesienia ducha publicznego okres pokwietniowy przyniósł zaostrzenie konfliktu i skrajności w życiu politycznym. Startując w wyborach prezydenckich ostrzegałem, że im więcej głosów padnie na dwóch dominujących kandydatów – tym silniej konflikt polityczny wybuchnie po wyborach. Koncentracja głosów nie oznaczała w tym wypadku porządku. To nie był znak porozumienia środowisk wewnątrz obozów politycznych, ale mobilizacji wojennej do walki z innymi Polakami. Ostrzegałem również, że kandydaci PO i PiS – wskutek osobistego zaangażowania w konflikt swych partii – nie są w stanie wykorzystać możliwości ponadpartyjnego przywództwa i arbitrażu, jakie daje władza prezydencka. Otrzymali wspólnie 78 % głosów. I zaraz po wyborach Bronisław Komorowski zapowiedział usunięcie („przeniesienie”) krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego. Potem przyszły deklaracje Jarosława Kaczyńskiego, podważające prawowitość nowowybranego Prezydenta, wraz z odmową współpracy na forum Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Ataki na krzyż stały się sygnałem do coraz bardziej skrajnych wypowiedzi Palikota i powołania jego ruchu pod hasłami otwartej walki z Kościołem. Apogeum konfliktu przyniósł mord łódzki na jednym z pracowników Prawa i Sprawiedliwości. A w tle tych wydarzeń rosła rola SLD, któremu konflikt PO i PiS otworzył pole do zdobycia pozycji jedynego arbitra ich konfliktu.

Bilans RP 2010 27 gru 2010

Rok straszny tak jak strasznym nazywamy Sąd Ostateczny.

Katastrofa smoleńska ujawniła ogromne pokłady solidarności. Setki tysięcy Polaków czynnie pokazywało, że stratę przywódców politycznych przeżywamy jak własne nieszczęście. Naród wyszedł na Krakowskie Przedmieście: ujawniła się więź narodowa działająca już nie jako wspomnienie odległej przeszłości i nie jako odrębność, ale jako wspólnota identyfikująca się z ludźmi, których postawiliśmy na czele Rzeczypospolitej i z osieroconymi instytucjami. Byłem na pogrzebach przyjaciół i polityków różnych orientacji i wszędzie przeżywaliśmy to razem. Ta tragedia mogła stać się zaczynem nowego stosunku do niepodległego państwa i do służby publicznej – ale nie podołaliśmy temu wyzwaniu.

Służba to odpowiedzialność. Miał szansę podjąć ją premier Tusk ustępując miejsca rządowi zaufania społecznego, tak potrzebnemu wtedy, by wzmocnić nową (i jak się okazało kruchą) solidarność Polaków. Premier powinien mieć świadomość, że nie doszłoby do tej tragedii, gdyby nie zgoda na przejęcie przez premiera Putina roli gospodarza uroczystości katyńskiej, gospodarza, który dobiera sobie polskich gości na uroczystości na polskim cmentarzu. Zamiast odpowiedzialności mieliśmy jednak antyżałobne bluźnierstwa posła Palikota, który mógł w Platformie działać tak długo jak chciał. Rząd – bez najmniejszej próby odwołania się do należnych Polsce praw – oddał Rosji prowadzenie śledztwa w sprawie katastrofy. Tak drapieżnie broniący swych kompetencji w walce z Prezydentem, okazał się bardzo potulny, gdy trzeba było za granicą zażądać instrumentów koniecznych do wykonywania władzy, czyli niezbywalnej odpowiedzialności.

Jednak również opozycja nie chciała przeżywać dramatu w wymiarze narodowym. Od początku PiS występował tak, jakby był jedyną partią, która w katastrofie straciła swych przyjaciół i polityków. Udzieliło się to jego zwolennikom, ci najbardziej radykalni potrafili nawet reagować lekceważąco na wypowiedzi niektórych bliskich ofiar.

Być może taki to czas, że partyjne konflikty pożerają narodową solidarność. Innym (i wyczekiwanym od tylu lat) wydarzeniem, które powinno było przywrócić nam poczucie duchowego sensu odzyskanego Państwa i wynikających stąd zadań, była beatyfikacja Księdza Jerzego. Choć Ksiądz Jerzy powinien być patronem naszej trzeciej niepodległości, można było odnieść wrażenie, że beatyfikowany jest święty z dalekiej, zamkniętej przeszłości. I może dlatego jest nam dziś tak bardzo potrzebny (bo – oczywiście – cdn.).