Polityka 3 wrz 2011

Niektórzy Czytelnicy mojego ostatniego felietonu dziwili się, że jedynie na marginesie napisałem o niezarejestrowaniu przez Prawicę list w całej Polsce. Jednak zmarnowanie przez PiS szansy na zagwarantowanie prawa do życia najsłabszych to temat o wiele ważniejszy nie tylko od naszej, ale od kampanii w ogóle. Do sprawy tej i tak należy wracać, więc tymczasem mogę już zareagować na pytanie kilku komentatorów, jak mogło dojść do niezebrania po pięć tysięcy podpisów w dwudziestu jeden okręgach. Mogę tylko powiedzieć, że zebraliśmy w kraju ponad dwieście tysięcy podpisów – ale to nie złożyło się na dostateczną liczbę w dostatecznej ilości miejsc. I dodać to, co – jak przypomina Poeta – Tycydydes opowiada o swej nieudanej wyprawie do Amfipolis:

że miał siedem okrętów
była zima
i płynął szybko

Tylko tyle. I tylko po czterysta podpisów zabrakło nam we Wrocławiu albo w Gdańsku (wystarczyłby nawet jeden z tych dwóch okręgów) do dwudziestu jeden okręgów otwierających możliwość kampanii w całej Polsce. Co znaczy ten znak? Że nasza praca jest daremna? A może raczej, że choć w ciągu trzech kampanii od dwóch lat zebraliśmy ponad pół miliona podpisów – sami nie możemy zrobić wszystkiego. Może ta minimalna liczba, której zabrakło, to znak osobistej odpowiedzialności każdego, kto podziela nasze przekonania. I tego, że na końcu o powodzeniu przedsięwzięć społecznych decyduje solidarność. Jeśli nie zasługujemy na poparcie – należy nas krytykować (co nie zwalnia z powinności rzeczowości i kultury krytyki). Ale jeśli zasługujemy – na tych, którzy się z nami zgadzają, ciąży powinność czynnej solidarności. A my walczymy dalej. Dziś tak zdecydowaliśmy na posiedzeniu Zarządu Prawicy Rzeczypospolitej. Skoro stratujemy w połowie okręgów – musimy pracować ze zdwojoną energią. W każdym razie nie pozostawimy bez reprezentacji ludzi, którzy nam tyle razy powtarzali: gdyby nie wy – w ogóle nie mielibyśmy na kogo głosować.

Christianitas and Polityka and Prawa człowieka 1 wrz 2011

Większość PO-SLD pięcioma głosami odrzuciła ustawę potwierdzającą nienaruszalność prawa do życia. Człowiek jest istotą społeczną, potrzebującą władzy publicznej i organizacji społecznej dla swej ochrony. Państwo zaś potrzebuje polityki. Poddajmy więc wczorajsze głosowanie analizie politycznej. Czy ci, którzy głosowali za życiem (a zapewne będą to przedstawiali jako wystarczający dowód wystarczającego zaangażowania) – zrobili wszystko by wygrać? Pytam, bo cywilizacja życia ma prawo do swej polityki, nie tylko do deklamacji o „wartościach”.

Dlaczego nie było dziesięciu posłów PiS, mimo, że klub ten słynie z dyscypliny, również dyscypliny obecności w sprawach, które uznaje za politycznie ważne? Czyżby w sprawie prawa do życia liczyła się tylko polaryzacja – a nie wygrana – z PO? Pytanie jest tym ważniejsze, że to co najmniej drugi w ostatnim czasie przypadek lekceważenia przez PiS podstawowych spraw ładu moralnego. W głosowaniu, które otworzyło furtkę do uznawania w naszym kraju „małżeństw” homoseksualnych udzielanych za granicą (ostatnio gromko przypominanej w kontekście „PSL-owskich” wypowiedzi posła Hofmana) absencja w PiS była większa niż w PO i SLD razem wziętych. Tamto głosowanie też można było bez trudu wygrać, jak wczorajsze.

I kwestia druga. Gdy przed czterema laty pracowaliśmy nad zmianą Konstytucji – do końca za potwierdzeniem prawa do życia (w kwestii konstytucyjnej, więc trudniejszej) głosowało dwudziestu czterech posłów PO. Wtedy osobiście angażowałem się w przekonywanie wszystkich klubów i poszczególnych polityków. Tamto poparcie w dzisiejszym głosowaniu wystarczyłoby do wygrania sprawy, niezależnie od PiS-owskiej absencji. Wczoraj posłów PO głosujących za życiem było tylko piętnastu. Czyżby „umiar” przywódców dzisiejszego PiS był mniej przekonujący niż przypisywany nam „radykalizm”?

PiS w sprawach podstawowych głosuje poprawnie (w zakresie, w jakim w ogóle chce głosować). Nie prowadzi jednak polityki na rzecz cywilizacji chrześcijańskiej. To dlatego wczoraj we „Frondzie” powiedziałem, że niezarejestrowanie list Prawicy Rzeczypospolitej w większości okręgów kraju osłabia prawicę katolicką jako taką. A wczorajze głosowanie najlepiej ilustruje racje naszej kampanii. Pokazuje bowiem zarówno potrzebę PiS w dzisiejszej polityce polskiej, jego absolutną niewystarczalność i niezbędność prawicy chrześcijańsko-konserwatwnej – bez której będziemy może oburzać się na rzeczywistość, ale nie będziemy jej konsekwentnie zmieniać. Niepowodzenie rejestracji wszystkich list w kraju to oczywiście nasza i moja odpowiedzialność, ale przynajmniej podjęliśmy wyzwanie, zrealizowaliśmy je jak mogliśmy i – choć teraz jest trudniej – będziemy walczyć nadal. To lepsze od chowania głowy w piasek i od polityki wizerunkowych krętactw.

Historia and Międzynarodowe and Polityka 23 sie 2011

Dziś rocznica paktu Ribbentrop-Mołotow. Warto pamiętać, że jego zawarcie stanowiło nie tylko szok dla europejskiej opinii publicznej (najradykalniejsi antyfaszyści i antykomuniści postanowili zawiesić swoje poglądy), ale przede wszystkim zwrot w polityce niemieckiej. Hitler po latach polityki antykominternowskiej wracał do stałej linii wytyczonej przez niemiecką demokrację, przez Republikę Weimarską – wytrwale dążącą do zwróconego przeciw Polsce porozumienia z Rosją komunistyczną. W tej sprawie w niemieckiej polityce istniał niemal zupełny consensus – od komunistów po „niemiecko-narodowych” konserwatystów. Najazd na nasz kraj i rozbiór Rzeczypospolitej był konsekwencją polityki, której pragnęła niemiecka opinia publiczna. Układ ten stanowił początek pozbawienia Polski niepodległości na pół wieku.

Prawica Rzeczypospolitej przed dwoma laty zaproponowała doktrynalne ujęcie polskiej polityki, co przekazałem wówczas prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i marszałkowi Bronisławowi Komorowskiemu: „Polska ma prawo, by współpraca Niemiec i Rosji nigdy nie przybierała form, które uważamy za zagrożenie dla bezpieczeństwa i witalnych interesów Rzeczypospolitej, i Polska będzie zabiegać o poparcie tego stanowiska na forum polityki europejskiej”. To stanowisko powinniśmy wytrwale prezentować na forum międzynarodowym, zabiegając najpierw o poparcie dla niego w Europie środkowej (szczególnie państw bałtyckich), potem by inne państwa Europy przyjęły ją do wiadomości, na koniec – by wpływało na politykę Unii, w takich konkretnych sprawach jak gazociąg bałtycki, współpraca wywiadów Niemiec i Rosji, czy „wyrozumiałość” niemieckiej dyplomacji dla najazdu Rosji na Gruzję.

Jeżeli nasza polityka ma być rozumiana za granicą – musi być ujęta w stałe, zrozumiałe założenia. Musi jasno komunikować innym państwom, czego od nich oczekujemy. Choć czasem trzeba ją formułować w momentach kryzysów, najlepiej ją definiować w okresach stabilizacji. Nie może być polegać na chwilowych erupcjach emocji, po których zapada konformistyczne milczenie. Polityka polska tak prowadzona, nawet jeśli nie zawsze będzie przyjmowana, będzie miała zdolność wpływania na stanowisko innych państw, zachowa wewnętrzną ciągłość, konsekwencję, która jest najpewniejszą drogą do osiągnięcia trwałych rezultatów.

Euro 22 sie 2011

Historia jest nieciągła, momenty historyczne zdarzają się stosunkowo rzadko. Gdy przychodzą –dokonują się zwroty albo mija szansa na ich dokonanie. Tak było cztery lata temu z szansą na konstytucyjne potwierdzenie, że Polska chce być państwem cywilizacji życia – tak jest dziś w sprawie odrzucenia przez Polskę euro. I nie ma żadnego znaczenia jak ten moment ma się do wyborczych strategii PO i PiS. W polityce zorientowanej na dobro publiczne działania podejmuje się wtedy, gdy wymagają tego okoliczności, a nie gdy odpowiada to planom politycznych liderów. Tymczasem woli politycznej w tych sprawach brakuje, bo w piątkowej debacie ekonomicznej w Sejmie nie zabrakło krzyku, pytano nawet o „rząd ekonomiczny Europy” – ale nie było żadnej jasnej deklaracji przeciw euro. A to przecież stanowi zasadniczy wybór narodowy, który znów wraca. Jeśli jednak nie będziemy działać dziś – jutro zostaniemy z wczorajszymi zobowiązaniami.

Kryzys euro na południu Europy, a także próby wykorzystania go do wzmocnienia władzy instytucji unijnych (czyli w praktyce Niemiec i Francji) ujawniły całkowicie utopijny charakter wprowadzania wspólnej waluty w gospodarkach tak odmiennych jak Niemcy i Grecja. Utopijne były oczywiście obietnice ideologii euro, realne pozostają interesy i koszty związane z aplikacją utopii unii walutowej. Na szczęście dziś – po ogłoszeniu planu wprowadzenia „rządu gospodarczego państw strefy euro” (czyli w praktyce kontroli budżetów, podatków i polityki prorodzinnej) – jasno widać, przed jakim wyborem stoimy. Dlatego właśnie przed trzema dniami w Lublinie Prawica Rzeczypospolitej i Unia Polityki Realnej oświadczyły, że „zapowiedziane przez Niemcy i Francję wprowadzenie «rządu gospodarczego» państw strefy euro oznacza całkowitą zmianę zasad działania unii walutowej, co zwalnia nas z jakichkolwiek zobowiązań w tej dziedzinie” i w konsekwencji wezwały „wszystkie ugrupowania polityczne do jasnej deklaracji o wykluczeniu wprowadzania w Polsce euro i trwałym zachowaniu przez Polskę waluty narodowej. Jeśli chcemy wykorzystać korzyści otwartego europejskiego rynku – musimy zachować naszą walutę narodową, zasadniczy instrument ochrony konkurencyjności naszej gospodarki i ochrony poziomu życia polskich rodzin”. Jeśli jednak dziś nie powiemy, że Polska wyklucza wprowadzenie euro – pozostanie nam już tylko przyglądać się za parę lat wizerunkowym krętactwom w rodzaju sporów o Joaninę kursu wymiany wyższego lub niższego o cztery grosze, albo o ustawę kompetencyjną o likwidacji złotówki czternaście miesięcy wcześniej lub czternaście miesięcy później. Oczywiście –wokół takich „alternatyw” też można rozognić namiętności wyborcze, ale Polska straci swój wybór.

Christianitas and Religia 21 sie 2011

Tytuł książki-wywiadu Petera Seewalda – „Światłość świata” – nie odnosi się w istocie do Benedykta XVI (choć dla wielu z nas jest on po prostu światłem w tym świecie). Papież odnosi go – tak jak Ewangelia – po prostu do chrześcijan, do życia chrześcijańskiego. To ono, odrębne od świata – ma go jednocześnie naprawiać i ratować. Główne idee pontyfikatu Ojca Świętego – konsekwentna (a więc inspirująca zewnętrzną postawę) ortodoksja, prawda w Kościele, który walcząc o swoją świętość nie może ukrywać zła za instrumentalnie traktowaną koncepcją autorytetu, teocentryczny charakter liturgii – wszystkie noszą to samo egzystencjalne znamię katolickiego nonkonformizmu. Wszystkie wskazują na nadprzyrodzone źródło naszych zasad tutaj i nasz cel Tam. Papież mówi: „potrzebujemy czegoś w rodzaju wysp, gdzie żyje wiara w Boga, trwa wewnętrzna prostota chrześcijaństwa i stąd może ono promieniować na świat. Potrzebujemy oaz, arek Noego, do których człowiek będzie mógł uciec. Takimi schronami są przestrzenie liturgii” (rozdz. XVII). To nie jest jednak koncepcja rezygnacji, ale duchowej walki by chrześcijaństwo „zachować nieskalanym od tego świata” (Jk 1,27). Tylko takie chrześcijaństwo, wolne od konformizmu – będzie siłą duchową i moralną, kulturalną i społeczną, która będzie „promieniować na świat”, zmieniać rzeczywistość, odbudowywać Christianitas.

Oficjalny świat katolicki niechętnie identyfikuje się z tymi wyspami. Obawy przed falsyfikacją tryumfalistycznej wizji udanej symbiozy chrześcijaństwa i świata zbiegają się tu z lękiem przed „słabością” tych wysp lub przed walką, którą one muszą toczyć. Ale nie ma innej drogi: albo chrześcijaństwo będzie re-formować świat, albo świat zdeformuje chrześcijaństwo.

Euro and Polityka 20 sie 2011

Wczoraj w Sejmie prezes Szydło pytała premiera Tuska „jakie jest oficjalne stanowisko rządu wobec koncepcji utworzenia tzw. superrządu gospodarczego Europy, proponowanego przez prezydenta Sarkozy’ego i kanclerz Merkel?”. Dobre pytanie, ale my też chcielibyśmy wiedzieć jakie jest stanowisko PiS-owskiej opozycji w tej sprawie. A ściśle biorąc – w sprawie konsekwencji zmian w strefie euro. Bo to nie jest kwestia pytań – ale odpowiedzi. Odpowiedzi jasnych, nie różnic pozornych – w kwestii dat, Joanin, ustaw kompetencyjnych, tego całego wizerunkowego krętactwa zastępującego poważną i konsekwentną politykę. Prawica jest za zachowaniem naszej narodowej waluty i przeciw międzynarodowej kontroli nad polityką gospodarczą Polski. Nie zgadzamy się na wprowadzenie euro. Uważamy, że art. 227 Konstytucji jest nienaruszalny i nie wolno go zmieniać w żadnej formie. Zapowiedziane przez Niemcy i Francję wprowadzenie „rządu gospodarczego” państw strefy euro uznajemy za całkowitą zmianę zasad działania unii walutowej, co zwalnia Polskę z jakichkolwiek zobowiązań w tej dziedzinie. I dlatego wzywamy wszystkie ugrupowania polityczne do jasnej deklaracji o wykluczeniu wprowadzania w Polsce euro i trwałym zachowaniu złotego. Ale to nie są sprawy, o które spiera się w Sejmie rząd i oficjalna opozycja. I może dlatego, żeby się o to nie spierać – muszą się kłócić tak głośno.

Polityka 11 sie 2011

Po wyborach w Wałbrzychu należałoby zapytać – czy Układ Wałbrzyski nabrał rozmiarów masowych? Mimo sfałszowania poprzednich wyborów przez prezydenta związanego z PO – Platforma wygrała ponownie. Wałbrzych pokazał, że sprowadzanie słabości naszego państwa do oderwanych od społeczeństwa „układów” to diagnoza wygodna, ale bardzo uproszczona. Nie twierdzę, że uczciwość przestała być rzeczą ważną – nie stała się jednak rozstrzygającą. Władzy szermującej „skutecznością” wolno bardzo wiele. I w obliczu „skuteczności” społeczeństwo staje się bardzo tolerancyjne, bardzo wiele spraw przestaje być dla opinii publicznej ważnych. Dlatego właśnie zmiana moralna, która jest Polsce potrzebna to nie rewolucja złości, ale kontrrewolucja zasad, kontrrewolucja odpowiedzialności.

Nie można też ignorować wyników tych wyborów. Oczywiście, należy je właściwie „zważyć”. Ziemie Odzyskane to teren, gdzie PO ma wyraźną przewagę wyborczą, zwycięstwo Romana Szełemeja stanowi więc tylko część problemu, istotniejsze są jego rozmiary. Nowowybrany prezydent z PO otrzymał praktycznie całe poparcie Bronisława Komorowskiego z czerwca ubiegłego roku. Na kandydata SLD głosowało dwie trzecie wyborców Grzegorza Napieralskiego. Na kandydata PiS – jedynie co szósty wyborca Jarosława Kaczyńskiego z pierwszej tury wyborów prezydenckich. Wówczas w Wałbrzychu lider PiS zdobył prawie połowę głosów kandydata PO, dziś kandydat PO wygrał z kandydatem PiS mając ponad jedenastokrotną przewagę. Tej demobilizacji poparcia nie zapobiegł nawet osobisty udział w kampanii wałbrzyskiej Jarosława Kaczyńskiego.

Takie wyniki nakazywałaby solidarność, wstrzymanie tych wszystkich manufaktur pogardy mielących „kwestie” kto ma kanapę, a kto – kanciapę. Co począć jednak jeśli PiS chce być partią samowystarczalną, partią kierującą się doktryną „tylko my” (co opisałem we wczorajszym tekście). Nikt rozsądny nie powinien opierać przyszłości Polski na jednej partii, tym bardziej partii zamkniętej. Potrzebna jest „dywersyfikacja reprezentacji” prawicowych wyborców. Tak jak wtedy – gdy ZChN walczył o chrześcijański charakter państwa, nie oglądając się na prezydenckie PC. Ale również jak wtedy, gdy Jan Olszewski prowadził kampanię „bez szans” obok Lecha Wałęsy. I wtedy, gdy PiS i LPR przygotowywały „operację ratunkową” w sytuacji implozji AWS. Jeśli dziś nie będziemy przygotowywać zmiany – jutro cała Polska może wyglądać jak Wałbrzych.

Polityka 10 sie 2011

Wiele razy apelowaliśmy do Prawa i Sprawiedliwości o realistyczną współpracę. Nie o „potraktowanie [naszej] partii jako równorzędnego partnera” (jak mówił Joachim Brudziński w ostatnim czerwcowym numerze „Gościa Niedzielnego”), ale po prostu o realistyczną współpracę. Opartą na szacunku dla Polaków, którzy podzielają nasze zasady, dla wyborców, którzy w ostatnich ogólnopolskich wyborach (przed dwoma laty do Parlamentu Europejskiego) nie dali wprawdzie Prawicy Rzeczypospolitej 5 % głosów, ale Prawu i Sprawiedliwości również nie dali… 30 % (zdobyli 27 %). Zamiast warunku wstępnego – zaproponowałem więc PiS ustępstwo wstępne: gdybym miał być przeszkodą – byłem gotów nie kandydować, jednocześnie w dowolny sposób wspierając współpracę naszych partii. Te propozycje przekazałem przed pół rokiem Kazimierzowi Ujazdowskiemu, członkowi Komitetu Politycznego PiS, z prośbą o odpowiedź w ciągu miesiąca. Gdy ostatnio nasze propozycje powtórzyłem zaprzyjaźnionemu posłowi PiS – był „porażony” ich umiarem; w partii na temat naszego stanowiska opowiadano mu bowiem coś zupełnie innego. A publicznie ze strony PiS słyszeliśmy bez przerwy odpowiedź zawartą w doktrynie sformułowanej przez wiceprezesa Adama Lipińskiego już przed dwoma laty: „nie jest możliwa współpraca przy zachowaniu odrębności partyjnej” („Nasz Dziennik”, 21 XII RP 2009). Adam zresztą sformułował to rzeczowo i dość elegancko, inaczej niż polityk PiS, który zareagował na nasze propozycje w „Polska The Times” (25 II RP 2011): „co ciekawsze nazwiska mogłyby zostać wpisane na nasze listy, w tym Marek Jurek. Ale Jurek się na to nie zgadza, zamiast tego chce, by jego partia został przybudówką naszej”. Cytuję to dla porządku, bo polityk ów – w języku pogardy – również poświadczył naszą dobrą wolę. Przypominam to, bo fakt samodzielnego startu Prawicy Rzeczypospolitej w wyborach nie był wcale rozwiązaniem preferowanym przez naszą partię, choć dzięki niemu zbudowaliśmy szersze porozumienie środowisk prawicowych z udziałem Unii Polityki Realnej, środowisk ludowych i społecznych (wczoraj do naszego grona dołączyły środowiska kresowe). Naszą decyzję podjęliśmy kierując się potrzebą samodzielnej polityki chrześcijańsko-konserwatywnej i reagując na okoliczności. Realizm każe je brać pod uwagę, a przede wszystkim – zauważać, jak wybory wałbrzyskie, o których w kontekście wyborów ogólnokrajowych napiszę jutro.

Reguła wg Ojca Schütza 6 sie 2011

Wakacje – czas krótkiej wolności od niektórych przynajmniej konieczności dnia codziennego. I czas radości życia, które właśnie teraz osiąga pełen rozkwit. W swych całorocznych benedyktyńskich rekolekcjach ojciec Christian Schütz OSB w sierpniu (komentując rozdziały XXXVI-XLIII Reguły) radzi uważać, byśmy uwolnieni od własnych problemów – nie stracili z oczu spraw innych ludzi, bardziej, albo nawet – najbardziej potrzebujących. To dobra rada na dziś. Media niewiele mówią o głodzie w Afryce Wschodniej. Znacznie więcej emocji budzą rewolucyjne wydarzenia na Bliskim Wschodzie – może po prostu rzeczywistość polityczna, jako rzeczywistość ludzka, jest łatwiejsza do ogarnięcia niż dotknięcie granic egzystencji. Katastrofie w rogu Afryki Zachód nie powinien się biernie przyglądać, a Polska – w momencie prezydencji w Unii Europejskiej – ma znacznie więcej możliwości działania. Prezydencja nie ma władzy – ale ma możliwość stawiania problemów.

Ojciec Schütz zachęca nas do odwagi myślenia o rzeczach trudnych, której może nam braknąć, skoro sami „dzisiaj jesteśmy trochę poranieni – z tej przyczyny, że nie zaznaliśmy głodu”. Ale ostrzega przed protekcjonalnym humanitaryzmem. Przypomina, że Święty Benedykt polecał, by „przyjmując służbę” modlić się o wolność od „ducha wyniosłości” (Reguła 38,2). Służyć należy tak, by „nikt nie musiał o nic prosić” (38,6). W ten sposób Święty Benedykt z chrześcijańską scrupulositas przypomina nam rzymski obowiązek.

Polityka 4 sie 2011

Wysłuchałem wczoraj konferencji prasowej Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza. Zgadzam się z ich stanowiskiem w kwestii odpowiedzialności obecnych władz za okoliczności katastrofy smoleńskiej. Mówiłem o tym wielokrotnie wcześniej, i zaraz po ogłoszeniu raportu Millera. W tej sprawie byliśmy i będziemy razem.

Ale konferencja miała i inne elementy. Te, które odnoszą się do praw polskiej opinii publicznej i kształtu polskiej polityki. Jarosław Kaczyński uznał spokojne pytanie dziennikarki o koszty obecnej PiS-owskiej „kampanii informacyjnej” za atak na demokrację. Co właściwie jest atakiem na demokrację – pytanie dziennikarki czy kwestionowanie potrzeby takich pytań? Daleko odeszliśmy od czasów, gdy wspólnie przed jedenastu laty walczyliśmy o jawność majątkową polityków.

Jarosław Kaczyński powiedział też, że zakaz billboardów w obecnych warunkach służyłby w sposób oczywisty tym, którzy mają „przewagę medialną”. W porządku – „przewaga medialna” to socjologiczny fakt. Ale przecież „bliżej ludzi” „i Sprawiedliwość” zobowiązują by widzieć całą Polskę, nie tylko partię Donalda Tuska. Stanowisko PiS w sprawie billboardów byłoby o wiele bardziej wiarygodne – gdyby PiS sam nie wykorzystywał bez umiaru przewag, które posiada. Przypomnę, że w wyborach europejskich na Prawicę Rzeczypospolitej i Unię Polityki Realnej głosowało ponad 10 % prawicowych wyborców (licząc łącznie z głosami na PiS). Czy PiS, podtrzymując obecną ordynację wyborczą, pamięta o „i Sprawiedliwości” oraz konieczności niwelowania „przewagi medialnej”. A może tam, gdzie samemu się ma „przewagę medialną” – żadną wiarygodnością przejmować się trzeba?

I jeszcze jedno. Zakaz billboardów w obecnych warunkach – jak mówi Jarosław Kaczyński – służyłby w sposób oczywisty tym, którzy mają „przewagę medialną”. A komu służyłoby w warunkach obecnej „przewagi medialnej” referendum w sprawie wprowadzenia euro? Politycy PiS jeszcze niedawno, zanim wybuchł kryzys, proponowali ten plebiscyt PO zamiast twardej obrony 227. art. Konstytucji – do czego w Sejmie posiadali zupełnie wystarczającą ilość głosów.

Afera Reding 3 sie 2011

Ostatnie dni nie przyniosły żadnych wiadomości na temat reakcji polskich władz i polskiego Parlamentu na aferę pani Reding. Przedstawiłem w sieci przygotowany (i przekazany wcześniej ugrupowaniom parlamentarnym) projekt Uchwały nie po to, by konstatować, że nic nie zrobiono (nie po to przygotowaliśmy i dużo wcześniej wysłaliśmy Uchwałę) – ale by dowiedzieć, się co zrobiły. Czy w Parlamencie podjęto jakieś działania, by stanowisko wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej utrwaliło się jako doktryna UE – czy nie? Czy europejski dryf rządu Tuska napotyka na jakąś realną, więc domagającą się działań – opozycję? Po to przecież istnieje narodowe e-Forum, by ugrupowania polityczne mogły poinformować opinię publiczną, co robią. Albo – dlaczego czegoś nie robią. Oczywiście – nikt nie ma obowiązku odpowiadać na publiczne pytania, chociaż odzywka „nie muszę się tłumaczyć” pasuje bardziej do chuligaństwa niż do ustroju parlamentarnego. Dominujące dziś partie lubią akcje w rodzaju „PiS bliżej ludzi”. Ale tak naprawdę – bliżej ludzi czy bliżej władzy? Bliżej ludzkich sumień czy bliżej masowych emocji i wyborców, którzy mogą dać głosy – czyli po prostu władzę? Pamiętam, jak w czasie francuskiej kampanii prezydenckiej’88 stowarzyszenia opieki nad niepełnosprawnymi wywiesiły billboardy „Prezydencie Mitterrand, premierze Chirac – co zrobicie dla ludzi, którzy nigdy nie będą mogli na Was głosować?” Dla ludzi – nie dla władzy. W wypadku PiS-owskiej opozycji był dodatkowy motyw, by na aferę Reding zareagować natychmiast, stanowczo i wyraźnie. Motyw podstawowy: walka z Układem. Z Układem, którego nie trzeba szukać – bo ujawnił go bł. Jan Paweł II w art.art. 12 i 17 Evangelium Vitae.

Afera Reding and Międzynarodowe 1 sie 2011

Przedstawiłem w ubiegły czwartek na blogu projekt Uchwały Sejmu ws. radykalnej aborcjonistycznej deklaracji ogłoszonej ex officio przez Viviane Reding, wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej. W sprawie tej – mimo informacji w mediach centralnych, mimo apeli, mimo obowiązków wynikających z faktu prezydencji – rząd nie podjął żadnych kroków. Projekt ten znacznie wcześniej przekazałem PiS i PJN, z apelem o zgłoszenie go w Sejmie. Na blogu przedstawiłem go również po to, by dowiedzieć się, czy partie te podjęły jakieś kroki we wskazanej sprawie. Pora najwyższa, bo na wydarzenia takie jak wypowiedź pani Reding reagować trzeba natychmiast – poprzez akty oficjalne, a także mobilizację opinii międzynarodowej. Trzeba, bo nie chodzi tu o sprawę, która jest ciekawa dla prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej, ale o wypowiedź definiującą zasady współpracy europejskiej, o fakt ustrojowy w wymiarze europejskim. Nie możemy pozwolić, by w okresie polskiej prezydencji aborcjonizm (bez słowa protestu) został uznany za oficjalną ideologię Unii Europejskiej. Oczywiście, są tacy, którzy uważają, że możemy – ale im więcej takich opinii, tym właśnie mocniej powinny reagować partie, które deklarowały obronę zasad chrześcijańskich w Europie. Ta obrona nie polega na opowiadaniu o „wartościach” w okolicznościowych przemówieniach, ale na aktach politycznych podejmowanych ze stosowną mocą, gdy wymagają tego okoliczności.

Cały czas czekamy na wiadomość o działaniach podjętych w Parlamencie (bo niestety po publikacji poprzedniego żadnych takich informacji ani w komentarzach, ani inną drogą nie otrzymaliśmy). Zachęcam do nich opozycję, bo europejska bezczynność rządu nie powinna pozostawać bez opozycji właśnie. To słowo zobowiązuje do czegoś więcej niż prowadzenie kampanii wyborczej. To właśnie opozycja powinna przypomnieć partii rządzącej jej obłudne deklaracje, zawarte w oficjalnym programie (deklaracje, które przypomnieliśmy w uzasadnieniu przygotowanej Uchwały).

Międzynarodowe and Polityka 30 lip 2011

Premier Tusk zapowiedział, że „nigdy nie powie, że minister Klich jest odpowiedzialny za katastrofę smoleńską”. Trudno, może nie mówić również o własnej odpowiedzialności. Ale powinien razem z Klichem podać się do dymisji. Dałby tym najlepszy dowód, że rozumie charakter swego urzędu. Pozostawanie Donalda Tuska na stanowisku premiera oznacza unieważnienie zasady odpowiedzialności, bez której zanika zdolność jakiegokolwiek porozumienia i współpracy między siłami politycznymi. Wiem, że dziś jest jej niewiele. Uchylając się od politycznej odpowiedzialności Donald Tusk pokaże, że uważa jakikolwiek consensus w państwie za niepotrzebny. Zresztą w gruncie rzeczy o tym mówił na Radzie PO – consensus państwowy zastąpić ma Platforma od Sierakowskiej do Libickiego.

Raport Millera pokazuje jasno jak polski rząd dopuścił (więc tolerował) lekceważenie Rosji dla Prezydenta Rzeczypospolitej. Lekceważenie, którego materialną formą było zupełne nieprzygotowanie warunków dla lądowania w Rosji prezydenckiego samolotu. Pośrednio pokazuje odpowiedzialność za dopuszczenie (poprzez oddanie śledztwa) do uchylania się przez Rosję od odpowiedzialności za katastrofę, czego apogeum był raport Anodiny. Pokazuje przede wszystkim błędną kwalifikację lotu po katastrofie, a więc bezpodstawność odwołania się do konwencji chicagowskiej. Śledztwo oddaliśmy Rosji – uznając lot za cywilny, raportu nie wyślemy ICAO – bo lot okazał się wojskowy.

W dobrze funkcjonujących demokracjach odpowiedzialność polityczna działa tylko tam, gdzie w obozie władzy pojawiają się odważni politycy, którzy (pod presją i ze wsparciem opinii publicznej) potrafią swoim przywódcom przypomnieć o zobowiązującym charakterze zasad i racji stanu. Gdy taki postulat stawiamy w Polsce – komentatorzy piszą: przecież to nierealne. Więc jak? Parlamentaryzm to nie dla nas?

Polityka 29 lip 2011

Wczorajsze przemówienie Donalda Tuska potwierdziło najgorsze przewidywania dotyczące motywów opóźnienia publikacji raportu Millera. Do eskalacji konfliktu ma dojść przed wyborami i to agresywny konflikt PO i PiS ma wchłonąć debatę i kampanię wyborczą. Oczywiście, apele o przeciwstawienie się nienawiści i pogardzie w polityce są bardzo słuszne – ale tylko wtedy, gdy są poparte dowodami rzeczywistego ducha szacunku i wysiłku solidarności, nie na pokaz i gdy trzeba – wbrew interesowi wyborczemu i emocjom własnego elektoratu. Premier chce „chronić Polskę przed tymi, którzy chcą zamienić ją w gniazdo nienawiści i agresji”. A czym zadośćuczynił za wyczyny pana Palikota? Czy kiedykolwiek zaprzeczył jego rewelacjom (z książki pisanej w czasie działalności w PO i apologetycznej wobec Donalda Tuska), że kiedy Palikot poniżał Prezydenta zaśmiewało się do rozpuku całe kierownictwo Platformy? Czy premier czymkolwiek dał do zrozumienia, że wie, że to było złe i chce to naprawić? Pytam o zadośćuczynienie, ponieważ w naszej kulturze od ostentacyjnego przyznawania się do win ważniejsze są rzeczywiste i trwałe sygnały rewizji moralnej.

Nawiązując do norweskiej tragedii Donald Tusk ostrzegał wczoraj, że „nie ma narodu i kraju wolnego od tego typu ryzyk” i również „Polska może stać się miejscem gdzie agresja i frustracja zaczną w polityce nadawać ton”. Można by wierzyć w jego dobre intencje, gdyby powiedział, że „nie ma partii wolnej od tego typu ryzyk i PO również nie jest od nich wolna”. Politycy tak łatwo (i to wcale nie „się”) biją w piersi Ojczyzny. A w końcu Donald Tusk mógłby mówić dalej – skoro sprawca ubiegłorocznego mordu politycznego był kiedyś członkiem naszej partii, sami wiemy najlepiej wiemy, że do tego naprawdę może dojść wszędzie.

Afera Reding and Polityka 28 lip 2011

Uchwała Sejmu RP (projekt):

Sejm Rzeczypospolitej wzywa rząd do stanowczej reakcji na stanowisko zajęte przez wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej, panią Vivian Reding, która doprowadziła do wstrzymania na Węgrzech kampanii społecznej na rzecz adopcji niechcianych dzieci nienarodzonych, gdyż uznała, że „taka kampania jest sprzeczna z wartościami europejskimi”. Stanowisko Vivian Reding, podważające działania Węgier na rzecz solidarności z najbardziej bezbronnymi, jest nie do pogodzenia z zasadą niedyskryminacji, stanowiącej jedną z wartości podstawowych Unii Europejskiej.

Wzywamy Rząd Rzeczypospolitej do wyrażenia zdecydowanego protestu wobec działań i wypowiedzi wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej i do wspierania państw Unii Europejskiej podejmujących działania na rzecz szacunku dla życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci.

Uzasadnienie:

Protest wobec wypowiedzi i działań wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej jest niezbędny, jeśli jej stanowisko nie ma zostać uznane za element polityki Unii Europejskiej.
Niechciane dzieci poczęte – na których rzecz Węgry podjęły kampanię proadopcyjną – mają prawo do solidarności społecznej, której odmowa (jako forma dyskryminacji) narusza art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej.

Do wyrażenia takiego stanowiska obecny rząd jest również zobowiązany ze względu na mandat społeczny, który otrzymał. Program partii, której przewodniczy premier, mówi wszak: „Fundamentem cywilizacji Zachodu jest Dekalog. Wierzymy wspólnie w trwałą wartość norm w nim zawartych. (…) Dlatego prawo winno ochraniać życie ludzkie, tak jak czyni to obowiązujące dziś w Polsce ustawodawstwo…”.

(Niniejszy projekt Uchwały przekazałem na publicznym spotkaniu we Wrocławiu 16 bm. posłowi Dawidowi Jackiewiczowi z Prawa i Sprawiedliwości, z apelem o wystąpienie z taką inicjatywą przez Klub PiS w Sejmie. Wcześniej projekt ten przekazałem kierownictwu partii Polska Jest Najważniejsza. Sformułowanie tej propozycji poprzedzone było wcześniejszymi apelami o reakcję rządu i opozycji.)

Polityka 26 lip 2011

Pora wyjaśnić nasze relacje z PJN. W okresie prezesury Joanny Kluzik-Rostkowskiej nie wchodziły w grę. Gdy dobiegało kresu jej przywództwo – zachęcałem Pawła Kowala, by ogłosił, że stając na czele PJN zrobi wszystko by wspólnie z innymi środowiskami zbudować nową republikańską prawicę, ideową i otwartą zarazem. Proponowałem mu nawet (przykładową) nazwę – Nowa Rzeczpospolita, z deklaracją, że jestem gotów przekonać naszą partię do udziału w takiej próbie integracyjnej. Zachęcałem go nawet do wspólnej publicznej wypowiedzi, że chcemy to robić razem. Jednak Paweł Kowal zamiast wyraźnie zaznaczyć różnicę poglądów z panią Rostkowską – mówił jedynie o różnicy stylu („nie ma między nami różnic programowych, jest tylko różnica taktyki”, Rzeczpospolita 5 VI br.). Za priorytet przyjął utrzymanie jak długo się da współpracy z grupą zwolenników PO we własnym środowisku. Nowy PJN postanowił kontynuować stary PJN i bardzo się przy tym upierał. Nie działały również moje zachęty do wyraźnego zdystansowania się od kampanii Filipa Libickiego i Michała Kamińskiego, dla których głównym problemem polityki polskiej nie jest powołanie większości na prawo od centrum, zablokowanie wejścia do rządu radykalnej SLD-owskiej lewicy – ale walka z Jarosławem Kaczyńskim. My chcemy zbudować prawicę chrześcijańsko-konserwatywną, samodzielną (a jak będzie wola z drugiej strony – partnerską) wobec PiS. Wobec rządu Tuska – dla którego Michał Kamiński nie widzi alternatywy – jesteśmy w zdecydowanej opozycji. Nie uważam, że politycy PJN (Paweł Kowal czy Elżbieta Jakubiak) wewnętrznie popierają kampanię Kamińskiego – ale widać gołym okiem, że są wobec niej równie bezradni, jak wcześniej wobec pani Rostkowskiej i Libickiego. Za taką „politykę” odpowiedzialności brać nie możemy.

W sprawie nowej formacji mówiłem Pawłowi Kowalowi na samym początku naszych rozmów, że jeśli chcemy ją przedstawić – trzeba działać niezwłocznie. I deklarowałem gotowość niezwłocznego działania. Nieuchronnie zbliżały się wybory, a rejestracja sądowa takiej zmiany wymaga przecież czasu. Choć mieliśmy w tej sprawie wstępne uzgodnienia – Koledzy nie podjęli żadnych praktycznych kroków prawnych i koniec końców zaproponowali po prostu start z PJN. Mam wrażenie, że do tego zmierzały od początku nasze rozmowy. Naszą wolę współpracy potwierdzały konkretne propozycje, gotowość oddania Kolegom pierwszeństwo w budowie nowej republikańskiej prawicy – ale propozycja startu z ich „projektu” nie jest żadnym porozumieniem.

I jeszcze jedno słowo, nieostatnie. Do wyborów idziemy w szerokim porozumieniu, jako Prawica. Gdyby Koledzy z PJN (skoro już za późno na prezentowanie nowych inicjatyw) zdecydowali się brać w nim udział – będą przyjęci serdecznie, bez sporów o pierwszeństwo, z całym uznaniem dla ich medialnej pozycji, tak jak wczoraj. Wiem, że to nie tylko stanowisko Prawicy Rzeczypospolitej, ale Unii Polityki Realnej i innych środowisk, z którymi startujemy. Naprawdę warto – w ten sposób Koledzy powiedzą mocniej, niż przez trzymanie się wyborczej nazwy, że Polska jest najważniejsza.

Religia 24 lip 2011

Nowa książka Pawła Milcarka to piękne świadectwo miłości – miłości do liturgii Kościoła. Świadectwo dobre, bo gruntowne. Emocjonalny świadek często niewiele wnosi, świadectwo naprawdę służące prawdzie wymaga wysiłku pamięci i umysłu. Książka więc bardzo dokładnie wyjaśnia znaczenie liturgii i przywiązania do liturgii. Ale nie jest to – bo nie może być – świadectwo beznamiętne. Istota uczestnictwa w liturgii katolickiej nie zawiera się w rozumiejącej wiedzy czy nawet w medytacji. Paweł Milcarek tłumaczy to sięgając do Romano Guardiniego, jednego z największych autorytetów nowoczesnego ruchu liturgicznego. Powtarza jego opowieść z połowy lat 60-tych o chwili, gdy poczuł fizycznie istotę liturgii „w katedrze w Palermo (…) była to świątynia wypełniona (…) bardzo zwykłymi ludźmi, sycylijskimi katolikami. Guardini [tam] zrozumiał, że uczestnictwo w liturgii polega na umiejętności patrzenia. Na umiejętności patrzenia na to, co się dzieje na ołtarzu i w jego okolicach. Albo patrzenia ku czemu zmierza to, co się dzieje przy ołtarzu”.

Cała książka jest jakby osobistym komentarzem autora do słów Zbawiciela „Chodźcie, a zobaczycie” (J 1,39). Uczestnictwo w liturgii zaczyna się chyba wtedy, gdy – tak jak pierwsi uczniowie – nie możemy się oprzeć temu wezwaniu.

Historia 15 lip 2011

150 lat temu zmarł książę Adam Czartoryski, przywódca Wielkiej Emigracji, dla tych, którzy za nim szli – król „de facto”. Był największym polskim politykiem XIX wieku. Doprowadził do potwierdzenia praw naszego narodu na Kongresie Wiedeńskim, co stworzyło prawne oparcie dla walki o niepodległość i prawa Polski przez następne dziesiątki lat. Stanął na czele powstania, którego nie chciał, i mimo jego klęski potrafił zapewnić obecność sprawy polskiej w polityce europejskiej. Swego syna ożenił z wnuczką króla Francuzów. Choć był dzieckiem czasów Oświecenia – pracował dla Europy chrześcijańskiej i był oparciem dla opuszczonego błogosławionego Piusa IX. Dzięki niemu i Zakonowi Zmartwychwstańców, którym się opiekował, powstał Bułgarski Kościół Greko-katolicki. Na wygnaniu służył solidarności Polaków głosząc zasadę „najpierw być”. Był prawdziwym ojcem polskiej kultury.

Pracując dla Polski w czasach niedoli przez półtora wieku nie doczekał się pomników. Dziś Prawica Rzeczypospolitej oddała hołd jego pamięci, powtórzyliśmy apel do Parlamentu o ogłoszenie Roku Księcia Adama i zadeklarowaliśmy wierność jego zasadom.

Euro 14 lip 2011

Dziś już nikt nie może mieć złudzeń. To nie jest kryzys grecki. I nie jest to tylko kryzys południowych państw strefy euro. To klęska samego konceptu unii walutowej. Polska powinna animować w Europie (piszę o tym, bo wypowiadając się o państwie należy wskazywać działania, które można podjąć) konferencje państw zachowujących walutę narodową, takich jak Wielka Brytania, Czechy, Szwecja, Dania. Nasze kraje nie muszą działać w pojedynkę, jedynie recenzując agendę polityczną, inicjatywy i stanowiska państw euro, występujących wspólnie. Możemy i powinniśmy pomagać innym, ale nie możemy finansować ani groźnych utopii pomyślanych przeciw władzy narodów Europy w ich państwach, ani greckich zakupów we francuskich firmach zbrojeniowych, ani niemieckich i francuskich banków udzielających politycznych „dotacyjnych pożyczek”, które mają spłacać narody Unii Europejskiej. Tym bardziej nie możemy wspierać pomysłów przejmowania przez państwa dominujące w Unii kontroli nad polityką budżetową państw słabszych. To wszystko nie miałoby nic wspólnego z solidarnością, gdyby nie to, że – jako ilustracja – pokazuje na czym polega zaprzeczenie solidarności. Tymczasem jedynym sensem współpracy europejskiej jest umacnianie, a nie destrukcja, niepodległości państw uczestniczących w Unii, oraz podejmowanie przedsięwzięć, które służą wszystkim. Działanie przeciw samodzielności jej państw to niszczenie Europy.

Christianitas and Międzynarodowe and Polityka and Prawa człowieka and Religia 30 cze 2011

Przedwczoraj na Jasną Górę przybyła Narodowa Pielgrzymka Węgrów. Dziękowali – wraz ze swymi przywódcami państwowymi – za Opiekę Boga nad ich Ojczyzną w ciągu ostatnich lat i miesięcy. Pomyślna prezydencja w Unii Europejskiej nie jest jedynym i nie najważniejszym powodem: przede wszystkim mają Konstytucję o wyraźnie chrześcijańskim charakterze, odrzucającą balast komunizmu i potwierdzającą źródła współczesnej państwowości w Koronie Świętego Stefana, w wojnie o niepodległość z LP 1848-49 i w powstaniu’56 roku, potwierdzającą również, że Węgry chcą być państwem cywilizacji życia. Całej Europie powiedzieli, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, a Bóg ludziom powiedział to przez nich.

Dziś nasz Sejm rozpocznie prace nad społecznym projektem ustawy o ochronie życia. Gdy kierując Sejmem musiałem posłom przypominać o godności ich pracy i urzędu, powtarzałem, że ta Izba jest większa od nas wszystkich. Jutro raz jeszcze się o tym przekonamy. Sejm skieruje ustawę do dalszych prac, a wymierzony w prawo do życia wniosek skrajnej lewicy zostanie odrzucony. Gdybyśmy przed czterema laty zmienili polską Konstytucję (chodziło tam jedynie o potwierdzenie, że prawo do życia od poczęcia jest prawem człowieka, a propozycja poprawki konstytucyjnej – mimo dywersji – zyskała sześćdziesięcioprocentowe poparcie w Izbie) nie byłoby po drodze lubelskiej tragedii Agaty i jej dziecka, nie byłoby sprawy Alicji Tysiąc, nie byłoby wyroku na ks. Marka Gancarczyka i „Gościa Niedzielnego”, inaczej wyglądałaby debata wokół sprawy in vitro. Nie byłoby tych dramatów i wielu tragedii, których możemy się tylko domyślać. Oby jutrzejsze głosowanie – oczywisty znak Łaski, skoro dostajemy drugą szansę – skłoniło do namysłu nad odpowiedzialnością polityków i ich entuzjastów, którzy tak skwapliwie, bez chwili namysłu i litości wobec najsłabszych, powtarzali – „nie było szans”. Dziś te słowa nie będą padać w sejmowej debacie, a jutro swym głosowaniem Izba zada im ostatecznie kłam.

wstecz | dalej